ink on the mapA general portrait, with no plot given away.
„Jasno świecąca gwiazda ballady i miłosnego wiersza": trubadur znany szeroko po Królestwach Północy, absolwent akademii w Oxenfurcie (gdzie historia była jego drugim ulubionym przedmiotem, a geografia pierwszym, bo za wielkim atlasem łatwiej ukryć gąsiorek wódki). Elegant w kapelusiku z czaplim piórem, z lutnią pod pachą i językiem, którego nie trzyma za zębami nigdy: zna wszystkich królów, książąt i władyków „od Jarugi po Góry Smocze", a jego talent, wedle zgryźliwej kapłanki Nenneke, polega na umiejętności swobodnego przeskakiwania od wzruszającej liryki do obscenicznego świństwa. Z Geraltem, swoim absolutnym przeciwieństwem, przyjaźni się od lat: przeciwieństwa się przyciągają.
You’re browsing without a bookmark, so you see the full published biography.
Do świątyni Melitele pod Ellander Jaskier trafia po śladach plotki: w Wyzimie usłyszał o strzydze i rannym wiedźminie i domyślił się, gdzie przyjaciel się kuruje. Nim dotarł do świątynnej biblioteki, zdążył uszczypnąć milutką furtiankę i doprowadzić Nenneke do białej gorączki. Przy gąsiorku śliwkowej okowity rozmowa z Geraltem schodzi na kondycję wiedźmińskiego fachu i Jaskier okazuje się kimś więcej niż trefnisiem: wykłada przyjacielowi paradoks jego profesji (im sumienniej wiedźmini pracują, tym mniej mają roboty, bo ich celem jest świat, w którym będą zbędni) i przypomina losy zawodów, które umarły przed wiedźmińskim. To on namawia Geralta na wspólną wyprawę na południe. Przy okowicie wraca też wspomnienie początku tej przyjaźni: poznali się przed laty na festynie w Gulecie, skąd poeta musiał uciekać przed czterema rosłymi braćmi uwiedzionego dziewczęcia. Przyczepił się wtedy do wiedźmina, który w głębi ducha ucieszył się z pierwszego kompana podróży, bo dotąd rozmawiał w drodze tylko z koniem.
Wiele lat wcześniej, tuż po tym, jak poznali się w Gulecie, Jaskier pojechał z Geraltem na „kraniec świata": do Doliny Kwiatów na granicy gór, gdzie tamtejsi kmiecie wynajęli wiedźmina na „diabła" kradnącego im ziarno i plony. Docinki poety doprowadziły rogatego silvana Torque'a, owego „diabła", do furii i gradu żelaznych kulek, ale ten sam Jaskier fachowo rozpoznał w księdze Dhuna, starszego tamtejszej wsi, zabytek pisany Pierwszymi Runami i wyliczył kmieciom, że wsypując diabłu wór kulek zamiast przygarści, sami dali mu amunicję na dwa lata. Potem obu przyjaciół pojmały wygnane z dolin elfy i skazały na śmierć. W niewoli Jaskier przeżył najgorszy moment wyprawy: elfka Toruviel na wieść, że ma przed sobą ludzkiego muzyka, roztrzaskała jego lutnię o pień sosny. Skazany, odrzucił życie kupione cudzą wstawką i zagroził przywódcy elfów Filavandrelowi, że jeśli przeżyje sam, poderwie przeciw elfom cały świat, choć hardość psuły mu zęby dzwoniące jak kastaniety. Od strzał uratowało przyjaciół najpierw wstawiennictwo Torque'a, a potem objawienie Królowej Pól, przed którą klękają i elfy, i wiedźmin. Z przygody Jaskier wyszedł z zyskiem: na pożegnanie Toruviel bez słowa wręczyła mu własną, kunsztownie intarsjowaną lutnię, o której poeta powie, że to drewno samo śpiewa. W balladzie o wyprawie postanowił nie wspominać o elfach i ich biedzie: po co przyspieszać nieuchronne.
Czarodziejkę Yennefer Jaskier poznał przez własną lekkomyślność. Podczas porannego połowu ryb z Geraltem pozwolił sobie na żart z przynętą: założył na hak zdechłą wronę zamiast pędraków i to właśnie na nią wziął ogromny sum. Gdy zaś z rzeki wyłowili zapieczętowaną amforę, uparł się ją otworzyć. Pewny, że uwolnił dżinna-sługę, zdążył wygłosić dwa życzenia: niech szlag trafi Valdo Marxa, trubadura z Cidaris, który ma go za beztalencie, i niech wreszcie ulegnie mu hrabianka Virginia z Caelf. Zamiast trzeciego życzenia przyszło duszenie: stwór chwycił go za gardło i poraził mu krtań oraz struny głosowe tak, że poecie groziła dożywotnia utrata śpiewu. Geralt przepędził napastnika i zawiózł niemego przyjaciela do miasta Rinde, do jedynej władającej tam magią osoby: właśnie Yennefer. Czarodziejka wyleczyła go skutecznie, i to z nawiązką, bo we śnie magia spełniła mu nawet marzenie o Virginii. Bez własnej wiedzy Jaskier stał się jednak jej narzędziem: to jego ustami (czyściutkim już tenorem) padło w ratuszu, gdzie sądzono uwięzionego Geralta, trzecie życzenie z pieczęci: „życzeniem moim jest, by uwierzono, że wiedźmin jest niewinny". Gdy Geralt wrócił potem po Yennefer do walącej się gospody, w której czarodziejka przegrywała walkę ze schwytanym dżinnem, Jaskier, pewien śmierci przyjaciela, deptał pod murkiem własny kapelusik i wygłaszał opinię o wszystkich pomnikach świata. Szczęśliwie przedwcześnie.
Gdy w drodze do miasta drogę przyjaciołom zajeżdża hrabia Falwick z zakonu Białej Róży z oddziałem oszczepników, by zmusić Geralta do pojedynku z rycerzem zakonu, Jaskier gra rolę, w której czuje się najlepiej: komentującego chóru. Recytuje za Geralta formułkę o „niezdolności do dawania satysfakcji", kpi z rycerskiej logiki hrabiego („widzę, że studiowaliście filozofów") i bierze na języki oszczepników, wróżąc im połamane w ucieczce nogi, bo naprzeciw stoi wiedźmin, „który radzi sobie ze strzygą gołymi rękami". Tak właśnie, z ust poety, rośnie legenda. Z pojedynku przyjaciela wychodzi cało: Dennis Cranmer, krasnolud dowodzący strażą księcia, twardo potwierdza, że trubadur nie ma ze sprawą nic wspólnego. Jaskier rusza więc z Geraltem na południe, z przykazaniem, by przy Nenneke nie puścić pary: o drace ani słóweczka.
Na wyprawę po hołopolskiego smoka Jaskier spóźnia się przez pewną młodą wdowę i utyka bez glejtu przy moście na Braa, gdzie odnajdują go Geralt i Borch Trzy Kawki. To on opowiada im całą historię: otrucie smoczycy przez szewca Kozojeda, plany Niedamira wobec Malleore i listę ściągniętych smokobójców. Sam jedzie tam, gdzie zawsze: blisko wydarzeń, bo ballada śpiewana przez naocznego świadka brzmi inaczej. Dostaje więcej materiału, niż chciał: w zamieszaniu przy obronie złotego smoka obrywa kułakiem między oczy, zostaje związany przy wozie obok Geralta i Dorregaraya, a upokorzoną Yennefer drażni tak niemiłosiernie, że czarodziejka pluje w jego stronę. Chwilę wcześniej, gdy Geralt skracał pas z mieczem, poeta odłożył ostrożnie lutnię, został przy przyjacielu i zarezerwował sobie tytuł przyszłej ballady: „Granica możliwości". Prosił tylko: „Nie zabijaj… możesz?".
W Novigradzie Geralt zastaje go pod ostrzałem: Vespula, u której poeta mieszkał, wyrzuca go z domu za niewierność, bombardując z balkonu doniczkami i miedzianym saganem. Jaskier ratuje w locie lutnię, ogłasza „nietrwały ów związek" za zerwany i rusza z przyjacielem „Pod Grot Włóczni". Tam okazuje się, że kredyt mu ucięto, a przez trzy dni pijał z dopplerem podszywającym się pod Dainty'ego Biberveldta, niczego nie zauważywszy. W aferze gra swoje role koncertowo: łapie w porę Deczkę biegnącą po straż, urzędnikowi Schwannowi dorabia na poczekaniu legendę „Czubka-Biberveldta", którego rozwściecza purpura, a przed w porę powstrzymuje Geralta od dobycia miecza, znając cenę oporu wobec straży świątynnej. Wyznaczony do przeszukania Zachodniego Bazaru, zamiast tropić („ważne, co i jak się śpiewa, a nie gdzie") i ucieka przed patelnią Vespuli, która chwilę później ogłuszy nie jego, lecz w jego postaci. Od dopplera dostaje na koniec prezent, o jakim poeta nie śmiał marzyć: skopiowany Jaskier dokończył balladę „Zima", z którą prawdziwy męczył się od dni, i podpowiedział jej właściwy tytuł, „Wieczny Ogień".
To przez niego obaj z Geraltem są bez grosza: na festynie w Czterech Klonach zadarł z Leśniczymi, a kuplet „chcesz być niczym, bądź Leśniczym" skończył się bijatyką, pożarem tancbudy i grzywną, która zjadła całą gotówkę. W Bremervoord ratuje budżet występem na zaręczynach u Drouharda (wytargowane trzydzieści pięć talarów), gdzie spotyka Essi Daven, „Pacynkę", koleżankę po fachu znaną niemal od dziecka i kochaną jak młodsza siostra. Widząc, co kiełkuje między nią a Geraltem, nocą ostrzega przyjaciela przed głupim błędem, a przy okazji stawia mu diagnozę: obnosi się ze swoją „innością", choć jest najnormalniejszy pod słońcem. Na dno morza w czasie odpływu idzie z wiedźminem szukać urodzinowego prezentu dla Essi i znajduje więcej, niż chciał: marmurowe schody, które bierze za wejście do legendarnego zatopionego Ys, dzwon bijący w głębinie i szarżę ryboludzi, przed którą ucieka, gubiąc „perły" po drodze. Wręczony Essi cuchnący małż („to od Geralta") okazuje się zawierać prawdziwą, wielką błękitną perłę. W dolinie Dol Adalatte to jego wybuch przecina wreszcie mękę dwojga milczących: każe im powiedzieć sobie wszystko i „to zrobić", po czym taktownie idzie na ryby. Przy pożegnalnym ognisku układa balladę o wiedźminie i poetce, których miłości nie rozdzieliła nawet śmierć. Nigdy jednak i nikomu jej nie śpiewa, bo prawda okazała się inna: tych dwoje nie zobaczyło się już nigdy, a cztery lata później to on, Jaskier, pochował zmarłą na ospę Essi w lesie pod , z lutnią i błękitną perłą.
Gdy wybucha wojna z Nilfgaardem, Jaskier ucieka jak wszyscy: okradziony w nocy z konia, tłucze się cały dzień na cudzym wozie z klatkami kur, aż przy oblężonej przez uciekinierów przeprawie przez Jarugę wypatruje z tłumu Geralta. To on tłumaczy wiedźminowi, wracającemu po roku z Północy, czym ta wojna różni się od wszystkich poprzednich: armie Czarnych idą ławą i zostawiają za sobą spaloną ziemię, a szubienice ciągną się milami wzdłuż gościńców. To wojna na pełne wyniszczenie, jakby Nilfgaardczycy przyszli zza gór zniszczyć cały świat. I to on przekazuje Geraltowi wieść, po której wiedźmin każe mu zsiąść z konia i opowiedzieć wszystko: Cintry już nie ma, zostało pogorzelisko i kupa gruzu, Calanthe nie żyje, a o dziewczynce imieniem Ciri bard nie słyszał nic. Na osłodę rozpaczy dostaje od przyjaciela gorzałkę z manierki i rozkaz wyrzucenia do rzeki wora z rękopisami („napiszesz nowe wiersze"). Przeprawiają się razem: Geralt stwierdza, że po tej stronie rzeki nie ma już czego szukać.
Pod dębem Bleobherisem Jaskier daje wielki występ: ballad o wiedźminie, czarodziejce i Dziecku Niespodziance słucha ponad sto osób, a słuchacze bez trudu rozszyfrowują, że to pieśni o Geralcie, Yennefer i Cirilli z Cintry. Nim wybuchnie spór o prawdziwość pieśni, poeta po cichu zabiera ceber datków i znika. Trafia zaś do przybytku Mamy Lantieri w miasteczku nieopodal, gdzie dopada go Rience: najpierw z sakiewką, potem z powrozem i cebrem wapna. Torturowany, wyznaje, co wie o wiedźminie i dziecku, ale kryjówki Geralta nie zdradza. Ratuje go Yennefer, która incognito słuchała występu. Przy winie wychodzi na jaw sekret poety: Jaskier od dawna donosi Dijkstrze, szefowi wywiadu Redanii. Właśnie wraca z Verden, z dworu króla Ervylla, a raport ma tym razem złożyć prozą. Ostrzeżony i „spalony", ma na polecenie czarodziejki wykreślić balladę o Lwiątku z repertuaru, zapomnieć imię Ciri i zniknąć w Tretogorze, pod opieką Dijkstry i Filippy Eilhart. To on podsuwa też Yennefer cenny trop: Rience mówił o „bitwie o Cintrę", a tak nie mówi nikt z Północy, dla której tamte wydarzenia to zawsze rzeź. Pytał więc najpewniej .
W Oxenfurcie, swoim ukochanym miasteczku studenckich lat, Jaskier zauważa za sobą szpicli i trafia przed oblicze Dijkstry we własnej osobie, w towarzystwie Filippy Eilhart. Szpieg rozlicza go z zatajenia zasadzki Geralta na Rience'a i stawia sprawę jasno: gdy wiedźmin wynurzy się z ukrycia, poeta ma go przyprowadzić na rozmowę, a haki na barda i sprawa zabitych pod Grabową Buchtą temerskich agentów nie zostawiają wielkiego pola manewru. Jaskier kłamie jednak dzielnie prosto w oczy najgroźniejszemu szpiegowi Północy: nie zna odpowiedzi na żadne z pytań o dziewczynkę, Yennefer ani Triss, a Geralt „wyjechał do Novigradu". Wieczorem gubi pościg brawurową trasą przez lufcik, dachy biblioteki i prosektorium oraz poszerzaną jeszcze za studenckich czasów dziurę w murze, by ostrzec przyjaciela w mansardzie: Dijkstrze nie chodzi już o Rience'a, lecz o Ciri i o Yennefer. Zastaje u wiedźmina , czego się nie spodziewał, a zaraz potem na parapet spływa sowa, która okazuje się Filippą. Do końca życia zapamięta z tej nocy dwie rzeczy: że jego przyjaźń z wiedźminem jest, jak sam mówi Dijkstrze, niebezpodstawna, i że pytanie Shani o bliznę po oparzeniu odmieniło całą grę.
Jaskier idzie z Geraltem, Shani i Filippą Eilhart na nocną wyprawę do domu znachora Myhrmana i po raz kolejny odkrywa, że w tej kompanii rola poety polega na trzymaniu innych z dala od nieszczęścia: gdy w zaułku zaczyna się rzeź, siłą powstrzymuje rwącą się do rannych medyczkę („nie pomożesz im, nie po wiedźmińskim mieczu... błagam cię, Shani, nie patrz"). Po walce, widząc sztylet w dłoni Filippy i krew Geralta na bruku, krzyczy na czarodziejkę i pierwszy przywołuje wszystkich do rozsądku: kłócić można się później, rannego trzeba opatrzyć i wynosić się stąd.
Kilka tygodni przed wizytą Geralta w kantorze „Codringher i Fenn" Jaskier przejeżdżał przez Dorian i opowiedział adwokatowi o strapieniach wiedźmina. Powiedział przy tym mało, mniej, niż wiedział, bo o niektórych sprawach Geralt zakazał mu mówić, czym szczerze zdumiał Codringhera: to pierwszy znany przypadek, gdy Jaskier nie powiedział za dużo. Przekazał też wiadomość istotną dla całej gry: Filippa Eilhart prawdopodobnie wie, kto stoi za Rience'em, skoro nie pozwoliła wiedźminowi poznać wydobytego z konającego zabójcy imienia.
Jaskier towarzyszy Geraltowi w Hirundum i na ganku Hofmeierów gawędzi przy piwie o burzy bez deszczu, o czarodziejach łapiących pioruny (widział, jak robił to stary Gorazd, zabity potem na Wzgórzu Sodden) i o zjeździe na Thanedd, po którym gospodarz spodziewa się pokoju, a poeta rewii mody, plotek i przepychanek. Wypytany, po co wiedźmin właściwie tu przyjechał, odpowiada uczciwie: Geralta chyba nie zna nikt, ale coś się z nim dzieje. Nocą jest świadkiem spotkania w Hirundum: rozpoznaje Yennefer po lokach i obsydianowej gwieździe, ale twarzy, którą widzi (twarzy Furii, bogini Zemsty, Zagłady i Śmierci), nie widział u niej nigdy; szarowłosą dziewczynę, której nigdy wcześniej nie spotkał, rozpoznaje natychmiast. Rankiem nakrywa na podglądaniu rozmowy na grobli i zamiast ją wydać, robi jej wykład o roli poezji (mówić o tym, o czym inni milczą): on teraz przeprasza ją, a gdy Yennefer zaczyna wrzeszczeć i wymachiwać rękami, znaczy to, że teraz ona przeprasza jego. To on też wie, że wczorajsze omdlenie było udane, i radzi małej zostawić tych dwoje w spokoju, bo bardziej im pomaga, niż przeszkadza.
Each one leads to the summary of the chapter where it happened.
ch. 10Objawienie Dany Méadbh: Gdy łucznicy Filavandrela mierzą już do związanych skazańców (a Torque zasłania ich własnym ciałem), na polanę wchodzi Lille. I nie jest to chuda wiejska dziewczyna w zgrzebnej sukience, lecz promienna, złotowłosa Królowa Pól w girlandach kwiatów i kłosów, z jelonkiem i jeżem u boku. Elfy klękają jeden po drugim, wymawiając z czcią imię Dana Méadbh. Po niemej wymianie myśli z Odwieczną Filavandrel daruje Geraltowi i Jaskrowi życie, elfy odchodzą w góry na wschodzie, a Toruviel oddaje poecie własną lutnię w miejsce roztrzaskanej. Lille zostaje wśród ludzi. Geralt zdradza z niemej rozmowy tylko tyle, że mówiła o nadziei: wszystko się odnawia i nie przestanie się odnawiać.ch. 10Pojmanie przez elfy: Pościg za silvanem kończy się w chmielu zasadzką: Toruviel rozjeżdża Geralta koniem i ogłusza go, a wiedźmin z Jaskrem budzą się związani na leśnej polanie. Tam wychodzi na jaw sekret diabła: Torque na polecenie elfów wykrada w dolinie ziarno, sadzonki i wiedzę rolniczą dla głodujących w górach Aén Seidhe. Filavandrel skazuje obu świadków na śmierć, nie z zemsty, lecz z konieczności: nikt nie może się dowiedzieć, dla kogo silvan pracuje. Toruviel zdąży jeszcze roztrzaskać lutnię Jaskra o sosnę i zapłacić za jeńcze kopniaki złamanym nosem, nim łucznicy staną naprzeciw skazańców.ch. 12Uwolnienie dżinna: Poranny połów nad rzeką wyciąga zamiast ryby kamionkową amforę z zapieczętowanym czopem. Jaskier, pewny, że w środku siedzi sługa od trzech życzeń, nie słucha ostrzeżeń. Dzban upada w szamotaninie i uwalnia dżinna, który zamiast spełniać życzenia rzuca się poecie do gardła i poraża mu krtań. Geralt, z mosiężną pieczęcią dzbana w pięści, przepędza stwora plugawym „egzorcyzmem", nieświadom, że pieczęć czyni panem życzeń właśnie jego i że pierwsze z trzech właśnie bezwiednie wypowiedział.ch. 13Pojedynek z Taillesem: Na leśnej polanie pod świątynią zakon Białej Róży dopada wreszcie Geralta z rzuconą niegdyś rękawicą i z pułapką bez wyjścia: za odmowę pojedynku stryczek, za zranienie Taillesa, ulubieńca księcia, areszt i kara. Wiedźmin znajduje wyjście trzecie: nie paruje ani jednego ciosu, a wybitego z rytmu rycerzyka pokonuje uderzeniem w klingę, tak że odbite własne ostrze masakruje Taillesowi twarz. Dennis Cranmer, wykonujący rozkazy co do joty, ogłasza werdykt: wiedźmin nie dotknął rycerza, szczeniak uderzył się o własne żelazo. Upokorzony Falwick każe Geraltowi opuścić Ellander i blednie, gdy ten na odchodne obiecuje, że jeśli zakon tknie kapłanki Melitele albo kapitana Cranmera, spuści z hrabiego krew jak z wieprzka.ch. 14Bitwa o złotego smoka: O złotego smoka biją się na hali wszyscy ze wszystkimi. Najpierw Rębacze tłuką i wiążą jego obrońców: Dorregaraya, Geralta i Jaskra. Po zdradzieckiej kuli Yarpena do koła wozu trafia i Yennefer. Potem smok sam schodzi na obóz i gruchocze Rębaczy jak wcześniej Eycka. Wreszcie na halę wtaczają się wozy hołopolskiej milicji Kozojeda: spętanego sieciami smoka ratują Zerrikanki Tea i Vea oraz, mimowolnie, sama Yennefer, która z rękami przywiązanymi do koła ciska zaklęcia wyprężoną nogą, zamieniając milicjantów w żaby, gęsi i pasiaste prosięta (więzy przepalił jej Znakiem Igni Geralt). Smok rwie sieci i pożera uciekającego Kozojeda: trucicielowi spod Hołopola nie daruje. Wszystkim pozostałym, choć leżą pokotem, daruje życie.ch. 14Objawienie Villentretenmertha: Gdy nad pokonaną Yennefer staje szabla Vei, pada rozkaz ludzkim głosem, z ust siedzącego na kamieniu Borcha Trzy Kawki: „Nie będziemy zabijać pani Yennefer". Borch i złoty smok Villentretenmerth to jedno: smoki złote, wbrew temu, co twierdził Geralt, istnieją i potrafią przybrać każdą postać. Villentretenmerth wyjaśnia, że wezwała go otruta smoczyca Myrgtabrakke, a zapłatą za obronę jest jej smoczątko: cel z końca drogi, dzięki któremu udowodni, że granic możliwości nie ma, bo potwory potrzebują dziś obrońcy, „takiego… wiedźmina". Na pożegnanie zostawia Geraltowi i Yennefer wróżbę: są dla siebie stworzeni, ale nic z tego nie będzie.ch. 16Dudu zostaje Biberveldtem: Nad zrolowanym w kilim dopplerem pochyla się Chappelle, sam, bez eskorty, i szepcze: „Dudu, kopiuj Biberveldta, szybko". Tak wychodzi na jaw największy sekret Novigradu: groźny namiestnik do spraw bezpieczeństwa też jest dopplerem, bo prawdziwego Chappelle dwa miesiące wcześniej trafił szlag, a podmiany nikt nie zauważył. Dainty przedstawia Dudu światu jako swojego kuzyna i mianuje go faktorem w Novigradzie, tym chętniej, że „bezsensowne" zakupy stwora okazują się interesem życia: tran, wosk i olejek zabarwiony koszenilą, rozlane do sześciuset misek z zatopionym sznurem, to znicze na nowe ołtarze Wiecznego Ognia, sprzedane kapłanom po cztery korony sztuka i, jako sprzedaż na święty cel, wolne od podatku. Kompania świętuje w „Passiflorze", na koszt Biberveldtów.ch. 17Bitwa z ryboludźmi u Smoczych Kłów: Korzystając z wielkiego odpływu, Geralt z Jaskrem dochodzą suchą nogą po dnie do Smoczych Kłów i odkrywają, że kamienna półka urywa się tam ogromnymi blokami białego marmuru: Schodami wiodącymi w czarną głębię, które bard bierze za wejście do zatopionego Ys. Z otchłani bije dzwon, a z piany wynurzają się ryboludzie w hełmach i zbrojach z zaśniedziałej miedzi, uzbrojeni w kosopodobne ostrza i włócznie. Geralt kładzie napastników cięciami i wygrywa formalny pojedynek z rybiookim mistrzem szabli, lecz przed nadciągającą całą gromadą ratuje go dopiero ucieczka przed czołem przypływu. W podwodnej kotłowaninie zostaje ranny w lewe przedramię i wyrywa się ogłuszającym Znakiem. Pościg zatrzymuje Sh'eenaz, nadpływająca na grzbiecie delfina z konchą zamiast rogu bojowego; jej pożegnalne ostrzeżenie brzmi: morze nie jest dla was. Odkrycie rozumnej rasy z głębin niczego w Bremervoord nie kończy: Agloval nie wierzy, nie płaci i zapowiada łuczników przy każdej łodzi poławiaczy. Na radę, by zostawić morze jego mieszkańcom, odpowiada, że ludzie zejdą Schodami i wezmą z oceanu wszystko, choćby miał stać się czerwony od krwi.ch. 20Przesłuchanie w chlewie: Po występie pod dębem Bleobherisem Jaskra odnajduje w przybytku Mamy Lantieri człowiek przedstawiający się jako Rience: najpierw kusi sakiewką, potem grozi, a gdy poeta próbuje uciec sekretnym przejściem, paraliżuje go zaklęciem. W chlewie, z ramionami wyłamywanymi powrozem i cebrem wapna u stóp, Jaskier zeznaje, co wie o Geralcie i Dziecku Niespodziance. Rience zmierza do sedna: gdzie ukrywa się wiedźmin? Odsiecz przychodzi w ostatniej chwili: Yennefer, która incognito słuchała występu i pojechała za poetą, zabija obu pomocników oprawcy, lecz sam Rience umyka przez złoty portal, otwarty z zewnątrz przez kogoś nieporównanie mocniejszego. Czarodziejka zdąża posłać w ślad za nim żar, który na długo naznaczy uciekiniera poparzeniami. Z przesłuchania wynika groźna prawda: ktoś szuka Ciri i gotów jest torturować, by ją znaleźć, a sądząc po mowie i motylkowym sztylecie, stoi za tym nilfgaardzki mocodawca. Ostrzeżony Jaskier ma zniknąć na dworze redańskim, pod opieką wywiadu Dijkstry.ch. 25Zasadzka w Oxenfurcie: Nocna pułapka, w której obie strony polują na siebie nawzajem. Geralt z pomocą Shani, Jaskra i Filippy Eilhart dostaje się do domu znachora Myhrmana i wymusza uaktywnienie amuletu wzywającego Rience'a; nie wie, że amulet zarazem ostrzega właściciela. Rience przychodzi więc z eskortą czterech zawodowych morderców, braci Micheletów. Wiedźmin na bojowym eliksirze zabija całą czwórkę, a uciekającego czarownika dopada przed rozbłysłym na murze owalem teleportu i okłada pięściami („prezent od Yennefer już masz, teraz dostaniesz mój"), wypytując, kto go nasłał. Bitwę rozstrzyga jednak Filippa. Najpierw klęka przy konającym Toublancu, łagodnym głosem wydobywa z niego imię, którego Geraltowi poznać nie wolno, i dobija rannego sztyletem. Potem, gdy zraniony stalowymi kolcami Rience'a wiedźmin mimo wszystko dogania uciekiniera, obezwładnia Geralta świetlistymi cęgami i pozwala czarownikowi zniknąć w teleporcie, by ten nie wyjawił, dla kogo pracuje. Na koniec ostrzega: wiedźmin przygarnął nie dziewczynkę, lecz płomień, od którego może zapłonąć świat. Ranny Geralt odpowiada własnym ostrzeżeniem: ktokolwiek odważy się skrzywdzić Ciri, skończy jak ci czterej.ch. 28Spotkanie w Hirundum: Ciri, która uciekła nocą z Gors Velen, by przed pójściem do szkoły zobaczyć Geralta, wpada na farmę Hirundum ścigana przez Dziki Gon. Wiedźmin wybiega jej naprzeciw z mieczem, a z rozbłysku teleportu wychodzi Yennefer z twarzą bogini Zemsty i zaklęciem rozprasza widmową kawalkadę. Po raz pierwszy w życiu cała trójka staje obok siebie: wiedźmin, czarodziejka i dziecko, które łączy ich oboje. Geralt i Yennefer, skłóceni od lat, nie robią ku sobie ani kroku, a Ciri, postawiona między nimi, nie umie wybrać, do kogo podejść najpierw, więc ratuje się udanym omdleniem. Oboje zanoszą ją razem do domu i przesiadują przy łóżku do rana bez słowa, a nazajutrz na grobli między stawami zaczynają wreszcie rozmawiać, co Jaskier komentuje podglądającej ich Ciri słowem poety: najpierw on przeprasza ją, a potem ona jego.