A general portrait, with no plot given away.
Czarodziejka najwyższej rangi, Arcymistrzyni, członkini Kapituły. Jej pedantyzm jest legendarny: nierówno ułożony mankiet, krzywo leżąca serwetka czy pierścień obrócony w niewłaściwą stronę potrafią zaprzątać ją w środku najważniejszych rozmów, co jednych denerwuje, a innych bawi, ona zaś zupełnie się tym nie przejmuje. Za tą fasadą kryje się umysł, przed którym nie ma zasłon: Tissaia przenika kamuflujące zaklęcia, wyczuwa cudze impulsy myśli i panuje nad własną twarzą tak doskonale, że nie zdradza niczego, co zobaczyła.
You’re browsing without a bookmark, so you see the full published biography.
Wysłana z Artaudem Terranovą po opinię Vilgefortza w sprawie narady królów w Hagge, Tissaia słucha rad gospodarza i myśli swoje: Kapituła zrobi to, co on rozkaże, ukrywając rozkaz pod pozorem rady, bo wszyscy stali się pionkami w grze, której reguł nie znają. To ona wymusza na Vilgefortzu deklarację w sprawie pogromów nieludzi i poparcie dla powszechnego zjazdu czarodziejów. Przy okazji widzi to, czego widzieć nie miała: aparaturę do psychowizji metodą „kryształ, metal, kamień" i dwie zamaskowane księgi, przepowiednię Ithlinne oraz Aen Hen Ichaer, Starszą Krew. Gdy Vilgefortz zaczyna wypytywać o Yennefer, Tissaia ucina spekulacje o jej „rzekomych emocjach" i osłania ją spokojnymi półprawdami, wiedząc, że wszystko, co Yennefer nosi, jest aktywne i psychowizją niewykrywalne. Wyjeżdża z pytaniami, których nie zadaje na głos: kogo szukasz, Vilgefortz, i co Yennefer ma wspólnego z proroctwem Itliny i ze Starszą Krwią Elfów?
Tissaia przyjeżdża na zjazd do Gors Velen i zatrzymuje się w „Srebrnej Czapli", z sobie tylko znanych powodów zwlekając z przeprawą na wyspę; eskortowała ją kapitan Rayla z oddziałów specjalnych Demawenda. Zaalarmowana echem amuletu kamuflującego zatrzymuje na ulicy Ciri, biorąc ją za zbiegłą adeptkę z Loxii: paraliżuje ją czarem, knebluje drugim i obiecuje chłostę, nie za wagary, lecz za nierozpoznanie arcymistrzyni. Po wyjaśnieniu pomyłki przeprasza Yennefer (Ciri nie przeprasza nikt) i spędza wieczór w łaźni z nią, Margaritą i małą: pedantycznie poprawia pucharki, które inni wciąż rozstawiają źle, sucho punktuje przyjaciółki (Margarita nie idzie na bankiet, bo wstydzi się pokazać sama, straciwszy człowieka, którego miłości nie umiała docenić) i wzdycha nad ich figlami. To spod jej opieki, pouczona naukami o działaniu i chwytaniu życia za grzywę, wymyka się nocą przyszła adeptka Aretuzy.
Na bankiecie w Aretuzie Tissaia wkracza w orszaku dostojników u boku Hena Gedymdeitha (jest od niego tylko niewiele młodsza, ale, jak zauważa Yennefer, nie krępuje się używać eliksirów). Przy prezentacji Geralta jako jedyna z Kapituły uśmiecha się do niego mniej pięknie niż Francesca, ale znacznie szczerzej, i sama nawiązuje rozmowę, przypominając wiedźminowi jego szlachetny czyn, którego ten nie pamięta i podejrzewa, że został wyssany z palca. Wygląda też na jedyną osobę, którą dziwi propozycja Vilgefortza, by kontynuować rozmowę z Geraltem w mniejszym gronie. W Galerii Chwały wisi wśród portretów wsławionych absolwentek Aretuzy także jej portret: jedynej z nich, która żyje.