ink on the mapA general portrait, with no plot given away.
Geralt to wiedźmin, przedstawiciel profesji tak młodej, że starsi ludzie wciąż się jej dziwią: wędrowny pogromca potworów, pracujący za pieniądze, według cechowego kodeksu, który zabrania mu opowiadać o tym, co robi. Niestary, ale o włosach niemal zupełnie białych, mówi z rivskim akcentem i nosi miecz na plecach, czego nie robi nikt inny. Na szyi ma medalion z wilczym łbem, znak swojego fachu, a oczy naprawdę nieludzkie: w ostrym świetle źrenice zwężają mu się w pionowe szparki, choć odruchowo wciąż przysłania je dłonią jak człowiek.
Rynsztunek nosi kompletny: wytarty skórzany kubrak z mankietami gęsto nabijanymi srebrnymi ćwiekami, rękawice ze srebrnymi kolcami na knykciach, sztylet w cholewie i dwa miecze: stalowy na ludzi oraz srebrny, w czarnej runicznej pochwie, na potwory (choć sam prostuje ten mit: niektóre stwory bierze tylko żelazo z meteorytu). W okutej skrzyneczce wozi flakoniki eliksirów, do których przywykł od dziecka, a które zwykłego człowieka by zabiły. Po nich twarz robi mu się kredowobiała, źrenice zalewają całe tęczówki, widzi w zupełnej ciemności i słyszy ponad ludzką miarę. Dłonią kreśli bojowe Znaki. W bogów nie wierzy, bo uważa ich za wymyśloną na użytek prostaczków personifikację ślepej siły Natury, a lata samotnej wędrówki nauczyły go rozmawiać w drodze z własnym koniem.
You’re browsing without a bookmark, so you see the full published biography.
O świcie, w komnacie z dala od traktów, wiedźmina budzi cichy szelest opończy: do jego łóżka bezszelestnie przychodzi dziewczyna o włosach pachnących rumiankiem i oczach wielkich jak u rusałki. Geralt czuwa nawet w półśnie, więc obserwuje ją spod rzęs, nim zdradzi, że nie śpi. Kochają się bez jednego słowa, a ani jej imię, ani nazwa miejsca, w którym wiedźmin się zatrzymał, nie padają tej nocy wcale.
Do Wyzimy Geralt przychodzi pieszo, w czarnym płaszczu narzuconym mimo ciepłego dnia, prowadząc objuczonego konia. Już pierwszego wieczoru robi sobie reklamę, o jaką trudno: zaczepiony w karczmie „Pod Lisem" zabija trzech opryszków, nim ktokolwiek zdąży mrugnąć. Straż prowadzi go za to przed Velerada, grododzierżcę Wyzimy, a ten zamiast kary ma dla przybysza królewskie zlecenie, na które wiedźmin liczył od początku: król Foltest obiecał trzy tysiące orenów temu, kto odczaruje strzygę, jego własną córkę. Geralt okazuje się przy tym twardym negocjatorem: po cichu dogaduje z grododzierżcą jeszcze drugą stawkę, od „rozumnych ludzi" (na wypadek gdyby strzygę trzeba było mimo wszystko zabić), i targuje ją w górę, z proponowanego tysiąca do półtora tysiąca orenów. Z góry nie bierze nic, bo wiedźmini tak nie robią.
Nocą w opuszczonym pałacu Geralt świadomie używa jako przynęty Ostrita, spiskującego wielmożę, który próbował go przekupić, by wiedźmin wyjechał. Sam mierzy się potem ze strzygą: w walce osiąga psychiczną jedność z przeciwniczką i odbija w nią, jak zwierciadłem, jej własną nienawiść. Odczarowuje ją, przerywając bestii noc poza sarkofagiem: do świtu zamyka się w jej trumnie, obok zwłok Addy, matki potwora. Zwycięstwo kosztuje go własną krew: odczarowana dziewczyna ostatnim odruchem bestii rozorała mu szponami szyję tak głęboko, że ledwie zdążył się obwiązać pasami z podartej koszuli, nim zemdlał. Budzi się po dwóch dniach. Pytanie, które Velerad zadaje mu na pożegnanie (czemu obezwładnił dziewczynę właśnie ugryzieniem w szyję?), zostaje bez odpowiedzi, bo wiedźmin zasypia.
Rana z Wyzimy okazuje się poważniejsza, niż wyglądała, więc Geralt jedzie się z nią leczyć do świątyni Melitele pod Ellander, do Nenneke, kapłanki, która zna go od czasów, gdy sięgał jej do paska spódnicy. Kapłanka usuwa partackie szwy z Wyzimy i prowadzi leczenie po swojemu, a wyrok wydaje surowy: mięśnie i ścięgna szyi są przecięte o mały włos od tętnicy, więc nawet przy wiedźmińskiej regeneracji do pełnej sprawności zostały miesiące i żadnych walk z ruchliwym przeciwnikiem. Nenneke ma też wobec pacjenta własny plan: czuje, że jej dawny podopieczny zaplątał się w pętlę, która się zaciska, i chce, by Iola, młoda kapłanka obdarzona szczególną łaską Melitele (ta sama, która przyszła do niego o świcie), poczytała w transie w otaczającym go kłębowisku sił. Geralt się opiera: w bogów nie wierzy, a na hipnozę ma, jak twierdzi, immunitet. Gdy patrzy na odchodzącą Iolę, jego myśl urywa się na imieniu Yennefer, którego nikomu nie wyjaśnia.
Któregoś dnia na leśnych bezdrożach, w czasach, gdy jedynym kompanem podróży była mu klacz Płotka, Geralt natrafia na dwoje zabitych podróżnych. Jak tropiciel odtwarza przebieg zdarzeń z układu ciał, ran i zawartości sakwy, a trop prowadzi go do ukrytego w borach dworzyszcza, którego gospodarzem okazuje się Nivellen, człowiek w potworzej postaci, przeklęty za sprofanowanie świątyni, gadatliwy i gościnny. Wiedźmin wysłuchuje historii jego klątwy przy winie i odjeżdża, ale zawraca, gdy pojmie w porę drugie dno tej gościny: w dworzyszczu mieszka też bruxa Vereena, wampirzyca na tyle groźna, że jej wrzask łamie ochronne Znaki, a srebrna klinga zostawia na niej ledwie draśnięcia. Geralt wygrywa dopiero fortelem, wystawiając ją pod rogi transformowanego Nivellena, i dobija ją ścięciem. Umierająca bruxa kochała naprawdę. Jej urwane myśli przelatują wiedźminowi przez głowę i zostawiają po sobie pustkę, a wraz z nią pytanie, które zada sobie sam: skoro potworów wcale nie ubywa, to czym właściwie jest on?
Rekonwalescencja w świątyni ściąga na Geralta politykę. Dwaj rycerze zakonu Białej Róży, opanowany hrabia Falwick i zapalczywy młodzik Tailles, przyjeżdżają wypędzić go z ziem księcia Herewarda, władcy Ellander. Wiedźmin nie daje się sprowokować: rzuconej przez Taillesa rękawicy nawet nie podnosi, wyzywającemu go smarkaczowi obiecuje najwyżej lanie płazem, po czym sam deklaruje wyjazd w trzy dni, nim spór Nenneke z rycerzami przerodzi się w coś gorszego. W oczach Falwicka widzi przy tym czystą, niczym nieskażoną nienawiść i rozumie, że przepędzają go nie książęta, lecz tacy jak hrabia. W rozmowie pada też przydomek, o który nikt się nie ośmiela zapytać: Rzeźnik z Blaviken.
Przydomek urodził się w Blaviken, portowym miasteczku, do którego Geralt przywiózł kiedyś zabitą kikimorę w nadziei na nagrodę. Zamiast niej znalazł dwoje ludzi, z których każde żądało od niego „wyboru mniejszego zła": ukrywający się w wieży czarodziej Stregobor chciał śmierci ścigającej go Renfri, wygnanej księżniczki herszt bandy, a Renfri śmierci Stregobora. Geralt odmówił obojgu, bo w mniejsze zło nie wierzy: proporcje są umowne, a granice zatarte. Wybrać i tak musiał. Gdy pojął, że banda Renfri zamierza mordować ludzi na jarmarku, by zmusić czarodzieja do wyjścia z wieży, tak jak kiedyś w Tridam, gdzie wzięto zakładników (tridamskie ultimatum), wbrew zakazowi wójta wyszedł na pusty rynek i wyciął szóstkę zbirów, odbijając w locie bełt z kuszy. Potem, w pojedynku, zabił samą Renfri: kobietę, z którą poprzedniej nocy dzielił łóżko i na którą, odporną na magię, nie działał żaden Znak. Jej nocna przepowiednia (bruk zalany krwią, samotność, a jako zapłata kamień i złe słowo) spełniła się co do joty, choć Geralt w przepowiednie nie wierzy: zapłatą były kamienie z tłumu (odbite Znakiem), zakaz powrotu z ust przyjaciela i przydomek, który został mu na zawsze.
Odnaleziony przez Iolę w najdalszym zakątku świątynnego parku, Geralt po raz pierwszy opowiada milczącej powiernicy (która odpowiedzieć nie może), skąd się wziął. Jego dom to Kaer Morhen, Wiedźmińskie Siedliszcze; ojcem, nie z krwi, lecz z wyboru, jest mu Vesemir, stary wiedźmin i preceptor, bo prawdziwych rodziców nie znał. Przeszedł Próbę Traw i dalsze mutacje, a Zmiany zniósł tak dobrze, że wybrano go do dodatkowych eksperymentów: przeżył je jako jedyny, za cenę pełnego zaniku pigmentu i białych włosów. Wiarę w bogów zastępuje mu wiara w miecz, a wiedźmińskiego kodeksu, na który się czasem powołuje, naprawdę nie ma: wymyślił go sobie sam, bo ludzi z kodeksami się szanuje. Po raz pierwszy sam wypowiada też na głos swój przydomek: „Jestem Geralt z Rivii. Zwany także Rzeźnikiem z Blaviken". Ioli nie pozwala tylko na jedno. Gdy dziewczyna próbuje dotknąć jego ręki, cofa się gwałtownie, bo dotyk mógłby wyzwolić w niej wizje, a on nie chce wiedzieć: zna swoje przeznaczenie i nauczył się nie oglądać za siebie. W urywanych zdaniach tej spowiedzi pada nazwa Cintra, miejsce, którego zarzeka się nigdy więcej nie odwiedzić, i rachuba o dzieciaku urodzonym w maju, koło święta Belleteyn. Jak Yennefer.
Do Cintry, na zaręczynową ucztę córki królowej Calanthe, Geralt przyjeżdża wynajęty przez samą władczynię, przebrany za wielmożnego „Ravixa z Czteroroga", z mieczem ukrytym za oparciem tronu. Królowa chce, by zapewnił jej „efekt": małżeństwo Pavetty po jej myśli, choćby wbrew przeznaczeniu. Wiedźmin staje jednak po stronie przeznaczenia. Gdy o północy po rękę królewny zgłasza się zaklęty w potwora rycerz Jeż, któremu obiecano ją, nim się urodziła, to Geralt wykłada dworowi sens Prawa Niespodzianki i warunek zgody dziecka, a stary druid Myszowór, doradca królów, ujawnia przy tym jego własną tajemnicę: Geralt sam był dzieckiem-niespodzianką, zabranym z domu, bo ojciec nie spodziewał się zastać go po powrocie. W bitwie, która wybucha na sali, wiedźmin walczy w obronie Jeża przeciw straży królowej, a potem, ramię w ramię z Myszoworem, z żywiołem dziewiczej , która budzi się w Pavetcie. Na koniec, zapytany przez uratowanego Dunego o cenę za ratunek, żąda tego, co tamten posiada, a o czym nie wie, i tak wiąże Prawem Niespodzianki jego nienarodzone dziecko. Zapowiada, że wróci do Cintry za sześć lat, by sprawdzić, czy przeznaczenie było dla niego łaskawe.
Wracający do sił wiedźmin przesiaduje w świątynnej bibliotece nad „Historią świata" Rodericka de Novembre, a za opasłymi „Arkanami magii i alchemii" chowa gąsiorek śliwkowej okowity. Odwiedza go tam Jaskier (słynny trubadur, przyjaciel i absolutne przeciwieństwo Geralta), który w Wyzimie usłyszał o strzydze i rannym wiedźminie i domyślił się, gdzie przyjaciel się kuruje. Przy gąsiorku Geralt podsumowuje dwa miesiące bezrobocia na tym brzegu Buiny: wójt nie zapłacił mu za trolla, bo ten w pocie czoła dba o most i taniej płacić mu myto; wieśniacy na kolanach ubłagali go, by nie tykał widłogona porywającego owce, bo smok to ulubieniec baronówny; a zleceń na rusałki, nimfy i wojsiłki przyjmować nie zamierza, bo nieszkodliwych stworzeń zabijać nie będzie, choćby miał chodzić głodny. Świat się zmienia i coś się kończy, powtarza. Ponieważ zaś władający okolicą diuk Hereward dał mu do zrozumienia, że nie jest w Ellander mile widziany (a wiedźmin nie chce ściągać kłopotów na Nenneke), postanawia ruszyć z Jaskrem na południe, do dzikich krajów.
Wiele lat przed rekonwalescencją, tuż po tym, jak poznali się na festynie w Gulecie, Geralt i Jaskier pojechali razem na „kraniec świata": do Doliny Kwiatów na granicy gór. Kmiecie z tamtejszych Posad wynajęli wiedźmina na „diabła", który kradł im ziarno i plony, ale Geralt szybko rozdzielił zmyślenia od prawdy: za bajdy o potworach nie wziąłby ani szeląga, a gdy wytropił sprawcę, odmówił zabicia, bo rogaty silvan Torque był istotą rozumną, a takich chroni jego kodeks. Do walki z diabłem stanął więc bez miecza, w łanie konopi, którego aura tłumi zaklęcia, i wygrał sprytem: żelazną kulką z arsenału przeciwnika. Wtedy okazało się, że za silvanem stoją wygnane z dolin elfy , które pojmały obu przyjaciół i skazały na śmierć. Na elfią pychę Geralt odpowiedział najosobistszym wyznaniem, na jakie kiedykolwiek się zdobył: sam różni się od bliźnich i jakoś sobie radzi, bo zmógł w sobie pychę i dumę z inności, zrozumiawszy, że są obroną żałosną. Filavandrelowi powiedział wprost, że go żal. Właśnie te słowa elf po namyśle uznał za słuszne. Od strzał uratował przyjaciół najpierw Torque, a potem objawienie , Królowej Pól, przed którą klękają i elfy, i wiedźmin.
W świątynnej cieplarni Nenneke mówi wiedźminowi wprost, że jest chory: źle reaguje na eliksiry, ma przyspieszone tętno, zwolnioną akomodację oka i opóźnione reakcje, a najprostsze Znaki mu nie wychodzą. Kapłanka zaleca terapię, a przed nią trans z udziałem Ioli, lecz Geralt odmawia, bo w transie Iola mogłaby zacząć wieszczyć, a on nie chce znać przyszłości. Wychodzi przy tym na jaw rana zupełnie innego rodzaju. Wiedźmin ucieka ze świątyni przed Yennefer, czarodziejką, z którą coś go łączyło i od której, jak mówi mu prosto w oczy Nenneke, uciekł niezbyt godnie. Poczucie długu próbuje spłacić klejnotami, całą zapłatą za strzygę z Wyzimy, prosząc kapłankę o przekazanie ich czarodziejce. Nenneke odmawia i dokłada głos rozsądku: Geralt sam jest po nieodwracalnych zmianach, a wciąż na siłę próbuje być człowiekiem i popełnia ludzkie błędy, których wiedźminowi popełniać nie wolno.
Z Yennefer połączyła Geralta historia, która zaczęła się od porannego połowu ryb. Zamiast suma przyjaciele wyłowili z rzeki zapieczętowaną amforę, z której Jaskier, pewny, że uwolnił usłużnego dżinna, zdążył wygłosić dwa życzenia, nim stwór chwycił go za gardło. Geralt przepędził napastnika plugawym „egzorcyzmem" wykrzyczanym z mosiężną pieczęcią dzbana w pięści, nieświadom dwóch rzeczy: że panem dżinna jest ten, kto trzyma pieczęć, i że właśnie wypowiedział pierwsze z TRZECH WŁASNYCH życzeń. Z niemym, plującym krwią trubadurem pojechał po ratunek do miasta Rinde, gdzie jedyną osobą władającą magią była Yennefer z Vengerbergu, piękna i bezwzględna czarodziejka na bakier z tamtejszymi rajcami. Yennefer wyleczyła Jaskra, ale wiedźmina użyła do własnych celów: zahipnotyzowany, wykonał za nią upokarzającą zemstę na rajcach i trafił do lochu, gdzie drugie życzenie („żebyś pękł", rzucone nachalnemu klucznikowi) spełniło się słowo w słowo i kosztowało tamtego życie. Z aresztu wyciągnął przyjaciół proces przed burmistrzem Neville'em i podstęp z trzecim życzeniem Jaskra. Gdy czarodziejka spróbowała potem schwytać dżinna dla własnej mocy i zaczęła przegrywać, Geralt, jedyny, który mógł odejść wolny, wrócił po nią chwiejnym portalem do walącej się gospody. Kuszony przez nią bogactwem, sławą i władzą, milczał; w jej oczach rozpoznał na moment prawdę o garbusce, którą kiedyś była, i zabił tę myśl, nim zdążyła ją odczytać. Ocalił oboje ostatnim życzeniem: jedynym, którego nikt poza Yennefer nie usłyszał, a które związało ich losy. „Skazałeś się na mnie", powiedziała mu potem. To on pierwszy nazwał ją „Yen".
Rekonwalescencja kończy się tak, jak się zaczęła: awanturą z zakonem Białej Róży. Podczas wycieczki do miasta, na leśnej polanie, drogę zajeżdża wiedźminowi hrabia Falwick z oddziałem oszczepników i rzuconą niegdyś rękawicą Taillesa: kodeks kapituły nie pozwala odmówić pojedynku, za odmowę czeka stryczek, a za zranienie ulubieńca księcia areszt i kara. Geralt znajduje trzecią drogę: pokonuje przeciwnika, nie dotykając go, bo uderza z całej siły w klingę tak, że odbite własne ostrze masakruje rycerzykowi twarz. Werdykt wydaje Dennis Cranmer, krasnolud i kapitan książęcej straży, który rozkazy wykonuje co do joty: wiedźmin nie tknął rycerza, szczeniak uderzył się o własne żelazo. Na odchodne Geralt składa hrabiemu obietnicę, że za krzywdę kapłanek Melitele spuści z niego krew jak z wieprzka, po czym wraca do świątyni po kuferek eliksirów uzupełniony przez o lekarstwo na dwa tygodnie kuracji. Przy pożegnaniu przypadkowy dotyk ręki wyzwala w dziewczynie krwawej śmierci, którą, jak przyznaje sam wiedźmin, on widział już nie pierwszy raz. Mimo próśb kapłanki rusza z na południe, bo oglądać się za siebie nie ma sensu.
Na dalekiej północy Geralt zabija w lochach miasteczka bazyliszka za marne dwieście lintarów i zyskuje przy tym znajomość, jakiej jeszcze nie miał: rycerza Borcha Trzy Kawki z eskortą dwóch Zerrikanek, który broni jego dobytku przed rozkradzeniem, a potem stawia ucztę i wypytuje o sens wiedźmińskiego fachu. Przy stole Geralt wykłada swoje credo o smokach: na smoki właściwe nie poluje z zasady, a złote (zdaniem legend najwspanialsze) nie istnieją, bo byłyby mutacją, mutanty zaś są sterylne i przetrwać mogą tylko w legendzie. Mówi to jako mutant o mutantach; przy stole robi się cicho. Nazajutrz plan podróży zmienia jedno słowo usłyszane przy moście na Braa: przodem, z glejtem , przejechała czarnowłosa czarodziejka na karym koniu: . Wiedźmin, którego smok „nie interesował", sam sięga po sakiewkę, żeby przekupić straż.
Wyprawa staje się dla Geralta katalogiem upokorzeń i prób. Yennefer przy pierwszej nocnej rozmowie oświadcza mu, że nigdy nie wybaczy tamtego ranka sprzed czterech lat, gdy odszedł, nie budząc jej, z bukiecikiem fiołków na stole. Przy zawalonym przez lawinę moście trolli wiedźmin ratuje ją spod głazów i utrzymuje oboje na sztylecie wbitym między bale, a wisząca na jego pasie czarodziejka nawet na prośbę „wybacz mi" odpowiada: „nie, nigdy". Na hali zaś, gdy złoty smok Villentretenmerth gruchocze Eycka, Yennefer odkrywa przed Geraltem prawdziwy cel: prosi, by zabił smoka dla niej, bo za takie trofeum kupi operację odwracającą jej bezpłodność. Geralt odmawia słowami, których natychmiast żałuje („przestało mi zależeć"), po czym robi coś, czego nie zrobił nigdy: staje w obronie smoka, bo „jest granica możliwości", a on ma dość. W bitwie pokonuje go nie Boholt, lecz zaklęcie Yennefer; związany przy wozie patrzy, jak Rębacze wiążą i obmacują czarodziejkę, i obiecuje Boholtowi, że odnajdzie go na końcu świata. Potem przepala jej więzy Znakiem Igni na ślepo, pod wozem, przypalając jej kostki. Finał przynosi objawienie: Borch i złoty smok to jedno, a „cel na końcu drogi", o który pytał wiedźmina, siedzi mu na przedramieniu. To smoczątko otrutej Myrgtabrakke. Geralt i Yennefer godzą się pocałunkiem „jak dawniej", po czym oboje wysłuchują wróżby smoka: są dla siebie stworzeni, ale nic z tego nie będzie.
W Aedd Gynvael, miasteczku o elfiej nazwie znaczącej „okruch lodu", Geralt spędza z Yennefer trzy dni i zarabia dziewięćdziesiąt marek, zabijając nocą na miejskim śmietnisku zeugla, który pożarł ośmioro ludzi. Miasto od pierwszego ranka działa na niego jak trucizna, a powód ma imię: Istredd, miejscowy czarodziej, do którego Yennefer chodzi „załatwiać sprawy". Rywal wzywa wiedźmina do pracowni i prosi, by zniknął z życia czarodziejki: Geralt jest przecież mutantem niezdolnym do uczuć, a jego rzekome emocje to tylko pamięć komórkowa. Licytacja kończy się ciosami na oślep: na wyznanie o wspólnej nocy Istredd odpowiada, że z nim Yennefer kochała się tego samego dnia przed południem. Od samej Yennefer wiedźmin usłyszy potem rzeczy trudniejsze od zdrady: że obaj są jej bliscy i w tym tkwi cały kłopot, a na pytanie, którego nigdy nie zadał, odpowiedź brzmi „nie wiem". Sam też nie potrafi wypowiedzieć jedynego słowa, o które ona prosi. Rozmawiają więc szyfrem elfiej legendy o Królowej Zimy i Geralt mówi rzecz, do której nigdy się nie przyznał: pozbawiono go uczuć, ale robota została spartaczona.
Z Istreddem umawia się na pojedynek na śmierć i życie przy studni Zielony Klucz. Wieczór przed walką odsłania, jak głęboko tkwi w nim okruch: po awanturze ze starostą Herboltem, który próbował go przekupić stoma markami za wyjazd, Geralt odkrywa ze zdumieniem, że drżą mu ręce, po czym na zimno aranżuje własną śmierć. Zostawia broń w stajni, wabi złotem rabusiów i z uśmiechem przyjmuje cios pałki; ratuje go zabobonny strach napastników przed obrabowanym „charakternikiem" i szeptana rada rzezimieszka Radgasta: kto chce popełnić samobójstwo, niech nie wciąga w to innych. Rankiem wiedźmin idzie na umówione miejsce, po drodze miażdżąc kolczastą rękawicą twarz zaczepiającego go Cykady. Do pojedynku jednak nie staje. Yennefer w nocy odeszła od obu, zostawiając listy w dziobach czarnych pustułek, a Geralt, w przeciwieństwie do rywala, przyjmuje jej „prawda jest okruchem lodu" do wiadomości. Odchodzi, nie dobywszy miecza, z radą Radgasta rzuconą Istreddowi przez ramię, i spieszy do oberży po list, którego treść zna, nim go przeczyta.
Do Novigradu przyjeżdża w najzwyklejszej sprawie: po uprząż, ekwipunek i nową kurtkę, na którą wydał wszystko, co miał. O Yennefer mówi spotkanemu Jaskrowi tylko jedno słowo: nijak. Zamiast zakupów czeka go afera dopplera Dudu, który ograbił kupca Biberveldta z koni i postaci. Geralt pomaga Dainty'emu: pojmuje stwora w karczmie srebrnym łańcuchem, a po jego ucieczce tropi go na Zachodnim Bazarze, kładąc namiot rzeźni Znakiem Aard. W dwóch sprawach jest jednak nieprzejednany: zabija potwory, nie przedstawicieli rozumnych ras, i nie da się dotknąć strażom , którego „teoretyczną" propozycję łowów na vexlinga grzecznie odrzuca. W namiocie-chłodni staje potem naprzeciw samego siebie (doppler przybiera jego postać wraz z mieczem) i wygrywa bez ciosu, mówiąc stworowi prawdę: ten umie skopiować tylko to, co w ludziach dobre, więc nie zabił Biberveldta, mając okazję. Dudu wiedźmin zwija w kilim, lecz zabić go nie pozwala nikomu; sekret, że , kwituje uznaniem, że liczba mimików w mieście nie jest ważna. Z afery wychodzi z kurtką podartą pod obiema pachami i obietnicą dwudziestu dwóch koron na nową, a potem z przyjemnością idzie z całą kompanią do „Passiflory", na koszt Biberveldtów.
Do nadmorskiego Bremervoord trafia bez grosza (grzywna za festyn w Czterech Klonach, gdzie Jaskier zadarł z Leśniczymi, pochłonęła wszystko) i ima się jedynego zajęcia w okolicy: tłumaczy zaloty księcia Aglovala do syreny Sh'eenaz, za co skąpy książę i tak nie płaci. Na kupieckich zaręczynach poznaje poetkę Essi Daven: najpierw ją niezasłużenie uraża, potem całuje na tarasie, a przez resztę pobytu nie umie ani odwzajemnić jej miłości, ani jej odrzucić. Po przyjmuje zlecenie na morskiego potwora; korzystając z wielkiego odpływu, dochodzi z Jaskrem suchą nogą do Smoczych Kłów, gdzie odkrywa marmurowe schody wiodące w głębinę i zostaje zaatakowany przez w miedzianych zbrojach. z rozciętym lewym przedramieniem, myśląc w podwodnej kotłowaninie tylko o jednym: jeżeli z tego wyjdzie, pojedzie do Yen do . Aglovalowi melduje prawdę (na dnie żyje rozumna rasa, morze trzeba zostawić w spokoju), za co nie dostaje ani grosza. Odrzuca też patent kapitana straży, bo wojnę z inną rasą uważa za idiotyzm. Wobec wyznania Essi zdobywa się tylko na milczenie: rozumie w tej chwili po raz pierwszy, że czuje przy nim to samo, że „trochę poświęcenia" bywa ogromnie dużo, i przestaje ją za to nienawidzić. Prawdziwy prezent robi Essi los: w cuchnącym małżu z dna, wręczonym przez Jaskra, kryje się wielka błękitna perła, którą Geralt każe oprawić w srebrny kwiatuszek jako jej talizman. Po wyjeździe z Bremervoord, przynaglony wybuchem Jaskra, mówi wreszcie Essi nad rzeką wszystko i spędza z nią noc. Nazajutrz, po pożegnalnej wieczerzy, rozstają się na zawsze.
Z poselstwem króla Venzlava z Brugge idzie w głąb Brokilonu jako Gwynbleidd, Biały Wilk, którego driady znają z dawnych pobytów i dlatego oszczędzają. Po drodze znajduje wybitą ekspedycję z Verden i konającego Freixeneta, a ratując przed yghernem zasmarkaną dziewczynkę o zielonych oczach, , nie przeczuwa jeszcze, że własną Niespodziankę, wymuszoną przysięgą w przed dziesięciu laty. W Duén Canell odrzuca poselstwo bez wysłuchania, wypomina wiedźminowi śmierć swojej córki Morénn, po czym urządza mu : Ciri pije bez żadnych skutków i wybiera „swoje przeznaczenie", a Geralt, pewny odporności na halucynogeny, wypija resztę i tonie w wizjach, w których wracają z różą i słowami „twoje przeznaczenie będzie czekało", z Belleteyn, łkająca „za mało; trzeba czegoś więcej", i Calanthe w zakrwawionej zbroi, mówiąca, że śmierć nie może go doścignąć, więc zadowala się innymi. Nazajutrz na gościńcu rozszyfrowuje : powala prowokatora, kładzie dwóch najemników i w pojedynku zabija mordercę , markując oślepienie słońcem. Resztę oddziału kończą strzały driad. , przekonującemu, że z obosiecznym mieczem przeznaczenia się nie igra i że powinien zabrać dziecko-niespodziankę, odpowiada : wie, że własnego dziecka mieć nie będzie, i nie wierzy w przeznaczenie. Jedyne, co przeznaczone jest wszystkim, to śmierć, drugie ostrze miecza. Odjeżdża, a za nim niesie się z pagórka krzyk Ciri, że i tak mu się nie uda, bo ona jest jego przeznaczeniem.
Rok po wybuchu wojny z Nilfgaardem (rok spędzony na Północy) Geralt ratuje na moście nad uroczyskiem kupca Yurgę, żądając w zamian tego, co kupiec zastanie w domu, a czego się nie spodziewa; z nocnej rzezi potworów wychodzi z udem pogryzionym do kości i resztę drogi przebywa na wozie, między jawą a maligną z „czarnej mewy". W majakach wraca wszystko, od czego uciekał: noc Belleteyn sprzed lat, w którą przypadkiem wpadł na Yennefer (ich jedna wspólna noc, po której czarodziejka wyłożyła mu, że są sobie może i przeznaczeni, ale samo przeznaczenie nie wystarcza, i kazała mu czym prędzej jechać do Cintry); oraz sama Cintra sprzed czterech lat, gdy równo sześć lat po uczcie stanął przed Calanthe i , wyznając królowej, że nie wierzy w przeznaczenie, a gdy nie jest pewien, boi się. Tam też wyznał jej rzecz skrywaną najgłębiej: jest zwyczajnym podrzutkiem, niechcianym bękartem czarodziejki, o której wie, kim jest. Do Cintry pojechał w końcu za późno: rok temu, w panice ucieczki za , usłyszał od o i śmierci Calanthe. O dziewczynce nikt nic nie wiedział.
Rannego wiedźmina dogania na polanie smolarzy Visenna, czarodziejka-uzdrowicielka o płomiennorudych włosach, w której Geralt rozpoznaje matkę: jej imię zdradził mu kiedyś, niechętnie, Vesemir. Mówi jej, że latami układał sobie pytanie, które kiedyś jej zada, lecz Visenna odmawia spojrzenia sobie w oczy w świetle dnia i usypia go zaklęciem, zostawiając jedno zdanie ponad konieczność: to wcale nie Vesemir nadał mu imię. Na Zarzeczu Geralt wspina się na Górę Czternastu, gdzie w kamieniu wykuto imiona czarodziejów poległych w wielkiej bitwie z Czarnymi, wśród nich Triss Merigold, i w sennym majaku rozmawia ze Śmiercią, pewien, że czternaste imię brzmi Yennefer; zbudzony dowiaduje się, że na obelisku go nie ma. Finał pisze przeznaczenie samo: w domu Yurgi czeka przygarnięta przez Złotolitkę wojenna sierota, a jest nią Ciri. Wiedźmin, który dwukrotnie się jej zrzekł, biegnie jej na spotkanie przez podwórko i na pytanie, czy jest jej przeznaczeniem, odpowiada słowami Yennefer: „Jesteś czymś więcej, Ciri. Czymś więcej".
Odnalezioną Ciri Geralt wiezie przez góry do Kaer Morhen: do domu. W drodze czuwa przy dziewczynce, którą noc w noc budzi z krzykiem koszmar o czarnym rycerzu ze skrzydłami na hełmie; uspokaja ją, że to był tylko sen i że to już nie wróci, a Ciri po raz pierwszy w życiu w takie zapewnienie wierzy. Po Północy krążą tymczasem pogłoski, że wiedźmin nie żyje (utłuczony gdzieś na Zarzeczu), a Jaskier dowiaduje się na torturach, że ktoś bardzo możny szuka i jego, i dziewczynki. W twierdzy Geralt wita się z Eskelem krótkim „Żyję" i twardym uściskiem, a przy palenisku halli z Vesemirem i resztą zimujących. Zapytany, kim jest przywiezione dziecko, zaczyna „Jest moim…", zająkuje się, po czym kładzie dłonie na ramionach Ciri: „Ona jest naszym przeznaczeniem".
Do zasypywanego śniegiem Kaer Morhen przybywa wezwana przez wiedźminów Triss Merigold. W stajni Geralt wyznaje jej, że na Wzgórzu oglądał na własne oczy jej nagrobek i że radość z wieści o pomyłce może porównać tylko z tą, którą czuje, patrząc na nią teraz; gdy jednak czarodziejka rzuca mu się na szyję, delikatnie ją odsuwa. Triss widzi w jego posieczonej zmarszczkami twarzy i zmęczonych oczach człowieka psychicznie postarzałego, który widział zbyt wiele. Wobec zarzutów o wychowanie Ciri wiedźmin broni obranej drogi cicho i twardo: uczą małą miecza, bo niczego innego nie umieją, a Kaer Morhen to teraz jej dom, bo innego nie ma; przyjaciele i krewni nie szukali jej po wojnie. To on opowiada czarodziejce, co księżniczka przeszła po rzezi Cintry, i to od niego pochodzi twarda doktryna treningu („rezygnować nie wolno"), za którą Triss wystawia mu rachunek po odkryciu siniaków i pierwszej miesiączki dziewczynki. Po awanturze i trzech radach czarodziejki Geralt zdradza plan na wiosnę: zawiezie Ciri do szkoły świątynnej Nenneke w Ellander. Wielkie odkrycie zimy przypada jednak Triss: Ciri jest , a strach przed jej zdolnościami był . Gdy spada pierwszy śnieg, Geralt znika na dzień w górach i wraca z ustrzelonym koziołkiem, a przy jego oprawianiu towarzyszy mu czarodziejka, która postanawia nie sypiać dłużej sama.
W noc Midinváerne Geralt wyznaje Triss to, co wiedźmini dotąd ukrywali: Ciri trzykrotnie wpadała w trans i za trzecim razem, obcym, złym głosem, wywieszczyła śmierć Coënowi i jemu. Wieszczby przyjmuje z chłodną kalkulacją (żaden wiedźmin nie umarł jeszcze ze starości w łóżku), gorzej znosi to, co dzieje się z samą dziewczynką. Po transie, w który Triss weszła świadomie, przyjmuje jej radę najtrudniejszą z możliwych: ma zwalczyć ambicję, żal i zawziętość i zwrócić się o pomoc do Yennefer, bo tylko ona może zapanować nad zdolnościami małej. Czarodziejce, która nazywa samą siebie jego błędem, odpowiada, że błędy też się dla niego liczą i że nigdy nie sprawiła mu zawodu; zapytany, czy aż tak kocha Yennefer, po długim milczeniu przyznaje: aż tak. Na prośbę Triss zostaje jednak przy niej tej nocy. Zimą uczy Ciri walki na wahadłach (walka to nie balet: ruch ma być arytmiczny, a wahadła się nie paruje, tylko odbija od niego, przejmując impet; szybkość, nie siła) i wykuwa dla niej twardą lekcję, gdy dziewczynka wykrzykuje, że uczy się miecza, by zabić czarnego rycerza z Cintry: miecza nie bierze się do ręki, by zabijać ze strachu i nienawiści, lecz by ratować życie. W sporach z Triss broni wiedźmińskiej neutralności (jest mutantem bez motywacji żołnierza, a wojna z Nilfgaardem to nie jego wojna) i wybucha dopiero, gdy czarodziejka wygarnia mu, że emocje zabił w sobie sam, nie eliksiry i Trawy; po krzyku „Milcz, Merigold!" cicho prosi o wybaczenie. Gdy obrażona po jego reprymendzie Ciri spada nocą ze szczytu zrujnowanego muru, Geralt dosięga jej skokiem, który Triss ocenia jako niemożliwy, i nie wypuszcza małej z ramion. Wraz z ciepłym wiatrem od przełęczy podejmuje decyzję: wiosną wyjeżdżają, on, Triss i Ciri. Najwyższy czas.
Wiosenna droga na południe łamie się pierwszego dnia za Ard Carraigh, gdy Triss zwala z konia gwałtowna choroba, a leczyć jej nie ma czym, bo czarodziejka jest uczulona na eliksiry i magię. Geralt opiekuje się nią bez słowa skargi: nosi ją w las, myje, robi kompresy i szuka pomocy, najpierw w pełnej wojska strażnicy (tam pierwszy raz słyszy o Scoia'tael i wysłuchuje programu „albo oni, albo my" w wykonaniu rycerza obławy), potem w konwoju starego znajomego, Yarpena Zigrina. Komisarzowi Wenckowi, który chce go zaciągnąć do zbrojnej eskorty, odmawia wprost: może oporządzać konie i gotować, ale nie będzie najemnym żołdakiem i nie zamierza zabijać „niedobrych stworzeń" na rozkaz innych stworzeń. Za tę neutralność obrywa od Yarpena, który nie życzy sobie wykładów o siedzeniu okrakiem na palisadzie. Geralt widzi więcej, niż mówi: już pierwszego dnia dostrzega elfa obserwującego konwój z drzewa i nocą słyszy przechodzące obok obozu komando, więc wie, że krasnoludzka eskorta to tarcza, bo Wiewiórki krasnoludów nie zaatakują. zabiera do i przy różach daje jej najważniejszą lekcję tej drogi: nie wolno dopuścić, by elfia młodzież znów dała się zmasakrować, a być neutralnym nie znaczy być obojętnym; nie trzeba zabijać w sobie uczuć, wystarczy zabić nienawiść. Gdy wizja Ciri sprowadza ich do , Geralt rąbie mieczem z siodła i zabija elfkę zawahaną nad rozbrojoną dziewczynką; opaskę gubi gdzieś w bitwie i walczy z rozwianymi białymi włosami. Na ciche „nie byłeś neutralny" odpowiada: nie był, ale Ciri żyje i Triss żyje. To on kładzie białą różę na ciele elfki i dopowiada za Ciri ostatnie słowa pożegnania: i wybacz nam.
Miesiące po bitwie przy konwoju Geralt pływa jako eskorta na szkutach Kompanii Malatiusa i Grocka po Delcie Pontaru, oficjalnie przeciw żagnicy, naprawdę zaś na przynętę: szukając Rience'a w Temerii i Sodden, znalazł tylko trupy ludzi, którzy przed dwoma laty zetknęli się z nim i z , więc postanowił czekać, aż wróg sam go znajdzie. ukrył w i czyta w kółko jej listy, choć wie, że nawet poczta kapłańska robi się zbyt ryzykowna; napisał też po pomoc do i dostał odpowiedź pełną jadowitych uprzejmości, w której czarodziejka obiecuje jednak ruszyć do dziewczynki nie zwlekając. Na Delcie kończy się bitwą z żagnicą: Geralt oddaje się w ręce napastników za wziętego na zakładnika chłopca, ratuje małego z wody, traci w kleszczach potwora but i kawał skóry, a przy okazji, o czym jeszcze nie wie, zabija agentów tajnej służby króla Foltesta. W oxenfurckiej mansardzie, gdzie się ukrywa (i gdzie zdążyła go odnaleźć medyczka ), dowiaduje się od i od przybyłej pod postacią sowy , że na polują już wszyscy: , z rozkazu Vizimira i służby Temerii. O misji Yennefer rozmyślnie milczy. Ostatnie słowo należy do Shani: dziewczyna zna człowieka z blizną po oparzeniu.
Trop od Shani prowadzi do znachora Myhrmana i nocą Geralt, z pomocą medyczki, Jaskra i Filippy Eilhart, wymusza na pośredniku uaktywnienie amuletu wzywającego Rience'a. Nie wie, że amulet zarazem ostrzega, więc zasadzka zamienia się w zasadzkę odwrotną: Rience przyprowadza czterech zawodowych morderców. Geralt na bojowym eliksirze zabija całą czwórkę, przyjmuje na klingę paraliżujący pocisk, a uciekającego czarownika dopada przed samym teleportem i okłada gołymi pięściami, powtarzając pytanie: kto cię nasłał? Popełnia jednak błąd: mierzy Znakiem Aard w gorejący portal, pewien, że ktoś z niego wyjdzie, a z owalu wypływa czysta moc, którą przechwytuje Rience. Stalowe kolce z palców czarownika ranią wiedźmina w pierś i ramię. Mimo to Geralt dogoniłby uciekiniera ze sztyletem w dłoni, gdyby nie świetliste cęgi Filippy: czarodziejka obezwładnia go i pozwala Rience'owi zniknąć. Stojąc w kałuży własnej krwi, wiedźmin wystawia jej rachunek za „wielką sprawę" (zasztyletowany ranny, morderca puszczony wolno, trupy, których nie musiało być) i wypowiada ostrzeżenie, które słychać w całym zaułku: ktokolwiek odważy się skrzywdzić , skończy jak ci czterej. Potem osuwa się z upływu krwi w ręce Shani.
Wykurowany po Oxenfurcie Geralt zarabia po drodze na południe: pięćdziesiąt koron za mglaka spod Carreras, pięćdziesiąt za wilkołaka z Burdorffu, którego było mu żal, bo zagnany do jaskini nie bronił się wcale, i sto pięćdziesiąt za wyjątkowo wielką mantikorę, która zatkała trakt jak korek flaszkę (gawiedź z zatrzymanej kolumny zapamięta z tego głównie targ o cenę i to, że zwykły człowiek tak szybko mieczem robić nie zdoła). Pieniądze są mu potrzebne na wspólników od nieprostych spraw: w Dorian płaci Codringherowi dwieście pięćdziesiąt koron za wiedzę o Rience'u i o tym, kto jeszcze poluje na Ciri, a od Fenna słyszy wykład o mezaliansie Pavetty i o Luned aep Hen Ichaer z . Dręczy go koszmar, z którego pamięta obraz: Ciri ścigana nocą przez rycerza w czarnej zbroi, w hełmie ze skrzydłami drapieżnego ptaka, ten sam, którego widmo wypatrzono podobno ze statku pod Bremervoord. Radę, by przerwać grę i zniknąć, oraz propozycję podstawienia skazanej na śmierć sobowtórki odrzuca jednym pytaniem: ma za to, co kocha, zapłacić pogardą dla samego siebie? Wygrywa też zakład o , nie drgnąwszy, gdy stalowa gwiazda leci w jego plecy. Dowiedziawszy się, że z Ciri jadą przez do Gors Velen na zjazd na , a ich śladem trzej najemni mordercy, rusza przodem. W Anchor ostrzega królewskiego gońca, by nie wychodził na podwórze, i zostawia karczmarzowi wiadomość dla ich kamratów: pokąsał ich Wilk, Biały Wilk, a kto pyta, niech często ogląda się za siebie.
Each one leads to the summary of the chapter where it happened.
ch. 2Awantura w karczmie „Pod Lisem": Białowłosy przybysz z mieczem na plecach zostaje zaczepiony w wyzimskiej karczmie przez trzech opryszków i zabija wszystkich w kilka mgnień oka. Geralt nie ucieka przed strażą: sam każe się prowadzić do grododzierżcy Velerada, a rozgłos po jatce, jak później odgadnie król Foltest, był zapewne wkalkulowany. Tak zaczyna się pierwsze głośne zlecenie wiedźmina.ch. 2Odczarowanie strzygi z Wyzimy: Po nocnym „makabrycznym balecie" ze strzygą (srebrne kolce, pękający łańcuch, Znak Aard i odbita w potwora jego własna nienawiść) Geralt zamyka się w jej sarkofagu obok zwłok Addy i przeczekuje noc w letargu. Trzecie pianie koguta zastaje strzygę poza trumną i zdejmuje klątwę: córka Foltesta znów jest człowiekiem. Ostatni odruch bestii omal nie kosztuje wiedźmina życia: rozorana szyja kładzie go na dwa dni do łóżka, ale nagroda (trzy tysiące orenów) i wdzięczność króla Foltesta czekają przy łóżku.ch. 2Śmierć Ostrita: Ostrit, który przyszedł do starego dworzyszcza przekupić wiedźmina, kończy jako jego przynęta: ogłuszony i związany, zostaje uwolniony dokładnie w chwili, gdy strzyga wychodzi z krypty, po czym ginie w jej szponach podczas ucieczki. Jego śmierć kupuje Geraltowi czas: najedzona strzyga nie spieszy się z powrotem, a serce i wątroba ofiary to jej zapas na letarg.ch. 4Odczarowanie Nivellena: Śmierć Vereeny zdejmuje z Nivellena dwunastoletnią klątwę: pod murem pałacyku ocyka się młody, przystojny, potężnie zbudowany mężczyzna, który na przemian szlocha i śmieje się, obmacując odzyskaną twarz. Spełniło się to, co wykrzyczała umierająca kapłanka Coram Agh Tera: klątwę złamały miłość i krew, bo miłość bruxy, jak podsumowuje Geralt, była prawdziwa.ch. 4Śmierć Vereeny: Bruxa Vereena w walce na dziedzińcu pałacyku zbija falami wrzasku z nóg i Geralta, i Nivellena. Ale to Nivellen, wygrzebawszy się spod zwalonych rusztowań, wbija jej między piersi złamaną trzymetrową żerdź. Nadziana na drąg wampirzyca własnymi rękami prze po żerdzi ku jego gardłu, powtarzając w cudzych głowach „Mój. Albo niczyj. Kocham cię". Wtedy wiedźmin ścina ją srebrnym mieczem.ch. 6Rzeź w Blaviken: W dzień jarmarku Geralt wychodzi na pusty jeszcze rynek Blaviken, by ubiec tridamskie ultimatum: mordowanie ludzi, którym banda Renfri chce wywabić Stregobora z wieży. Po odbitym mieczem w locie bełcie Civrila wiedźmin rozbija szyk szóstki zbirów, krążąc wokół nich po zacieśniającej się spirali, i wycina ich między straganami co do jednego. To za tę jatkę, i za to, co po niej, Geralt zapłaci przydomkiem Rzeźnika z Blaviken.ch. 6Śmierć Renfri: Po rzezi bandy Renfri staje naprzeciw Geralta sama: w kolczudze pod kaftanikiem, odporna na Znaki, ze spódnicą okręconą na przedramieniu. Przed walką mówi: „Jesteśmy tym, czym jesteśmy. Ty i ja". W starciu rani wiedźmina w pierś i ginie od cięcia końcem miecza przez udo i pachwinę. Umierając na bruku, powtarza słowa z nocnego transu („Zimno mi… Obejmij mnie…"), a spod jej ciała wyślizguje się ukryty sztylet. Geralt z mieczem w ręku nie oddaje ciała Stregoborowi na sekcję. Pewności, czym była Renfri, nie będzie miał nigdy.ch. 8Burda na uczcie w Cintrze: Gdy po „tak" Pavetty królowa Calanthe każe straży zabić Jeża, w halli tronowej Cintry wybucha bitwa, a po niej żywioł. Geralt mieczem osłania Jeża przed sztyletem Rainfarna i gizarmami strażników, królewna zaś wybucha czystą, pierwotną Mocą: stół wiruje pod powałą, tron z królową roztrzaskuje się o ścianę, giną czterej ludzie. Sferę Mocy rozbijają dopiero wspólne uderzenia wiedźmina i Myszowora, gdy Kudkudak zwierzęcym koncertem na duszonych dudach dekoncentruje królewnę.ch. 8Przysięga Dunego: Zapytany po raz drugi, czego żąda za uratowanie życia, Geralt odpowiada Dunemu formułą Prawa Niespodzianki: „dasz mi to, co już posiadasz, a o czym nie wiesz", po czym zapowiada powrót do Cintry za sześć lat. Rumieniec Pavetty potwierdza to, czego jej narzeczony nie wiedział: królewna spodziewa się dziecka. Wiedźmin, sam kiedyś zabrany z domu tym samym prawem, związał właśnie przeznaczeniem nienarodzone dziecko pary z Cintry.ch. 10Objawienie Dany Méadbh: Gdy łucznicy Filavandrela mierzą już do związanych skazańców (a Torque zasłania ich własnym ciałem), na polanę wchodzi Lille. I nie jest to chuda wiejska dziewczyna w zgrzebnej sukience, lecz promienna, złotowłosa Królowa Pól w girlandach kwiatów i kłosów, z jelonkiem i jeżem u boku. Elfy klękają jeden po drugim, wymawiając z czcią imię Dana Méadbh. Po niemej wymianie myśli z Odwieczną Filavandrel daruje Geraltowi i Jaskrowi życie, elfy odchodzą w góry na wschodzie, a Toruviel oddaje poecie własną lutnię w miejsce roztrzaskanej. Lille zostaje wśród ludzi. Geralt zdradza z niemej rozmowy tylko tyle, że mówiła o nadziei: wszystko się odnawia i nie przestanie się odnawiać.ch. 10Pojmanie przez elfy: Pościg za silvanem kończy się w chmielu zasadzką: Toruviel rozjeżdża Geralta koniem i ogłusza go, a wiedźmin z Jaskrem budzą się związani na leśnej polanie. Tam wychodzi na jaw sekret diabła: Torque na polecenie elfów wykrada w dolinie ziarno, sadzonki i wiedzę rolniczą dla głodujących w górach Aén Seidhe. Filavandrel skazuje obu świadków na śmierć, nie z zemsty, lecz z konieczności: nikt nie może się dowiedzieć, dla kogo silvan pracuje. Toruviel zdąży jeszcze roztrzaskać lutnię Jaskra o sosnę i zapłacić za jeńcze kopniaki złamanym nosem, nim łucznicy staną naprzeciw skazańców.ch. 12Ostatnie życzenie Geralta: W walącej się gospodzie Errdila Yennefer przegrywa walkę ze schwytanym dżinnem, bo, czego nie wie, geniusz spełnia życzenia nie Jaskra, lecz Geralta, który miał pieczęć (dwa już wykorzystał: bezwiedny „egzorcyzm" nad rzeką i „żebyś pękł" w lochu). Wiedźmin wraca po czarodziejkę chwiejnym portalem i zamiast uciec, wypowiada nad nią trzecie, ostatnie życzenie: jedyne, którego czytelnik nie słyszy. Dom eksploduje, wolny dżinn odlatuje na zawsze, a oboje ocaleją w kręgu nietkniętym przez gruzy, jakby chroniła ich niewidzialna tarcza. Yennefer, która życzenie słyszała, nie wie, czy w Naturze jest Moc zdolna je spełnić. Ale jeżeli jest, Geralt „skazał się" na nią. Ich losy zostają związane; kapłan Krepp odgadł mechanizm, nim życzenie padło: uratować oboje mogło tylko życzenie wiążące los wiedźmina z losem czarodziejki.ch. 12Uwolnienie dżinna: Poranny połów nad rzeką wyciąga zamiast ryby kamionkową amforę z zapieczętowanym czopem. Jaskier, pewny, że w środku siedzi sługa od trzech życzeń, nie słucha ostrzeżeń. Dzban upada w szamotaninie i uwalnia dżinna, który zamiast spełniać życzenia rzuca się poecie do gardła i poraża mu krtań. Geralt, z mosiężną pieczęcią dzbana w pięści, przepędza stwora plugawym „egzorcyzmem", nieświadom, że pieczęć czyni panem życzeń właśnie jego i że pierwsze z trzech właśnie bezwiednie wypowiedział.ch. 13Pojedynek z Taillesem: Na leśnej polanie pod świątynią zakon Białej Róży dopada wreszcie Geralta z rzuconą niegdyś rękawicą i z pułapką bez wyjścia: za odmowę pojedynku stryczek, za zranienie Taillesa, ulubieńca księcia, areszt i kara. Wiedźmin znajduje wyjście trzecie: nie paruje ani jednego ciosu, a wybitego z rytmu rycerzyka pokonuje uderzeniem w klingę, tak że odbite własne ostrze masakruje Taillesowi twarz. Dennis Cranmer, wykonujący rozkazy co do joty, ogłasza werdykt: wiedźmin nie dotknął rycerza, szczeniak uderzył się o własne żelazo. Upokorzony Falwick każe Geraltowi opuścić Ellander i blednie, gdy ten na odchodne obiecuje, że jeśli zakon tknie kapłanki Melitele albo kapitana Cranmera, spuści z hrabiego krew jak z wieprzka.ch. 13Wizja Ioli: Przy pożegnaniu na świątynnym dziedzińcu ręka Ioli styka się z ręką Geralta. Przez dziewczynę przechodzi wizja, przed którą wiedźmin bronił się od początku ramy: krew, łamane kości, ciało darte przez wielkie, najeżone kolcami łapy i ostre zęby, krzyk bezwstydny w bezwstydzie końca. Śmierć. Iola pada w konwulsjach; Nenneke przerywa trans, nim dziewczyna zdąży cokolwiek wypowiedzieć. Kapłanka widziała wizję przez chwilę i prosi, by Geralt nie jechał. On widział ją także. Nie pierwszy raz. Wyjeżdża mimo to, bo „nie ma sensu oglądać się za siebie".ch. 14Bitwa o złotego smoka: O złotego smoka biją się na hali wszyscy ze wszystkimi. Najpierw Rębacze tłuką i wiążą jego obrońców: Dorregaraya, Geralta i Jaskra. Po zdradzieckiej kuli Yarpena do koła wozu trafia i Yennefer. Potem smok sam schodzi na obóz i gruchocze Rębaczy jak wcześniej Eycka. Wreszcie na halę wtaczają się wozy hołopolskiej milicji Kozojeda: spętanego sieciami smoka ratują Zerrikanki Tea i Vea oraz, mimowolnie, sama Yennefer, która z rękami przywiązanymi do koła ciska zaklęcia wyprężoną nogą, zamieniając milicjantów w żaby, gęsi i pasiaste prosięta (więzy przepalił jej Znakiem Igni Geralt). Smok rwie sieci i pożera uciekającego Kozojeda: trucicielowi spod Hołopola nie daruje. Wszystkim pozostałym, choć leżą pokotem, daruje życie.ch. 14Objawienie Villentretenmertha: Gdy nad pokonaną Yennefer staje szabla Vei, pada rozkaz ludzkim głosem, z ust siedzącego na kamieniu Borcha Trzy Kawki: „Nie będziemy zabijać pani Yennefer". Borch i złoty smok Villentretenmerth to jedno: smoki złote, wbrew temu, co twierdził Geralt, istnieją i potrafią przybrać każdą postać. Villentretenmerth wyjaśnia, że wezwała go otruta smoczyca Myrgtabrakke, a zapłatą za obronę jest jej smoczątko: cel z końca drogi, dzięki któremu udowodni, że granic możliwości nie ma, bo potwory potrzebują dziś obrońcy, „takiego… wiedźmina". Na pożegnanie zostawia Geraltowi i Yennefer wróżbę: są dla siebie stworzeni, ale nic z tego nie będzie.ch. 15Odejście Yennefer: W noc przed umówionym pojedynkiem Yennefer opuszcza Aedd Gynvael, nie wybrawszy żadnego z rywali, bo tylko tak może ocalić obu. Każdemu zostawia pożegnalny list, przyniesiony o świcie przez czarną pustułkę stworzoną magią twórczą: są dary, których nie wolno przyjmować, jeśli nie potrafi się ich odwzajemnić czymś równie cennym, a „prawda jest okruchem lodu". Istredd listu nie przyjmuje do wiadomości i mimo wszystko żąda walki przy studni Zielony Klucz; Geralt odmawia i odchodzi, nie dobywszy miecza. Wiedźmin rusza w swoją stronę z wiedzą, której dłużej nie może zaprzeczać: robota przy pozbawianiu go uczuć została spartaczona, a droga jego sań wciąż jest zaplątana w płozy sań Królowej Zimy.ch. 15Wyzwanie o Yennefer: Przy wykopaliskach pod południowym wałem Aedd Gynvael dwaj rywale przestają się zwodzić. Istredd dopiero co odkrył, że Yennefer od lat krąży między nim a Geraltem „jak szmaciana piłeczka". Skoro czarodziejka nie ma zamiaru wybierać, załatwią to za nią: musi zostać jeden. Pojedynek staje na honorowych warunkach: twarzą w twarz, nazajutrz, dwie godziny po wschodzie słońca, przy studni Zielony Klucz. Umówiwszy śmiertelną walkę, obaj przyznają, że czują się jak ostatni kretyni, i obaj wiedzą, że zwycięzca będzie musiał uciekać przed gniewem Yennefer na koniec świata. Żaden nie przewiduje tylko jednego: że czarodziejka uprzedzi ich obu.ch. 16Dudu zostaje Biberveldtem: Nad zrolowanym w kilim dopplerem pochyla się Chappelle, sam, bez eskorty, i szepcze: „Dudu, kopiuj Biberveldta, szybko". Tak wychodzi na jaw największy sekret Novigradu: groźny namiestnik do spraw bezpieczeństwa też jest dopplerem, bo prawdziwego Chappelle dwa miesiące wcześniej trafił szlag, a podmiany nikt nie zauważył. Dainty przedstawia Dudu światu jako swojego kuzyna i mianuje go faktorem w Novigradzie, tym chętniej, że „bezsensowne" zakupy stwora okazują się interesem życia: tran, wosk i olejek zabarwiony koszenilą, rozlane do sześciuset misek z zatopionym sznurem, to znicze na nowe ołtarze Wiecznego Ognia, sprzedane kapłanom po cztery korony sztuka i, jako sprzedaż na święty cel, wolne od podatku. Kompania świętuje w „Passiflorze", na koszt Biberveldtów.ch. 16Pojmanie Dudu na Zachodnim Bazarze: Pościg za dopplerem przetacza się przez zatłoczony Zachodni Bazar Novigradu: Geralt Znakiem Aard kładzie namiot rzeźni i osacza Dudu w chłodni bez drugiego wyjścia. Tam stwór próbuje najpierw walczyć jako drugi wiedźmin (lustrzany młyniec przeciw lustrzanemu młyńcowi), a po przegranym pojedynku na słowa („umiesz skopiować tylko to, co w nas dobre") odchodzi w postaci Jaskra, pewien, że Geralt nie zabije go z zimną krwią. Wiedźmin rzeczywiście chowa miecz, ale dopplera i tak pojmuje przypadek: Vespula bierze fałszywego Jaskra za prawdziwego i ogłusza go ciosem patelni, a Geralt zwija tracącego postać stwora w zerwany ze straganu kilim.ch. 17Bitwa z ryboludźmi u Smoczych Kłów: Korzystając z wielkiego odpływu, Geralt z Jaskrem dochodzą suchą nogą po dnie do Smoczych Kłów i odkrywają, że kamienna półka urywa się tam ogromnymi blokami białego marmuru: Schodami wiodącymi w czarną głębię, które bard bierze za wejście do zatopionego Ys. Z otchłani bije dzwon, a z piany wynurzają się ryboludzie w hełmach i zbrojach z zaśniedziałej miedzi, uzbrojeni w kosopodobne ostrza i włócznie. Geralt kładzie napastników cięciami i wygrywa formalny pojedynek z rybiookim mistrzem szabli, lecz przed nadciągającą całą gromadą ratuje go dopiero ucieczka przed czołem przypływu. W podwodnej kotłowaninie zostaje ranny w lewe przedramię i wyrywa się ogłuszającym Znakiem. Pościg zatrzymuje Sh'eenaz, nadpływająca na grzbiecie delfina z konchą zamiast rogu bojowego; jej pożegnalne ostrzeżenie brzmi: morze nie jest dla was. Odkrycie rozumnej rasy z głębin niczego w Bremervoord nie kończy: Agloval nie wierzy, nie płaci i zapowiada łuczników przy każdej łodzi poławiaczy. Na radę, by zostawić morze jego mieszkańcom, odpowiada, że ludzie zejdą Schodami i wezmą z oceanu wszystko, choćby miał stać się czerwony od krwi.ch. 18Ocalenie Ciri w Brokilonie: Cienki, rozpaczliwy krzyk ściąga Geralta i Braenn na polanę, gdzie olbrzymi yghern osacza małą istotkę w szarym kubraczku. Wiedźmin biodrem odrzuca ofiarę w krzaki i wiąże walką potwora, którego pancerza nie bierze miecz. Gdy wij oplata mu nogi, Braenn w nieprawdopodobnym tempie przygważdża stwora strzałami do pnia, aż Geralt jednym cięciem odrąbuje mu łeb. Uratowana okazuje się ludzką dziewczynką o popielatych włosach i zielonych oczach: to Ciri, księżniczka zbiegła sprzed ślubu w Nastrogu. Geralta nie opuszcza natrętna myśl, że już ją gdzieś widział. Braenn orzeka twardo: dziewczynka weszła do Brokilonu, więc jest ich. Wszyscy troje ruszają do Duén Canell, gdzie o losie małej zdecyduje pani Eithné.ch. 18Próba Wody Brokilonu: W Drzewie Eithné (trzech zrośniętych, trzystuletnich dębach) Pani Brokilonu urządza Geraltowi lekcję przeznaczenia. Braenn wnosi srebrny puchar z nekropolii Craag An ze Starszymi Runami: „Miecz przeznaczenia ma dwa ostrza. Jednym z nich jesteś ty". Ciri, którą Eithné nazywa Dzieckiem Starszej Krwi z przepowiedni, wypija Wodę Brokilonu, truciznę odbierającą porwanym dziewczynkom pamięć… i nie dzieje się nic. Zapytana, odpowiada dźwięcznie, że nie chce zostać w lesie: chce podążyć za swoim przeznaczeniem, którym, jak sama powiedziała driadzie, jest Geralt. Wiedźmin, przekonany o mistyfikacji, na wyzwanie Eithné wypija resztę pucharu, pewny odporności na halucynogeny. Tonie w wizjach: Cintra sprzed dziesięciu lat, Calanthe z różą i obietnicą „twoje przeznaczenie będzie czekało", Yennefer w ogniach Belleteyn łkająca „za mało; trzeba czegoś więcej" i Calanthe w zakrwawionej zbroi, mówiąca, że śmierć, nie mogąc doścignąć wiedźmina, zadowala się innymi. Rano Geralt i Ciri budzą się wolni na skraju lasu. Wiedźmin wie już, że uratowana dziewczynka to córka Pavetty, wnuczka Calanthe: jego Niespodzianka.ch. 18Geralt odjeżdża od Ciri: Przy obozowym ognisku Myszowór kładzie przed Geraltem wszystko: drogi wiedźmina i Ciri skrzyżowały się po raz trzeci, więź wokół dziecka-niespodzianki jest niezwykła sama w sobie, a zlekceważona może się objawić straszniej. Niech Geralt zabierze małą i zrobi z tego zdrową więź dziecka i opiekuna, a druid sam wytłumaczy to Calanthe. Dziewczynka już wybrała: usnęła dopiero przytulona do wiedźmina i przez sen mruczy jego imię. Geralt odmawia. Wie, że własnego dziecka nie będzie miał nigdy, i rezygnuje także z tego. W przeznaczenie nie wierzy, bo jedyne, co przeznaczone jest wszystkim, to śmierć: drugie ostrze miecza, które nie może doścignąć jego, więc zadowala się innymi. Odjeżdża przez wrzosowisko, a ze szczytu wzgórza biegnie za nim cienki, coraz rozpaczliwszy krzyk Ciri: „Nie odchodź! Nie uda ci się! Jestem twoim przeznaczeniem!".ch. 18Pozorowany napad na gościńcu: Tuż za granicą Brokilonu Geralt i Ciri wpadają na oddział w barwach Verden zgromadzony wokół wymordowanego kupieckiego taboru. Leśniczy Junghans „czyta ze śladów" napad driad, Brick grzmi „krew za krew", a oddział czeka tylko na druida-przewodnika, by ruszyć w las z karną ekspedycją Ervylla. Wiedźmin widzi jednak dobitych nożami kupców i krew na rękach Levecque'a. Mistyfikację głośno obnaża Ciri: sosnę na zasieku ZRĄBANO siekierą, czego driada nie zrobiłaby nigdy. Gdy ręka mordercy pełznie do sztyletu, Geralt uderza pierwszy: powala Levecque'a, zabija Bricka i kosookiego dowódcę, po czym w pojedynku, markując oślepienie słońcem, otwiera zabójcy tętnicę szyjną. Junghans pada ze strzałą driad w karku, a grad strzał z czarnej ściany lasu kosi resztę oddziału; uciekającym drogę zamyka las-iluzja Myszowora. Prowokacja, która miała wciągnąć króla Venzlava w wojnę z Brokilonem, kończy się na piachu gościńca, razem z całą ekspedycją.ch. 19Walka na moście uroczyska: Na przegniłym moście nad uroczyskiem grzęźnie wóz kupca Yurgi. Dno tego wąwozu od czasu wojny zaściela cmentarzysko kości tych, co skracali tędy drogę. Geralt każe mu uciekać, a błagany o ratunek żąda w zamian starej formuły Prawa Niespodzianki: kupiec da mu to, co w domu zastanie, a czego się nie spodziewa. Po zmroku z wąwozu wypełzają potwory: karłowate, chude jak kościotrupy stwory o żabich paszczach. Na moście wybucha rzeź. Wiedźmin po eliksirze tnie w kotłowaninie, ścina łeb bestii, która dopadła karku Yurgi, aż cały kłąb walczących przetacza się przez krawędź w dół, na kości. Po wizgach i skowycie zostaje tam tylko cisza. Geralt wychodzi spod mostu o własnych siłach, ale z udem pogryzionym do kości; ledwie uchwyci się wozu, pada zemdlony. Teraz to Yurga ratuje jego: opatruje, kładzie na wóz i gna ku ludzkim sadybom, powtarzając, że nie zostawi człowieka jak psa.ch. 19„Jesteś czymś więcej": Na podwórku kupca Yurgi domyka się to, przed czym Geralt uciekał przez dziesięć lat. Złotolitka wyznaje mężowi, że pod jego nieobecność przygarnęła od druidów wojenną sierotę: dziewuszkę, która nie chce mówić, skąd jest. Yurga blednie: oto coś, czego się w domu nie spodziewał, a zarazem dokładnie to, co na moście przyrzekł wiedźminowi. Zza synów kupca wychodzi mała, popielatowłosa istotka o oczach zielonych jak wiosenna trawa i z przenikliwym krzykiem „Geralt!" biegnie przez podwórko. Ciri, ocalała z rzezi Cintry, o której los wiedźmin nie śmiał już pytać, wtula się w niego z płaczem: wiedziała, zawsze wiedziała, że ją odnajdzie. Teraz będą razem na zawsze. Na jej pytanie, które słyszała od wszystkich („jestem twoim przeznaczeniem?"), Geralt, który w Brokilonie od przeznaczenia odjechał w mrok, odpowiada słowami Yennefer: samo przeznaczenie to za mało. „Jesteś czymś więcej, Ciri. Czymś więcej".ch. 19Geralt zrzeka się Niespodzianki: Równo sześć lat po uczcie zaręczynowej Pavetty Geralt staje w Cintrze po swoje dziecko-niespodziankę. I rezygnuje. Calanthe gra z nim twardo: każe wybrać jedno z dziesięciorga dzieci bawiących się w fosie, a przyciśnięta odsłania prawdę, bo wie o Próbie Traw i o tym, że przeżywa ją najwyżej czworo na dziesięcioro. Geralt trafnie zgaduje (na chybił trafił, jak potem przyzna), że wśród dzieci w fosie nie ma „syna Pavetty", i wyznaje królowej, dlaczego naprawdę nie wybierze: nie wierzy w przeznaczenie, a gdy nie jest pewien, boi się. Zrzeka się nieodwołalnie, bo by złączyć dwoje ludzi, trzeba czegoś więcej niż przeznaczenie. Calanthe żegna go różą wziętą z jego rąk, obietnicą, że przeznaczenie będzie czekało, gdyby zmienił zdanie, i słowami, których wtedy nie rozumie: gdyby wybrał prawidłowo, przekonałby się, że przeznaczenie, z którego drwi, okrutnie zadrwiłoby z niego.ch. 20„Ona jest naszym przeznaczeniem": Po długiej drodze przez góry Geralt przywozi odnalezioną Ciri do Kaer Morhen: zrujnowanej twierdzy wiedźminów, jedynego domu, jaki ma, i najbezpieczniejszego miejsca, jakie zna. Wrota otwiera Eskel, witając Geralta krótkim „Żyjesz, Wilku" i słysząc równie krótkie „Żyję". W halli przy palenisku czekają zimujący: Vesemir, Lambert i Coën. Przerażona ruinami, szczurami i czarnymi sylwetkami na tle ognia dziewczynka staje przed obcymi. Wtedy Geralt, zapytany, kim jest to dziecko, zaczyna „Jest moim…", zająkuje się i kładzie jej dłonie na ramionach. Strach znika bez śladu. Wiedźmin mówi: „Ona jest naszym przeznaczeniem", a Dziecko Niespodzianka zostaje w Wiedźmińskim Siedliszczu na zimę, pod opieką ostatnich wilków ze Szkoły.ch. 21Źródło w Kaer Morhen: Przy fosie Kaer Morhen, wypełnionej czaszkami pomordowanych przed laty wiedźminów, Ciri na oczach Triss Merigold zapada w sen na jawie i przemawia obcym, metalicznym głosem. Głos nazywa czarodziejkę czternastą ze Wzgórza i oświadcza, że przecież umarła na Wzgórzu; każe jej zawrócić i zabrać dziecko, Dziecko Starszej Krwi, „by oddać je tym, do których należy", bo inaczej upomni się o nią zbiorowa mogiła i obelisk z jej wykutym imieniem. Chwilę później aura znika bez śladu, a Ciri niczego nie pamięta. Diagnozę Triss stawia w niecałe pół godziny i wykłada ją wiedźminom jako trzecią, najważniejszą ze swoich rad: dziewczynka jest Źródłem, medium o bardzo niepokojących, niekontrolowanych zdolnościach. To właśnie ten strach, przyznaje Vesemir, był jedynym prawdziwym powodem, dla którego ściągnięto czarodziejkę do twierdzy: wiedźmini zauważyli, że ich Niespodzianka jest bardziej niespodziewana, niż sądzili, i że bez pomocy magii sobie z nią nie poradzą.ch. 22Proroctwo Białego Płomienia: W noc Midinváerne, Dnia Zimowego Przesilenia, Triss Merigold świadomie podaje Ciri kielich Białej Mewy i przez szafirowy amulet nawiązuje kontakt psychiczny z dziewczynką pogrążoną w transie. W wizji czarodziejka widzi Wzgórze pod Sodden i schodzący po zboczu szereg zmarłych, a Ciri z krwawiącą od róży z Shaerrawedd dłonią mówi o marmurowych schodach w otchłań, o Dziecku Starszej Krwi i o czarnym rycerzu z piórami na hełmie. Potem ustami dziewczynki zaczyna mówić ktoś inny: metaliczny, zimny głos, który nazywa Triss Czternastą i drwi z jej Czaru Identyfikacji, rozbijającego się o niekończące się kurtyny. Głos oświadcza, że Ciri nie jest dzieckiem: jest Białym Płomieniem, od którego zajmie się i spłonie świat, Starszą Krwią, Hen Ichaer, ziarnem, które nie wykiełkuje, lecz wybuchnie płomieniem, krwią, która będzie skalana, gdy nadejdzie Tedd Deireádh, Czas Końca. Wcześniejsze transy, o których wiedźmini opowiedzieli Triss tego samego wieczora, wywieszczyły śmierć Coënowi i Geraltowi. Wnioski z nocy Przesilenia wyznaczają dalszą drogę: Triss zostaje w twierdzy czuwać przy Ciri do wiosny, wiosną mała ma trafić do świątyni Melitele w Ellander, a Geralt, za radą Triss, ma zwrócić się o pomoc do zdolniejszej i bardziej doświadczonej czarodziejki: do Yennefer.ch. 23Napad na konwój: Komando Scoia'tael atakuje na leśnym szlaku nieopodal Shaerrawedd konwój komisarza Wencka, wiozący rzekomo sekretną pomoc króla Henselta dla Aedirn. O ataku ostrzega Geralta wizja Ciri: dziewczynka, ukłuwszy się różą z Shaerrawedd, nieswoim głosem wylicza imiona umierających. W bitwie wśród płonących wozów Yarpen Zigrin zabija Wiewiórkę-krasnoluda, który zarąbał wahającego się przed pobratymcem Pauliego Dahlberga; ginie też Yannick Brass, a Ciri, ratując ranną Triss, sama uchodzi śmierci tylko dlatego, że atakująca ją elfka waha się na widok białej róży przypiętej do kubraczka i pada z ręki Geralta, który tego dnia przestaje być neutralny. Bitwę rozstrzyga odsiecz Fredegarda z Ban Gleán. Prawda wychodzi na jaw wśród rozbitych beczek: zamiast złota i srebra konwój wiózł polne kamienie i od początku był pułapką, lecz nie na Wiewiórki. Król kazał sprawdzić lojalność krasnoludzkiej eskorty. Umierający od haczykowatych strzał Wenck zdejmuje ostatnim meldunkiem podejrzenia z Yarpena, a Geralt kładzie różę z Shaerrawedd na ciele elfki, żegnając ją słowami „i wybacz nam".ch. 24Starcie w Delcie: Pod Grabową Buchtą na Delcie Pontaru na szkutę Kompanii Malatiusa i Grocka wdziera się oddział podszywający się pod temerską Straż: łysy herszt żąda wydania Geralta i szuka podróżującej z nim jakoby dziewczyny, a gdy celnicy Olsena stawiają opór, bierze za zakładnika małego Everetta. Wiedźmin oddaje się w ręce napastników w zamian za chłopca i wtedy do gry wchodzi żagnica: potwór wciąga pod wodę strażnika, a walka o tonącego Everetta i o własną nogę kosztuje Geralta but, spodnie i niemało skóry. Napastnicy giną co do jednego: część z rąk wiedźmina i celników, herszta pożera na oczach wszystkich druga, większa żagnica, którą zachwycony Linus Pitt ochrzci w księgach Everetia maxiliosa pitti. Prawda o napastnikach wychodzi na jaw dopiero w Oxenfurcie: jak ujawnia Dijkstra, nie byli to ludzie Rience'a, lecz agenci tajnej służby króla Foltesta, a ich śmierć czyni z wiedźmina dłużnika redańskiego szpiega, który jako jedyny może sprawę z Temerią załagodzić.ch. 25Zasadzka w Oxenfurcie: Nocna pułapka, w której obie strony polują na siebie nawzajem. Geralt z pomocą Shani, Jaskra i Filippy Eilhart dostaje się do domu znachora Myhrmana i wymusza uaktywnienie amuletu wzywającego Rience'a; nie wie, że amulet zarazem ostrzega właściciela. Rience przychodzi więc z eskortą czterech zawodowych morderców, braci Micheletów. Wiedźmin na bojowym eliksirze zabija całą czwórkę, a uciekającego czarownika dopada przed rozbłysłym na murze owalem teleportu i okłada pięściami („prezent od Yennefer już masz, teraz dostaniesz mój"), wypytując, kto go nasłał. Bitwę rozstrzyga jednak Filippa. Najpierw klęka przy konającym Toublancu, łagodnym głosem wydobywa z niego imię, którego Geraltowi poznać nie wolno, i dobija rannego sztyletem. Potem, gdy zraniony stalowymi kolcami Rience'a wiedźmin mimo wszystko dogania uciekiniera, obezwładnia Geralta świetlistymi cęgami i pozwala czarownikowi zniknąć w teleporcie, by ten nie wyjawił, dla kogo pracuje. Na koniec ostrzega: wiedźmin przygarnął nie dziewczynkę, lecz płomień, od którego może zapłonąć świat. Ranny Geralt odpowiada własnym ostrzeżeniem: ktokolwiek odważy się skrzywdzić Ciri, skończy jak ci czterej.ch. 27Starcie w Anchor: Trzej najemni mordercy, Ralf Blunden zwany Profesorem, Heimo Kantor i Krótki Yaxa, jadą śladem Yennefer i podróżującej z nią dziewczynki. W zajeździe w Anchor, na trakcie ku Gors Velen, dogania ich jednak ktoś, kto zrobił ten sam rachunek szybciej. Geralt, uprzedzony przez Codringhera, czeka w izbie, każe przypadkowemu świadkowi, gońcowi Aplegattowi, nie wychodzić na podwórze i daje trójce wybór: jeden wyjdzie i powie, kto ich nasłał, albo wyjdą wszyscy trzej. Wychodzą wszyscy trzej, z planem zajścia wiedźmina od tyłu. Walkę z izby bardziej słychać, niż widać: tupot, świst kling i wrzask, od którego włosy stają dęba. Profesor dowleka się do izby i pada martwy na klepisko, jego kryształowe okulary tłuką się na niebieską kaszę. Geralt zostawia karczmarzowi rozliczenie trupów z bajlifem i wiadomość dla kamratów zabitych: pokąsał ich Wilk, Biały Wilk, a kto pyta, niech często ogląda się za siebie.