ink on the mapA general portrait, with no plot given away.
Wychowanek arcykapłanki Nenneke, sposobiony przez nią na kapłana i kronikarza. Mieszka w Ellander, gdzie pracuje jako pisarczyk w sądzie grodzkim, ale całe dnie (a bywa, że i noce) spędza w wieży świątyni Melitele, studiując, przepisując i iluminując dzieła z biblioteki. Chudy jak patyk, niezgrabny, w za dużym ubraniu zalatującym inkaustem i kurzem, z siedmioma włoskami zarostu na podbródku: zaprzeczenie wszystkiego, co na dworach uchodzi za męską urodę. Nadrabia głową, bo wiedzy ma sporo i chętnie się nią dzieli, z upodobaniem do uczonych słów w rodzaju „analogii" i „casus belli". Nenneke pilnuje, by nie kręcił się koło młodych adeptek, co obu stronom wychodzi rozmaicie.
You’re browsing without a bookmark, so you see the full published biography.
Do wieży Jarrego wpada Ciri z żądaniem wiedzy o wojnie, o której huczy cała świątynia. Chłopak, cytując traktaty historyczne od marszałka Pelligrama po Bronibora, dowodzi z miną uczonego, że wojny nie będzie: między Północą a Nilfgaardem panuje równowaga sił, Jaruga jest nie do sforsowania, a incydenty w Dol Angra to przypadki bez znaczenia, bo żadna ze stron nie może dać przeciwnikowi casus belli. Na podłodze rozkłada mapę i cierpliwie pokazuje dziewczynce Temerię, Cintrę i odległy Nilfgaard za Górami Amell; mniej cierpliwie znosi jej komentarze o księdze „Leczenie i uzdrawianie", z której wypada jednoznaczna rycina. Sam przy tym czerwieni się, jąka i patrzy na Ciri wzrokiem, który ona nazywa w duchu rozmazanym i lepkim, a próbę ukradkowego pocałowania jej włosów przypłaca reprymendą wygłoszoną lodowatym tonem skopiowanym od Yennefer. Na pożegnanie słyszy tylko, że Ciri wyjeżdża w sekretnych sprawach czarodziejek, i obiecuje, że będzie o niej myślał.
W noc jesiennego Ekwinokcjum Jarre stoi w świątynnym korytarzu wpatrzony w ciemny park, w którym krzyczą tysiące kozodojów, i jęczy, że ptaki wołają na czyjąś śmierć. Na jej śmierć. Widział we śnie krew na jej twarzy, tyle krwi; ten sam sen śniły tej nocy Triss i Nenneke. Czarodziejka najpierw na niego krzyczy, a potem kładzie mu dłoń na ramieniu: jest jedynym mężczyzną w świątyni i pobudzone alarmem adeptki szukają w nim oparcia, więc nie wolno mu panikować. Chłopak, tłumiąc drżenie rąk, szepcze, że to nie strach, tylko troska o nią.
Patrząc, jak Eurneid i Iola Druga odchodzą na wojnę, Jarre wybucha goryczą: im, dziewczynom, pozwolono się zaciągnąć, a on ma dalej przewracać zakurzone pergaminy, choć nie jest kaleką ani tchórzem. Głos łamie mu się przy prawdziwym powodzie: chce iść ratować Ciri. Nenneke drwi z błędnego rycerza spieszącego na białym koniu na ratunek damie serca, po czym zakazuje mu wprost: wracaj do ksiąg, twoja przyszłość to nauka. Triss dorzuca ostro, że chłopak niczego nie zrozumiał. Sprawa nie wygląda na zamkniętą.
W marcu Jarre robi to, na co się zanosiło: zostawia list, gwiżdże ze świątynnej kuchni nóż i ucieka do Wyzimy zaciągnąć się do wojska, częściowo z patriotycznego obowiązku, a bardziej z powodu, którego głośno nie wymawia. Droga uczy go szybko: po trzech nocach w stogach i zatrzaśniętych przed nosem wierzejach wpada na mostku w zasadzkę bandy Szczupaka, z której ratuje go szkolny znajomek Melfi, a pierwszą wygraną potyczką okazuje się chwila, gdy staje między bandą a obrabianym handlarzem i mówi „nie pozwolę". Od uratowanego kupca dostaje mosiężny medalionik-serduszko z wypisanym magicznym inkaustem imieniem ukochanej, która ma nie zapomnieć i nie porzucić: dyktuje „Ciri, to znaczy Cirilla". Na trakcie ogląda przemarsz sił koalicji i popisuje się przed lancknechtami wykładem o herbie Temerii, a w cuchnącej wojną Wyzimie trafia pod skrzydła Dennisa Cranmera, który karmi go w kompanii krasnoludów z Ochotniczego Hufu, chwali za trzymanie języka za zębami w sprawie i pokazuje mu szubienicę z „defetystami", ucząc, że do zamkniętej gęby nie wleci żadna sralimucha. Od krasnoludów chłopak słyszy prawdę o wojnie, w tym zdanie , że małżeństwo cesarza z Cirillą to mistyfikacja, a jego własną mądrość o wojnie, która położy kres wszystkim wojnom, Zigrin gasi porównaniem do prostytutki Evangeliny Parr. Komisja werbunkowa kwituje całą jego uczoność przydziałem do „be-pe-pe"; dopiero na majdanie za Mariborską Bramą, wśród rekrutów maszerujących z sianem i słomą u nóg, sierżant wyjaśnia mu, że jest w domu, w . Służbę zaczyna ramię w ramię z Melfim.
Pod Brenną Jarre stoi w drugim szeregu czworoboku wyzimskich pikinierów, którymi wojewoda Bronibor zatyka lukę przed flankowym zagonem „Nauzicai" i Daerlańczyków. Obok niego Melfi międli modlitwę za konających, a wiarus Deuslax klnie; gdy czarna ściana konnicy wali w czworobok, chłopak napiera na pikę, wkula głowę w ramiona i zamyka oczy. Piechota staje jak mur i flankowy koncept Coehoorna spełza na niczym, ale rachunek jest straszny: Melfi ginie, a Jarre, z ręką trzymającą się na rękawie, odnosi rannego wojewodę do lazaretu, gdzie trafia na Iolę i gdzie Rusty amputuje mu lewe przedramię powyżej zmiażdżonego łokcia. Przyszłość, którą wróżyli mu wszyscy, i tak się spełnia, tylko okrężną drogą: po latach, jako sędziwy kronikarz z okularami na nosie, Jarre pisze kikutem przytrzymując arkusze „Annales seu Cronicae Incliti Regni Temeriae", uczone dzieło o tej wojnie i tej bitwie, przerywane wrzaskiem wnucząt w sadzie. Na podwieczorek woła go żona, babcia Lucienne, a najmłodsza wnuczka, rezolutna sześciolatka, nosi imię Ciri.
Po wojnie Jarre wraca do domu wozem wiozącym okaleczonych żołnierzy, powożonym przez wozaczkę Lucienne. Wciąż nie umie traktować siebie normalnie: podejrzewa cały świat, że gapi się na zaszyty rękaw i pogardza kaleką, ale jasnowłosa dziewczyna ani nie udaje, że kikuta nie widzi, ani nie upokarza litością. Lucienne zagląda do jego mosiężnego medalionu „niezapominajki", sylabizuje imię „Cirilla" i orzeka twardo, że jeśli tamta prawdziwie kochała, to czeka, a reszta furda, bo chłopa kocha się całego, nie we fragmentach; zresztą głowy mu Czarni nie urwali, a on przecież głową robi. Gdy trakt przecinają głodujące niedobitki elfiego komanda z ranną Toruviel, Jarre patrzy, jak inwalidzi dzielą się z wrogami chlebem, i jak elfka płacze; wieczorem, wypytywany przez Białą Raylę, mamrocze jak wszyscy, że nikogo nie widział.