Cała ta część ramy jest monologiem: Geralt mówi, a Iola, związana ślubem milczenia, tylko słucha, więc jej pytania i reakcje znamy wyłącznie z tego, jak wiedźmin na nie odpowiada. Geralt przyszedł do najdalszego zakątka świątynnego parku ćwiczyć z mieczem: chce wypalić z mięśni „paskudne, wredne drętwienie" i krążące w nim zimno. Tam odnajduje go Iola. Zabawne: to on przez ostatnie dni rozglądał się za nią po świątyni. Prosi ją, by usiadła: potrzebuje tej rozmowy. Od milczenia zaczyna. Mówią, że milczenie jest złotem. On nie wie, czy jest aż tyle warte, ale wie, że ma swoją cenę, którą trzeba płacić. Ioli jest łatwiej: ona milczy z wyboru, uczyniła z milczenia ofiarę dla swojej bogini. Geralt nie wierzy w Melitele ani w żadnych innych bogów, ale wybór Ioli ceni i szanuje: jej wiara może ją uczynić lepszą istotą, a jego niewiara nie może nic. Na domyślne pytanie, w co w takim razie wierzy, odpowiada: w miecz. Przy okazji rozbraja obiegowy mit o wiedźmińskim orężu. Nieżyczliwi mawiają, że srebrny miecz jest na potwory, a żelazny na ludzi. To nieprawda: są potwory, które można ugodzić wyłącznie srebrem, ale są i takie, dla których zabójcze jest tylko żelazo, i to nie byle jakie, lecz pochodzące z meteorytu, czyli, jak tłumaczy Ioli, ze spadającej gwiazdy. Pozwala dziewczynie wziąć miecz do ręki (jest tak lekki, że i ona unosi go bez trudu), ostrzega tylko przed dotykaniem ostrza, ostrzejszego niż brzytwa.

Potem przedstawia się, inaczej niż komukolwiek dotąd. Zaczyna „Geralt z..." i urywa, odcinając rodowe „z Rivii". Tylko Geralt. Geralt znikąd. Jego dom to Kaer Morhen, Wiedźmińskie Siedliszcze: warownia, z której niewiele zostało. Tam „produkowało się" takich jak on, ale już się tego nie robi i w Kaer Morhen nikt już nie mieszka. Nikt oprócz Vesemira. Vesemir jest jego ojcem. Nie prawdziwym, ale co z tego: prawdziwego ojca Geralt nie znał, matki też nie, nie wie nawet, czy żyją, i niewiele go to obchodzi. W Kaer Morhen przeszedł zwykłą wiedźmińską mutację: Próbę Traw, a potem hormony, zioła i zakażanie wirusami, od nowa i jeszcze raz, do skutku. Zmiany zniósł podobno nad podziw dobrze, chorował krótko, uznano go więc za wyjątkowo odpornego gówniarza i wybrano do dalszych, bardziej skomplikowanych eksperymentów. Z tymi było znacznie gorzej. Przeżył jako jedyny ze wszystkich wybranych. Od tamtego czasu ma białe włosy: pełny zanik pigmentu, skutek uboczny. Potem długo go uczono, aż wreszcie opuścił Kaer Morhen i ruszył na szlak z medalionem Szkoły Wilka na szyi, z dwoma mieczami i z wiarą, że jest potrzebny: świat miał być przecież pełen potworów, a jego zadaniem było chronić ludzi.
Opowieść o pierwszym potworze wywraca tę wiarę na nice. Pierwszy potwór Geralta był łysy, miał wyjątkowo brzydkie, popsute zęby. I był człowiekiem: maruderem z jakiejś armii, który z koleżkami zatrzymał na gościńcu chłopski wóz i wywlekał z niego może trzynastoletnią dziewczynkę, wrzeszcząc, że czas, by poznała prawdziwego mężczyznę. Choć w Kaer Morhen wbijano Geraltowi do głowy, żeby w takie zajścia się nie mieszać i nie bawić się w błędnego rycerza, wmieszał się, nim ujechał pięćdziesiąt mil od podnóża gór. Zabił łysego dwoma mało czystymi, ale bardzo widowiskowymi cięciami. Zrobił to, jak uczciwie przyznaje, bo chciał, żeby uratowana dziewczyna całowała go po rękach, a jej ojciec dziękował mu na kolanach. Zamiast tego ojciec uciekł razem z maruderami, a dziewczynka, opryskana krwią napastnika, zwymiotowała, dostała histerii i zemdlała ze strachu, gdy wybawca do niej podszedł. Od tamtej pory Geralt wtrącał się w podobne historie bardzo rzadko. Robił swoje: podjeżdżał pod opłotki wsi i palisady grodów i czekał; jeśli pluto na niego i rzucano kamieniami, odjeżdżał; jeśli ktoś wychodził ze zleceniem, wykonywał je. Szukał na rozstajnych słupach orędzi „wiedźmin potrzebny pilnie", a potem było uroczysko, loch albo grota pełna kości i coś, co żyło tylko po to, by zabijać. Mantikora, wyvern, wilkołak, strzyga, kikimora i dziesiątki innych. I był taniec w ciemnościach, cięcie miecza. I strach i wstręt w oczach tego, kto wręczał mu potem zapłatę.
Błędy popełniał, przyznaje, ale trzymał się zasad. Nie kodeksu: żadnego wiedźmińskiego kodeksu nie ma i nigdy go nie ułożono. Geralt zwykł się nim zasłaniać, bo ludzie lubią i szanują tych, którzy kierują się kodeksami, więc swój po prostu sobie wymyślił. I trzymał się go. Zawsze. Po chwili poprawia się: nie zawsze. Był raz w sytuacji, w której należało powiedzieć sobie „co mnie to obchodzi, jestem wiedźminem" i posłuchać głosu rozsądku, instynktu, doświadczenia, a choćby zwykłego strachu. Nie posłuchał. Myślał, że wybiera mniejsze zło. I wybrał mniejsze zło. Podsumowuje to zdaniem, które spina klamrą dwa poprzednie rozdziały, bo łączy przydomek rzucony przez rycerza Białej Róży z historią opowiedzianą w Blaviken: „Jestem Geralt z Rivii. Zwany także Rzeźnikiem z Blaviken".

Finał monologu robi się dziwny, urywany i celowo niedopowiedziany. Gdy Iola próbuje dotknąć jego ręki, Geralt gwałtownie się cofa: dotyk mógłby wyzwolić w niej wizje, a on nie chce, by zobaczyła. Sam też nie chce wiedzieć. Zna swoje przeznaczenie, które kręci nim jak wir; przeznaczenie idzie za nim krok w krok, ale on nigdy nie ogląda się za siebie. Potwierdza półgłosem to, co czuje Nenneke: że zaplątany jest w zaciskającą się pętlę. Po raz pierwszy pada przy tym nazwa, która wróci: Cintra. „Co mnie wtedy podkusiło, tam w Cintrze? Jak mogłem tak głupio ryzykować?", pyta sam siebie i zarzeka się, że do Cintry nie wróci nigdy, że będzie ją omijał jak gniazdo dżumy. Zaraz potem liczy coś w myślach: jeśli liczy dobrze, „ten dzieciak" musiał urodzić się w maju, gdzieś koło święta Belleteyn. To byłby ciekawy zbieg okoliczności, bo Yennefer też urodziła się w Belleteyn. Rozdział ani słowem nie wyjaśnia, o jakie dziecko chodzi, co zaszło w Cintrze ani kim jest Yennefer. Zmierzcha. Geralt wstaje, dziękuje Ioli, że zechciała z nim „porozmawiać", i na jej nieme pytanie odpowiada, że nic mu nie jest. Czuje się dobrze. Całkiem dobrze.
“Przeznaczenie idzie za wiedźminem krok w krok, ale on nigdy nie ogląda się za siebie.”
📝 Want to pin a note to this chapter? Create a free account. Notes are private and come back with your recap.