👁 You're reading without a bookmark: you see the full content, so we may give away what happens later.How does spoiler protection work?How does the protection work?
🕯 English edition in preparation. This content is still in Polish — the interface is fully translated, and the summaries are being translated volume by volume.
Volume I · The Last Wish

Chapter 5 “The Voice of Reason 3”

Chapter 5 of 13 in this volume·5/29 in the saga·~4 min read
Vol. I · ch. 5/13
5/29 in the saga
Nenneke ze słoiczkiem stawia czoło rycerzom Białej Róży
Nenneke odprawia zakonnych posłów

Do świątyni Melitele przyjeżdżają dwaj rycerze w zbrojach i karminowych płaszczach ze znakiem Białej Róży na lewym ramieniu: starszy Falwick, hrabia Moen, i młodszy Tailles z Dorndal. Geralt dziwi się na ich widok, bo w okolicy nie ma żadnej komandorii tego zakonu. Zagadkę rozwiązuje Nenneke, przyjmująca gości z pozorną swobodą, rozparta w fotelu przypominającym tron: kapituła zakonu Białej Róży zabiega właśnie u władającego tymi ziemiami diuka Herewarda o nadania. Dlatego wielu rycerzy Róży wstąpiło na książęcą służbę, a niemało miejscowych, jak obecny tu Tailles, złożyło śluby i przyjęło czerwony płaszcz. Tailles z wrogością w jasnych, niebieskich oczach poprawia kapłankę, że Hereward to „książę", nie „diuk", na co Nenneke drwi, że za jej czasów księciem tytułowano wyłącznie ludzi królewskiej krwi. Cel wizyty wykłada bez ogródek sama, zanim zdążą to zrobić rycerze: przyjechali wypędzić Geralta z tych ziem. Ona nie uważa tego za zaszczyt dla gościa, lecz za obelgę.

Geralt wzrusza ramionami: rycerze trudzili się bez powodu, bo on i tak zamierza niebawem wyjechać, bez dodatkowych ponagleń. Taillesowi to nie wystarcza: żąda wyjazdu natychmiast, z rozkazu księcia. Wtedy Nenneke ucina zimno: na terenie świątyni rozkazy wydaje ona, a z polityką Herewarda liczy się tylko o tyle, o ile ta polityka jest logiczna. Geralt z Rivii jest jej gościem i pozostanie w świątyni tak długo, jak zechce. Młody rycerz krzyczy o czelności wobec władzy, pręży zdobiony mosiądzem napierśnik i chwali się dwunastoma żołnierzami czekającymi na podwórcu. Kapłanka w odpowiedzi wyjmuje z mieszka przy pasku nieduży porcelanowy słoiczek i głośno się zastanawia, co też się stanie, jeśli rozbije mu to naczynie pod nogami: może pękną mu płuca, może porośnie sierścią, a może jedno i drugie: to wie chyba tylko Melitele. Żołnierzom zaś przypomina groźbę zupełnie przyziemną: jeśli którykolwiek z nich tknie kapłankę Melitele, zawiśnie na akacjach wzdłuż drogi do miasta, nim słońce dotknie horyzontu. A oni wiedzą o tym doskonale. Na koniec odbiera smarkaczowi resztę animuszu jednym zdaniem: odbierała jego poród i żal jej jego matki.

Nenneke każe Taillesowi podnieść rękawicę rzuconą pod nogi Geralta
Wyzwanie Taillesa

Znudzony całą awanturą Geralt próbuje ugody z Falwickiem, który wygląda mu na bardziej zrównoważonego: zaręcza, że opuści okolicę za kilka dni i że nie zamierza tu przyjmować żadnych zleceń. W świątyni jest osobą prywatną, nie wiedźminem. I wtedy popełnia pomyłkę: patrzy rycerzowi w oczy i widzi w nich czystą, niczym nieskażoną nienawiść. Rozumie w tej chwili, że to wcale nie Hereward go przepędza, lecz Falwick i jemu podobni. Hrabia odpowiada grzecznie, spokojnie i logicznie, a Geralt wie, że łże jak pies: książę nie będzie tolerował wiedźmina w swych włościach, bo wiedźmin osobą prywatną nie bywa i przyciąga kłopoty jak magnes opiłki; czarodzieje piszą już petycje, a druidzi wręcz grożą. Gdy Nenneke pyta kpiąco, od kiedy to Herewarda obchodzi zdanie czarodziejów i druidów, Falwick odsłania karty do końca: ani książę, ani kapituła zakonu nie życzą sobie ani jednego dnia dłużej tolerować w Ellander wiedźmina Geralta z Rivii, znanego jako Rzeźnik z Blaviken. Rozdział ani słowem nie wyjaśnia, skąd ten przydomek; nikt też o to nie pyta. Nenneke zrywa się z fotela: tu nie Ellander, tu świątynia Melitele. To ona, główna kapłanka, nie życzy sobie ani chwili dłużej obecności obu panów.

Konflikt gasi sam Geralt: ustępstwem. Prosi Falwicka, by posłuchał głosu rozsądku: wyjedzie najdalej za trzy dni i o więcej nie prosi. Nenneke natychmiast przechwytuje inicjatywę i zamienia ustępstwo w upokorzenie posłów: wiedźmin zostanie trzy dni, bo taka jest jego zachcianka, a ona będzie mu udzielać gościny, bo taka jest jej zachcianka. Wiadomość każe przekazać nie Herewardowi, lecz jego małżonce Ermelli, z dopiskiem, że jeśli szlachetnej pani zależy na nieprzerwanych dostawach afrodyzjaków ze świątynnej apteki, niech uspokoi humory i fanaberie swojego diuka, coraz bardziej przypominające objawy zidiocenia. Tailles wybucha łamiącym się w falset głosem: nie będzie słuchał, jak „szarlatanka" znieważa jego seniora. Niedługo zakon Białej Róży zaprowadzi tu rządy i skończy z gniazdami ciemnoty i zabobonu. Geralt, uśmiechając się paskudnie, radzi mu pohamować język wobec kobiety, której należy się szacunek, i wbija szpilę w sam zakon: rycerzem Róży można ostatnio zostać, wpłacając do skarbca kapituły tysiąc novigradzkich koron, toteż zrobił się on pełen synów lichwiarzy i krawców. Tailles drżącymi rękami ciska wiedźminowi pod nogi żelazną rękawicę i wyzywa „odmieńca" na udeptaną ziemię. Geralt rękawicy nie podnosi i wyzwania nie przyjmuje. Zapowiada za to Falwickowi rzeczowo, że jeśli chłopak dobędzie miecza, on mu ten miecz odbierze, opłazuje nim gówniarza po tyłku, a potem wybije nim drzwi. Puentuje Nenneke, spokojnie: „Coś ci upadło, synku. Podnieś to — tu nie wolno śmiecić, tu jest świątynia". Falwickowi każe zabrać durnia i zapowiedzieć Herewardowi list: posłańcy nie wyglądają jej na godnych zaufania. Odjeżdżając, hrabia obiecuje, że to nie była ich ostatnia wizyta. „Tego się właśnie obawiałam", odpowiada zimno kapłanka.

“Tu nie Ellander, tu świątynia Melitele, a na terenie świątyni rozkazy wydaje Nenneke: jej gość zostanie tak długo, jak zechce.”
See this chapter on the map

📝 Want to pin a note to this chapter? Create a free account. Notes are private and come back with your recap.