ink on the mapA general portrait, with no plot given away.
Elfka z oddziału Filavandrela: czarne oczy, krucze włosy z cieniutkimi warkoczykami na skroniach, skórzany kabacik na koszuli z zielonej satyny i długi sztylet u pasa. Nienaturalnie blada cera i spierzchnięte, spękane wargi zdradzają to, o czym mówi wprost Filavandrel: Toruviel jest chora, jak całe wygnane w góry pokolenie, któremu głód i gorycz zżerają urodę i zdrowie. Nosi naszyjnik z rzeźbionych kawałków złotej brzozy, nawleczonych na rzemyk owinięty wokół szyi.
You’re browsing without a bookmark, so you see the full published biography.
Gdy oddział bierze do niewoli wiedźmina Geralta, najętego przez ludzi z doliny na sprzyjającego elfom diabła, to Toruviel rozjeżdża go koniem w chmielu i ogłusza uderzeniem w potylicę. Nad związanymi jeńcami, wiedźminem i towarzyszącym mu trubadurem Jaskrem, pastwi się z lubością: syczy o śmierdzących „małpoludach", kopie Geralta i obiecuje mu powolną śmierć od strzał, a gdy słyszy, że Jaskier jest muzykiem, roztrzaskuje jego lutnię o pień sosny („na krowim rogu ci grać, dzikusie"). Płaci za to złamanym nosem, bo Geralt chwyta zębami jej naszyjnik, ściąga ją na siebie i uderza czołem w twarz. Odtąd elfka chodzi z twarzą w bandażach z tkaniny i brzozowej kory. Gdy egzekucję jeńców przerywa nadejście Dany Méadbh, Królowej Pól, Toruviel klęka przed nią ostatnia z elfów. Na pożegnanie robi rzecz, której nikt się po niej nie spodziewa: bez słowa wręcza Jaskrowi własną lutnię, kunsztownie intarsjowany instrument, o którym poeta powie, że to drewno samo śpiewa.
Lata po wygnaniu z Doliny Kwiatów Toruviel walczy w komandzie Scoia'tael. W trzyosobowym patrolu z Yaevinnem i Cairbrem prowadzi rekonesans w lasach nad Pontarem i to ona jedna protestuje, gdy Yaevinn podnosi łuk na samotnego jeźdźca: mieli przeprowadzić zwiad i dołączyć do komanda, trup na trakcie ściągnie wojsko i obstawę brodów, a mordowanie cywilów po drogach to nie walka o wolność. Słyszy w odpowiedzi, że właśnie tak ta walka wygląda, a potem elfie „zamilcz". Strzały, która zabija królewskiego gońca, nie zatrzymuje.
Each one leads to the summary of the chapter where it happened.
ch. 10Objawienie Dany Méadbh: Gdy łucznicy Filavandrela mierzą już do związanych skazańców (a Torque zasłania ich własnym ciałem), na polanę wchodzi Lille. I nie jest to chuda wiejska dziewczyna w zgrzebnej sukience, lecz promienna, złotowłosa Królowa Pól w girlandach kwiatów i kłosów, z jelonkiem i jeżem u boku. Elfy klękają jeden po drugim, wymawiając z czcią imię Dana Méadbh. Po niemej wymianie myśli z Odwieczną Filavandrel daruje Geraltowi i Jaskrowi życie, elfy odchodzą w góry na wschodzie, a Toruviel oddaje poecie własną lutnię w miejsce roztrzaskanej. Lille zostaje wśród ludzi. Geralt zdradza z niemej rozmowy tylko tyle, że mówiła o nadziei: wszystko się odnawia i nie przestanie się odnawiać.ch. 10Pojmanie przez elfy: Pościg za silvanem kończy się w chmielu zasadzką: Toruviel rozjeżdża Geralta koniem i ogłusza go, a wiedźmin z Jaskrem budzą się związani na leśnej polanie. Tam wychodzi na jaw sekret diabła: Torque na polecenie elfów wykrada w dolinie ziarno, sadzonki i wiedzę rolniczą dla głodujących w górach Aén Seidhe. Filavandrel skazuje obu świadków na śmierć, nie z zemsty, lecz z konieczności: nikt nie może się dowiedzieć, dla kogo silvan pracuje. Toruviel zdąży jeszcze roztrzaskać lutnię Jaskra o sosnę i zapłacić za jeńcze kopniaki złamanym nosem, nim łucznicy staną naprzeciw skazańców.ch. 27Śmierć gońca Aplegatta: W lasach nad Pontarem trzyosobowy patrol Scoia'tael wypatruje z ukrycia samotnego jeźdźca: królewskiego gońca Aplegatta, wiozącego Demawendowi ostrzeżenie, od którego może zależeć wojna. Toruviel protestuje (mieli prowadzić zwiad, a trup na drodze ściągnie wojsko i obstawę brodów), ale Yaevinn ucina spór i strzela z odległości dobrych stu pięćdziesięciu kroków. Strzała jest „cicha", lotkowana długimi szarymi piórami, a jej trójbrzeszczotowy grot wkręca się w ciało jak śruba. Aplegatt umiera natychmiast, na gorącym od słońca piasku drogi, nie usłyszawszy niebezpieczeństwa: dokładnie tak, jak na rozstaju koło Zavady wywieszczyła mu zmienionym głosem zaspana, zielonooka dziewczynka, mówiąc o szarych piórach i gorącym piasku ze snu. Wstrzymane posłanie królów, „ktoś zdradził, Płomień czeka na pretekst", nigdy nie dotrze do adresata.