The full description of the event.
W noc przed zapowiedzianą na świt publiczną egzekucją wartownicy pod drewutnią zasypiają jak na komendę, a pachnący ziołami Regis przecina więzy Geralta i Jaskra i wskazuje im drogę: na wschód, na najjaśniejszą gwiazdę Siedmiu Kóz, prosto do Iny. Ucieczka idzie gładko tylko do kępy olszyn, gdzie czatująca warta wyłuskuje z buta poety dublony; alarm zbiega się z prawdziwym atakiem, bo na obóz Vissegerda nadciąga nocą nilfgaardzka konnica. Zbiegowie na kradzionym koniu prześlizgują się między zwierającymi się armiami, ostrzelani gradem strzał, od którego Jaskier zbiera krwawe rozcięcie głowy, a Geralt gołymi rękami i zdobyczną mizerykordią kończy trzyosobowy pościg. Nad ranem, zgodnie z obietnicą cyrulika, nad Iną czekają Milva z końmi i Cahir.
Full context: summary of chapter 38 →
What led to this event and what came of it. Effects are shown up to your bookmark.
Wzięci za dezerterów Geralt i Jaskier trafiają do obozu wojskowego przy odbitej Armerii, gdzie hrabia Daniel Etcheverry rozpoznaje słynnego barda i już każe zdjąć jeńcom pęta. Ratunek trwa chwilę: korpusem dowodzi marszałek Vissegerd, który pamięta wiedźmina z zaręczyn Pavetty i ma go za nilfgaardzkiego szpiega, łotra, który porwał, wychował i sprzedał Emhyrowi Cirillę. Hrabia ręczy za niewinność pojmanych, ale jako żołnierz nie sprzeciwi się dowódcy, a rozjuszony marszałek kończy przesłuchanie wyrokiem: za Ciri, córkę Pavetty, wiedźmin będzie wisiał.
W noc przed zapowiedzianą na świt publiczną egzekucją wartownicy pod drewutnią zasypiają jak na komendę, a pachnący ziołami Regis przecina więzy Geralta i Jaskra i wskazuje im drogę: na wschód, na najjaśniejszą gwiazdę Siedmiu Kóz, prosto do Iny. Ucieczka idzie gładko tylko do kępy olszyn, gdzie czatująca warta wyłuskuje z buta poety dublony; alarm zbiega się z prawdziwym atakiem, bo na obóz Vissegerda nadciąga nocą nilfgaardzka konnica. Zbiegowie na kradzionym koniu prześlizgują się między zwierającymi się armiami, ostrzelani gradem strzał, od którego Jaskier zbiera krwawe rozcięcie głowy, a Geralt gołymi rękami i zdobyczną mizerykordią kończy trzyosobowy pościg. Nad ranem, zgodnie z obietnicą cyrulika, nad Iną czekają Milva z końmi i Cahir.
Na suchej wyspie wśród rozlewisk, tam gdzie odnoga Iny wpada do Wielkiej Jarugi, Geralt ogłasza rozstanie: wszyscy wracają na północ, a on jedzie za Jarugę sam, bo jego sprawa jest osobista. Odpowiedzią jest kocioł zupy rybnej ugotowanej siłami całej gromady, wykład Regisa o tym, że życie zna długi spłacane zadłużeniem u innych, i wyliczanka Milvy, że samotne wilki to łgarstwo mieszczuchów. Skoro po rewelacjach Cahira nikt nie wie, gdzie jest Ciri, Regis wskazuje cel pierwszego etapu: druidzki krąg z borów Caed Dhu w Angrenie, który w sprawach magii i przeznaczenia orientuje się jak mało kto. Wiedźmin, obrzuciwszy cholerą całą kooperującą grupę idiotów, zostaje na czele drużyny, jakiej świat nie widział: wierszokleta z lutnią, pół driady, pół baby z łukiem, wampir po czterechsetce i Nilfgaardczyk, który upiera się, że nie jest Nilfgaardczykiem. Podróżować będą incognito, by nie wzbudzać sensacji. Ani śmiechu.
Przeprawa przez Jarugę, którą Geralt wybrał zamiast trzęsawisk Ysgith, kończy się w samym środku cudzej bitwy. Porwany prom, wzięty w dwa ognie przez lyrijskich partyzantów i Nilfgaardczyków, wrywa się w łachę pod mostem przy Czerwonej Bindudze, gdzie omyłkowa salwa lyrijskich kuszników zabija konie kompanii, a Milva roni dziecko i życie ratuje jej Regis. Ponieważ ranna nie może uciekać, Cahir z Geraltem zatrzymują panikę pierzchających z mostu żołnierzy i stają na czele kontrataku: to ich wspólny chrzest ognia, w którym Nilfgaardczyk tnie swoich, a wiedźmin Znakiem Aard rozbija płonącą barykadę i przechodzi przez ogień w bitwie, której w ogóle nie rozumie. Obrona mostu, wsparta odsieczą konnicy spod znaku orła i czerwonych rautów, ocala przyparty do rzeki korpus królowej Meve; sam most zostaje po bitwie zniesiony, a późniejsze kroniki nie poświęcą całej batalii najmniejszej wzmianki.
Po obronie mostu przed obolałym zwycięzcą staje osobiście Meve, królowa Lyrii i Rivii, spluwająca krwią przez zakrwawioną chusteczkę, bo w bitwie, w której walczyła w pierwszej linii, wybito jej kilka zębów. Zapytany o imię Geralt ma dość wszystkiego i odpowiada zgodnie z prawdą: Geralt, znikąd, nie pasowany. Królowa każe mu klęknąć, a rycerz Odo recytuje za bezzębną monarchinię formułę pasowania za bezprzykładne męstwo w boju za słuszną sprawę. Na koniec Meve mruga znad koronkowej chusteczki: skoro trzymał most wespół z wojakami z Rivii, nadaje mu predykat. Geralt z Rivii. Przydomek, który wiedźmin wymyślił sobie sam, żeby brzmiało ładniej, staje się prawdziwym rycerskim predykatem, a świeżo pasowany rycerz kłania się głęboko, by suzerenka nie dostrzegła jego gorzkiego uśmiechu.
Po tym, jak łaska królowej Meve zmieniła się w przymusowy pobór, a lyrijski korpus zawrócił znad drogi do Caed Dhu ku Mahakamowi, drużyna Geralta nocą z piątego na szóstego września cichaczem dezerteruje, „pożyczając" na drogę konie, ekwipunek i muła Draakula. Po dwóch dobach w nadrzecznej łozinie kompania przeprawia się dziesiątego września na lewy brzeg Jarugi najbezczelniej, jak się da: po odbudowanym moście w Czerwonej Bindudze, wmieszana w tłum nilfgaardzkich transportów i cywilnej zbieraniny, a jedyny patrol zbywa Cahir władczym warknięciem o cesarskiej służbie. Drużyna znika w lasach Górnego Zarzecza, na terytorium wrogiego Cesarstwa, i rusza ku Stokom śladem druidów, którzy opuścili Czarny Las.
Zgarnięty prosto z gospody w Riedbrune Geralt siada na krześle dla przesłuchiwanych przed jednookim prefektem Fulkiem Artevelde i wysłuchuje zeznań świadka koronnego. Zbiegła z bandy Angoulême, której za współpracę obiecano stryczek zamiast pala z rozpalonymi obcęgami, wydaje szykowaną zbrodnię: rozbójnik Słowik czeka ze swoją hanzą w Belhaven, by zabić wiedźmina na zlecenie tajemniczego półelfa, który zapłacił duże pieniądze i opisał wszystko, łącznie z kompanią Geralta (choć doliczył się w niej tylko czworga). Prefekt, który od miesięcy czeka na sposób, by dopaść Słowika przed amnestią, proponuje układ: Geralt jako jego „koronny wiedźmin" wykończy rozbójnika, a Fulko w zamian o nic nie zapyta, powiadomi cesarski kontrwywiad dopiero po wszystkim i da kompanii czas na dotarcie do Toussaint. Przy okazji wyprowadza wiedźmina z błędu: druidzi z Caed Dhu nie siedzą już nad jeziorem Loc Monduirn, lecz od miesiąca przebywają w Toussaint, pod opieką księżnej Anarietty. Geralt przystaje pod dwoma warunkami, a drugim jest przyspieszona amnestia i wolność dla Angoulême; prefekt godzi się niemal natychmiast, bo wie, że wiedźmin robi to wszystko właśnie dla niej.
Dwudziestego piątego września, u stóp Gorgony, Geralt publicznie przeprasza Cahira za niesłuszne oskarżenie o zdradę, które dwie noce wcześniej skończyło się bijatyką na pięści, rozdzieloną dopiero pasem Milvy. Wyjaśnia, skąd wziął się jego gniew: drużynę zdradziła osoba niegdyś mu bardzo bliska, śledząca ją magią skanującą, a czarodziejów zdemaskowała pomyłka w liczeniu, bo Regis jako wampir jest dla czaru wychwytującego niewidzialny. Potem wiedźmin mówi głośno to, co wszyscy przeczuwają od nocy czerwonego księżyca: tamtej nocy było Ekwinokcjum i wszystko wskazuje na to, że Ciri poniosła wtedy śmierć, gdzieś daleko, samotna wśród wrogich ludzi. Drużynie pozostała zemsta, przykład grozy, o którym opowieści będą krążyć za sto lat: w Belhaven trzeba wydusić z półelfa nie to, na czyj rozkaz działa, lecz gdzie znajdują się jego mocodawcy. Hanza dzieli się na dwie grupy: Geralt, Cahir i Angoulême ruszają w górę Newi ku Belhaven, na Słowika i półelfa, a Jaskier, Milva i Regis jadą ku dolinie Sansretour i granicom Toussaint, gdzie schronili się druidzi.
Trop czerwonego błota z rudokopów wokół Belhaven prowadzi Geralta, Cahira i Angoulême do kopalni „Rialto". Po drodze trójka wycina piątkę haraczników Słowika z Novosadem i Yirrelem na czele, a mistyfikacja Angoulême, jakoby to oni zabili wiedźmina i należała im się druga rata za kontrakt, wywabia z magazynu samego zleceniodawcę. Półelf Schirrú przyjmuje jako dowód wiedźmiński medalion, po czym odsłania karty: rozpoznał Geralta od pierwszego rzutu oka, bo dokładnie mu go opisano, a przysłano go, by z wiedźminem skończył. Z nożem na gardle Angoulême doczekuje przybycia wspólników: skorumpowanego kapitana nilfgaardzkiej kawalerii, który w trybie doraźnym skazuje trójkę na śmierć, i Słowika, cesarskiego już „dowódcy kompanii ochrony górnictwa", który dla zbiegłej z jego hanzy dziewczyny każe ciosać pal. Schirrú zdąża jeszcze pochwalić się, że to on z rozkazu mistrza Vilgefortza zamordował w Dorian Codringhera i Fenna, i obiecuje Geraltowi śmierć w smole, gdy na kopalnię spadają bomby zapalające i strzały partyzantów z Wolnych Stoków. W ognistym pandemonium ginie kapitan, Angoulême rozwala Słowikowi policzek niemal do zębów, a trójka wyrywa się z okrążenia. Cenę ucieczki płaci Cahir, oskalpowany rzuconym toporkiem, oraz Geralt, którego medalion z głową wilka zostaje w kieszeni Schirrú.