Opis ogólny, bez zdradzania fabuły.
Ukryte w puszczy Kaedwen ruiny elfiego pałacu, bo elfy nie budowały zamków. Jak daleko pozwala widzieć las, piętrzą się tu gładko ociosane bloki granitu i marmuru o krawędziach zaokrąglonych przez wichry, złamane kolumny, arkady i resztki fryzów oplecione bluszczem i mchem. Elfy zniszczyły Shaerrawedd własnymi rękami, odchodząc po drugim starciu z ludźmi ponad dwieście lat temu: wiedziały, że już nie wrócą, a wcześniej, wycofując się, zostawiały miasta nietknięte (na elfich fundamentach stoją Novigrad, Oxenfurt, Wyzima, Tretogor, Maribor, Cidaris i Cintra). W sercu pałacu, przy dawnej fontannie, strumień wciąż omywa marmur, terakotę i mozaikę do dawnej świeżości, a z barwnego rumowiska wyrasta wielki krzak róż o białoliliowych kwiatach, oplatający płytę z wykutą w kamieniu smutną, urodziwą twarzą Aelirenn. Róże kwitną cały rok, choć dawno powinny zdziczeć.
Pełna kronika: czytasz bez ustawionej zakładki.
To tu Geralt przyprowadza Ciri, by wytłumaczyć jej, czym naprawdę jest neutralność. Opowiada dziewczynce historię Aelirenn, która wbrew starszyźnie poderwała całą elfią młodzież na ostatni, rozpaczliwy bój, oraz ceny, jaką jej lud płaci do dziś. Do Shaerrawedd wciąż przychodzą elfy, w tym przemykające lasami komanda Scoia'tael: dla jednych symbolem jest spękany kamień, dla innych wiecznie odradzające się kwiaty. Ciri zabiera stąd jedną białą różę i kłuje się nią w palec, a krew na linii życia wyzwala w niej wizję, która gna oboje z powrotem do napadniętego właśnie konwoju. Po bitwie na pobliskiej polanie ta sama róża, upstrzona ciemnymi plamkami krwi, spoczywa na ciele elfki, która na jej widok zawahała się nad Ciri z uniesionym mieczem i zginęła z imieniem Aelirenn na ustach.