The full description of the event.
Armie Nilfgaardu przechodzą przełęcze i w dolinie Marnadal otaczają wojska Cintry. W całodniowej bitwie król ginie, a Calanthe nie dopuszcza do rozsypki: zbiera wokół sztandaru, kogo może, przebija się z pierścienia i broni przeprawy, osłaniając odwrót do miasta. Bije się jak mężczyzna, aż podczas szarży na piechotę kłują ją pikami. Miasto nie ma już kim się bronić; resztka rycerstwa z rodzinami barykaduje się w zamku, którego bramę nilfgaardzcy czarownicy rozwalają w pył. Gdy po czterech dniach pada i chroniony magią stołb, zdobywcy nie zastają w nim nikogo żywego: kobiety zabiły dzieci, mężczyźni kobiety. Ciężko ranna królowa, której nikt nie chciał dobić, dopełzła do blanków i skoczyła głową w dół. O tym wszystkim Geralt dowiaduje się rok przed przyjazdem na Zarzecze od Jaskra, w panice ucieczki za Jarugę. Poeta nie słyszał nic o dziesięcioletniej wnuczce królowej; wiadomo tylko, że kobiety i dzieci znaczniejszych rodów broniły się właśnie w stołbie, z którego nie ocalał nikt.
Full context: summary of chapter 19 →
What led to this event and what came of it. Effects are shown up to your bookmark.
Armie Nilfgaardu przechodzą przełęcze i w dolinie Marnadal otaczają wojska Cintry. W całodniowej bitwie król ginie, a Calanthe nie dopuszcza do rozsypki: zbiera wokół sztandaru, kogo może, przebija się z pierścienia i broni przeprawy, osłaniając odwrót do miasta. Bije się jak mężczyzna, aż podczas szarży na piechotę kłują ją pikami. Miasto nie ma już kim się bronić; resztka rycerstwa z rodzinami barykaduje się w zamku, którego bramę nilfgaardzcy czarownicy rozwalają w pył. Gdy po czterech dniach pada i chroniony magią stołb, zdobywcy nie zastają w nim nikogo żywego: kobiety zabiły dzieci, mężczyźni kobiety. Ciężko ranna królowa, której nikt nie chciał dobić, dopełzła do blanków i skoczyła głową w dół. O tym wszystkim Geralt dowiaduje się rok przed przyjazdem na Zarzecze od Jaskra, w panice ucieczki za Jarugę. Poeta nie słyszał nic o dziesięcioletniej wnuczce królowej; wiadomo tylko, że kobiety i dzieci znaczniejszych rodów broniły się właśnie w stołbie, z którego nie ocalał nikt.
Bitwa, o której mówi się, że była głośna na cały świat, stoczona rok przed przyjazdem Geralta na Zarzecze, gdy pochód Nilfgaardu toczył się już przez ziemie nad Jarugą i zdawało się, że Czarni obrócą wszystko w pustynię. Na wzgórzu zwanym wtedy Kanią Górą stanęło do walki dwudziestu dwóch czarodziejów. Ziemia stawała dęba, ogień lał się z nieba jak deszcz, biły pioruny, ale czarodzieje zmogli Czarnych i złamali Potęgę, która ich wiodła. Czternastu z nich położyło życie w obronie ludzi z Soddenu i Zarzecza. Jak mówi kupiec Yurga: nie sztuka ginąć wojakowi, ale czarodzieje przecież mogą żyć, jak długo zechcą. I nie zawahali się. Ich imiona, wykute runami na obelisku na Górze Czternastu, zna dziś każde okoliczne dziecko. Jest wśród nich imię wesołej, kasztanowowłosej Triss Merigold, którą wiedźmin znał i lubił. Na wzgórze okolica nosi kwiaty, a w noc Belleteyn płonie tam ogień, który ma płonąć po wiek wieków. Bo takie życie w ludzkiej pamięci to, jak mówi Yurga, coś więcej.
Na podwórku kupca Yurgi domyka się to, przed czym Geralt uciekał przez dziesięć lat. Złotolitka wyznaje mężowi, że pod jego nieobecność przygarnęła od druidów wojenną sierotę: dziewuszkę, która nie chce mówić, skąd jest. Yurga blednie: oto coś, czego się w domu nie spodziewał, a zarazem dokładnie to, co na moście przyrzekł wiedźminowi. Zza synów kupca wychodzi mała, popielatowłosa istotka o oczach zielonych jak wiosenna trawa i z przenikliwym krzykiem „Geralt!" biegnie przez podwórko. Ciri, ocalała z rzezi Cintry, o której los wiedźmin nie śmiał już pytać, wtula się w niego z płaczem: wiedziała, zawsze wiedziała, że ją odnajdzie. Teraz będą razem na zawsze. Na jej pytanie, które słyszała od wszystkich („jestem twoim przeznaczeniem?"), Geralt, który w Brokilonie od przeznaczenia odjechał w mrok, odpowiada słowami Yennefer: samo przeznaczenie to za mało. „Jesteś czymś więcej, Ciri. Czymś więcej".
Po długiej drodze przez góry Geralt przywozi odnalezioną Ciri do Kaer Morhen: zrujnowanej twierdzy wiedźminów, jedynego domu, jaki ma, i najbezpieczniejszego miejsca, jakie zna. Wrota otwiera Eskel, witając Geralta krótkim „Żyjesz, Wilku" i słysząc równie krótkie „Żyję". W halli przy palenisku czekają zimujący: Vesemir, Lambert i Coën. Przerażona ruinami, szczurami i czarnymi sylwetkami na tle ognia dziewczynka staje przed obcymi. Wtedy Geralt, zapytany, kim jest to dziecko, zaczyna „Jest moim…", zająkuje się i kładzie jej dłonie na ramionach. Strach znika bez śladu. Wiedźmin mówi: „Ona jest naszym przeznaczeniem", a Dziecko Niespodzianka zostaje w Wiedźmińskim Siedliszczu na zimę, pod opieką ostatnich wilków ze Szkoły.
Przy fosie Kaer Morhen, wypełnionej czaszkami pomordowanych przed laty wiedźminów, Ciri na oczach Triss Merigold zapada w sen na jawie i przemawia obcym, metalicznym głosem. Głos nazywa czarodziejkę czternastą ze Wzgórza i oświadcza, że przecież umarła na Wzgórzu; każe jej zawrócić i zabrać dziecko, Dziecko Starszej Krwi, „by oddać je tym, do których należy", bo inaczej upomni się o nią zbiorowa mogiła i obelisk z jej wykutym imieniem. Chwilę później aura znika bez śladu, a Ciri niczego nie pamięta. Diagnozę Triss stawia w niecałe pół godziny i wykłada ją wiedźminom jako trzecią, najważniejszą ze swoich rad: dziewczynka jest Źródłem, medium o bardzo niepokojących, niekontrolowanych zdolnościach. To właśnie ten strach, przyznaje Vesemir, był jedynym prawdziwym powodem, dla którego ściągnięto czarodziejkę do twierdzy: wiedźmini zauważyli, że ich Niespodzianka jest bardziej niespodziewana, niż sądzili, i że bez pomocy magii sobie z nią nie poradzą.
W noc Midinváerne, Dnia Zimowego Przesilenia, Triss Merigold świadomie podaje Ciri kielich Białej Mewy i przez szafirowy amulet nawiązuje kontakt psychiczny z dziewczynką pogrążoną w transie. W wizji czarodziejka widzi Wzgórze pod Sodden i schodzący po zboczu szereg zmarłych, a Ciri z krwawiącą od róży z Shaerrawedd dłonią mówi o marmurowych schodach w otchłań, o Dziecku Starszej Krwi i o czarnym rycerzu z piórami na hełmie. Potem ustami dziewczynki zaczyna mówić ktoś inny: metaliczny, zimny głos, który nazywa Triss Czternastą i drwi z jej Czaru Identyfikacji, rozbijającego się o niekończące się kurtyny. Głos oświadcza, że Ciri nie jest dzieckiem: jest Białym Płomieniem, od którego zajmie się i spłonie świat, Starszą Krwią, Hen Ichaer, ziarnem, które nie wykiełkuje, lecz wybuchnie płomieniem, krwią, która będzie skalana, gdy nadejdzie Tedd Deireádh, Czas Końca. Wcześniejsze transy, o których wiedźmini opowiedzieli Triss tego samego wieczora, wywieszczyły śmierć Coënowi i Geraltowi. Wnioski z nocy Przesilenia wyznaczają dalszą drogę: Triss zostaje w twierdzy czuwać przy Ciri do wiosny, wiosną mała ma trafić do świątyni Melitele w Ellander, a Geralt, za radą Triss, ma zwrócić się o pomoc do zdolniejszej i bardziej doświadczonej czarodziejki: do Yennefer.
Na prośbę Geralta do świątyni Melitele przyjeżdża Yennefer, by zbadać zdolności Ciri i pomóc jej nad nimi zapanować. Zaczyna się od wzajemnej niechęci i buntu, ale pakt absolutnego posłuszeństwa i absolutnej, obustronnej szczerości zmienia wszystko. Testy potwierdzają to, co czarodziejka wiedziała od pierwszego spojrzenia: dziewczynka ma zdolności, jakich nie widuje się prawie nigdy (rozmowę telepatyczną podejmuje, nawet tego nie zauważając). Przy pradawnym głazie na przecięciu żył mocy Yennefer wymusza na niej ostatni koszmar i wykłada, dlaczego Chaos zsyła jej sny: boi się Dziecka Starszej Krwi i chce nim rządzić strachem. Potem przychodzą miesiące prawdziwej edukacji: gesty i formuły, czerpanie mocy z intersekcji (pierwsza próba kończy się krwotokiem z nosa i awanturą z Nenneke), psychokineza z rozniesioną w drzazgi szopą, księgi, rozmowy o dojrzewaniu i o Cintrze. Koszmary ustają. A między surową mistrzynią a upartą uczennicą rośnie więź, na którą żadna nie ma nazwy, dopóki przy tamowaniu krwi Yennefer nie powie do Ciri: „córeczko".
Gdy do Yennefer docierają wreszcie listy, na które czekała od dawna, czarodziejka i Ciri opuszczają świątynię Melitele: wyjeżdżają wczesnym rankiem, obie w męskich strojach podróżnych, w kapturach kryjących włosy, obie uzbrojone. Dokąd i po co jadą, Ciri nie wie; Jarremu powiedziała tylko, że chodzi o sekretne sprawy czarodziejek. Żegna je jedynie Nenneke, która prosi Yennefer, by chroniła małej jak źrenicy oka, i nie patrzy na chmary wron ciągnące ku Dolinie Pontaru. Na pożegnanie kapłanka mówi głośno to, o czym szepcze cała Północ: nadchodzą złe czasy i może się okazać, że Ithlinne wiedziała, co przepowiada. Nadchodzi Czas Miecza i Topora, Czas Pogardy i Wilczej Zamieci. Ciri woła z siodła, że wróci na pewno, i to niedługo. Nie wie, jak bardzo się myli.