ink on the mapA general portrait, with no plot given away.
Członek Kapituły, wysłany razem z Tissaią de Vries po opinię Vilgefortza w sprawie samowoli królów. Przy stole nie żałuje sobie niczego, do pracowni gospodarza zabiera ulubioną karafkę, a takt nie jest jego mocną stroną: przy Lydii van Bredevoort trzeba doskonale panować nad twarzą, więc panuje, ale o Yennefer plecie o „trywialnych przyczynach" jej zniknięć, aż Tissaia ucisza go spojrzeniem.
You’re browsing without a bookmark, so you see the full published biography.
Terranova przywozi Vilgefortzowi wieści o naradzie w Hagge i oburza się na radę, by czarodzieje tańczyli, jak im królowie zagrają; w odpowiedzi słyszy, że podium dla orkiestry jest dla niego za wysokie. Popiera za to zwołanie powszechnego zjazdu i wylicza magików wysługujących się królom, wymieniając wśród nich Yennefer, czym bezwiednie zdradza Tissai, jak bardzo to imię obchodzi gospodarza. Wiedźmina zbywa pogardliwie jako mutanta i morderczy automat, którym Yennefer się tylko bawiła.
Na bankiecie w Aretuzie Terranova wkracza w orszaku Kapituły obok Vilgefortza. Przy prezentacji Geralta kłania się z dwuznacznym grymasem, biegając oczami od wiedźmina do Yennefer, ale pod spojrzeniami pozostałych natychmiast poważnieje.
Pucz zaczyna się dla Terranovy od kajdan z dwimerytu i kastetu Keiry Metz, która na jego wrzask o członkostwie w Kapitule odpowiada, że był członkiem, a teraz jest zwykłym zdrajcą: wedle oskarżenia Filippy miał wraz z Fercartem wspierać Vilgefortza w rządzeniu podbitą Północą. Uwolniony zaklęciem Tissai, odgrywa się z nawiązką: kopie Keirę i wyrzuca ją oknem Garstangu. Potem próbuje rozegrać własną partię: chwyta uciekającą w krzakach tarniny i głośno marzy, jak łaskaw byłby , gdyby to on, stary Terranova, podarował mu cenne „pisklątko". Drwiąc, pyta „fałszywej wróżbitki", czy powinien lękać się ptaszków. Powinien: sowa, która sfruwa mu na twarz, wydziera mu oczy szponami, a klinga przecina jego kark, nim zdąży doskandować zaklęcie.