ink on the mapA general portrait, with no plot given away.
Zawodowy łowca nagród o reputacji, która wyprzedza go o wiele mil. Mężczyzna olbrzymiego wzrostu, ale chudy i kościsty jak szkielet, z podkręcanym siwym wąsem; dłoń trzyma stale na mieczu, jakby chciał zasłonić przed cudzym wzrokiem rzeźbę rękojeści. Słynie z solidności: zleceniodawcy wierzą mu na słowo, bez okazywania dowodów. O swoim fachu mówi z filozoficznym spokojem, że nie każe sobie płacić za zabijanie, lecz za usługę, którą zabijaniem wyświadcza, a od rzemieślników różni go jedno: płacą mu za rzemiosło, które szczerze i prawdziwie lubi. Jego uśmiech potrafi zmrozić nawet człowieka otoczonego dwudziestoma zbrojnymi.
You’re browsing without a bookmark, so you see the full published biography.
W przydrożnej oberży na Południu Bonhart przyjmuje zlecenie od Stefana Skellena: sto florenów za to, by dziewczyny zwanej Falką w ogóle nie było. Za dostarczenie żywej nie dostanie ani grosza więcej, a koroner cesarza nie chce nawet głowy, bo słowu sławnego łowcy wierzy bez dowodów. Bonhart lojalnie uprzedza, że głowę i tak zabierze, do kompletu z głowami pozostałych Szczurów, bo panom baronom i Varnhagenom bez okazania głów nie zapłacą, a on wyświadczy usługę i jednym, i drugim. Trasę bandy zna na pamięć: Fen Aspra, Tyffi, Druigh, wreszcie Loredo, gdzie Falka zarąbała człowieka tak, że okolica do dziś dzwoni zębami. Ponieważ Szczury jadą na Bandycki Szlak zimować w górach, obiecuje przeciąć im drogę najdalej w dwadzieścia dni. Na drwiny Skellena o rzemieślniku odpowiada spojrzeniem, po którym koronerowi znika uśmieszek z twarzy.
Imię Bonharta wraca w majakach dziewczyny konającej w chacie na bagnach Pereplutu: Ciri wykrzykuje je w gorączce, a odzyskawszy przytomność, bierze ratującego ją pustelnika Vysogotę za wspólnika łowcy. Mówi o nim tylko tyle, że przed nim ucieka i że zranił ją znacznie poważniej i głębiej, niż Skellen zdołał zranić ją w twarz. Czego dokładnie doświadczyła, na razie nie zdradza.
W opowieści Ciri łowca po raz pierwszy pojawia się we własnej osobie. Kwateruje w zajeździe „Pod Głową Chimery" w osadzie Zazdrość i najwyraźniej czeka: wywołany przez Szczury staje w progu z mieczem pod pachą, jajkiem na twardo i kromką chleba w rękach, a pierwsze jego pytanie brzmi „a gdzie Falka?". Bandzie proponuje z filozoficznym spokojem wybór, po dobroci czy po złości, bo nagroda za żywych jest ledwo trochę wyższa niż za martwych, a jemu wszystko jedno. Potem, w starciu zbyt szybkim dla ludzkiego oka, w pojedynkę wycina całą szóstkę. Przybyłej za późno Ciri nie zabija, choć mógł: paruje jej najlepsze cięcie, obala ją pięścią, sprawia jej lanie jak smarkuli i, zaciekawiony, żąda, by powiedziała, kim jest, oferując za to życie. Wlecze ją potem do konającej Mistle z naganą, że nie boi się śmierci tylko dlatego, że nie wie, jak śmierć wygląda. Na koniec przywiązuje dziewczynę do koniowiązu i, zadbawszy z pomocą soli i octu, „by towar się nie zepsuł", odrzyna piłą głowy wszystkim sześciorgu zabitym: dowód, za który zapłacą mu baronowie i Varnhagenowie, dokładnie tak, jak zapowiadał przy przyjmowaniu zlecenia.
Wszystkim, którzy mają do Falki prawa, Bonhart mówi teraz „nie". Windsorowi Imbrze, przybyłemu po dziewczynę obiecaną baronowi Casadei, oświadcza w kalesonach i z przypasanym mieczem, że się rozmyślił i zostawi ją sobie do własnego użytku, a czterech zbrojnych nie zmusi go nawet do włożenia portek; Skellenowi, któremu obiecał, że Falki w ogóle nie będzie, nie tłumaczy się wcale, wysyła za to listy z umówionym szyfrem o „hecy w szczwalni", które ostrzegą adresatów przed pościgiem koronera. Dla kogo chowa ją żywą, nie wie nikt, choć ludzie znający łowcę powtarzają zdumieni, że z raz danego słowa nie skłamał nigdy dotąd. Pojmaną Ciri tresuje obrożą, łańcuchem, biciem i milczącym wpatrywaniem rybich oczu, a w Fano zamawia dla niej u Esterhazy'ego miecz wedle dokładnych wymiarów z listu i każe jej spróbować zabić siebie samego: paruje jej najlepszy cios i orzeka rzeczowo, że podane żelazo było o cztery uncje za ciężkie. Coraz mniej też ukrywa, że wie, kogo prowadzi na smyczy: rozpoznaje w darowanym przez miecznika gwyhyrze gnomią robotę, nie pozwala jednak Ciri wziąć broni do ręki, bo „jeszcze nie nadszedł czas". W Claremont, u swojego krewniaka i dawnego komilitona , inkasuje za dostarczenie dziewczyny czek na sto florenów i cesję nagrody od Varnhagenów, wysłuchuje oferty stałej posady egzekutora przy przekrętach z nadziałami na Północy i : ciska jej pod nogi miecz z Fano i ogłasza, że może ją zabrać każdy, kto zdoła. Po improwizowanym wypruciu flaków pierwszego napastnika mówi głośno, że słyszał o miejscu, gdzie uczą takich improwizacji, i już wie, kim panienka jest. Gdy Ciri po walce przykłada sobie sztych pod mostek, nawet nie wstaje: nie zdołasz, wiedźminko, mówi w ciszy, w nauczyli cię zabijać jak maszynę, a do zabicia siebie trzeba charakteru, siły, determinacji i odwagi, których nauczyć cię nie mogli.
Z opowieści Ciri na Pereplucie wynika, co nastąpiło po arenie w Claremont: w miasteczku, którego nazwy dziewczyna nie zapamiętała, Bonhart skatował ją i zmusił, by wyznała, kim jest, po czym zamknął ją w piwnicy. Tam, w przeddzień Ekwinokcjum, spłynął na nią wieszczy sen o Geralcie.
W Goworożcu Bonhart wreszcie tłumaczy się ze złamanego słowa: za martwą Falkę Skellen dawał sto florenów, a łowca wykombinował, że towar taki jak ona stale przyrasta w wartości, stara zasada ekonomii i handlu. Areny nie były sprzecznością: gdyby tam zginęła, znaczyłoby, że nie była nic warta. Kim jest naprawdę, wydusił z niej po napadzie w Geso, gdy napatoczył się cyrulik z przyrządami do rwania zębów; na widok kleszczy i pelikanów dziewczyna wyznała wszystko, a kabała z księżniczką Cintry i niedoszłą cesarzową zrobiła się za duża na jednego Bonharta, więc przywiózł ją do koronera, by się poukładać. Z Vilgefortzem dobija targu błyskawicznie: dwa tysiące florenów, dwudziestokrotność stawki Puszczyka, z dorzuconym rabatem prawem przyglądania się temu, co czarodziej zrobi dziewczynie, bo takie przyglądanie łowca przedkłada ponad wszelkie przyjemności. Ucieczki nie daruje: to on rozpłatuje mieczem Neratina Cekę, który kupił dziewczynie kilka sekund, i to on cwałuje w pościgu pierwszy, u boku Boreasa Muna, póki trop nie urwie się w nienaturalnej nawałnicy.
Trzytygodniowy pościg za Ciri prowadzi Bonharta w listopadzie nad Tarn Mira i to on jako jedyny przejrzał zamysł ściganej. Rozdziela siły, by jezioro nie odgrodziło pogoni od dziewczyny, a gdy na lodzie robi się strasznie, każe rozciągnąć ławę i bez słowa wyjaśnienia zawraca po konia: wie już, że dziewczyna wciąga pieszych w pułapkę i że to ona ich dogoni. Masakrę na lodzie omija właśnie dzięki temu i galopem skrajem skarpy odcina ściganej drogę do północnego krańca jeziora. Przegrywa z geometrią: dziewczyna, jadąca po cięciwie łuku plosa, ma bliżej, a jego od niej dzieli pół stajania cienkiego lodu. Gdy triumfalnie ryczy nad kupą kamieni, że oto cała jej magiczna wieża i że jest jego, drogę zagradza mu stający dęba biały jednorożec, a z mgły wyłania się kawalkada upiornych jeźdźców z koronowanym widmem na czele, dudniąca mu w głowie: precz, śmiertelniku, ona jest nasza. Bonhart, któremu odwagi odmówić nie sposób, nie ulega panice nawet wtedy; ulega jej jego koń, który łamie lód i topi się, a łowca ratuje się, wbijając nóż w taflę. Na klęczkach, w kałuży ściekającej z niego wody, patrzy, jak w blasku zorzy wyrasta z nicości czarna wieża, jak dziewczyna, nie spiesząc się, wjeżdża pod kamienny łuk i jak wieża znika razem z nią. Potem już tylko wyje, złorzeczy i bluźni ludziom, bogom i demonom.
Zimą łowca gości u stołu Vilgefortza, a nocą zjawia się bezszelestnie w celi Yennefer, by kazać sobie zapamiętać swoje nazwisko. Chełpi się, że we wrześniu złowił w Ebbing jej „bękarta" i uczył ją na arenie zabijania harapem, pięścią i obcasem, nim uciekła mu „w zaświaty"; pokazuje też trzy srebrne wiedźmińskie medaliony (kot, orzeł czy gryf i trzeci, którego czarodziejka nie widzi dokładnie, ale chyba wilk), opowiadając, jak robił porządek z wiedźminami, gdy porządni ludzie bali się ich bardziej niż potworów. Sprowokowany drwiną, że do Geralta nie dorasta, postanawia dowieść wyższości w konkurencji, którą sam sobie wybiera, i przegrywa z kretesem: wychodzi z celi z rozoraną paznokciami twarzą, kopniętym kroczem i widelcem wbitym po oba zęby w kość jarzmową, a strażnicy odmawiają mu przytrzymania więźniarki, bo nie zamierzają skończyć jak Rience albo Schirrú.
Na przybycie Ciri do zamku Stygga Bonhart reaguje pijanym charkotem: piekło musiało być naprawdę straszne, skoro wolała jego; obiecuje, że w tym zamku wypuści jej krew z żył, a Vilgefortzowi proponuje, by „ta suka Yennefer" patrzyła na zabieg, oraz by zapłodnienia dokonać po bożemu, co mag ucina chłodną odmową. Podczas szturmu dopada błąkającą się po zamku wiedźminkę, obmacuje ją przyduszoną do muru i rzuca jej pod nogi Jaskółkę: wolałby arenę, ale musi poczuć, jak jej życie spływa mu po klindze, bo na czary, przepowiednie i losy świata pluje, a z niczym nie równa się przyjemność. Zabija zastępującego mu drogę Cahira i rusza za dziewczynami, chwaląc się w marszu, że junak nie miał medalionu, ale przy wiedźmie Yennefer pewnie znajdzie się ktoś noszący. W pojedynku na belkach zrujnowanego skrzydła po raz pierwszy w życiu krwawi od jej klingi; przyparłszy ją do słupa, gubi ją, gdy Ciri wahadłowym skokiem z Kaer Morhen wychodzi mu za plecy, i po jej cięciu spada w przepaść na parkiet dolnej kondygnacji. Powalony, próbuje jeszcze targu o życie, kalkulując głośno, że dziewczyna jest za szlachetna, by dobić bezbronnego; Ciri zrywa mu tylko z szyi trzy wiedźmińskie medaliony i odwraca się do wyjścia, a wtedy łowca skacze na nią z nożem, cicho jak nietoperz, psując wszystko rykiem nienawiści. Ginie od cięcia samym koniuszkiem Jaskółki przez gardło, patrząc do końca na tę, której obraz zabiera ze sobą; ostatnim dźwiękiem, jaki wydaje, jest bulgot lejka, przez który wszystko już przeleciało.
Each one leads to the summary of the chapter where it happened.
ch. 39Zlecenie dla Bonharta: Przed przydrożną oberżą na Południu czeka dwudziestu zbrojnych Stefana Skellena, a przy stole cesarski koroner dobija targu z Bonhartem, sławnym łowcą nagród. Sto florenów za to, by Falki w ogóle nie było; za żywą ani grosza więcej, głowa niepotrzebna, wystarczy słowo człowieka słynącego z solidności. Bonhart zna trasę Szczurów na pamięć, od Fen Aspra przez Tyffi i Druigh po Loredo, i wie, że banda jedzie na Bandycki Szlak zimować w górach; obiecuje przeciąć jej drogę najdalej w dwadzieścia dni, a głowy zabrać mimo wszystko, bo za ich okazanie zapłacą mu jeszcze baronowie i Varnhagenowie. Człowiek, który w Amarillo skazał Szczury na śmierć wbrew rozkazom cesarza, właśnie wynajął na nie najlepszego zabójcę, jakiego zna Południe.ch. 42Rzeź Szczurów w Zazdrości: Zwabione wieścią od Hotsporna Szczury wjeżdżają rankiem do osady Zazdrość, by zabić kwaterującego w zajeździe „Pod Głową Chimery" łowcę nagród i pomścić sławne hanzy Valdeza i Dużego Lothara. Bonhart wychodzi im naprzeciw z jajkiem na twardo w ręce i pytaniem „a gdzie Falka?", po czym proponuje wybór: po dobroci czy po złości. W starciu, którego ciosów nie chwyta ludzkie oko, w pojedynkę wycina całą szóstkę: giną Reef, Asse, Iskra, Kayleigh, Giselher i Mistle. Ciri, która pędziła ostrzec bandę, wpada do osady w chwili, gdy kona Mistle, i rzuca się na łowcę; ten paruje jej najlepsze cięcie, obala ją pięścią, wytrąca miecz kopniakiem i oszczędza, żądając, by powiedziała, kim jest. Potem przywiązuje ją do koniowiązu i na jej oczach, każąc pachołkom trzymać ją za włosy i powieki, odrzyna piłą głowy wszystkich sześciorga zabitych: dowód, za który zapłacą baronowie i Varnhagenowie. Banda, która terroryzowała Pogranicze od Korathu po Pereplut, przestaje istnieć, a jej siódmy Szczur zostaje własnością łowcy nagród.ch. 44Arena w Claremont: Piętnastego września w Claremont Bonhart wystawia odurzoną fisstechem Ciri w teatrze swojego krewniaka Houvenaghela: w dawnej świątyni zamienionej w szczwalnię gawiedź obstawia zakłady na „morderczą Falkę z bandy Szczurów". Gdy Windsor Imbra z knechtami barona Casadei żąda wydania dziewczyny, łowca ciska na arenę jej miecz otrzymany w Fano i ogłasza, że Falka jest dla każdego, kto zdoła ją z areny zabrać. Ciri prosi napastników, by jej nie zmuszali: pierwszemu, Stavro, daruje życie, a gdy ten atakuje ją od tyłu, zabija go jednym odwrotnym ciosem; z trzech następnych, którzy idą na nią razem, dwóch rozcina, a trzeciemu masakruje twarz. Widownia wyje „za-bij", markiza de Nementh-Uyvar dyszy z rozkoszy, a Bonhart oznajmia, że słyszał o miejscu, gdzie uczą takich improwizacji, i już wie, kim panienka jest. Po walce, wysłuchawszy cichego ostrzeżenia Imbry o tym, co ją czeka, Ciri klęka i celuje sztychem pod własny mostek; mimo wołania nilfgaardzkiego rotmistrza Declana Rosa „Ne tuv'en que'ss, luned!" napiera na miecz, ale nie zdoła. Rację ma Bonhart, który mówi w zupełnej ciszy: w Kaer Morhen nauczyli cię zabijać jak maszynę, wiedźminko, a do zabicia siebie trzeba charakteru, siły, determinacji i odwagi, których nauczyć cię nie mogli.ch. 44Dar Jaskółki: Dwunastego września Bonhart przywozi pojmaną Ciri do warsztatu miecznika Esterhazy'ego w Fano, by odebrać zamówiony listownie miecz dla dziewczyny o dokładnie podanych wymiarach. Po próbie ze zbyt ciężką viroledanką (łowca każe Ciri zabić siebie samego, paruje jej cios i orzeka, że żelazo było o cztery uncje za ciężkie) miecznik z dziwnie zmienioną twarzą przynosi podłużne pudło. W środku leży prawdziwy gnomi gwyhyr: ponaddwustuletnia głownia z ciemnego żelaza, ostrzona płomieniście i ażurowana, oprawiona przez gnomy z Tir Tochair, z rękojeścią ze skóry rai i wytrawioną na klindze girlandą losu, w której nad rażoną piorunem wieżą leci jaskółka, Zireael. Esterhazy oddaje broń za darmo, głuchym głosem, „żeby wypełniło się, co ma się wypełnić", i zastrzega, że podarunek jest nie dla łowcy, lecz dla dziewczyny noszącej obrożę. Gdy namawia Ciri, by wzięła miecz do ręki, Bonhart doskakuje, odpycha ją na żwir i zatrzaskuje pudło z warknięciem, że jeszcze nie nadszedł czas. Dziewczyna w myślach nazwała już jednak broń Jaskółką i wkrótce, na arenie, weźmie ją do ręki naprawdę.ch. 50Ucieczka z Goworożca: W dzień jesiennej Równonocy los zbiera we wsi Goworożec wszystkich, którzy ścigają Ciri: Bonhart przywozi ją na łańcuchu do Skellena, przy stole siedzi pojmany chwilę wcześniej Rience, a z jego srebrnego ksenoglozu przemawia sam Vilgefortz. Podczas targu o dziewczynę na jaw wychodzi wszystko naraz: Skellen morduje na zlecenie spiskujących przeciw Emhyrowi książąt, Vilgefortzowi potrzebne jest tylko łożysko Ciri, a Bonhart sprzedaje ją za dwa tysiące florenów z prawem przyglądania się. O losie dziewczyny przesądza jednak ktoś inny. Czujna Kenna Selborne próbuje wejść w jej myśli, a odepchnięta z krwotokiem, sama wpycha jej do ręki broń: Ciri odzyskuje Siłę, której wyrzekła się na pustyni Korath. Psionicznym uderzeniem powala wartowników, Neratin Ceka, agent Vattiera, przecina jej więzy i ceną życia zatrzymuje Bonharta, a Kelpie przesadza siedmiostopowy kołowrót jak czarna jedwabna wstęga. W zamieszaniu giną czworo: Ceka rozpłatany przez Bonharta, Kabernik Turent od miecza Ciri, Chloe Stitz od bełtu Jediaha Mekessera, który nie pozwolił jej strzelić do dziewczyny, i sam Mekesser od oriona Skellena. Drugi orion, rzucony za uciekającą, rozcina jej twarz: to rana, z którą kilka dni później znajdzie ją pustelnik na Pereplucie. Pościg gubi trop w nienaturalnej nawałnicy, wśród opowieści o rosnącym do rozmiarów smoka słomianym jednorożcu, o zacierającej ślady kawalkadzie widm na końskich szkieletach i o wyciu beann'shie.ch. 51Bitwa na lodzie Tarn Mira: Po blisko trzech tygodniach pościgu od Dun Dâre myśliwi dopadają zdobycz na zamarzniętym jeziorze Tarn Mira i dopiero na lodzie pojmują, kto tu na kogo polował. Ślady stóp Ciri, idącej rzekomo pieszo środkiem jeziora, urywają się nagle: dziewczyna założyła łyżwy i we mgle zawraca ku rozciągniętej w ławę pogoni. W przelotach ginie Stigward i dwaj gemmerscy żołnierze, Ola Harsheim pada podcięty pod kolano, a rzucony w łyżwiarkę orion Skellena grzęźnie w twarzy właśnie jego. Zaklęcie Rience'a, zamiast przegrodzić jej drogę, rozrywa taflę wzdłuż: w czarnej wodzie lądują niemal wszyscy, a Ciri przefruwa nad szczeliną i dogania uciekającego Berta Brigdena. Wiszącemu u krawędzi kry Rience'owi, który kupczy wiedzą o miejscu przetrzymywania Yennefer, przypomina obietnicę nauczenia jej bólu „tymi palcami", po czym przejeżdża łyżwą wzdłuż krawędzi: na lodzie zostaje osiem palców, a czarodziej tonie razem ze swoim ksenoglozem. Z dziesięciu ludzi, którzy weszli na lód, wychodzą z niego żywi tylko Skellen, Boreas Mun i Dacre Silifant; Bonhart, który pułapkę przewidział i zawrócił po konia, gna już brzegiem, by odciąć dziewczynie drogę do północnego krańca jeziora.ch. 51Wejście do Wieży Jaskółki: Na północnym krańcu Tarn Mira legenda z „Peregrynacji" Backhuysena zdaje się umierać: zamiast Wieży Jaskółki na Ciri czeka tylko ośnieżony pagórek i kupa kamieni, a po lodzie pędzi ku niej triumfujący Bonhart. Wtedy między łowcą a brzegiem staje dęba śnieżnobiały jednorożec, a z kłębiącej się mgły wyłania się demoniczna kawalkada kościotrupich jeźdźców z koronowanym widmem na czele, dudniąca w głowie Bonharta jednym rozkazem: precz, śmiertelniku, ona nie jest twoja, ona jest nasza. Spłoszony gniadosz łamie lód i topi się, a wygrzebujący się z przerębla łowca patrzy, jak w trupiej jasności zorzy nad usypiskiem wyrasta z nicości czarna bazaltowa wieża, do której dziewczyna, nie spiesząc się, wjeżdża na Kelpie i znika razem z nią. Wewnątrz, w otchłani niemieszczącej się w smukłym obelisku, przed Ciri otwierają się drzwi wytyczające nieskończenie wiele kierunków, pełne wizji bliskich i dalekich, a pośmiertny głos Vysogoty wyjaśnia jej to, czego nie zdążył za życia: Starsza Krew daje jej władzę nad czasem, przestrzenią, wymiarami i sferami. Ostatnie drzwi otwierają się na wiosnę, kwitnącą czeremchę i jednorożce u wodopoju: na inny świat, w którym na przybyłą czeka grający na fletni jasnowłosy elf z pytaniem, co ją zatrzymało tak długo.ch. 60Szturm na zamek Stygga: Wszystkie drogi legendy schodzą się w zamku Stygga. Ciri przybywa do kryjówki Vilgefortza z własnej woli, by oddać się w zamian za wolność Yennefer, a gdy czarodziej odrzuca ofertę i wlecze ją do laboratorium, do zamku wdziera się kompania Geralta: zahipnotyzowani przez Regisa wartownicy sami otwierają bramę. Zwycięstwo kosztuje kompanię wszystko. Milva ginie w pojedynku łuczników na krużganku, osłaniając towarzyszy; Cahir zastępuje drogę Bonhartowi, by Ciri mogła ujść, i pada pod jego mieczem; raniona w udo Angoulême wykrwawia się w objęciach Ciri; Regis, który wyrwał Yennefer z magicznej matni, zostaje przez Vilgefortza rozdarty i stopiony białym ogniem wraz z kolumną. Rachunki wyrównują ocaleni. Ciri, przyparta na belkach zrujnowanego skrzydła, sięga po wahadłową naukę z Kaer Morhen, zwala Bonharta w przepaść, a zdradziecki atak nożem kończy cięciem przez gardło i zabiera łowcy trzy wiedźmińskie medaliony. Geralt, tłuczony żelaznym drągiem, myli maga iluzją z medalionu Fringilli i dwoma cięciami oraz dekapitacją kończy karierę największego wroga; pomaga i to, że zregenerowane oko Vilgefortza nigdy nie odzyskało koordynacji. Wiedźmin, wiedźminka i Yennefer schodzą potem razem po zalanych krwią schodach przez resztki najemników Skellena, aż na dole zamiast wyjścia czekają na nich czarne salamandry cesarskiego wojska.