Opis ogólny, bez zdradzania fabuły.
Wyzima to siedziba władcy Temerii i scena pierwszego głośnego zlecenia wiedźmina. Od północy prowadzi do niej Brama Powroźnicza i uliczka kramów powroźników i rymarzy; nocleg można dostać w pełnej ludzi gospodzie „Stary Narakort" albo w mniejszej karczmie „Pod Lisem", o niezbyt dobrej sławie. Nad miastem czuwa grododzierżca, a porządku pilnują strażnicy z pałkami okręconymi rzemieniem.
Pełna kronika: czytasz bez ustawionej zakładki.
Od sześciu lat Wyzima układa sobie życie ze strzygą z królewskiej krypty: przy każdej pełni ludzie ryglują drzwi, przestępców przywiązuje się do palika przed starym dworzyszczem, żeby najedzona bestia wróciła do trumny, a król Foltest przeniósł dwór do nowego pałacu z pękatym stołbem na przeciwległym krańcu osiedla. Do tego miasta przybywa późnym popołudniem pieszy przybysz z mieczem na plecach. W karczmie „Pod Lisem" zostawia trzech martwych opryszków, zanim ktokolwiek zdąży zrozumieć, co się stało. Dwa dni po nocy, której wrzasków nikt w Wyzimie nie przespał, miasto budzi się z odczarowaną królewną i z legendą wiedźmina Geralta.
Ledwie wybucha wojna w Dol Angra, do Wyzimy przybywa poselstwo Emhyra. Rada królewska obraduje w okrojonym składzie (hetman i dowódcy przy wojsku, krzesła czarodziejów puste, zdaniem kapłana Willemera może na zawsze), a spór o wojnę i honor toczą wojowniczy wojewoda Bronibor i chłodny książę Hereward. Rozstrzyga go Foltest, ogłaszając układ z Cesarstwem słowami: powiecie, że przynoszę wam pokój.
Wiosną drugiej wojny Wyzima jest wielkim obozem na zapleczu frontu i czuć ją na milę: wokół miasta zimowały tysiące wojska, rowy pełne niewywożonych nieczystości karmią niesłychane o tej porze roku chmary much, a śmierdzi wszystko, od lazaretu po mury zamku. Traktami ciągną na południe, ku Mariborowi i Mayenie, kolumny koalicji: konnica redańska królowej Hedwig, temerscy pancerni pod liliami, Wolna Kompania kondotierów i regimenty Mahakamskiego Ochotniczego Hufu. Miasto obklejone jest werbunkową propagandą z rycerzem celującym palcem w przechodnia, pod pręgierzem stoi szewc, który „siał defetyzm", płacząc przy poborze syna, na kamiennej szubienicy wisi kilkanaście trupów straconych za nieostrożne słowa, a za Mariborską Bramą, nad jeziorem, gefrejtrzy musztrują rekrutów Biednej Pierdolonej Piechoty komendą „Słoma! Siano!".
Nad jeziorem, w którego wodzie odbijają się światła miasta, rezyduje mędrzec Aarhenius Krantz, śledzący nocami przez teleskop czerwoną kometę. Pewnej nocy pod jego tarasem pęka ciemność i wyłania się z niej dziewczyna na karym koniu, pytająca grzecznie, co to za miejsce i jaki czas. Osłupiały uczony, choć całe życie marzy o dowodzie na podróże między światami, zdobywa się tylko na bełkot, więc przybyła znika, jak przyszła, a Krantz wraca do teleskopu. O tym, że okazja stulecia stała mu pod tarasem, nie dowie się nigdy.
Do Twojej zakładki; każde prowadzi do rozdziału.