ink on the mapA general portrait, with no plot given away.
Wspólnik Codringhera z firmy w Dorian, przez klientów uważany za postać zmyśloną, służącą do mydlenia oczu poborcom i bajlifom. Naprawdę istnieje: to karzeł o ogromnej głowie osadzonej wprost na wąskich ramionach, pozbawiony obu nóg, poruszający się na skrzypiącym fotelu na kołach po sekretnym archiwum za mahoniową boazerią kantoru. Wśród regałów, których nie powstydziłaby się oxenfurcka biblioteka, trzyma i księgi, i utensylia mniej uczone: formy do fałszowania pieczęci i diamentową tarkę do wywabiania zapisów z dokumentów. Uśmiech ma miły i bardzo ujmujący. W terenie „widywany" bywa tylko mityczny Fenn, uczony legista nie opuszcza budynku.
You’re browsing without a bookmark, so you see the full published biography.
Od miesięcy pracuje nad „zagadnieniem" Geralta: zawęził listę potencjalnych mocodawców Rience'a do dwudziestu ośmiu czarodziejów i to on wykłada wiedźminowi mechanikę łowów na księżniczkę Cintry: pretendentka poza kontrolą jest niewygodna, a w niewłaściwych rękach groźna, więc postanowiono uniemożliwić jej zostanie żoną i matką następcy sposobem prostym, lecz skutecznym. Wspólnie z Codringherem buduje obronną plotkę o mezaliansie: w spisach legalnych potomków króla Akerspaarka z Maecht nie ma żadnego Duny'ego, formalnie więc Pavetta popełniła mezalians, a jej córka nie ma praw do tronu i przestaje być figurą w grze. Na pytanie o Dziecko Starszej Krwi rozpoznaje określenie Luned aep Hen Ichaer ze starszych wersji wróżby Itliny i uprzedza, że bez pomocy elfów tych szyfrów nikt nie rozgryzie.
Nocą nad zetlałymi pergaminami Fenn nie wierzy własnym oczom: dokumenty o pochodzeniu Cirilli z linii Falki brzmią jak bajka, a mimo to wspólnik obstaje przy ich autentyczności. Na wieść, że Codringher zamierza sam włączyć się do gry, ostrzega, że to gra niebezpieczna, i słyszy w odpowiedzi, że bezpiecznych gier nie ma. Gdy do kantoru wdzierają się zabójcy, nie daje się zaskoczyć: kulą z arbaletu trafia jednego ze zbirów w środek czoła. Na powtórne naciągnięcie broni drżące ręce już nie pozwalają. Napastnicy przewracają jego fotel, oblewają bezradnie pełzającego legistę płynem do wywabiania inkaustu i podpalają wraz z całym bezcennym archiwum.
Pod Belhaven morderca sam przyznaje się do zbrodni: półelf Schirrú, sługa mistrza Vilgefortza, chwali się Geraltowi, że „obmierzłego potworka" podpalił wśród jego papierów i upiekł żywcem, poświęciwszy trochę czasu i zachodu, by posłuchać, jak wyje.