ink on the mapA general portrait, with no plot given away.
Starzec żyjący samotnie w chacie ukrytej wśród mgieł i trzcinowisk Pereplutu, mokradeł na dalekim Południu. Utrzymuje się z łowienia piżmaków, bobrów, nutrii i wyder oraz garbowania skór, które wymienia w nadrzecznej osadzie na żywność i wiadomości. Wygląda jak klasyczny eremita: siwa klinowata broda, długie białe włosy opadające od granic potężnej łysiny, kostur i worek na skórki. Pozorom przeczy wszystko inne. Za niezbyt czystą kotarą trzyma półki uczonych ksiąg z gronostajowym krzyżem Oxenfurtu na grzbietach, do chorych mówi łaciną medyków, a rozmowy prowadzi jak wytrawny dysputant, z ogródkami, prowokacją i cierpliwie zastawianym pytaniem. Sam o sobie mówi, że jest człekiem starym, pełnym podejrzeń i zgorzkniałej nieufności do świata, w którym szachrajski pozór wkłada maskę prawdy. Ciekawości, która go pali, nie zdradza nigdy wprost.
You’re browsing without a bookmark, so you see the full published biography.
Swoją historię Vysogota opowiada Ciri przy skórach: był lekarzem, chirurgiem i alchemikiem, badaczem, historykiem, filozofem i etykiem, profesorem Akademii Oxenfurckiej, z której pięćdziesiąt lat temu uciekał po opublikowaniu dzieła uznanego za bezbożne. Wyemigrował na Południe i przez dekadę wykładał etykę w Akademii Imperialnej w Castell Graupian, aż traktat o totalitarnej władzy i zbrodniczości zaborczych wojen ściągnął na niego oskarżenia o mistycyzm i schizmę; rozgoryczony, związał się z dysydentami, którzy na widok narzędzi tortur wskazali go jako ideologa ruchu. Cesarz w drodze łaski zamienił mu szafot na banicję, a obrażony na świat, porzucony przez drugą żonę i wyrzeknięty przez dzieci uczony osiadł w pustelni na bagnach Pereplutu. Gdy Nilfgaard zaanektował Ebbing, banita wbrew własnej woli znalazł się z powrotem w Cesarstwie, a że wyroki za zdradę stanu nie przedawniają się i nie obejmują ich koronacyjne amnestie, ukrywa się do dziś.
Czwartego dnia po niesamowitej nocy Ekwinokcjum Vysogota znajduje na niedostępnej kępie wśród trzęsawisk przepiękną karą klacz zaplątaną w gałęzie świdwy, a za nią, w wykrocie, nieprzytomną dziewczynę z twarzą rozciętą do kości. Zabiera ją do chaty i przez tydzień walczy o jej życie: szyje ranę konopnymi nićmi, notuje po lekarsku postępy zakażenia, wreszcie stawia wszystko na jedną kartę i podaje mieszankę datury i akonitu, prosząc bogów, w których nie wierzy, by wybaczyli mu, jeśli to pomyłka. Pacjentka przeżywa. Starzec obserwuje ją z płonącą ciekawością badacza: dziewczyna była bita i chłostana, w pachwinie nosi bandycki tatuaż czerwonej róży, w malignie wykrzykiwała imiona warte zbadania, a przedstawiwszy się najpierw jako Falka, wyznaje w końcu, że ma na imię Ciri. Pojedynek na pozory (pustelnik kontra tajemnicza zbieg) kończy się remisem i wymianą prawdziwych historii: Vysogota pierwszy opowiada swoją, po czym wieczorami słucha opowieści dziewczyny, którą w duchu, za elfią przypowieścią o kruku i jaskółce, nazywa Zireael. Ścigającym, którzy w nadrzecznej osadzie wyznaczyli już nagrodę za trupa dziewczyny, nie zamierza pomagać: na jego pustkowie nikt nie trafia.
Wieczorami, przy dogasającym kaganku i mysim turnieju na podłodze, Vysogota słucha kolejnych rozdziałów opowieści Ciri: o stacji pocztowej, o Hotspornie i jego śmierci, wreszcie o rzezi Szczurów w Zazdrości. Wtrąca niewiele: przyznaje, że rozczarowanie po śmierci niedoszłego kochanka go nie szokuje, a plany ujawnienia się kwituje trzeźwo, że cesarski ożenek to afera stanu i gra stronnictw, więc psując szyki wpływowym siłom, dziewczyna nie uniknęłaby sztyletu ani trucizny. Ubolewa też nad zaginionym kotem, który wyruszył gdzieś w świat, choć koty przecież zawsze wracają. Gdy opowieść dochodzi do soli, octu i piły, starzec odgaduje dalszy ciąg, nim padną słowa, a potem niezgrabnie i machinalnie głaszcze dygoczącą od spazmów dziewczynę.
Vysogota słucha najcięższej dotąd części opowieści: o obroży, poniżeniu i arenie. Gdy Ciri opisuje, jak uciekła w głąb siebie i stała się nieczułą kukłą, starzec kiwa głową, że rozumie; gdy dochodzi do próby samobójstwa i słów „stchórzyłam", milczy, ze skórką nutrii zapomnianą w dłoniach. Na wzniesieniu nad bagnami, niedaleko miejsca, gdzie dwa tygodnie wcześniej znalazł dziewczynę, ogląda jej miecz: rozpoznaje skórę rai na rękojeści i odczytuje wytrawioną na klindze elfią mandalę, blathan caerme, girlandę losu z kwiatów dębu, tawuły i żarnowca, z wieżą rażoną piorunem, u Starszych Ras symbolem chaosu i destrukcji. Nad wieżą jest jaskółka: Zireael, imię, którym sam w duchu nazwał pacjentkę.
Vysogota wysłuchuje opowieści o piwnicy, w której Bonhart zamknął skatowaną Ciri po wymuszeniu wyznania, kim jest, i o wieszczym śnie z przeddnia Ekwinokcjum: o górze jak kamienny nóż, o słowach Geralta, którym dziewczyna nie mogła zaprzeczyć, i o trójce jeźdźców w wąwozie z siklawami. Pyta tylko, czy powiedziała łowcy wszystko, a potem milczy. Do chaty wrócił tymczasem przepadły jesienią czarny kot, któremu chłód i głód zachwiały umiłowanie wolności; opowieści słucha z kolan dziewczyny, ku uciesze harcujących po izbie myszy.
Sława pustelnika z Pereplutu sięga dalej, niż on sam mógłby przypuszczać: w rozmowie z Dijkstrą król Koviru Esterad Thyssen cytuje z pamięci wywód Vysogoty o fanatykach społecznego ładu, których szerokie spojrzenie jest najpewniejszym sposobem, by nie dostrzegać ludzi, nazywa go dobrym etykiem i filozofem, mniej znanym niż Nicodemus de Boot, i poleca szpiegowi lekturę, o ile w Redanii nie spalono jeszcze wszystkich jego książek.
Jesienią pustelnik z Ciri nocami zastawia żaki na węgorze, a po powrocie smaży dzwonka i rozmawia. Spać nie daje mu rachuba czasu: rana dziewczyny miała najwyżej dziesięć godzin, choć zraniono ją cztery dni wcześniej, i te zgubione cztery dni nie dają się wytłumaczyć pomyłką. Sięga więc po to, co jak sam mówi, dają człowiekowi studia uniwersyteckie: umiejętność korzystania ze źródeł. Z Geoffreya Moncka wie, że portal Tor Lary wiedzie do Wieży Jaskółki; z „Peregrynacji" Buyvida Backhuysena, książki uznawanej za apokryf, wydobywa lokalizację: jezioro Tarn Mira w krainie Mil Trachta, trzysta mil od Pereplutu. Sceptycyzm Ciri zbywa pewnością, że teleport objawi się jej i usłucha jej rozkazu, bo ona jest wybranką; sam odkłada wyprawę do wiosny, bo lada dzień przyjdą mrozy.
Pod koniec października Vysogota przegrywa wszystkie spory naraz. Nie umie zatrzymać Ciri, która po złych snach postanawia ruszyć do Wieży Jaskółki przed listopadową pełnią, i gorzko żałuje, że powtórzył jej zasłyszaną od wieśniaka wieść o czwórce łotrów czatujących w karczmie pod Dun Dâre. W ostatniej wielkiej dyspucie o złu i zemście argumentuje, że przyroda nie znosi próżni, a to, co leży na ziemi i broczy, złem być nie przestaje; słyszy w odpowiedzi wiedźmińskie credo o występowaniu przeciw złu bez zastanowienia. Wysłuchuje do końca opowieści o Równonocy we wsi Goworożec, rysuje dziewczynie mapę drogi przez Kraj Jezior i żegna ją słowami „żegnaj, wiedźminko". Umiera tej samej nocy, na podłodze chaty, przy trzykrotnym, coraz bliższym skowycie beann'shie; ostatnią myśl, że życie mimo wszystko było piękne, zamyka prośbą do bogów, w których nie wierzy, by mieli w opiece wiedźminkę na szlaku.
Vysogota nie żyje, ale jego rozmowa z Ciri ma jeszcze jeden, ostatni rozdział. W otchłani Wieży Jaskółki, wśród drzwi otwierających nieskończenie wiele kierunków, wita ją znajomy głos: wiedziałem, że ci się uda, moja mężna Jaskółko. Pustelnik przyznaje spokojnie, że umarł, i dodaje, że to nieważne; ważne, że teraz zna już odpowiedzi, których szukał za życia. Wie, gdzie podziały się stracone dni, co naprawdę stało się na pustyni Korath i jakim sposobem Ciri znikała pogoni z oczu: Starsza Krew daje jej władzę nad czasem i przestrzenią, nad wymiarami i sferami. Cieszy się z niespodzianki, którą dziewczyna sprawiła pogoni łyżwami jego córki, i z tego, że powstrzymała zemstę; na pożegnanie prosi, by nie pozwoliła odebrać sobie Mocy zbrodniarzom i niegodziwcom. Żegnaj, Jaskółko, mówi. Żegnaj, Stary Kruku, odpowiada Ciri.
Each one leads to the summary of the chapter where it happened.
ch. 41Ocalenie na Pereplucie: Cztery dni po nocy jesiennego Ekwinokcjum, podczas której pół świata budziło się z krzykiem, a nad mokradłami Pereplutu grzmiała konajączka kozodojów, stary pustelnik Vysogota z Corvo znajduje na niedostępnej kępie przepiękną karą klacz i leżącą za nią w wykrocie nieprzytomną dziewczynę z twarzą rozciętą do kości. W chacie ukrytej wśród trzcin walczy o jej życie przez wiele dób, aż desperacka mieszanka datury i akonitu przełamuje zakażenie. Uratowana przedstawia się najpierw jako Falka, a w końcu podaje prawdziwe imię: Ciri. Mówi, że jej przyjaciele nie żyją, że w twarz zranił ją Stefan Skellen, a Bonhart zranił ją znacznie głębiej; pościg tymczasem obiecuje w okolicznych osadach nagrodę za jej trupa. W bezpiecznej kryjówce, u gospodarza, który sam ukrywa się przed cesarskim wyrokiem, oszpecona uciekinierka zaczyna wieczorami opowiadać swoją historię.ch. 49Trop Wieży Jaskółki: Przy smażonych węgorzach w chacie na Pereplucie Vysogota składa w całość to, co nie daje mu spać: rana Ciri miała najwyżej dziesięć godzin, a dziewczyna upierała się, że zraniono ją cztery dni wcześniej; gdzieś przepadły cztery dni. Autorytet od teleportacji Geoffrey Monck pisze zaś, że portal Tor Lara wiedzie do Wieży Jaskółki, Tor Zireael: gdyby Ciri dotarła do wieży, mogłaby teleportować się z powrotem na Thanedd, poza zasięg wrogów. W „Peregrynacjach" Buyvida Backhuysena, książce uznawanej za apokryf, pustelnik znajduje lokalizację: jezioro Tarn Mira w krainie Mil Trachta, jakieś trzysta mil od Pereplutu, dwa tygodnie drogi na Kelpie, tyle że wiosną, bo lada dzień mrozy. Z rozsypanych kart wypada przy tym grawiura z herosem wiszącym na Jesionie Światów, a Ciri nieruchomieje: to samo śniło się jej kilka razy. Sceptycyzm dziewczyny (z wieży pewnie zostały gołe kamienie jak z Shaerrawedd) Vysogota zbywa pewnością: teleporty nie bywają widzialne, portal objawi się jej i usłucha jej rozkazu. Bo on myśli, że Ciri jest wybranką.ch. 50Śmierć Vysogoty z Corvo: W noc, w którą Ciri rusza samotnie ku Wieży Jaskółki, nad bagnami Pereplutu po raz kolejny rozlega się zawodzące wycie beann'shie, elfiej zwiastunki śmierci, za każdym razem bliżej chaty. Vysogota, który osunął się na podłogę przy wstawaniu z łóżka, nie może podnieść się o własnych siłach; serce tłucze mu się w piersi i dławi w gardle, a starzec rozumie już, czyją śmierć obwieszcza nocny krzyk widma. Życie było piękne, myśli, mimo wszystko. Gdy ból eksploduje mu za mostkiem, banita, filozof i etyk, który całe życie powtarzał, że w bogów nie wierzy, szepcze do nich ostatnią prośbę: jeśli jednak istniejecie, miejcie w opiece wiedźminkę na szlaku.