ink on the mapA general portrait, with no plot given away.
Wysoka, płowowłosa młoda kobieta, łowczyni i zawołana łuczniczka, jedyny człowiek, którego driady Brokilonu uznają za swojego. Naprawdę nazywa się Maria Barring; przydomek Milva, nadany jej przez driady, znaczy w Starszej Mowie „kania", a zaprzyjaźnione elfy mówią do niej „sor'ca", siostrzyczko. Mówi gwarą pogranicza, prosto i dosadnie, kpiną i fukaniem pokrywa odruchy serca, których sama się wstydzi. Strzela z laminowanego łuku z dalekiej Północy, wielorybiej pięćdziesiątki piątki kupionej za majątek na Morskim Bazarze w Cidaris, strzały opierza wyłącznie sama, spiralnie, a zwierzynę czyta jak otwartą księgę: z farby na brzechwie pozna, gdzie trafiła, nim zobaczy zdobycz. O sobie mówi, że choć do sikania musi kucać, kapotę ma podszytą wilkiem, nie zającem.
You’re browsing without a bookmark, so you see the full published biography.
Maria Barring pochodzi z zapadłej wsi w Górnym Sodden, z rodu myśliwych z dziada pradziada. Gdy jej brata zatratował łoś, stary Barring wyuczył leśnego rzemiosła córkę; pierwszą sarnę położyła jako jedenastolatka, pierwszego rogacza czternastaka w dniu czternastych urodzin. Po śmierci ojca nie ułożyło jej się z ojczymem, więc jako szesnastolatka uciekła z domu i żyła z kłusownictwa, szczuta przez leśników baronów jak zwierzyna, aż zapuściła się w Brokilon, gdzie w nocy dopadła ją kłusownicza pułapka: do świtu wisiała za nogę głową w dół, a driady, które ją odcięły, zamiast zabić intruza, przygarnęły ją i uznały za swoją. Ten odcięty z powroza dług spłaca od tamtej pory Eithné: przeprowadza przez obławy do Brokilonu niedobitki rozgromionych komand Scoia'tael, a wyleczonych wywodzi z powrotem, ruszając na szlak co nów, ciemną nocą. Cztery razy poprowadziła też ochotnicze ekspedycje łowców dziwożonich skalpów, w sumie blisko setkę ludzi, wprost pod strzały czekających w zasadzce driad; dopiero w Verden ktoś się połapał, czemu przewodniczka jako jedyna zawsze uchodzi z życiem, i od tamtej pory trudno tam o ochotników na wyprawy przeciw driadom. Latem po puczu na Thanedd, na rozkaz Eithné i wbrew własnym wrzaskom, zostaje oczami i uszami leczonego w Col Serrai Geralta: dwukrotnie wyprawia się między ludzi po wieści o Ciri i przywozi mu najpierw wiadomość, że w gruzach Wieży Mewy nie znaleziono niczego, a potem tę, w którą wierzy cały świat: że Cirilla jest w Nilfgaardzie i cesarz zamyśla się z nią żenić. Wymieniają się prawdziwymi imionami, a wiedźmin obiecuje: gdyby kiedyś potrzebowała ramienia, niech krzyknie w noc, a on przyjdzie. Gdy Geralt rusza na południe, Milva sprawia upolowanego kozła, wygłasza nad nim monolog o szaleńcu, któremu śmierć z gęby spoziera, oddaje mięso idącemu na wojnę komandu Coinneacha Dé Reo i pędzi przed burzą, by głuptaka dogonić i zawrócić.
Milva dogania wiedźmina dokładnie tam, gdzie planowała, i w samą porę: z olszyny pod bukiem kładzie trzema strzałami nilfgaardzkich jeźdźców mordujących świadków havekarskiej transakcji, a dowódcy z pięciu kroków wsadza strzałę w twarz tuż obok stalowego nosala. Zawrócić Geralta się nie daje, więc łuczniczka klnie, że za długo ratowała elfów od zguby, by patrzeć, jak ktoś ginie, i zostaje przewodniczką: wiedzie jego i Jaskra wschodnim szlakiem przez płonące Brugge, a potem razem z kompanią Zoltana ku wzgórzom Turlough. Wygarnia wiedźminowi bez znieczulenia, co myśli o wyprawie po narzeczoną cesarza, po czym pierwsza go za te słowa przeprasza, całując w policzek; w jego prorocze sny o Ciri wierzy mocniej niż on sam. Przy zapowietrzonej sadybie osłania rzeź maruderów tak, jak obiecała, i choć zdyszana chybia ostatniego uciekiniera, głośno pyta wiedźmina, czy nadal pewien jest, że jadący ich śladem Cahir to wróg. Ma też swój sekret: gdy Geralt powtarza, że Ciri go potrzebuje, Milva odwraca oczy i szepcze tak cicho, by nie dosłyszał, że nie tylko ona.
To Milva gasi przy dębie wisielców optymizm Zoltana: kompania nie jest za frontem, tylko na froncie, więc zamiast gościńcem pójdą duktami, bo łuczniczka woli ghule niż ludzi. Przez całą drogę wozi na łęku piegowatą dziewuszkę z warkoczykami, a na nocleg na Fen Carn zgadza się pierwsza, bo kobiety z Kernow nie ujdą już ani kroku; na upiory nakręca na brzechwę srebrny grot, chowany na taką okazję od bazaru. Przy chacie Regisa, wywołana rachunkiem mil Geralta, wybucha goryczą: czytać ani pisać nie umie, jest głupią, prostą dziewuchą ze wsi i żadną dla wiedźmina kompanią, jemu trzeba tamtej mądrej i uczonej, o której gadał Jaskier. Na spóźnione pytanie, czemu zdecydowała się z nim jechać, odpowiada, że teraz już sama nie wie. Nocą, przy krążącej menzurce, ponursza z każdą kolejką, aż kończy we łzach, których nie chce tłumaczyć.
Mandragorowy destylat Milva znosi najgorzej z całej kompanii, a chłopskiej wyprawie na wampira odmawia wydania karego wierzchowca. Gdy Chodak oświadcza, że jej miejsce przy garnkach, a na dziewicę, której łzy palą upiora, nie wygląda, łuczniczka kładzie go dwoma ciosami; na widok bezwładnego ciała blednie jednak przeraźliwie, szepcze, że nie chciała, i gwałtownie wymiotuje. Zoltan zdradza przy tym półgłosem, że rzygała już przedwczoraj bladym świtem, a Regis kwituje te rewelacje dziwnym spojrzeniem i zagadkowym uśmiechem. W obozie Milva pierwsza domaga się, by ktoś powstrzymał kapłana znęcającego się nad upośledzoną dziewczyną, i staje do ordaliów z łukiem, po jednej strzale ze stu kroków. Szturm na obóz rozdziela ją z wiedźminem: tłum porywa ją, gdy przebija się ratować konie, i słuch po niej ginie.
Po rozbiciu obozu Milva przepływa Chotlę wśród trupów i w pojedynkę odbija koniokradom Pegaza, Płotkę i swojego karosza z bezcennym łukiem, ale dwóch chłopów spuszcza jej lanie, z którego ratuje ją jeździec na siwku: Cahir, zwracający jej strzałę wyciągniętą niegdyś z ramienia. Przeczekawszy z nim obławę w wykrocie, wysłuchuje jego historii i ostrzega go uczciwie, że wiedźmin zgrzyta zębami na samo wspomnienie porywaczy Ciri. Nocą nad Iną trzęsie się z chłodu, mdli ją na widok trupów w rzece i przyjmuje od Nilfgaardczyka manierkę i ciepło ramienia. Gdy po ujawnieniu Regisa Geralt odwraca się z mieczem ku Cahirowi, Milva wybucha: cyrulika przepędził, jego sprawa, ale Cahir wybawił z opresji ją, jest więc jej druhem, a wiedźminowi wolna droga z powrotem pod stryczek. Na wyspie dobija zdanie wykładem o samotnych wilkach, które nie polują w pojedynkę nigdy, bo to łgarstwo mieszczuchów, i zostaje w zawiązanej kompanii.
W Angrenie prawda, którą Milva nosiła od Brokilonu, wychodzi na jaw: jest w dziesiątym tygodniu ciąży po czerwcowej nocy na Wypalankach, gdy osaczonym niedobitkom komanda elfka powiedziała „En'ca minne", maleńko miłości, a Milva położyła się opodal niej; imion tamtych elfów nie zna, a dwóch i tak zginęło o świcie. Regisowi każe przyrządzić sporyszowy środek, ale w nocnej rozmowie przy ognisku wyznaje Geraltowi wszystko: strach przed tym, co rośnie w niej jak jad czarnej osy, rachunek za trupy, z których śmiejąc się wyrywała strzały, i prawdziwy powód wyprawy, spłatę cudzym dzieckiem długu, który dopiero zamierzała zaciągnąć. Ramię wiedźmina pomaga jej bardziej niż jego bezradne słowa: o brzasku rusza przodem pogodna, a Regis wyrzuca buteleczkę w krzaki. Na przeprawie Milva w zimnej furii szyje strzałą po strzale bez chybienia i zdejmuje z kulbaki nilfgaardzkiego oficera, ale pod mostem przy Czerwonej Bindudze salwa kuszników zabija jej ukochanego karosza, a ona sama roni: życie ratuje jej Regis, a przy sobie chce mieć tylko Geralta. Po jej policzku, pierwszy raz, odkąd kompania ją zna, płynie łza.
Po stracie dziecka Milva szybko odzyskuje sprawność, ale nie równowagę: bywają dni, gdy od brzasku do zmroku nie mówi ani słowa i znika na uboczu. Przełom przychodzi gwałtownie, jak u driady: któregoś ranka na oczach całej drużyny łuczniczka obcina sobie nożem warkocz przy samym karku, oznajmiając, że warkocz jej nie przystoi, bo panną nie jest, a że nie jest też wdową, kończy żałobę. Wraca dawna Milva, opryskliwa i kąśliwa: to ona pierwsza daje hasło do rejterady od królowej Meve, ona oducza Regisa maniery odpowiadania w pół pytania solidnym obsobaczeniem i ona ostrzega kompanię, że memuary Jaskra mogą wszystkich zawisnąć, bo gdzie pergament, tam jurament. Przyciśnięta, opowiada wreszcie o ojczymie: gdy matka nie patrzyła, pchał się do niej z łapami, więc przemówiła mu grabiami, skopała leżącego i uciekła w świat, a potem doszły ją słuchy, że pomarł, matka zaś wkrótce po nim.
W Riedbrune Milva pilnuje spraw przyziemnych: przy podziale zadań bierze na siebie zakupy i twardo upomina się o strzały, bo od niej ciągle wymaga się dziczyzny, a zastruganymi patykami strzelać nie będzie. Do wyprawy na Słowika zgłasza się bez wahania („i ja takoż!"), a gdy Jaskier wyznaje tchórzostwo, ucina głucho, że z promu i mostu wyniósł ją na plecach, gdy słabość odjęła jej nogi, więc żadnego tchórza tam nie było. Nocną bijatykę Geralta z Cahirem kończy po swojemu: odpasanym skórzanym pasem łoi obu sprawiedliwie, od ucha, aż proszą o litość, a zaraz potem smaga przez bark Angoulême za uporczywe „ciotka", po czym bez słowa klęka przy rozpłakanej dziewczynie i ją przytula. Na drogę daje jej swój myśliwski nóż, a Geraltowi jedwabną chustkę na głowę. Po rozdzieleniu hanzy jedzie z Jaskrem i Regisem ku dolinie Sansretour, ku granicom Toussaint.
Ostrzeżona przez Angoulême Milva przekracza z resztą kompanii granicę Toussaint, choć rwie się zawracać i iść Geraltowi z Cahirem na odsiecz; wyperswadował jej to dopiero Regis. Podczas napadu bandy Słowika na Caed Myrkvid broni z łuku domu na palach, a w polu ratuje Geralta strzałą w potylicę bandyty z maczugą i kładzie uciekającego Nilfgaardczyka strzałą między łopatkami, po czym wzdycha, że będą wisieć, bo już drugi miesiąc strzela przeważnie do Nilfgaardczyków. W pościgu za niedobitkami wpada wraz z Geraltem i Angoulême w konary dębopotwora: koń zrzuca ją na ziemię, a uścisk stwora łamie jej żebra, więc nieprzytomną, z krwią cieknącą z nosa, przejmują druidzcy uzdrowiciele.
Do Beauclair Milva trafia przodem, przed resztą kompanii, i z obandażowanymi żebrami dochodzi do siebie w przygotowanych komnatach, z których nie chce wychodzić: prędzej skandal protokolarny, niż założy sprezentowaną suknię. Sytuację ratuje Regis, który precedensami wymusza na szambelanie strój męski. Na wielką ucztę idzie dopiero przekonana, że od jej udziału zależy los Ciri, i przez pół biesiady kruszy chleb ze wzrokiem wbitym w obrus obok milczącego jak głaz barona de Trastamary, aż rozmowa przypadkiem schodzi na łuki i łosia o siedmiu cetnarach. W dyskursie o laminatach, uncjach i naciągach łuczniczka czuje się jak w domu (z ćwierć setki kroków, oznajmia spokojnie, trafia wiewiórkę), baron zaczyna jej nadskakiwać i zaprasza na łowy, a ona odpowiada, że wychowała się w lesie i umie cenić ciszę. Zimowa gnuśność jej jednak ciąży: w kuchennych naradach kompanii to Milva mówi wprost, że siedzą tu za długo i durnieją, a żale trzeba by rzec Geraltowi, gdyby dał się złapać między łożem czarodziejki a polowaniami.
Zaprzyjaźniony z nią od uczty baron de Trastamara, który od miesiąca zapraszał ją na polowania, oświadcza się jej formalnie i uroczyście. Milva odmawia, podobno w dość ostrej formie, urażony baron natychmiast wyjeżdża z Beauclair, a łuczniczka chodzi od tamtej pory jak struta: przy śniadaniu wybucha na niewinne pytanie wiązanką, ciska kubkiem o podłogę i trzaska drzwiami, choć, jak zauważa Regis, tak reaguje zwykle ten, kto kosza dostał, nie ten, kto go dał. Fringilla zdradza przy tym loży, że hardą dziewczynę dwa razy przydybała zimą na cichym płakaniu w kącie stajni. Na wieść o wyjeździe Milva zrywa się pierwsza, deklarując gotowość w pół godziny.
W zamieci nad Sansretour Milva, jak zwykle przedkładając praktykę nad teorię, zeskakuje z siodła i rozstrzyga spór kompanii o znalezione ślady: to koń, chyba nawet podkuty, choć wiuga ślady pozawiewała. Gdy trop urywa się w wąwozie, zauważa spokojnie, że tam zawieja nie dochodzi, więc śladów zawiać nie mogło, a na gorzkie słowa Geralta o muflonie patrzy na wiedźmina dziwnie i powstrzymuje się od komentarza.
W szturmie na zamek Stygga Milva wjeżdża w bramę z łukiem napiętym w biegu konia. Gdy na krużganku grad strzał z galerii przygważdża kompanię, a skok pod ostrzałem oznacza śmierć, łuczniczka wstaje, prostuje się w strzeleckiej pozie jak marmurowa amazonka i strzała po strzale zdejmuje łuczników, nieporuszona, choć wokół niej lecą odpryski tynku i drzazgi roztrzaskiwanych brzechw. Trzej zabici łamią obrońcom odwagę; na galerię wychodzi już tylko jeden, niewysoki i śniady, z wytartym do połysku ochraniaczem, i Milva od razu widzi, że ten mierzy dobrze. Strzelają niemal równocześnie. Jej grot wchodzi śniademu pod pachę i druzgocze serce, jego czerwonopióra strzała trafia ją nisko w brzuch i wychodzi tyłem. Umierając na rękach Geralta i Cahira, wśród wycia Angoulême, Maria Barring wraca myślą do dzieciństwa w Górnym Soddenie, do ojca, który ucząc ją strzelać między jednym atakiem rzężącego kaszlu a drugim, powiedział jej kiedyś głucho: kocham cię, Maryjko, zawżdy o tym pomnij. Ostatnie słowa łuczniczki brzmią: ja też cię kocham, tatku.
W Rivii pamięć o Milvie wraca dwukrotnie. Najpierw Zoltan Chivay wznosi za nią toast, za Milvę łuczniczkę, by imię jej żyło w pieśniach i opowieściach. Potem, gdy rannych składają w łodzi, Jaskier przysiągłby, że kątem oka łowi w gęstej mgle znad Loc Eskalott mignięcie jej płowego warkocza.
Each one leads to the summary of the chapter where it happened.
ch. 35Inwazja na Brugge: O świcie siódmego dnia po Lammas Nilfgaard uderza na Brugge: od Drieschot rusza jazda ze sprzymierzonym wojskiem Verden, które jest już cesarską protekcją, a na twierdzę Dillingen idzie zza Jarugi Czarna Piechota po moście zbudowanym na łodziach w pół dnia. Boki cesarskich hufów flankują komanda Scoia'tael i verdeńscy wolentarze, pustoszący kraj gorzej od regularnych wojsk. Geralt, Jaskier i Milva oglądają z urwiska zagładę bruggeńskich knechtów broniących wsi na grobli i rzeź jeńców, a potem przez dni jadą wschodnim szlakiem wśród zgliszcz, szubienic i pobojowisk. Inwazja odcina drogę na południe i grzebie plan spłynięcia łodzią do ujścia Jarugi: strzeżonego mostu nie minie nic prócz łososia.ch. 35Potyczka pod bukiem: Na polanie za Wstążką Geralt i Jaskier, wzięci przez havekara za elfich klientów, stają się przypadkowymi świadkami sekretnej transakcji: handlarz ma przekazać nilfgaardzkim jeźdźcom jeńca wiezionego w sosnowej trumnie. Odbiorcy płacą po swojemu, nadziakiem w ciemię, mordują też woźnicę Koldę, a świadków próbują wziąć żywcem. Wiedźmina, którego zawodzi niedoleczona noga, ratują strzały Milvy: łuczniczka kładzie z olszyny trzech konnych, dowódcy wsadzając strzałę w twarz z pięciu kroków. W trumnie leży Cahir, rozpoznany po szramie od cięcia Ciri z Thanedd; Geralt zostawia mu nóż i po raz drugi daruje życie, zapowiadając, że trzeciego razu nie będzie.ch. 35Spotkanie kompanii Zoltana: Na zasłanym trupami gościńcu w Brugge, przy rozbitej kolumnie kupieckiej Very Loewenhaupt, Geralt, Jaskier i Milva słyszą rzecz w pejzażu wojny niemożliwą: wesoły śpiew. Tak wita ich maszerująca od Dillingen kompania Zoltana Chivaya: pięciu krasnoludów, gnom Percival Schuttenbach, klnąca papuga Feldmarszałek Duda i gromadka przygarniętych uciekinierek z Kernow. Zoltan proponuje wspólny marsz za front: duktami do wzgórz Turlough, potem Starą Drogą ku rzece Chotli i Inie, za którą powinny stać temerskie wojska. Umowa staje i wokół wiedźmina, który przysięga, że żadnej kompanii nie chce, zaczyna się zbierać kompania.ch. 36Spotkanie na Fen Carn: Na przymusowym noclegu wśród kurhanów Fen Carn kompania rusza w pełnię księżyca na łowy na ghula, którego wypatrzył Percival, ale wiedźmiński medalion Geralta ani drgnie, a zamiast trupiego odoru w powietrzu wisi zapach szałwii i anyżu. Z jamy pod dolmenem wychodzi Emiel Regis, cyrulik z Dillingen, który na cmentarzysku spędza każde lato przy zbiorach rosnącej tu masowo mandragory. Nocna gościna w jego chatce, z krążącą menzurką mandragorowego destylatu, kończy się rozmową o wojnie i decyzją: odcięty od domu cyrulik rusza dalej razem z kompanią Zoltana Chivaya. Wokół wiedźmina, który kompanii mieć nie chciał, robi się coraz tłoczniej.ch. 37Rozbicie obozu nad Chotlą: Krzyk „Nilfgaard!" zamienia obóz zbiegów nad Chotlą w pandemonium: tratujący się tłum rozdziela kompanię, porywa ze sobą Milvę i grzebie Geralta pod drabiną i workami mąki, a kopnięcie końskiego kopyta w głowę odbiera wiedźminowi przytomność. Przez obóz przetacza się starcie temerskiego kontruderzenia z nilfgaardzkim podjazdem: gdy Geralt się ocyka, obozowisko jest dymiącą ruiną, konni strzelcy z liliami Temerii spędzają ocalałych i obdzierają poległych w czarnych płaszczach, a po Zoltanie, Percivalu, Regisie i Milvie nie ma śladu. Ból tratowanego wiedźmina, zmiażdżoną głowę i kolano, czuje przez sen Ciri w jaskini daleko na południu.ch. 37Sąd boży nad Chotlą: W obozie zbiegów nad Chotlą wędrowny kapłan urządza proces upośledzonej dziewczyny, oskarżonej o zmowę z wampirem, i po kompromitacji „dowodu" z ugotowanego kota (którego Percival wskazuje żywego na wozie) ogłasza sąd boży: kto wyjmie z ogniska rozpaloną do białości podkowę i nie zdradzi śladu oparzeń, dowiedzie niewinności oskarżonej. Na obrońców zgłaszają się Geralt, Zoltan i Milva, lecz ubiega ich Emiel Regis: cyrulik spokojnie wyjmuje podkowę gołą ręką, odnosi ją kapłanowi i pokazuje tłumowi zdrową, nietkniętą ogniem dłoń. Wyrok jest jednoznaczny, dziewczyna i jej obrońcy są niewinni, a wyjącemu o diabelskiej sztuczce kapłanowi Regis przypomina chłodno, że podważanie wyniku ordaliów to podobno herezja.ch. 38Ujawnienie natury Regisa: Nad brzegiem Iny, gdy Regis z upodobaniem chwali zapach krwi opatrywanego Jaskra, Geralt przystawia mu miecz do gardła, a Milva dostrzega z przerażeniem to, co powinna była zauważyć dawno: cyrulik nie rzuca cienia. Zdemaskowany przedstawia się w pełni: Emiel Regis Rohellec Terzieff-Godefroy, lat czterysta dwadzieścia osiem, wampir wyższy, potomek istot uwięzionych na tym świecie po Koniunkcji Sfer. Wiedźmin, który zawodowo eliminuje takie istoty, każe mu odejść, a na pytanie o wycenę własnej głowy wampir słyszy, że wątpliwe, by kogokolwiek było na nią stać. Regis znika, uśmiechnąwszy się po raz pierwszy z pokazaniem zębów, i tym samym kończą się zagadki towarzyszące cyrulikowi od Fen Carn: wyjęta z żaru podkowa, uśpione warty i zagadkowe uśmiechy z zaciśniętymi ustami.ch. 38Zawiązanie kompanii Geralta: Na suchej wyspie wśród rozlewisk, tam gdzie odnoga Iny wpada do Wielkiej Jarugi, Geralt ogłasza rozstanie: wszyscy wracają na północ, a on jedzie za Jarugę sam, bo jego sprawa jest osobista. Odpowiedzią jest kocioł zupy rybnej ugotowanej siłami całej gromady, wykład Regisa o tym, że życie zna długi spłacane zadłużeniem u innych, i wyliczanka Milvy, że samotne wilki to łgarstwo mieszczuchów. Skoro po rewelacjach Cahira nikt nie wie, gdzie jest Ciri, Regis wskazuje cel pierwszego etapu: druidzki krąg z borów Caed Dhu w Angrenie, który w sprawach magii i przeznaczenia orientuje się jak mało kto. Wiedźmin, obrzuciwszy cholerą całą kooperującą grupę idiotów, zostaje na czele drużyny, jakiej świat nie widział: wierszokleta z lutnią, pół driady, pół baby z łukiem, wampir po czterechsetce i Nilfgaardczyk, który upiera się, że nie jest Nilfgaardczykiem. Podróżować będą incognito, by nie wzbudzać sensacji. Ani śmiechu.ch. 40Bitwa o most na Jarudze: Przeprawa przez Jarugę, którą Geralt wybrał zamiast trzęsawisk Ysgith, kończy się w samym środku cudzej bitwy. Porwany prom, wzięty w dwa ognie przez lyrijskich partyzantów i Nilfgaardczyków, wrywa się w łachę pod mostem przy Czerwonej Bindudze, gdzie omyłkowa salwa lyrijskich kuszników zabija konie kompanii, a Milva roni dziecko i życie ratuje jej Regis. Ponieważ ranna nie może uciekać, Cahir z Geraltem zatrzymują panikę pierzchających z mostu żołnierzy i stają na czele kontrataku: to ich wspólny chrzest ognia, w którym Nilfgaardczyk tnie swoich, a wiedźmin Znakiem Aard rozbija płonącą barykadę i przechodzi przez ogień w bitwie, której w ogóle nie rozumie. Obrona mostu, wsparta odsieczą konnicy spod znaku orła i czerwonych rautów, ocala przyparty do rzeki korpus królowej Meve; sam most zostaje po bitwie zniesiony, a późniejsze kroniki nie poświęcą całej batalii najmniejszej wzmianki.ch. 43Przeprawa przez Jarugę: Po tym, jak łaska królowej Meve zmieniła się w przymusowy pobór, a lyrijski korpus zawrócił znad drogi do Caed Dhu ku Mahakamowi, drużyna Geralta nocą z piątego na szóstego września cichaczem dezerteruje, „pożyczając" na drogę konie, ekwipunek i muła Draakula. Po dwóch dobach w nadrzecznej łozinie kompania przeprawia się dziesiątego września na lewy brzeg Jarugi najbezczelniej, jak się da: po odbudowanym moście w Czerwonej Bindudze, wmieszana w tłum nilfgaardzkich transportów i cywilnej zbieraniny, a jedyny patrol zbywa Cahir władczym warknięciem o cesarskiej służbie. Drużyna znika w lasach Górnego Zarzecza, na terytorium wrogiego Cesarstwa, i rusza ku Stokom śladem druidów, którzy opuścili Czarny Las.ch. 45Rozdzielenie hanzy: Dwudziestego piątego września, u stóp Gorgony, Geralt publicznie przeprasza Cahira za niesłuszne oskarżenie o zdradę, które dwie noce wcześniej skończyło się bijatyką na pięści, rozdzieloną dopiero pasem Milvy. Wyjaśnia, skąd wziął się jego gniew: drużynę zdradziła osoba niegdyś mu bardzo bliska, śledząca ją magią skanującą, a czarodziejów zdemaskowała pomyłka w liczeniu, bo Regis jako wampir jest dla czaru wychwytującego niewidzialny. Potem wiedźmin mówi głośno to, co wszyscy przeczuwają od nocy czerwonego księżyca: tamtej nocy było Ekwinokcjum i wszystko wskazuje na to, że Ciri poniosła wtedy śmierć, gdzieś daleko, samotna wśród wrogich ludzi. Drużynie pozostała zemsta, przykład grozy, o którym opowieści będą krążyć za sto lat: w Belhaven trzeba wydusić z półelfa nie to, na czyj rozkaz działa, lecz gdzie znajdują się jego mocodawcy. Hanza dzieli się na dwie grupy: Geralt, Cahir i Angoulême ruszają w górę Newi ku Belhaven, na Słowika i półelfa, a Jaskier, Milva i Regis jadą ku dolinie Sansretour i granicom Toussaint, gdzie schronili się druidzi.ch. 47Rzeź w Caed Myrkvid: Ścigająca kompanię banda Słowika i Schirrú wdziera się do świętego lasu Caed Myrkvid, morduje pielgrzymów i druidów i szturmuje osiedle przy wielkim dębie, gdzie bronią się Milva, Jaskier i Angoulême. Ostrzeżony wizją Geralt przybywa na pukaczu i tnie grasantów od skraju lasu, u boku Rycerza Szachownicy, z którym ratują sobie wzajemnie życie; rozstrzyga szarża błędnego rycerstwa Toussaint, choć bełt z gabriela urywa wiedźminowi ucho. Niedobitki ze Słowikiem i Schirrú zbiegają za graniczny strumień, do nietykalnego sanktuarium, gdzie rycerzom wejść nie wolno; ruszający za nimi Geralt, Milva i Angoulême wpadają w konary dębopotworów i trafiają przed oblicze flaminiki razem ze schwytanymi bandytami. Druidka, głucha na prośby o świadka koronnego, każe spalić schwytanych żywcem w Wiklinowej Babie: w ogniu giną Słowik i Schirrú, a wraz z półelfem jedyny trop do jego mocodawcy i wiedźmiński medalion z głową wilka, który topi się w żarze. Milva wychodzi z bitwy z połamanymi żebrami, a baron de Peyrac-Peyran rozpoznaje w Jaskrze wicehrabiego Juliana i zabiera go do zamku Beauclair.ch. 54Przybycie do Beauclair: W październiku kompania Geralta, prowadzona przez orszak błędnych rycerzy z Reynartem de Bois-Fresnes, zjeżdża doliną Sansretour do Beauclair, gdzie wita ją wystrojony jak princ Jaskier, na dworze znany jako wicehrabia Julian. Księżna Anna Henrietta przyjmuje gości ze wszystkimi honorami: Geralt nosi przy Święcie Kadzi czarodziejkę Fringillę Vigo, a na audiencji księżna, wzruszona opowieścią o Ciri, przyrzeka kompanii opiekę, gościnę i dostęp do najbogatszej biblioteki znanego świata. Z krótkiego postoju robi się zimowa kwatera: nim Milvie zrosną się żebra, śniegi zawalają przełęcze i z księstwa nie sposób wyjechać przed odwilżą. Tak zaczyna się pobyt, który wszystkie późniejsze wersje legendy zbędą jednym zdaniem o zimie spędzonej w Toussaint.ch. 55Wyjazd z Toussaint: Nazajutrz po podsłuchu pod Pomerol Geralt wpada do pałacowej kuchni i daje kompanii godzinę na spakowanie: wyjazd pojedynczo, bez pozoru, zbiórka pod słupem na wzgórku za miastem. Drużyna reaguje, jakby czekała na tę wieść od tygodni, a Angoulême dostaje w dodatku dobrą nowinę, bo Geralt zmienił zdanie i nie zostawia jej w Beauclair. Pożegnania są trzy: Fringilla Vigo przydybuje wiedźmina w książęcej stajni i po odrzuconej prośbie „zostań ze mną" żegna się z nim tak, jak tego pragnie, Jaskier, który zostaje przy Anarietcie, dogania kompanię z sakiewką dukatów z prywatnej szkatuły księżnej i przyjmuje od Geralta list do Dijkstry, a Reynart de Bois-Fresnes objaśnia trasę przez przełęcze Malheur, Sansmerci i Mortblanc ku dolinie Sudduth, po czym na propozycję wspólnej drogi odpowiada, że jest błędny, ale nie szalony. Kompania rusza w góry pod ciemniejącym niebem, w lodowaty wiatr, który niesie zapowiedź śnieżycy.ch. 60Szturm na zamek Stygga: Wszystkie drogi legendy schodzą się w zamku Stygga. Ciri przybywa do kryjówki Vilgefortza z własnej woli, by oddać się w zamian za wolność Yennefer, a gdy czarodziej odrzuca ofertę i wlecze ją do laboratorium, do zamku wdziera się kompania Geralta: zahipnotyzowani przez Regisa wartownicy sami otwierają bramę. Zwycięstwo kosztuje kompanię wszystko. Milva ginie w pojedynku łuczników na krużganku, osłaniając towarzyszy; Cahir zastępuje drogę Bonhartowi, by Ciri mogła ujść, i pada pod jego mieczem; raniona w udo Angoulême wykrwawia się w objęciach Ciri; Regis, który wyrwał Yennefer z magicznej matni, zostaje przez Vilgefortza rozdarty i stopiony białym ogniem wraz z kolumną. Rachunki wyrównują ocaleni. Ciri, przyparta na belkach zrujnowanego skrzydła, sięga po wahadłową naukę z Kaer Morhen, zwala Bonharta w przepaść, a zdradziecki atak nożem kończy cięciem przez gardło i zabiera łowcy trzy wiedźmińskie medaliony. Geralt, tłuczony żelaznym drągiem, myli maga iluzją z medalionu Fringilli i dwoma cięciami oraz dekapitacją kończy karierę największego wroga; pomaga i to, że zregenerowane oko Vilgefortza nigdy nie odzyskało koordynacji. Wiedźmin, wiedźminka i Yennefer schodzą potem razem po zalanych krwią schodach przez resztki najemników Skellena, aż na dole zamiast wyjścia czekają na nich czarne salamandry cesarskiego wojska.