ink on the mapA general portrait, with no plot given away.
Czarodziejka z Vengerbergu, wielka indywidualistka: lekceważy zarówno bojkoty Rady Czarodziejów, jak i królewskie podatki od czarów, i świetnie na tym wychodzi. Drobna, czarnowłosa, blada, o trójkątnej twarzy i fiołkowych oczach; pachnie bzem i agrestem, na szyi nosi czarną aksamitkę z obsydianową gwiazdą skrzącą się od brylancików, a jej figura dwudziestolatki nie mówi nic o prawdziwym wieku. Wiedźmińskie oczy Geralta widzą to, czego nie widzą inni: lewe ramię odrobinę wyższe od prawego, nos odrobinę za długi, usta odrobinę za wąskie: ślady po urodzie „poprawionej" magią, jak u wszystkich czarodziejek. Zauroczony nią elf Chireadan ostrzega każdego, kto myli skorpiona z pająkiem: z wdzięku i urody zrobiła sobie broń i posługuje się nią bez skrupułów. W drobiazgach bywa zaskakująco praktyczna: szylkretowy grzebień o kolcu ostrym jak sztylet, sakiewka haftowana perłami, która pomieści więcej, niż wskazuje rozmiar.
You’re browsing without a bookmark, so you see the full published biography.
Z Geraltem łączyła Yennefer historia, od której wiedźmin uciekł. Zdaniem Nenneke, kapłanki zarządzającej świątynią Melitele pod Ellander, uciekł przy tym niezbyt godnie. Nenneke zna czarodziejkę na wylot: dwa miesiące przed wiedźminem Yennefer sama odwiedziła świątynię i pokłóciła się z kapłanką. O Geralta nie zapytała wtedy ani słowem, ale bacznie szukała jego śladów, a na samego wiedźmina jest potężnie wściekła. W świątyni szukała kosztownej kuracji, zdaniem Nenneke na próżno: jak większość czarodziejek ma nieodwracalnie zatrofizowane gonady i nigdy nie będzie mogła mieć dziecka: „zapłaciła za pewne zdolności utratą innych". Sama za usuwanie ciąż u wielkich dam i leczenie cudzej bezpłodności każe sobie płacić krocie.
W Rinde, gdzie rada miejska gorliwie ściąga królewski podatek od czarów, Yennefer mieszka w azylu (a praktycznie w areszcie domowym) u kupca-ambasadora Beau Berranta i obsługuje bogatych klientów, których bojkot magów zostawił bez usług; rajcom, którzy szczują na nią po karczmach i kazaniach, demonstracyjnie bimba. Do niej właśnie, jako do jedynej osoby władającej w mieście magią, Geralt przywozi Jaskra, trubadura i swojego przyjaciela, któremu uwolniony z wyłowionej amfory dżinn poraził gardło tak, że groziła mu utrata głosu. Wiedźmin zastaje czarodziejkę o świcie, skacowaną po całonocnej uczcie i w pełnym arsenale: zaklęcie rzucone w intruza, nim ten dokończy zdanie, kąpiel w niewidzialności, portal zamiast spaceru. Jaskra Yennefer leczy skutecznie i bez targów, ale bezinteresowność to pozór: sonduje śpiącemu mózg, odkrywa, kto naprawdę ma pieczęć dzbana (a z nią władzę nad dżinnem) i zastawia pułapkę na wszystkich naraz. Sparaliżowanego urokiem Geralta całuje w usta i czyni z niego narzędzie zemsty na obmawiających ją rajcach: wiedźmin ma odtąd „spłacać jej obietnice", za udawaną hardość i za zimny wzrok. Plan jest jednak większy niż zemsta: Yennefer chce schwytać dżinna i przejąć jego moc, nim ten umknie w swój wymiar.
Polowanie kończy się dla niej pułapką bez wyjścia: schwytany dżinn zamiast słabnąć rośnie w siłę, bo pieczęć dzbana (o czym czarodziejka nie wie) trzymał Geralt i to jego życzenia stwór spełnia, nie Jaskrowe. Gdy wiedźmin wraca po nią do walącej się gospody, Yennefer żąda od niego trzeciego życzenia i kusi go wszystkim: bogactwem, sławą, władzą, wreszcie człowieczeństwem, najskrytszym marzeniem wiedźmina, które odgaduje bezbłędnie. Na moment odsłania się przy tym jej przeszłość: Geralt rozpoznaje w jej oczach zimne, mądre oczy garbuski i prawdę o tym, kim Yennefer była, nim magia dała jej urodę. Natychmiast zabija w sobie tę myśl, w strachu, że czarodziejka ją odczyta i nigdy by mu nie wybaczyła. Życzenia, które wiedźmin ostatecznie wypowiada, nie słyszy nikt poza nią. Wyznaje potem, że osłupiała i że nie wie, czy w Naturze jest Moc zdolna je spełnić; ale jeżeli jest, Geralt „skazał się" na nią. Przeżywa też swój pierwszy raz: nikt nigdy wcześniej nie nazywał jej „Yen".
Do wyprawy króla Niedamira na smoka Yennefer dołącza z glejtem, przodem, na swoim karym koniu i z celem, którego długo nikomu nie zdradza. Obóz jej nie znosi: Rębacze widzą w niej knującą wiedźmę, Yarpen Zigrin wita ją drwinami o pachnidle, a Dorregaray w dyskusji o smokach uderza najokrutniej, jak można: radą, by „zajęła się rodzeniem dzieci". Z Geraltem, spotkanym po czterech latach od porzucenia, rozmawia jak ostrzem: będą udawać dobrych znajomych, ale ona nigdy mu nie wybaczy. Powtarza to nawet, wisząc na jego pasie nad przepaścią, gdy lawina zrywa most trolli. Prawda wychodzi na jaw po klęsce Eycka: Yennefer prosi Geralta, by zabił złotego smoka dla niej, bo jest ktoś, kto za takie trofeum odwróci jej bezpłodność. Operacja jest kosztowna, ale „to nie jest nieodwracalne". Dla tej szansy na cud posuwa się najdalej, jak można: gdy wiedźmin staje po stronie smoka, własnym zaklęciem ścina go z nóg i oddaje związanego Rębaczom.
Sojusz ze smokobójcami kończy się dla niej upokorzeniem: gdy żąda smoka wyłącznie dla siebie, stalowa kula Yarpena trafia ją w czoło, a Rębacze przywiązują ją za ręce do koła wozu; Boholt rozdziera jej koszulę i obiecuje „zabawę". W bitwie Yennefer pokazuje jednak, z czego jest zrobiona: każe Geraltowi przepalić sobie więzy Znakiem Igni na ślepo (wytrzymuje przypalanie własnych kostek), po czym, wciąż przykuta za ręce, ciska zaklęcia samą wyprężoną nogą, zamieniając hołopolską milicję w żaby, gęsi i pasiaste prosięta; do niej też, jakby na przekór wszystkiemu, tuli się w zamęcie smoczątko. Po objawieniu Villentretenmertha prosi Geralta, by mogła z nim pójść, a jej oczy znów są ciepłe jak dawniej. Wtedy słyszy od smoka wróżbę: są z wiedźminem dla siebie stworzeni, ale nic z tego nie będzie. Odpowiada pobladła, że wie; a mimo to chce wierzyć, że granica możliwości jest jeszcze bardzo daleko.
Do Aedd Gynvael, miasteczka, którego elfia nazwa znaczy „okruch lodu", Yennefer przyjeżdża z Geraltem, wiedząc od początku, po co: mieszka tu Istredd, naprawdę noszący imię Val, czarodziej, z którym od wielu lat łączy ją bliska znajomość bez zobowiązań i który właśnie poprosił ją, by została z nim na stałe. Przez trzy dni Yennefer „załatwia sprawy": nocą jest z wiedźminem, przed południem z czarodziejem. Gdy rywale pochwalą się sobie nawzajem, odpowiada na niezadane pytania sama, wprost i bez poczucia winy. Obaj są jej bliscy i w tym tkwi cały kłopot; propozycję Istredda naprawdę rozważa, bo łączą ich ambicje i cele, a on ją kocha („tak myśli"). To wtedy opowiada Geraltowi legendę o Królowej Zimy rozsiewającej z sań okruchy lodu. I wtedy, po raz pierwszy przy wiedźminie spuszczając oczy, wyznaje swoją tajemnicę cudzymi słowami baśni: królowa sama pragnie ciepła, które niweczy jej czar. Za dar władzy nad materią zapłaciła wszystkim, co miała; są dary, których nie wolno przyjmować, jeśli nie można ich odwzajemnić czymś równie cennym.
Gdy mężczyźni umawiają się na pojedynek na śmierć i życie, Yennefer robi jedyną rzecz, która może ocalić obu: odchodzi. Magią twórczą, szczytowym kunsztem czarodziejów okupionym potem i bólem, tworzy z dotknięcia dłoni Geralta drugą czarną pustułkę i nocą opuszcza miasto, a o świcie oba ptaki, mokre od deszczu, przynoszą rywalom pożegnalne listy. Istredd czyta: „Żegnaj, Val… są dary, których nie wolno przyjmować, a nie ma we mnie niczego, czym mogłabym ci się odwdzięczyć", i mimo to zapowiada, że pojedzie za nią choćby na koniec świata. Geralt zna treść swojego listu, nim go otworzy. Oba kończą się tym samym zdaniem, które w izbie „Pod Jesiotrem" wypowiedział za Yennefer stworzony przez nią ptak: prawda jest okruchem lodu.
W noc Belleteyn, rok, dwa miesiące i osiemnaście dni po rozstaniu w Aedd Gynvael (jak natychmiast wylicza Geralt), czarodziejka i wiedźmin wpadają na siebie przypadkiem wśród majowych ognisk. Yennefer od razu zastrzega, że nie chce zaczynać od nowa, bo wszystko skończyłoby się jak poprzednio. Ale z rozmowy na uboczu robi się gorzki wybuch (ludzie świętują odradzający się cykl natury, a oni dwoje są reliktami, po których zimie nie przyjdzie wiosna), z wybuchu bliskość, a z bliskości jedna wspólna noc: ich własne, jednorazowe Belleteyn. O świcie Yennefer przypomina słowa złotego smoka i domyka je własnym wnioskiem: są stworzeni dla siebie, może przeznaczeni sobie, ale nic z tego nie będzie, bo samo przeznaczenie nie wystarcza; trzeba czegoś więcej. Na pożegnanie, wiedząc o Geralcie „wszystko", każe mu czym prędzej jechać do Cintry i tym razem nie rezygnować, bo nadchodzą bardzo złe czasy. Od tamtej nocy wiedźmin nie ma o niej żadnych wieści; w gorączce po ranie z uroczyska powtarza jej imię, a w sennym majaku na Górze Czternastu jest pewien, że to ono jest czternastym imieniem wykutym na obelisku bitwy z Nilfgaardem. Myli się: ostatnie imię brzmi Yol Grethen z Carreras. Los Yennefer pozostaje nieznany.
Yennefer żyje. Incognito słucha występu Jaskra pod dębem Bleobherisem (wysłuchując przy okazji, ile zwrotek poeta poświęcił jej osobie i jej „sercu z diamentu"), po czym jedzie za nim do miasteczka. Gdy z chlewika przy zamtuzie dobiegają głosy, wysyła przodem iluzję, wpada do środka jak łasica i w kilka uderzeń serca kończy przesłuchanie: jednemu oprawcy podcina gardło, drugiego spala błyskawicą, a uciekającego przez cudzy portal Rience'a znaczy posłanym w ślad żarem. W pościg nie rusza: portal otworzył ktoś nieporównanie mocniejszy i nie wiedziała, gdzie wyląduje. Przy winie mówi Jaskrowi więcej, niż ten wie: Geralt po wojnie wrócił ciężko ranny na Południe i pojechał na Zarzecze; ona sama wie, gdzie wiedźmin się ukrywa i jak tam trafić (bywała tam gościem, „ale nigdy nieproszonym"), lecz z ostrzeżeniem zwleka: Geralt nie lubił narzucanej pomocy, a ona jest mu winna dokładnie tyle, ile on jej. Poecie, któremu przekazuje pozdrowienia i polecenia od Dijkstry, każe zapomnieć o Lwiątku z Cintry i zniknąć w Tretogorze; jemu samemu wyznaje, ku jego zdumieniu, że go lubi i że jest mu wdzięczna: jeździł z Geraltem, był mu przyjacielem, dzięki niemu wiedźmin nie był sam.
Opowieść Triss o bitwie na Wzgórzu odsłania, przez co przeszła tam Yennefer: stała wśród czarodziejów łamiących pochód Nilfgaardu, podtrzymywała zwymiotowaną ze strachu przyjaciółkę, a z bitwy wyszła niewidoma; to jej ślepota była jedną z przyczyn pomyłki na pomniku, bo z tych, którzy znali Triss naprawdę dobrze, przeżyła tylko ona. Wzrok, podobnie jak włosy i wygląd innych okaleczonych bohaterów ze Wzgórza, przywrócono jej najsilniejszymi czarami. Po nocy Przesilenia w Kaer Morhen Triss stawia sprawę jasno: nad zdolnościami Ciri nie zapanuje nikt prócz czarodziejki zdolniejszej i bardziej doświadczonej niż ona sama, więc Geralt ma odłożyć żal i zawziętość i wiosną zwrócić się o pomoc do Yennefer. Zapytany, czy aż tak ją kocha, wiedźmin po długim milczeniu przyznaje: aż tak.
Geralt w końcu do niej napisał, dwie noce biedząc się nad pierwszymi słowami, i zaczął od „Miła przyjaciółko". Odpowiedź Yennefer to majstersztyk jadowitej uprzejmości, który wiedźmin czyta po trzydzieści razy: „miły przyjaciel" raczył się odezwać po niecałych trzech latach, dementując plotki o własnym zgonie, a ona sama ma już za sobą „okres niedyspozycji", którego opisem nie chce go nudzić. Pod złośliwościami kryje się jednak wszystko, na czym Geraltowi zależy. Yennefer bezbłędnie odczytuje zawoalowany opis kłopotu z „niespodziewanym prezentem od Losu", rozpoznaje w nim Źródło i deklaruje, że wyrusza nie zwlekając, w pełnej tajemnicy i przy zachowaniu środków ostrożności, wprost do miejsca wskazanego między wierszami, by „uspokoić bijące źródło". O tym, że jest drugą czarodziejką na liście, do której Geralt się zwrócił, wspomina z przekąsem, ale podpisuje się: Twoja przyjaciółka. List, jak wszystko przy niej, pachnie bzem i agrestem. O tym, dokąd pojechała Yennefer po otrzymaniu listu od Geralta, wypytuje już w Oxenfurcie Filippa Eilhart, a wiedźmin strzeże tej tajemnicy milczeniem.
Yennefer dotarła do świątyni Melitele i wzięła Ciri w obroty tak ostro, że dziewczynka budzi się z krwotokami i bólem rozsadzającym czaszkę, po którym pomagają dopiero eliksiry i zaklęcia. Za ścianą Nenneke oskarża ją o bezwzględność, okrucieństwo i nieodpowiedzialność („naprawdę nie masz serca, Yennefer"), a czarodziejka, zamiast ciętej riposty, na jaką czeka podsłuchująca Ciri, odpowiada tak cicho, że nie słychać ani słowa. Gdy dziewczynka budzi się z koszmaru o drzwiach, których nie wolno otwierać, Yennefer siedzi już przy jej łóżku z odwróconą twarzą i mówi nieswoim głosem: wiem, dlatego tu jestem. Jestem przy tobie. W tym samym czasie w pracowni Vilgefortza o Yennefer wypytuje się zbyt gładko, by szczerze, a Tissaia de Vries osłania ją półprawdami, wiedząc, że psychowizją nie da się namierzyć czarodziejki, która nie życzy sobie być znaleziona. Rience chełpi się w Oxenfurcie, że wie, gdzie ona jest, i że ma do „tej dziwki" osobistą urazę za sztuczki z ogniem; z rozkazu nie może jej jednak spaść włos z głowy.
Miesiące w świątyni Melitele odsłaniają Yennefer, jakiej nie znał nikt. Zaczyna po swojemu: bezceremonialne oględziny („ewidentna krew elfów"), zimne testy, żelazne warunki (absolutne posłuszeństwo i szczerość w obie strony) i przezwisko „brzydulka", którego Ciri nie cierpi. Ale w tej samej kobiecie kryje się nauczycielka, która nigdy nie nudzi, odpowiada szczerze na każde pytanie (o Geralta: tęsknota, żal, nadzieja i lęk), przy wykładzie o trzech naturach magii umie wstrząsnąć wzgórzem, a przy tamowaniu krwotoku z nosa mówi do uczennicy „córeczko", nim zdąży ugryźć się w język. O metody nauki kłóci się z Nenneke do tygodniowego milczenia, po czym godzi się z nią po kilkugodzinnej rozmowie. Zna sekrety Kaer Morhen i wiedźmiński „taniec", Vesemira i Eskela, a przy rozmowach o Warowni jej oczy tracą zły poblask; wypytana mimochodem o , słucha z twarzą nieprzeniknioną i bez śladu rozdrażnienia. Zabrania Ciri noszenia metalu, kryształów i kamieni, obiecując wyjaśnienie w swoim czasie, i zapatruje się w zwykłą lipę, ciesząc się, że może ją widzieć. Obiecuje dziewczynce, że będzie z nią zawsze. A gdy nadchodzą listy, na które czekała, , w który ciągną chmary kruków i o którym Nenneke mówi słowami .
Cel podróży przestaje być tajemnicą: Yennefer wiezie Ciri na wielki zjazd czarodziejów, zwołany na początek lipca do Garstangu na wyspie Thanedd. Jedzie na karym ogierze, w męskim stroju, sprytnie kluczy i nie używa magii, by nie dać się namierzyć, i tylko rachunek Codringhera (tydzień temu Ellander, za trzy, cztery dni Gors Velen, po drodze osada Anchor) pozwala przewidzieć jej trasę. Ten sam rachunek zrobił ktoś jeszcze: śladem czarodziejki jadą trzej najemni mordercy, Profesor, Kantor i Yaxa, wypytujący po zajazdach o czarnowłosą damę na wronym źrebcu i zielonooką jasnowłosą dziewczynkę na jabłkowitej klaczy. Yennefer najpewniej nawet się o nich nie dowie: dopada trójkę w i kończy sprawę, nim zdążyli dogonić zwierzynę.
Przed bramami Gors Velen Yennefer sięga po glamarye: w mieście żyjącym z czarodziejek nie zamierza się przedstawiać, wystarczy, że jej tożsamość widać na pierwszy rzut oka (podróżująca z nią Ciri staje się przy tym niewidzialna dla gapiów, o co dokładnie chodziło). W banku Molnara Giancardiego dowiaduje się, że jej listy i konto ktoś próbował tropić, i załatwia rachunki: przekaz dla świątyni Melitele, anonimowe wpisowe i czesne w Aretuzie dla jednej adeptki, czek na suknie na zjazd. Umorzenia stukoronowego długu zabrania (obsesyjnie honorowy wiedźmin znienawidziłby ją z kretesem), każe za to dyskretnie podnieść mu nagrodę za potwora w ; na pytanie, czy sama „przypadkiem" pojedzie w tamtą stronę, odpowiada: nie. Wieczorem w łaźni „Srebrnej Czapli" oddaje Ciri do Aretuzy („w tym celu ją przywiozłam"), a kapitan nie podaje ręki: słupy z trupami elfów na rozstajach to dzieło jej oddziałów, wojny zaś wygrywa się żołnierzami z przekonaniem, nie najemnikami, którzy gardzą poświęceniem. Nocą, zaalarmowana ucieczką wychowanki, z twarzą, jakiej nigdy u niej nie widział, i zaklęciem rozprasza ścigający Ciri. Potem staje naprzeciw Geralta i nie robi ani kroku; przy łóżku udającej omdlenie małej (poznaje się na tym od razu) przesiaduje z wiedźminem do rana bez słowa, a rankiem na grobli zaczyna z nim wreszcie rozmawiać. I, wedle Jaskrowej egzegezy, przepraszać.
Na bankiet w Aretuzie Yennefer zabiera Geralta ze świadomą premedytacją: ubiera go w dublet, wyprowadza na środek sali w demonstracji, której nikt na Thanedd nie może przeoczyć, i cierpliwie uczy go czarodziejskich konwenansów. Gdy wiedźmin po raz pierwszy mówi na głos, że ją kocha, odpowiada, że też go kocha, i wyjaśnia, czemu czekała: na wyznania czynione w myślach nie wypadało jej reagować. Przy okazji wychodzi na jaw, czym się nie pochwaliła: od bitwy pod Sodden zasiada w Radzie Czarodziejów. Na sali rozgrywa swoje: z wymienia całusy w powietrze i złośliwości (identyczne kolczyki, wojna o wiek i cerę), rozwiewa w krótkiej cichej rozmowie resztki wątpliwości w sprawie dawnego romansu z Geraltem (wie o nim od dawna i nie zamierza do tego wracać), proponuje jej też prowadzenie ćwiczeń w Aretuzie i częste widywanie . Geralta ostrzega przed , wytrawnym graczem, a po jego nocnej relacji z prosi: zaufaj mi, Ciri jest pod moją opieką, w Aretuzie będzie bezpieczna, a jutrzejszy dzień wyjaśni wiele spraw. Noc w komnatce wykwaterowanej adeptki odsłania i dawne rany (na pytanie o laleczkę odpowiada gwałtownie, że nie miała nawet laleczki, i prosi, by nie pytać „o tamto"), i czułość: podsłuchaną myśl Geralta o wspólnym domu obraca w żart o owcach i dudach, po czym za ten żart przeprasza. Na jego „nie chciałbym cię stracić" odpowiada: przecież mnie masz.
Each one leads to the summary of the chapter where it happened.
ch. 12Ostatnie życzenie Geralta: W walącej się gospodzie Errdila Yennefer przegrywa walkę ze schwytanym dżinnem, bo, czego nie wie, geniusz spełnia życzenia nie Jaskra, lecz Geralta, który miał pieczęć (dwa już wykorzystał: bezwiedny „egzorcyzm" nad rzeką i „żebyś pękł" w lochu). Wiedźmin wraca po czarodziejkę chwiejnym portalem i zamiast uciec, wypowiada nad nią trzecie, ostatnie życzenie: jedyne, którego czytelnik nie słyszy. Dom eksploduje, wolny dżinn odlatuje na zawsze, a oboje ocaleją w kręgu nietkniętym przez gruzy, jakby chroniła ich niewidzialna tarcza. Yennefer, która życzenie słyszała, nie wie, czy w Naturze jest Moc zdolna je spełnić. Ale jeżeli jest, Geralt „skazał się" na nią. Ich losy zostają związane; kapłan Krepp odgadł mechanizm, nim życzenie padło: uratować oboje mogło tylko życzenie wiążące los wiedźmina z losem czarodziejki.ch. 14Bitwa o złotego smoka: O złotego smoka biją się na hali wszyscy ze wszystkimi. Najpierw Rębacze tłuką i wiążą jego obrońców: Dorregaraya, Geralta i Jaskra. Po zdradzieckiej kuli Yarpena do koła wozu trafia i Yennefer. Potem smok sam schodzi na obóz i gruchocze Rębaczy jak wcześniej Eycka. Wreszcie na halę wtaczają się wozy hołopolskiej milicji Kozojeda: spętanego sieciami smoka ratują Zerrikanki Tea i Vea oraz, mimowolnie, sama Yennefer, która z rękami przywiązanymi do koła ciska zaklęcia wyprężoną nogą, zamieniając milicjantów w żaby, gęsi i pasiaste prosięta (więzy przepalił jej Znakiem Igni Geralt). Smok rwie sieci i pożera uciekającego Kozojeda: trucicielowi spod Hołopola nie daruje. Wszystkim pozostałym, choć leżą pokotem, daruje życie.ch. 14Objawienie Villentretenmertha: Gdy nad pokonaną Yennefer staje szabla Vei, pada rozkaz ludzkim głosem, z ust siedzącego na kamieniu Borcha Trzy Kawki: „Nie będziemy zabijać pani Yennefer". Borch i złoty smok Villentretenmerth to jedno: smoki złote, wbrew temu, co twierdził Geralt, istnieją i potrafią przybrać każdą postać. Villentretenmerth wyjaśnia, że wezwała go otruta smoczyca Myrgtabrakke, a zapłatą za obronę jest jej smoczątko: cel z końca drogi, dzięki któremu udowodni, że granic możliwości nie ma, bo potwory potrzebują dziś obrońcy, „takiego… wiedźmina". Na pożegnanie zostawia Geraltowi i Yennefer wróżbę: są dla siebie stworzeni, ale nic z tego nie będzie.ch. 15Odejście Yennefer: W noc przed umówionym pojedynkiem Yennefer opuszcza Aedd Gynvael, nie wybrawszy żadnego z rywali, bo tylko tak może ocalić obu. Każdemu zostawia pożegnalny list, przyniesiony o świcie przez czarną pustułkę stworzoną magią twórczą: są dary, których nie wolno przyjmować, jeśli nie potrafi się ich odwzajemnić czymś równie cennym, a „prawda jest okruchem lodu". Istredd listu nie przyjmuje do wiadomości i mimo wszystko żąda walki przy studni Zielony Klucz; Geralt odmawia i odchodzi, nie dobywszy miecza. Wiedźmin rusza w swoją stronę z wiedzą, której dłużej nie może zaprzeczać: robota przy pozbawianiu go uczuć została spartaczona, a droga jego sań wciąż jest zaplątana w płozy sań Królowej Zimy.ch. 20Przesłuchanie w chlewie: Po występie pod dębem Bleobherisem Jaskra odnajduje w przybytku Mamy Lantieri człowiek przedstawiający się jako Rience: najpierw kusi sakiewką, potem grozi, a gdy poeta próbuje uciec sekretnym przejściem, paraliżuje go zaklęciem. W chlewie, z ramionami wyłamywanymi powrozem i cebrem wapna u stóp, Jaskier zeznaje, co wie o Geralcie i Dziecku Niespodziance. Rience zmierza do sedna: gdzie ukrywa się wiedźmin? Odsiecz przychodzi w ostatniej chwili: Yennefer, która incognito słuchała występu i pojechała za poetą, zabija obu pomocników oprawcy, lecz sam Rience umyka przez złoty portal, otwarty z zewnątrz przez kogoś nieporównanie mocniejszego. Czarodziejka zdąża posłać w ślad za nim żar, który na długo naznaczy uciekiniera poparzeniami. Z przesłuchania wynika groźna prawda: ktoś szuka Ciri i gotów jest torturować, by ją znaleźć, a sądząc po mowie i motylkowym sztylecie, stoi za tym nilfgaardzki mocodawca. Ostrzeżony Jaskier ma zniknąć na dworze redańskim, pod opieką wywiadu Dijkstry.ch. 26Uczennica Yennefer: Na prośbę Geralta do świątyni Melitele przyjeżdża Yennefer, by zbadać zdolności Ciri i pomóc jej nad nimi zapanować. Zaczyna się od wzajemnej niechęci i buntu, ale pakt absolutnego posłuszeństwa i absolutnej, obustronnej szczerości zmienia wszystko. Testy potwierdzają to, co czarodziejka wiedziała od pierwszego spojrzenia: dziewczynka ma zdolności, jakich nie widuje się prawie nigdy (rozmowę telepatyczną podejmuje, nawet tego nie zauważając). Przy pradawnym głazie na przecięciu żył mocy Yennefer wymusza na niej ostatni koszmar i wykłada, dlaczego Chaos zsyła jej sny: boi się Dziecka Starszej Krwi i chce nim rządzić strachem. Potem przychodzą miesiące prawdziwej edukacji: gesty i formuły, czerpanie mocy z intersekcji (pierwsza próba kończy się krwotokiem z nosa i awanturą z Nenneke), psychokineza z rozniesioną w drzazgi szopą, księgi, rozmowy o dojrzewaniu i o Cintrze. Koszmary ustają. A między surową mistrzynią a upartą uczennicą rośnie więź, na którą żadna nie ma nazwy, dopóki przy tamowaniu krwi Yennefer nie powie do Ciri: „córeczko".ch. 26Wyjazd w złe czasy: Gdy do Yennefer docierają wreszcie listy, na które czekała od dawna, czarodziejka i Ciri opuszczają świątynię Melitele: wyjeżdżają wczesnym rankiem, obie w męskich strojach podróżnych, w kapturach kryjących włosy, obie uzbrojone. Dokąd i po co jadą, Ciri nie wie; Jarremu powiedziała tylko, że chodzi o sekretne sprawy czarodziejek. Żegna je jedynie Nenneke, która prosi Yennefer, by chroniła małej jak źrenicy oka, i nie patrzy na chmary wron ciągnące ku Dolinie Pontaru. Na pożegnanie kapłanka mówi głośno to, o czym szepcze cała Północ: nadchodzą złe czasy i może się okazać, że Ithlinne wiedziała, co przepowiada. Nadchodzi Czas Miecza i Topora, Czas Pogardy i Wilczej Zamieci. Ciri woła z siodła, że wróci na pewno, i to niedługo. Nie wie, jak bardzo się myli.ch. 28Spotkanie w Hirundum: Ciri, która uciekła nocą z Gors Velen, by przed pójściem do szkoły zobaczyć Geralta, wpada na farmę Hirundum ścigana przez Dziki Gon. Wiedźmin wybiega jej naprzeciw z mieczem, a z rozbłysku teleportu wychodzi Yennefer z twarzą bogini Zemsty i zaklęciem rozprasza widmową kawalkadę. Po raz pierwszy w życiu cała trójka staje obok siebie: wiedźmin, czarodziejka i dziecko, które łączy ich oboje. Geralt i Yennefer, skłóceni od lat, nie robią ku sobie ani kroku, a Ciri, postawiona między nimi, nie umie wybrać, do kogo podejść najpierw, więc ratuje się udanym omdleniem. Oboje zanoszą ją razem do domu i przesiadują przy łóżku do rana bez słowa, a nazajutrz na grobli między stawami zaczynają wreszcie rozmawiać, co Jaskier komentuje podglądającej ich Ciri słowem poety: najpierw on przeprasza ją, a potem ona jego.