ink on the mapA general portrait, with no plot given away.
Krępy, brodaty krasnolud, dowódca własnej szóstki brodatych „chłopców": to oni załatwili słynnego smoka Ocvista z Kwarcowej Góry. Rubaszny, wygadany i złośliwy: kpi z czarodziejek, poetów i szewców z równą swobodą, a w zanadrzu (dosłownie) nosi stalową kulę, którą ciska celniej, niż ktokolwiek by się spodziewał. Chodził w poselstwach, umie przemawiać i zna gorzką arytmetykę swojego ludu: na zaczepki odpowiada z rozwagą, bo każda krasnoludzka awantura kończy się pogromem w jakimś miasteczku.
You’re browsing without a bookmark, so you see the full published biography.
Na wyprawie Niedamira Yarpen i jego chłopcy trzymają z Rębaczami: razem dyktują królowi umowę o podziale skarbca i razem planują „przypadek" dla szewca Kozojeda, zanim trucicielstwo wejdzie do legendy. Z Yennefer drze koty od pierwszego dnia (wymianę uprzejmości kończy dopiero sina poświata wokół czarodziejki), a przy zawalonym moście jego wóz i dobytek lecą w przepaść. Przed pojedynkiem ze smokiem robi za herolda, bo „ma głos jak buhaj", i wygłasza najdworniejszą mowę, na jaką go stać. Gdy Yennefer próbuje zagarnąć smoka dla siebie, to jego stalowa kula trafia ją w czoło. Gdy jednak Kozojed domaga się „utłuczenia" związanych jeńców, ten sam Yarpen przegania szewca kamieniami i toporzyskiem, bo są granice, których się nie przekracza. W bitwie smok zmiata jego chłopców ogonem; krasnoludy kończą ją, wisząc na skałach, skąd Villentretenmerth uprzejmie zaprasza ich z powrotem: do opatrywania Rębaczy.
Yarpen dowodzi krasnoludzką eskortą konwoju „o specjalnym znaczeniu", który komisarz Vilfrid Wenck prowadzi przez puszcze Kaedwen; z dawnej szóstki została mu czwórka chłopców, bo Lucas Corto ożenił się i osiadł w Mahakamie. Gdy nocą do obozu dociera Geralt z ciężko chorą Triss, Yarpen ucina wahania jednym zdaniem: na szlaku nie odmawia się pomocy. Czarodziejkę leczy gałkami ze spleśniałego chleba z czosnkiem według receptury swojej babki, a z Ciri, która na zaczepne „gąsko" odpowiada mu hardym „Inaczej", zaprzyjaźnia się od pierwszej utarczki: uczy ją powozić zaprzęgiem, przezywa kozą i ostrzega, by współczucia nie myliła z czymś innym. Wybucha za to na Geralta, gdy ten ostrzega go przed siedzeniem okrakiem na palisadzie: on się zadeklarował po jednej ze stron i nie życzy sobie wykładów o neutralności. Ciri tłumaczy po swojemu, że Scoia'tael to podpuszczona przez Nilfgaard smarkateria, i wykłada jej krasnoludzką historię świata (pierwsze były gnomy, elfy przypłynęły tysiąc lat przed ludźmi i też są przybłędami). Wspomina Elirenę: jeśli to, co zrobiła, było bohaterstwem, on woli być zdrajcą, bo żyć trzeba tak, by nie musieć nikogo prosić o wybaczenie, a stu lat układania życia z ludźmi nie wolno zmarnować. Przy okazji wychodzi na jaw, że jego babkę zabili ludzie w czasie pogromu w Brugge, a do Yennefer ma żal świeższej daty: na jarmarku w Gors Velen obiecała mu, że kiedyś wyrośnie mu trawa z zadka. W napadzie Wiewiórek walczy jak diabeł: toporem odbija ciosy dwóch konnych elfów, nadziakiem zdejmuje z siodła kolejnego, kopniakiem posyła za burtę niziołka duszącego Regana, a Wiewiórkę-krasnoluda, który zarąbał Pauliego, zabija jednym straszliwym ciosem od dołu. Po bitwie, nad szeregiem zabitych i beczkami pełnymi polnych kamieni, dowiaduje się, że konwój był pułapką i testem lojalności jego ludzi. Umierający Wenck zdejmuje z niego podejrzenia, Fredegard prosi o wybaczenie, a Yarpen zadaje pytanie, na które nikt nie odpowiada: co wyście z nami zrobili, co zrobiliście z nas?
Each one leads to the summary of the chapter where it happened.
ch. 14Bitwa o złotego smoka: O złotego smoka biją się na hali wszyscy ze wszystkimi. Najpierw Rębacze tłuką i wiążą jego obrońców: Dorregaraya, Geralta i Jaskra. Po zdradzieckiej kuli Yarpena do koła wozu trafia i Yennefer. Potem smok sam schodzi na obóz i gruchocze Rębaczy jak wcześniej Eycka. Wreszcie na halę wtaczają się wozy hołopolskiej milicji Kozojeda: spętanego sieciami smoka ratują Zerrikanki Tea i Vea oraz, mimowolnie, sama Yennefer, która z rękami przywiązanymi do koła ciska zaklęcia wyprężoną nogą, zamieniając milicjantów w żaby, gęsi i pasiaste prosięta (więzy przepalił jej Znakiem Igni Geralt). Smok rwie sieci i pożera uciekającego Kozojeda: trucicielowi spod Hołopola nie daruje. Wszystkim pozostałym, choć leżą pokotem, daruje życie.ch. 14Pojedynek Eycka ze złotym smokiem: Złoty smok Villentretenmerth zagradza wyprawie drogę do północnego kanionu i, rzecz niesłychana, przemawia: każdego, kto nie uszanuje zakazu, wyzywa na honorowy pojedynek na broń konwencjonalną. Staje Eyck z Denesle, ogłoszony naprędce „kopią i mieczem" króla Niedamira; heroldem zostaje Yarpen Zigrin, bo ma głos jak buhaj. Szarża jest mistrzowska, ale smok uchyla się od grotu z kocią gracją, podcina konia i jednym pociągnięciem łapy zmiata rycerza z siodła. Eyck kończy z nogami połamanymi własną kopią. Klęska najlepszego zawodnika zmienia wszystko: Niedamir zwija wyprawę i wraca do Caingorn, a Rębacze zrywają umowę i ruszają na smoka na własny rachunek.ch. 23Napad na konwój: Komando Scoia'tael atakuje na leśnym szlaku nieopodal Shaerrawedd konwój komisarza Wencka, wiozący rzekomo sekretną pomoc króla Henselta dla Aedirn. O ataku ostrzega Geralta wizja Ciri: dziewczynka, ukłuwszy się różą z Shaerrawedd, nieswoim głosem wylicza imiona umierających. W bitwie wśród płonących wozów Yarpen Zigrin zabija Wiewiórkę-krasnoluda, który zarąbał wahającego się przed pobratymcem Pauliego Dahlberga; ginie też Yannick Brass, a Ciri, ratując ranną Triss, sama uchodzi śmierci tylko dlatego, że atakująca ją elfka waha się na widok białej róży przypiętej do kubraczka i pada z ręki Geralta, który tego dnia przestaje być neutralny. Bitwę rozstrzyga odsiecz Fredegarda z Ban Gleán. Prawda wychodzi na jaw wśród rozbitych beczek: zamiast złota i srebra konwój wiózł polne kamienie i od początku był pułapką, lecz nie na Wiewiórki. Król kazał sprawdzić lojalność krasnoludzkiej eskorty. Umierający od haczykowatych strzał Wenck zdejmuje ostatnim meldunkiem podejrzenia z Yarpena, a Geralt kładzie różę z Shaerrawedd na ciele elfki, żegnając ją słowami „i wybacz nam".