atrament na mapieOpis ogólny, bez zdradzania fabuły.
Krasnolud o potężnej, rudej, sięgającej pasa brodzie, z toporem za pasem; prowodyr grupy krasnoludzkich zbrojnych. Rubaszny i kłótliwy (herbowym rycerzom potrafi wyłożyć, co sądzi o trzech lwach w tarczy), ale bije od niego twardy rozsądek: bóstw nie podaje w wątpliwość, oburza go tylko mieszanie ich do ziemskich spraw. Walczył z toporem w garści pod Sodden, jak twierdzi: w pierwszej linii, tam gdzie było gorąco.
Przeglądasz bez zakładki, więc widzisz pełną opublikowaną biografię.
Pod dębem Bleobherisem Skaggs chwali Jaskra za pieśni o wojennych dziełach, wdaje się w kłótnię z rycerzem Donimirem z Troy o to, kto naprawdę stał w pierwszej linii, i powtarza pogłoskę, że wiedźmina utłuczono gdzieś na Zarzeczu. Zebranym wykłada też własną teorię wojny: żadna tam kara bogów. Odkąd ludzie zeszli z łodzi w ujściu Jarugi i delcie Pontaru, silniejsi zawsze połykali słabszych, a teraz to samo robi zwarty i karny Nilfgaard. Jeśli Północ się nie zjednoczy, jak zjednoczyła się pod Sodden, zostanie połknięta jak karaś przez szczupaka, bo nie dziś, to jutro czarne płaszcze wrócą.
Czarne płaszcze wróciły, a Skaggs, wierny własnej teorii, służy w Mahakamskim Ochotniczym Hufie i zasiada przy oficerskim stole „Pod Misiem Kudłaczem" w Wyzimie. Nie bardzo pojmuje, jaką modą świątynny wychowanek Jarre może się zaciągać, skoro kapłanom krwi przelewać nie lza, a w jego gorliwości widzi dowód, że ludzie i krasnoludowie to naprawdę rasy pokrewne, bo takich samych głupich zapaleńców pełno wśród młodych krasnoludów. To on rzuca gorzko, że dezerterów z cintryjskiego korpusu „wezwała matka ojczyzna i cesarzowa Ciri", ściągając na siebie reprymendę Yarpena, i on sprowadza rozmowę z przeznaczeń na ziemię: bliższa kwestia to Menno Coehoorn i Grupa Armii „Środek".