
Nad ranem, w szarej jasności świtu, do komnaty śpiącego Geralta bezszelestnie wchodzi dziewczyna, naga pod opończą, której szelest o skórę jest jedynym dźwiękiem, jaki jej towarzyszy. To właśnie ten nikły szelest budzi wiedźmina, choć ten nie zdradza się nawet drgnieniem i obserwuje ją spod przymkniętych powiek. Rozdział nie mówi, kim jest dziewczyna ani gdzie to wszystko się dzieje: jest tylko izba, świt i dwoje ludzi.
Dziewczyna zrzuca opończę i z wahaniem wspina się na łoże, na wiedźmina. Jej włosy pachną rumiankiem, skóra jest chłodna i zadziwiająco gładka, a oczy, gdy zbliża twarz, okazują się wielkie i ciemne jak oczy rusałki. Przez cały czas nie pada ani jedno słowo: dziewczyna stanowczym naciskiem dłoni zabrania Geraltowi zmiany pozycji i sama narzuca rytm, a on odpowiada. Scena zamyka się obrazem, którym się otworzyła: wiedźmin tonie w „rumiankowym morzu", które traci swój spokój.
📝 Want to pin a note to this chapter? Create a free account. Notes are private and come back with your recap.