atrament na mapieOpis ogólny, bez zdradzania fabuły.
Geralt to wiedźmin, przedstawiciel profesji tak młodej, że starsi ludzie wciąż się jej dziwią: wędrowny pogromca potworów, pracujący za pieniądze, według cechowego kodeksu, który zabrania mu opowiadać o tym, co robi. Niestary, ale o włosach niemal zupełnie białych, mówi z rivskim akcentem i nosi miecz na plecach, czego nie robi nikt inny. Na szyi ma medalion z wilczym łbem, znak swojego fachu, a oczy naprawdę nieludzkie: w ostrym świetle źrenice zwężają mu się w pionowe szparki, choć odruchowo wciąż przysłania je dłonią jak człowiek.
Rynsztunek nosi kompletny: wytarty skórzany kubrak z mankietami gęsto nabijanymi srebrnymi ćwiekami, rękawice ze srebrnymi kolcami na knykciach, sztylet w cholewie i dwa miecze: stalowy na ludzi oraz srebrny, w czarnej runicznej pochwie, na potwory (choć sam prostuje ten mit: niektóre stwory bierze tylko żelazo z meteorytu). W okutej skrzyneczce wozi flakoniki eliksirów, do których przywykł od dziecka, a które zwykłego człowieka by zabiły. Po nich twarz robi mu się kredowobiała, źrenice zalewają całe tęczówki, widzi w zupełnej ciemności i słyszy ponad ludzką miarę. Dłonią kreśli bojowe Znaki. W bogów nie wierzy, bo uważa ich za wymyśloną na użytek prostaczków personifikację ślepej siły Natury, a lata samotnej wędrówki nauczyły go rozmawiać w drodze z własnym koniem.
Przeglądasz bez zakładki, więc widzisz pełną opublikowaną biografię.
O świcie, w komnacie z dala od traktów, wiedźmina budzi cichy szelest opończy: do jego łóżka bezszelestnie przychodzi dziewczyna o włosach pachnących rumiankiem i oczach wielkich jak u rusałki. Geralt czuwa nawet w półśnie, więc obserwuje ją spod rzęs, nim zdradzi, że nie śpi. Kochają się bez jednego słowa, a ani jej imię, ani nazwa miejsca, w którym wiedźmin się zatrzymał, nie padają tej nocy wcale.
Do Wyzimy Geralt przychodzi pieszo, w czarnym płaszczu narzuconym mimo ciepłego dnia, prowadząc objuczonego konia. Już pierwszego wieczoru robi sobie reklamę, o jaką trudno: zaczepiony w karczmie „Pod Lisem" zabija trzech opryszków, nim ktokolwiek zdąży mrugnąć. Straż prowadzi go za to przed Velerada, grododzierżcę Wyzimy, a ten zamiast kary ma dla przybysza królewskie zlecenie, na które wiedźmin liczył od początku: król Foltest obiecał trzy tysiące orenów temu, kto odczaruje strzygę, jego własną córkę. Geralt okazuje się przy tym twardym negocjatorem: po cichu dogaduje z grododzierżcą jeszcze drugą stawkę, od „rozumnych ludzi" (na wypadek gdyby strzygę trzeba było mimo wszystko zabić), i targuje ją w górę, z proponowanego tysiąca do półtora tysiąca orenów. Z góry nie bierze nic, bo wiedźmini tak nie robią.
Nocą w opuszczonym pałacu Geralt świadomie używa jako przynęty Ostrita, spiskującego wielmożę, który próbował go przekupić, by wiedźmin wyjechał. Sam mierzy się potem ze strzygą: w walce osiąga psychiczną jedność z przeciwniczką i odbija w nią, jak zwierciadłem, jej własną nienawiść. Odczarowuje ją, przerywając bestii noc poza sarkofagiem: do świtu zamyka się w jej trumnie, obok zwłok Addy, matki potwora. Zwycięstwo kosztuje go własną krew: odczarowana dziewczyna ostatnim odruchem bestii rozorała mu szponami szyję tak głęboko, że ledwie zdążył się obwiązać pasami z podartej koszuli, nim zemdlał. Budzi się po dwóch dniach. Pytanie, które Velerad zadaje mu na pożegnanie (czemu obezwładnił dziewczynę właśnie ugryzieniem w szyję?), zostaje bez odpowiedzi, bo wiedźmin zasypia.
Rana z Wyzimy okazuje się poważniejsza, niż wyglądała, więc Geralt jedzie się z nią leczyć do świątyni Melitele pod Ellander, do Nenneke, kapłanki, która zna go od czasów, gdy sięgał jej do paska spódnicy. Kapłanka usuwa partackie szwy z Wyzimy i prowadzi leczenie po swojemu, a wyrok wydaje surowy: mięśnie i ścięgna szyi są przecięte o mały włos od tętnicy, więc nawet przy wiedźmińskiej regeneracji do pełnej sprawności zostały miesiące i żadnych walk z ruchliwym przeciwnikiem. Nenneke ma też wobec pacjenta własny plan: czuje, że jej dawny podopieczny zaplątał się w pętlę, która się zaciska, i chce, by Iola, młoda kapłanka obdarzona szczególną łaską Melitele (ta sama, która przyszła do niego o świcie), poczytała w transie w otaczającym go kłębowisku sił. Geralt się opiera: w bogów nie wierzy, a na hipnozę ma, jak twierdzi, immunitet. Gdy patrzy na odchodzącą Iolę, jego myśl urywa się na imieniu Yennefer, którego nikomu nie wyjaśnia.
Któregoś dnia na leśnych bezdrożach, w czasach, gdy jedynym kompanem podróży była mu klacz Płotka, Geralt natrafia na dwoje zabitych podróżnych. Jak tropiciel odtwarza przebieg zdarzeń z układu ciał, ran i zawartości sakwy, a trop prowadzi go do ukrytego w borach dworzyszcza, którego gospodarzem okazuje się Nivellen, człowiek w potworzej postaci, przeklęty za sprofanowanie świątyni, gadatliwy i gościnny. Wiedźmin wysłuchuje historii jego klątwy przy winie i odjeżdża, ale zawraca, gdy pojmie w porę drugie dno tej gościny: w dworzyszczu mieszka też bruxa Vereena, wampirzyca na tyle groźna, że jej wrzask łamie ochronne Znaki, a srebrna klinga zostawia na niej ledwie draśnięcia. Geralt wygrywa dopiero fortelem, wystawiając ją pod rogi transformowanego Nivellena, i dobija ją ścięciem. Umierająca bruxa kochała naprawdę. Jej urwane myśli przelatują wiedźminowi przez głowę i zostawiają po sobie pustkę, a wraz z nią pytanie, które zada sobie sam: skoro potworów wcale nie ubywa, to czym właściwie jest on?
Rekonwalescencja w świątyni ściąga na Geralta politykę. Dwaj rycerze zakonu Białej Róży, opanowany hrabia Falwick i zapalczywy młodzik Tailles, przyjeżdżają wypędzić go z ziem księcia Herewarda, władcy Ellander. Wiedźmin nie daje się sprowokować: rzuconej przez Taillesa rękawicy nawet nie podnosi, wyzywającemu go smarkaczowi obiecuje najwyżej lanie płazem, po czym sam deklaruje wyjazd w trzy dni, nim spór Nenneke z rycerzami przerodzi się w coś gorszego. W oczach Falwicka widzi przy tym czystą, niczym nieskażoną nienawiść i rozumie, że przepędzają go nie książęta, lecz tacy jak hrabia. W rozmowie pada też przydomek, o który nikt się nie ośmiela zapytać: Rzeźnik z Blaviken.
Przydomek urodził się w Blaviken, portowym miasteczku, do którego Geralt przywiózł kiedyś zabitą kikimorę w nadziei na nagrodę. Zamiast niej znalazł dwoje ludzi, z których każde żądało od niego „wyboru mniejszego zła": ukrywający się w wieży czarodziej Stregobor chciał śmierci ścigającej go Renfri, wygnanej księżniczki herszt bandy, a Renfri śmierci Stregobora. Geralt odmówił obojgu, bo w mniejsze zło nie wierzy: proporcje są umowne, a granice zatarte. Wybrać i tak musiał. Gdy pojął, że banda Renfri zamierza mordować ludzi na jarmarku, by zmusić czarodzieja do wyjścia z wieży, tak jak kiedyś w Tridam, gdzie wzięto zakładników (tridamskie ultimatum), wbrew zakazowi wójta wyszedł na pusty rynek i wyciął szóstkę zbirów, odbijając w locie bełt z kuszy. Potem, w pojedynku, zabił samą Renfri: kobietę, z którą poprzedniej nocy dzielił łóżko i na którą, odporną na magię, nie działał żaden Znak. Jej nocna przepowiednia (bruk zalany krwią, samotność, a jako zapłata kamień i złe słowo) spełniła się co do joty, choć Geralt w przepowiednie nie wierzy: zapłatą były kamienie z tłumu (odbite Znakiem), zakaz powrotu z ust przyjaciela i przydomek, który został mu na zawsze.
Odnaleziony przez Iolę w najdalszym zakątku świątynnego parku, Geralt po raz pierwszy opowiada milczącej powiernicy (która odpowiedzieć nie może), skąd się wziął. Jego dom to Kaer Morhen, Wiedźmińskie Siedliszcze; ojcem, nie z krwi, lecz z wyboru, jest mu Vesemir, stary wiedźmin i preceptor, bo prawdziwych rodziców nie znał. Przeszedł Próbę Traw i dalsze mutacje, a Zmiany zniósł tak dobrze, że wybrano go do dodatkowych eksperymentów: przeżył je jako jedyny, za cenę pełnego zaniku pigmentu i białych włosów. Wiarę w bogów zastępuje mu wiara w miecz, a wiedźmińskiego kodeksu, na który się czasem powołuje, naprawdę nie ma: wymyślił go sobie sam, bo ludzi z kodeksami się szanuje. Po raz pierwszy sam wypowiada też na głos swój przydomek: „Jestem Geralt z Rivii. Zwany także Rzeźnikiem z Blaviken". Ioli nie pozwala tylko na jedno. Gdy dziewczyna próbuje dotknąć jego ręki, cofa się gwałtownie, bo dotyk mógłby wyzwolić w niej wizje, a on nie chce wiedzieć: zna swoje przeznaczenie i nauczył się nie oglądać za siebie. W urywanych zdaniach tej spowiedzi pada nazwa Cintra, miejsce, którego zarzeka się nigdy więcej nie odwiedzić, i rachuba o dzieciaku urodzonym w maju, koło święta Belleteyn. Jak Yennefer.
Do Cintry, na zaręczynową ucztę córki królowej Calanthe, Geralt przyjeżdża wynajęty przez samą władczynię, przebrany za wielmożnego „Ravixa z Czteroroga", z mieczem ukrytym za oparciem tronu. Królowa chce, by zapewnił jej „efekt": małżeństwo Pavetty po jej myśli, choćby wbrew przeznaczeniu. Wiedźmin staje jednak po stronie przeznaczenia. Gdy o północy po rękę królewny zgłasza się zaklęty w potwora rycerz Jeż, któremu obiecano ją, nim się urodziła, to Geralt wykłada dworowi sens Prawa Niespodzianki i warunek zgody dziecka, a stary druid Myszowór, doradca królów, ujawnia przy tym jego własną tajemnicę: Geralt sam był dzieckiem-niespodzianką, zabranym z domu, bo ojciec nie spodziewał się zastać go po powrocie. W bitwie, która wybucha na sali, wiedźmin walczy w obronie Jeża przeciw straży królowej, a potem, ramię w ramię z Myszoworem, z żywiołem dziewiczej , która budzi się w Pavetcie. Na koniec, zapytany przez uratowanego Dunego o cenę za ratunek, żąda tego, co tamten posiada, a o czym nie wie, i tak wiąże Prawem Niespodzianki jego nienarodzone dziecko. Zapowiada, że wróci do Cintry za sześć lat, by sprawdzić, czy przeznaczenie było dla niego łaskawe.
Wracający do sił wiedźmin przesiaduje w świątynnej bibliotece nad „Historią świata" Rodericka de Novembre, a za opasłymi „Arkanami magii i alchemii" chowa gąsiorek śliwkowej okowity. Odwiedza go tam Jaskier (słynny trubadur, przyjaciel i absolutne przeciwieństwo Geralta), który w Wyzimie usłyszał o strzydze i rannym wiedźminie i domyślił się, gdzie przyjaciel się kuruje. Przy gąsiorku Geralt podsumowuje dwa miesiące bezrobocia na tym brzegu Buiny: wójt nie zapłacił mu za trolla, bo ten w pocie czoła dba o most i taniej płacić mu myto; wieśniacy na kolanach ubłagali go, by nie tykał widłogona porywającego owce, bo smok to ulubieniec baronówny; a zleceń na rusałki, nimfy i wojsiłki przyjmować nie zamierza, bo nieszkodliwych stworzeń zabijać nie będzie, choćby miał chodzić głodny. Świat się zmienia i coś się kończy, powtarza. Ponieważ zaś władający okolicą diuk Hereward dał mu do zrozumienia, że nie jest w Ellander mile widziany (a wiedźmin nie chce ściągać kłopotów na Nenneke), postanawia ruszyć z Jaskrem na południe, do dzikich krajów.
Wiele lat przed rekonwalescencją, tuż po tym, jak poznali się na festynie w Gulecie, Geralt i Jaskier pojechali razem na „kraniec świata": do Doliny Kwiatów na granicy gór. Kmiecie z tamtejszych Posad wynajęli wiedźmina na „diabła", który kradł im ziarno i plony, ale Geralt szybko rozdzielił zmyślenia od prawdy: za bajdy o potworach nie wziąłby ani szeląga, a gdy wytropił sprawcę, odmówił zabicia, bo rogaty silvan Torque był istotą rozumną, a takich chroni jego kodeks. Do walki z diabłem stanął więc bez miecza, w łanie konopi, którego aura tłumi zaklęcia, i wygrał sprytem: żelazną kulką z arsenału przeciwnika. Wtedy okazało się, że za silvanem stoją wygnane z dolin elfy , które pojmały obu przyjaciół i skazały na śmierć. Na elfią pychę Geralt odpowiedział najosobistszym wyznaniem, na jakie kiedykolwiek się zdobył: sam różni się od bliźnich i jakoś sobie radzi, bo zmógł w sobie pychę i dumę z inności, zrozumiawszy, że są obroną żałosną. Filavandrelowi powiedział wprost, że go żal. Właśnie te słowa elf po namyśle uznał za słuszne. Od strzał uratował przyjaciół najpierw Torque, a potem objawienie , Królowej Pól, przed którą klękają i elfy, i wiedźmin.
W świątynnej cieplarni Nenneke mówi wiedźminowi wprost, że jest chory: źle reaguje na eliksiry, ma przyspieszone tętno, zwolnioną akomodację oka i opóźnione reakcje, a najprostsze Znaki mu nie wychodzą. Kapłanka zaleca terapię, a przed nią trans z udziałem Ioli, lecz Geralt odmawia, bo w transie Iola mogłaby zacząć wieszczyć, a on nie chce znać przyszłości. Wychodzi przy tym na jaw rana zupełnie innego rodzaju. Wiedźmin ucieka ze świątyni przed Yennefer, czarodziejką, z którą coś go łączyło i od której, jak mówi mu prosto w oczy Nenneke, uciekł niezbyt godnie. Poczucie długu próbuje spłacić klejnotami, całą zapłatą za strzygę z Wyzimy, prosząc kapłankę o przekazanie ich czarodziejce. Nenneke odmawia i dokłada głos rozsądku: Geralt sam jest po nieodwracalnych zmianach, a wciąż na siłę próbuje być człowiekiem i popełnia ludzkie błędy, których wiedźminowi popełniać nie wolno.
Z Yennefer połączyła Geralta historia, która zaczęła się od porannego połowu ryb. Zamiast suma przyjaciele wyłowili z rzeki zapieczętowaną amforę, z której Jaskier, pewny, że uwolnił usłużnego dżinna, zdążył wygłosić dwa życzenia, nim stwór chwycił go za gardło. Geralt przepędził napastnika plugawym „egzorcyzmem" wykrzyczanym z mosiężną pieczęcią dzbana w pięści, nieświadom dwóch rzeczy: że panem dżinna jest ten, kto trzyma pieczęć, i że właśnie wypowiedział pierwsze z TRZECH WŁASNYCH życzeń. Z niemym, plującym krwią trubadurem pojechał po ratunek do miasta Rinde, gdzie jedyną osobą władającą magią była Yennefer z Vengerbergu, piękna i bezwzględna czarodziejka na bakier z tamtejszymi rajcami. Yennefer wyleczyła Jaskra, ale wiedźmina użyła do własnych celów: zahipnotyzowany, wykonał za nią upokarzającą zemstę na rajcach i trafił do lochu, gdzie drugie życzenie („żebyś pękł", rzucone nachalnemu klucznikowi) spełniło się słowo w słowo i kosztowało tamtego życie. Z aresztu wyciągnął przyjaciół proces przed burmistrzem Neville'em i podstęp z trzecim życzeniem Jaskra. Gdy czarodziejka spróbowała potem schwytać dżinna dla własnej mocy i zaczęła przegrywać, Geralt, jedyny, który mógł odejść wolny, wrócił po nią chwiejnym portalem do walącej się gospody. Kuszony przez nią bogactwem, sławą i władzą, milczał; w jej oczach rozpoznał na moment prawdę o garbusce, którą kiedyś była, i zabił tę myśl, nim zdążyła ją odczytać. Ocalił oboje ostatnim życzeniem: jedynym, którego nikt poza Yennefer nie usłyszał, a które związało ich losy. „Skazałeś się na mnie", powiedziała mu potem. To on pierwszy nazwał ją „Yen".
Rekonwalescencja kończy się tak, jak się zaczęła: awanturą z zakonem Białej Róży. Podczas wycieczki do miasta, na leśnej polanie, drogę zajeżdża wiedźminowi hrabia Falwick z oddziałem oszczepników i rzuconą niegdyś rękawicą Taillesa: kodeks kapituły nie pozwala odmówić pojedynku, za odmowę czeka stryczek, a za zranienie ulubieńca księcia areszt i kara. Geralt znajduje trzecią drogę: pokonuje przeciwnika, nie dotykając go, bo uderza z całej siły w klingę tak, że odbite własne ostrze masakruje rycerzykowi twarz. Werdykt wydaje Dennis Cranmer, krasnolud i kapitan książęcej straży, który rozkazy wykonuje co do joty: wiedźmin nie tknął rycerza, szczeniak uderzył się o własne żelazo. Na odchodne Geralt składa hrabiemu obietnicę, że za krzywdę kapłanek Melitele spuści z niego krew jak z wieprzka, po czym wraca do świątyni po kuferek eliksirów uzupełniony przez Nenneke o lekarstwo na dwa tygodnie kuracji. Przy pożegnaniu przypadkowy dotyk ręki wyzwala w dziewczynie krwawej śmierci, którą, jak przyznaje sam wiedźmin, on widział już nie pierwszy raz. Mimo próśb kapłanki rusza z na południe, bo oglądać się za siebie nie ma sensu.
Na dalekiej północy Geralt zabija w lochach miasteczka bazyliszka za marne dwieście lintarów i zyskuje przy tym znajomość, jakiej jeszcze nie miał: rycerza Borcha Trzy Kawki z eskortą dwóch Zerrikanek, który broni jego dobytku przed rozkradzeniem, a potem stawia ucztę i wypytuje o sens wiedźmińskiego fachu. Przy stole Geralt wykłada swoje credo o smokach: na smoki właściwe nie poluje z zasady, a złote (zdaniem legend najwspanialsze) nie istnieją, bo byłyby mutacją, mutanty zaś są sterylne i przetrwać mogą tylko w legendzie. Mówi to jako mutant o mutantach; przy stole robi się cicho. Nazajutrz plan podróży zmienia jedno słowo usłyszane przy moście na Braa: przodem, z glejtem , przejechała czarnowłosa czarodziejka na karym koniu: . Wiedźmin, którego smok „nie interesował", sam sięga po sakiewkę, żeby przekupić straż.
Wyprawa staje się dla Geralta katalogiem upokorzeń i prób. Yennefer przy pierwszej nocnej rozmowie oświadcza mu, że nigdy nie wybaczy tamtego ranka sprzed czterech lat, gdy odszedł, nie budząc jej, z bukiecikiem fiołków na stole. Przy zawalonym przez lawinę moście trolli wiedźmin ratuje ją spod głazów i utrzymuje oboje na sztylecie wbitym między bale, a wisząca na jego pasie czarodziejka nawet na prośbę „wybacz mi" odpowiada: „nie, nigdy". Na hali zaś, gdy złoty smok Villentretenmerth gruchocze Eycka, Yennefer odkrywa przed Geraltem prawdziwy cel: prosi, by zabił smoka dla niej, bo za takie trofeum kupi operację odwracającą jej bezpłodność. Geralt odmawia słowami, których natychmiast żałuje („przestało mi zależeć"), po czym robi coś, czego nie zrobił nigdy: staje w obronie smoka, bo „jest granica możliwości", a on ma dość. W bitwie pokonuje go nie Boholt, lecz zaklęcie Yennefer; związany przy wozie patrzy, jak Rębacze wiążą i obmacują czarodziejkę, i obiecuje Boholtowi, że odnajdzie go na końcu świata. Potem przepala jej więzy Znakiem Igni na ślepo, pod wozem, przypalając jej kostki. Finał przynosi objawienie: Borch i złoty smok to jedno, a „cel na końcu drogi", o który pytał wiedźmina, siedzi mu na przedramieniu. To smoczątko otrutej Myrgtabrakke. Geralt i Yennefer godzą się pocałunkiem „jak dawniej", po czym oboje wysłuchują wróżby smoka: są dla siebie stworzeni, ale nic z tego nie będzie.
W Aedd Gynvael, miasteczku o elfiej nazwie znaczącej „okruch lodu", Geralt spędza z Yennefer trzy dni i zarabia dziewięćdziesiąt marek, zabijając nocą na miejskim śmietnisku zeugla, który pożarł ośmioro ludzi. Miasto od pierwszego ranka działa na niego jak trucizna, a powód ma imię: Istredd, miejscowy czarodziej, do którego Yennefer chodzi „załatwiać sprawy". Rywal wzywa wiedźmina do pracowni i prosi, by zniknął z życia czarodziejki: Geralt jest przecież mutantem niezdolnym do uczuć, a jego rzekome emocje to tylko pamięć komórkowa. Licytacja kończy się ciosami na oślep: na wyznanie o wspólnej nocy Istredd odpowiada, że z nim Yennefer kochała się tego samego dnia przed południem. Od samej Yennefer wiedźmin usłyszy potem rzeczy trudniejsze od zdrady: że obaj są jej bliscy i w tym tkwi cały kłopot, a na pytanie, którego nigdy nie zadał, odpowiedź brzmi „nie wiem". Sam też nie potrafi wypowiedzieć jedynego słowa, o które ona prosi. Rozmawiają więc szyfrem elfiej legendy o Królowej Zimy i Geralt mówi rzecz, do której nigdy się nie przyznał: pozbawiono go uczuć, ale robota została spartaczona.
Z Istreddem umawia się na pojedynek na śmierć i życie przy studni Zielony Klucz. Wieczór przed walką odsłania, jak głęboko tkwi w nim okruch: po awanturze ze starostą Herboltem, który próbował go przekupić stoma markami za wyjazd, Geralt odkrywa ze zdumieniem, że drżą mu ręce, po czym na zimno aranżuje własną śmierć. Zostawia broń w stajni, wabi złotem rabusiów i z uśmiechem przyjmuje cios pałki; ratuje go zabobonny strach napastników przed obrabowanym „charakternikiem" i szeptana rada rzezimieszka Radgasta: kto chce popełnić samobójstwo, niech nie wciąga w to innych. Rankiem wiedźmin idzie na umówione miejsce, po drodze miażdżąc kolczastą rękawicą twarz zaczepiającego go Cykady. Do pojedynku jednak nie staje. Yennefer w nocy odeszła od obu, zostawiając listy w dziobach czarnych pustułek, a Geralt, w przeciwieństwie do rywala, przyjmuje jej „prawda jest okruchem lodu" do wiadomości. Odchodzi, nie dobywszy miecza, z radą Radgasta rzuconą Istreddowi przez ramię, i spieszy do oberży po list, którego treść zna, nim go przeczyta.
Do Novigradu przyjeżdża w najzwyklejszej sprawie: po uprząż, ekwipunek i nową kurtkę, na którą wydał wszystko, co miał. O Yennefer mówi spotkanemu Jaskrowi tylko jedno słowo: nijak. Zamiast zakupów czeka go afera dopplera Dudu, który ograbił kupca Biberveldta z koni i postaci. Geralt pomaga Dainty'emu: pojmuje stwora w karczmie srebrnym łańcuchem, a po jego ucieczce tropi go na Zachodnim Bazarze, kładąc namiot rzeźni Znakiem Aard. W dwóch sprawach jest jednak nieprzejednany: zabija potwory, nie przedstawicieli rozumnych ras, i nie da się dotknąć strażom , którego „teoretyczną" propozycję łowów na vexlinga grzecznie odrzuca. W namiocie-chłodni staje potem naprzeciw samego siebie (doppler przybiera jego postać wraz z mieczem) i wygrywa bez ciosu, mówiąc stworowi prawdę: ten umie skopiować tylko to, co w ludziach dobre, więc nie zabił Biberveldta, mając okazję. Dudu wiedźmin zwija w kilim, lecz zabić go nie pozwala nikomu; sekret, że , kwituje uznaniem, że liczba mimików w mieście nie jest ważna. Z afery wychodzi z kurtką podartą pod obiema pachami i obietnicą dwudziestu dwóch koron na nową, a potem z przyjemnością idzie z całą kompanią do „Passiflory", na koszt Biberveldtów.
Do nadmorskiego Bremervoord trafia bez grosza (grzywna za festyn w Czterech Klonach, gdzie Jaskier zadarł z Leśniczymi, pochłonęła wszystko) i ima się jedynego zajęcia w okolicy: tłumaczy zaloty księcia Aglovala do syreny Sh'eenaz, za co skąpy książę i tak nie płaci. Na kupieckich zaręczynach poznaje poetkę Essi Daven: najpierw ją niezasłużenie uraża, potem całuje na tarasie, a przez resztę pobytu nie umie ani odwzajemnić jej miłości, ani jej odrzucić. Po przyjmuje zlecenie na morskiego potwora; korzystając z wielkiego odpływu, dochodzi z Jaskrem suchą nogą do Smoczych Kłów, gdzie odkrywa marmurowe schody wiodące w głębinę i zostaje zaatakowany przez w miedzianych zbrojach. z rozciętym lewym przedramieniem, myśląc w podwodnej kotłowaninie tylko o jednym: jeżeli z tego wyjdzie, pojedzie do Yen do . Aglovalowi melduje prawdę (na dnie żyje rozumna rasa, morze trzeba zostawić w spokoju), za co nie dostaje ani grosza. Odrzuca też patent kapitana straży, bo wojnę z inną rasą uważa za idiotyzm. Wobec wyznania Essi zdobywa się tylko na milczenie: rozumie w tej chwili po raz pierwszy, że czuje przy nim to samo, że „trochę poświęcenia" bywa ogromnie dużo, i przestaje ją za to nienawidzić. Prawdziwy prezent robi Essi los: w cuchnącym małżu z dna, wręczonym przez Jaskra, kryje się wielka błękitna perła, którą Geralt każe oprawić w srebrny kwiatuszek jako jej talizman. Po wyjeździe z Bremervoord, przynaglony wybuchem Jaskra, mówi wreszcie Essi nad rzeką wszystko i spędza z nią noc. Nazajutrz, po pożegnalnej wieczerzy, rozstają się na zawsze.
Z poselstwem króla Venzlava z Brugge idzie w głąb Brokilonu jako Gwynbleidd, Biały Wilk, którego driady znają z dawnych pobytów i dlatego oszczędzają. Po drodze znajduje wybitą ekspedycję z Verden i konającego Freixeneta, a ratując przed yghernem zasmarkaną dziewczynkę o zielonych oczach, , nie przeczuwa jeszcze, że własną Niespodziankę, wymuszoną przysięgą w przed dziesięciu laty. W Duén Canell odrzuca poselstwo bez wysłuchania, wypomina wiedźminowi śmierć swojej córki Morénn, po czym urządza mu : Ciri pije bez żadnych skutków i wybiera „swoje przeznaczenie", a Geralt, pewny odporności na halucynogeny, wypija resztę i tonie w wizjach, w których wracają z różą i słowami „twoje przeznaczenie będzie czekało", z Belleteyn, łkająca „za mało; trzeba czegoś więcej", i Calanthe w zakrwawionej zbroi, mówiąca, że śmierć nie może go doścignąć, więc zadowala się innymi. Nazajutrz na gościńcu rozszyfrowuje : powala prowokatora, kładzie dwóch najemników i w pojedynku zabija mordercę , markując oślepienie słońcem. Resztę oddziału kończą strzały driad. , przekonującemu, że z obosiecznym mieczem przeznaczenia się nie igra i że powinien zabrać dziecko-niespodziankę, odpowiada : wie, że własnego dziecka mieć nie będzie, i nie wierzy w przeznaczenie. Jedyne, co przeznaczone jest wszystkim, to śmierć, drugie ostrze miecza. Odjeżdża, a za nim niesie się z pagórka krzyk Ciri, że i tak mu się nie uda, bo ona jest jego przeznaczeniem.
Rok po wybuchu wojny z Nilfgaardem (rok spędzony na Północy) Geralt ratuje na moście nad uroczyskiem kupca Yurgę, żądając w zamian tego, co kupiec zastanie w domu, a czego się nie spodziewa; z nocnej rzezi potworów wychodzi z udem pogryzionym do kości i resztę drogi przebywa na wozie, między jawą a maligną z „czarnej mewy". W majakach wraca wszystko, od czego uciekał: noc Belleteyn sprzed lat, w którą przypadkiem wpadł na Yennefer (ich jedna wspólna noc, po której czarodziejka wyłożyła mu, że są sobie może i przeznaczeni, ale samo przeznaczenie nie wystarcza, i kazała mu czym prędzej jechać do Cintry); oraz sama Cintra sprzed czterech lat, gdy równo sześć lat po uczcie stanął przed Calanthe i zrzekł się Niespodzianki, wyznając królowej, że nie wierzy w przeznaczenie, a gdy nie jest pewien, boi się. Tam też wyznał jej rzecz skrywaną najgłębiej: jest zwyczajnym podrzutkiem, niechcianym bękartem czarodziejki, o której wie, kim jest. Do Cintry pojechał w końcu za późno: rok temu, w panice ucieczki za , usłyszał od o i śmierci Calanthe. O dziewczynce nikt nic nie wiedział.
Rannego wiedźmina dogania na polanie smolarzy Visenna, czarodziejka-uzdrowicielka o płomiennorudych włosach, w której Geralt rozpoznaje matkę: jej imię zdradził mu kiedyś, niechętnie, Vesemir. Mówi jej, że latami układał sobie pytanie, które kiedyś jej zada, lecz Visenna odmawia spojrzenia sobie w oczy w świetle dnia i usypia go zaklęciem, zostawiając jedno zdanie ponad konieczność: to wcale nie Vesemir nadał mu imię. Na Zarzeczu Geralt wspina się na Górę Czternastu, gdzie w kamieniu wykuto imiona czarodziejów poległych w wielkiej bitwie z Czarnymi, wśród nich Triss Merigold, i w sennym majaku rozmawia ze Śmiercią, pewien, że czternaste imię brzmi Yennefer; zbudzony dowiaduje się, że na obelisku go nie ma. Finał pisze przeznaczenie samo: w domu Yurgi czeka przygarnięta przez Złotolitkę wojenna sierota, a jest nią Ciri. Wiedźmin, który dwukrotnie się jej zrzekł, biegnie jej na spotkanie przez podwórko i na pytanie, czy jest jej przeznaczeniem, odpowiada słowami Yennefer: „Jesteś czymś więcej, Ciri. Czymś więcej".
Odnalezioną Ciri Geralt wiezie przez góry do Kaer Morhen: do domu. W drodze czuwa przy dziewczynce, którą noc w noc budzi z krzykiem koszmar o czarnym rycerzu ze skrzydłami na hełmie; uspokaja ją, że to był tylko sen i że to już nie wróci, a Ciri po raz pierwszy w życiu w takie zapewnienie wierzy. Po Północy krążą tymczasem pogłoski, że wiedźmin nie żyje (utłuczony gdzieś na Zarzeczu), a Jaskier dowiaduje się na torturach, że ktoś bardzo możny szuka i jego, i dziewczynki. W twierdzy Geralt wita się z Eskelem krótkim „Żyję" i twardym uściskiem, a przy palenisku halli z Vesemirem i resztą zimujących. Zapytany, kim jest przywiezione dziecko, zaczyna „Jest moim…", zająkuje się, po czym kładzie dłonie na ramionach Ciri: „Ona jest naszym przeznaczeniem".
Do zasypywanego śniegiem Kaer Morhen przybywa wezwana przez wiedźminów Triss Merigold. W stajni Geralt wyznaje jej, że na Wzgórzu oglądał na własne oczy jej nagrobek i że radość z wieści o pomyłce może porównać tylko z tą, którą czuje, patrząc na nią teraz; gdy jednak czarodziejka rzuca mu się na szyję, delikatnie ją odsuwa. Triss widzi w jego posieczonej zmarszczkami twarzy i zmęczonych oczach człowieka psychicznie postarzałego, który widział zbyt wiele. Wobec zarzutów o wychowanie Ciri wiedźmin broni obranej drogi cicho i twardo: uczą małą miecza, bo niczego innego nie umieją, a Kaer Morhen to teraz jej dom, bo innego nie ma; przyjaciele i krewni nie szukali jej po wojnie. To on opowiada czarodziejce, co księżniczka przeszła po rzezi Cintry, i to od niego pochodzi twarda doktryna treningu („rezygnować nie wolno"), za którą Triss wystawia mu rachunek po odkryciu siniaków i pierwszej miesiączki dziewczynki. Po awanturze i trzech radach czarodziejki Geralt zdradza plan na wiosnę: zawiezie Ciri do szkoły świątynnej Nenneke w Ellander. Wielkie odkrycie zimy przypada jednak Triss: Ciri jest , a strach przed jej zdolnościami był . Gdy spada pierwszy śnieg, Geralt znika na dzień w górach i wraca z ustrzelonym koziołkiem, a przy jego oprawianiu towarzyszy mu czarodziejka, która postanawia nie sypiać dłużej sama.
W noc Midinváerne Geralt wyznaje Triss to, co wiedźmini dotąd ukrywali: Ciri trzykrotnie wpadała w trans i za trzecim razem, obcym, złym głosem, wywieszczyła śmierć Coënowi i jemu. Wieszczby przyjmuje z chłodną kalkulacją (żaden wiedźmin nie umarł jeszcze ze starości w łóżku), gorzej znosi to, co dzieje się z samą dziewczynką. Po transie, w który Triss weszła świadomie, przyjmuje jej radę najtrudniejszą z możliwych: ma zwalczyć ambicję, żal i zawziętość i zwrócić się o pomoc do Yennefer, bo tylko ona może zapanować nad zdolnościami małej. Czarodziejce, która nazywa samą siebie jego błędem, odpowiada, że błędy też się dla niego liczą i że nigdy nie sprawiła mu zawodu; zapytany, czy aż tak kocha Yennefer, po długim milczeniu przyznaje: aż tak. Na prośbę Triss zostaje jednak przy niej tej nocy. Zimą uczy Ciri walki na wahadłach (walka to nie balet: ruch ma być arytmiczny, a wahadła się nie paruje, tylko odbija od niego, przejmując impet; szybkość, nie siła) i wykuwa dla niej twardą lekcję, gdy dziewczynka wykrzykuje, że uczy się miecza, by zabić czarnego rycerza z Cintry: miecza nie bierze się do ręki, by zabijać ze strachu i nienawiści, lecz by ratować życie. W sporach z Triss broni wiedźmińskiej neutralności (jest mutantem bez motywacji żołnierza, a wojna z Nilfgaardem to nie jego wojna) i wybucha dopiero, gdy czarodziejka wygarnia mu, że emocje zabił w sobie sam, nie eliksiry i Trawy; po krzyku „Milcz, Merigold!" cicho prosi o wybaczenie. Gdy obrażona po jego reprymendzie Ciri spada nocą ze szczytu zrujnowanego muru, Geralt dosięga jej skokiem, który Triss ocenia jako niemożliwy, i nie wypuszcza małej z ramion. Wraz z ciepłym wiatrem od przełęczy podejmuje decyzję: wiosną wyjeżdżają, on, Triss i Ciri. Najwyższy czas.
Wiosenna droga na południe łamie się pierwszego dnia za Ard Carraigh, gdy Triss zwala z konia gwałtowna choroba, a leczyć jej nie ma czym, bo czarodziejka jest uczulona na eliksiry i magię. Geralt opiekuje się nią bez słowa skargi: nosi ją w las, myje, robi kompresy i szuka pomocy, najpierw w pełnej wojska strażnicy (tam pierwszy raz słyszy o Scoia'tael i wysłuchuje programu „albo oni, albo my" w wykonaniu rycerza obławy), potem w konwoju starego znajomego, Yarpena Zigrina. Komisarzowi Wenckowi, który chce go zaciągnąć do zbrojnej eskorty, odmawia wprost: może oporządzać konie i gotować, ale nie będzie najemnym żołdakiem i nie zamierza zabijać „niedobrych stworzeń" na rozkaz innych stworzeń. Za tę neutralność obrywa od Yarpena, który nie życzy sobie wykładów o siedzeniu okrakiem na palisadzie. Geralt widzi więcej, niż mówi: już pierwszego dnia dostrzega elfa obserwującego konwój z drzewa i nocą słyszy przechodzące obok obozu komando, więc wie, że krasnoludzka eskorta to tarcza, bo Wiewiórki krasnoludów nie zaatakują. zabiera do i przy różach daje jej najważniejszą lekcję tej drogi: nie wolno dopuścić, by elfia młodzież znów dała się zmasakrować, a być neutralnym nie znaczy być obojętnym; nie trzeba zabijać w sobie uczuć, wystarczy zabić nienawiść. Gdy wizja Ciri sprowadza ich do , Geralt rąbie mieczem z siodła i zabija elfkę zawahaną nad rozbrojoną dziewczynką; opaskę gubi gdzieś w bitwie i walczy z rozwianymi białymi włosami. Na ciche „nie byłeś neutralny" odpowiada: nie był, ale Ciri żyje i Triss żyje. To on kładzie białą różę na ciele elfki i dopowiada za Ciri ostatnie słowa pożegnania: i wybacz nam.
Miesiące po bitwie przy konwoju Geralt pływa jako eskorta na szkutach Kompanii Malatiusa i Grocka po Delcie Pontaru, oficjalnie przeciw żagnicy, naprawdę zaś na przynętę: szukając Rience'a w Temerii i Sodden, znalazł tylko trupy ludzi, którzy przed dwoma laty zetknęli się z nim i z , więc postanowił czekać, aż wróg sam go znajdzie. ukrył w i czyta w kółko jej listy, choć wie, że nawet poczta kapłańska robi się zbyt ryzykowna; napisał też po pomoc do i dostał odpowiedź pełną jadowitych uprzejmości, w której czarodziejka obiecuje jednak ruszyć do dziewczynki nie zwlekając. Na Delcie kończy się bitwą z żagnicą: Geralt oddaje się w ręce napastników za wziętego na zakładnika chłopca, ratuje małego z wody, traci w kleszczach potwora but i kawał skóry, a przy okazji, o czym jeszcze nie wie, zabija agentów tajnej służby króla Foltesta. W oxenfurckiej mansardzie, gdzie się ukrywa (i gdzie zdążyła go odnaleźć medyczka ), dowiaduje się od i od przybyłej pod postacią sowy , że na polują już wszyscy: , z rozkazu Vizimira i służby Temerii. O misji Yennefer rozmyślnie milczy. Ostatnie słowo należy do Shani: dziewczyna zna człowieka z blizną po oparzeniu.
Trop od Shani prowadzi do znachora Myhrmana i nocą Geralt, z pomocą medyczki, Jaskra i Filippy Eilhart, wymusza na pośredniku uaktywnienie amuletu wzywającego Rience'a. Nie wie, że amulet zarazem ostrzega, więc zasadzka zamienia się w zasadzkę odwrotną: Rience przyprowadza czterech zawodowych morderców. Geralt na bojowym eliksirze zabija całą czwórkę, przyjmuje na klingę paraliżujący pocisk, a uciekającego czarownika dopada przed samym teleportem i okłada gołymi pięściami, powtarzając pytanie: kto cię nasłał? Popełnia jednak błąd: mierzy Znakiem Aard w gorejący portal, pewien, że ktoś z niego wyjdzie, a z owalu wypływa czysta moc, którą przechwytuje Rience. Stalowe kolce z palców czarownika ranią wiedźmina w pierś i ramię. Mimo to Geralt dogoniłby uciekiniera ze sztyletem w dłoni, gdyby nie świetliste cęgi Filippy: czarodziejka obezwładnia go i pozwala Rience'owi zniknąć. Stojąc w kałuży własnej krwi, wiedźmin wystawia jej rachunek za „wielką sprawę" (zasztyletowany ranny, morderca puszczony wolno, trupy, których nie musiało być) i wypowiada ostrzeżenie, które słychać w całym zaułku: ktokolwiek odważy się skrzywdzić , skończy jak ci czterej. Potem osuwa się z upływu krwi w ręce Shani.
Wykurowany po Oxenfurcie Geralt zarabia po drodze na południe: pięćdziesiąt koron za mglaka spod Carreras, pięćdziesiąt za wilkołaka z Burdorffu, którego było mu żal, bo zagnany do jaskini nie bronił się wcale, i sto pięćdziesiąt za wyjątkowo wielką mantikorę, która zatkała trakt jak korek flaszkę (gawiedź z zatrzymanej kolumny zapamięta z tego głównie targ o cenę i to, że zwykły człowiek tak szybko mieczem robić nie zdoła). Pieniądze są mu potrzebne na wspólników od nieprostych spraw: w Dorian płaci Codringherowi dwieście pięćdziesiąt koron za wiedzę o Rience'u i o tym, kto jeszcze poluje na Ciri, a od Fenna słyszy wykład o mezaliansie i o Luned aep Hen Ichaer z . Dręczy go koszmar, z którego pamięta obraz: Ciri ścigana nocą przez rycerza w czarnej zbroi, w hełmie ze skrzydłami drapieżnego ptaka, ten sam, którego widmo wypatrzono podobno ze statku pod Bremervoord. Radę, by przerwać grę i zniknąć, oraz propozycję podstawienia skazanej na śmierć sobowtórki odrzuca jednym pytaniem: ma za to, co kocha, zapłacić pogardą dla samego siebie? Wygrywa też zakład o , nie drgnąwszy, gdy stalowa gwiazda leci w jego plecy. Dowiedziawszy się, że z Ciri jadą przez do Gors Velen na zjazd na , a ich śladem trzej najemni mordercy, rusza przodem. W Anchor ostrzega królewskiego gońca, by nie wychodził na podwórze, i zostawia karczmarzowi wiadomość dla ich kamratów: pokąsał ich Wilk, Biały Wilk, a kto pyta, niech często ogląda się za siebie.
Z Dorian Geralt jedzie przez Mały Łęg do Hirundum, gdzie po utonięciu dzieciaka farmerzy obiecują wstydliwie nikczemne pieniądze za utopca albo kikimorę. Zlecenie jest najpewniej pretekstem (w potwora nie wierzy nawet gospodarz Hofmeier): wiedźmin trzecią noc łazi po groblach, w dzień siedzi bez słowa jak chochoł i dziwnym wzrokiem patrzy na dom i bawiące się dzieci, a proponowaną przez Jaskra wycieczkę do Gors Velen, skąd widać Thanedd, odrzuca bez namysłu. Prawdy nie zna nawet poeta: Geralt trzyma się o piętnaście mil od miejsca, do którego zmierza Yennefer z . W noc burzy bez deszczu pierwszy rozpoznaje nadciągający (każe zamykać okiennice i dziwi się, że Gon schodzi latem tak nisko), a słysząc wśród widm jeden rzeczywisty koń, biegnie z mieczem na groblę. : Ciri, która uciekła ze szkolnej drogi, żeby go zobaczyć, i Yennefer, która wychodzi z teleportu, by odpędzić Gon zaklęciem. Wiedźmin i czarodziejka, skłóceni od lat, stoją naprzeciw siebie bez ruchu i bez słowa; zemdloną (jak sądzi) Ciri zanoszą do domu razem i razem czuwają przy niej do rana. Nazajutrz na grobli, wedle tłumaczenia Jaskra, Geralt przeprasza: za niecierpliwość, za brak wiary i nadziei, za upór, za pozy niegodne mężczyzny i za wszystko, czego kiedyś nie chciał zrozumieć.
Po pogodzeniu z Yennefer Geralt bez namysłu przyjmuje propozycję, której dawniej odmawiał stanowczo: towarzyszy czarodziejce na bankiecie przed zjazdem na Thanedd. Ma też ukryty motyw, o którym jej nie mówi: liczy, że jego obecność sprowokuje czarodzieja, który według Codringhera interesuje się Ciri. W Aretuzie, wciśnięty w modny dublet, znosi demonstrację Yennefer na środku sali, riposty sondujących mu myśli magów kwituje własną myślą (jest tylko ona, a wy udławcie się zawiścią) i przy stole z łososiem po raz pierwszy w życiu mówi na głos: kocham cię, Yen. Wieczór spędza w krzyżowym ogniu szpiegów i czarodziejek: Dijkstra dziękuje mu za braci Micheletów i proponuje zakład o rozmowę z , karmi go iluzją kawioru i obiecuje, że jutro odda mu , a z omawiają w , która i na czym by mu „dała", nieświadome, że wiedźmin rozumie każde słowo. Nocą, po , który kusi go paktem i grozi przez Ciri, Geralt wyznaje Yennefer strach o małą i słyszy: zaufaj mi. Wierzy jej i zarazem wie, że coś przed nim ukrywa; postanawia czekać, co przyniesie jutrzejszy dzień, i dopasować się do wydarzeń. Wcześniej, w Galerii Chwały, nie drgnął mu głos, choć z portretu pędzla patrzyła na niego oczami Ciri.
Gdyby przed świtem Geralt nie miał skrupułów i wysikał się z balkonu do doniczki z nasturcjami, historia świata potoczyłaby się inaczej. Zamiast tego schodzi do ogrodu Aretuzy i drgający medalion prowadzi go prosto w środek puczu: patrzy, jak ludzie Dijkstry i Keira Metz zakuwają Terranovę w dwimeryt, widzi martwą Lydię i zostaje na własną prośbę oślepiony zaklęciem Triss, by nie widział tego, czego widzieć mu nie wolno. Gdy Dijkstra na schodach do Loxii odsłania plan przejęcia dla króla Vizimira, wiedźmin kończy rozmowę ciosem w szczękę, rozkłada pięcioosobową eskortę, a szpiegowi skręca staw skokowy; od przybiegłego z mieczami słyszy to, czego się spodziewał: Ciri zniknęła z Loxii. Rusza na górę ratować ją i . Po drodze zabija , którzy postrzelili , wynosi spod muru Garstangu wyrzuconą oknem Keirę i wysłuchuje jej relacji z narady, ścina Terranovę nad osaczoną Ciri i w pojedynkę wycina komando elfów z na czele, a Nilfgaardczykowi daruje życie za jedno zdanie: to on wywiózł Ciri z płonącej Cintry. U stóp Tor Lara zagradza drogę i odrzuca ponowioną propozycję paktu; w odpowiedzi czarodziej masakruje go żelaznym, magicznym kijem (cztery ciosy, których nie sparowałby żaden nieczłowiek, zostają sparowane, a wiedźmin za późno zaczyna rozumieć dlaczego), łamiąc mu przedramię i miażdżąc kość udową, po czym żegna go słowami o niebie pomylonym z gwiazdami odbitymi na powierzchni stawu. Ledwie żywego Geralta wywleka z Garstangu Triss; teleport otwiera im, na prośbę Triss, sama , która najpierw ogniem odrzuca szturmujących pałac. Wyleczy go dopiero, po tygodniach, woda ; wniosek z przegranej walki będzie miał jeden: błędem było nie uciec, zanim się zaczęła.
Geralta, zmasakrowanego w Tor Lara, leczą w Brokilonie driady i woda Brokilonu; do obozu nad Wstążką dociera do niego Jaskier, sprowadzony wskazówką Triss. Wiedźmin, zarośnięty i ledwie tolerowany przez gospodynie lasu, nie chce rozmawiać o Garstangu ani słuchać plotek o Yennefer (na słowo „gra" ma ochotę kogoś zabić); żąda za to pełnej opowieści o wojnie i wyciąga z niej gorzki wniosek, że rację mieli wszyscy oprócz niego, naiwnego, anachronicznego wiedźmina. Bilans strat wystawia mu we śnie (a może nie we śnie) srebrnowłosa driada: kilka kwaterek krwi, sprawność chodzenia, częściowa władza w lewej ręce, wiedźmiński miecz, ukochana kobieta, cudem zyskana córka, wiara. Nawet brzytwa. Rankiem, po rozmowie z łuczniczką Milvą przy przeprawie niedobitków , Geralt bierze zdobyczną klacz elfów i rusza w drogę: nie może być sama, bo jeśli będzie samotna, stanie się z nią to, co kiedyś stało się z nim. Jaskier jedzie z nim.
Przywleczony z Thanedd przez Triss w sekretnym teleporcie, Geralt spędza lipiec w Col Serrai, kotlinie uzdrowień Brokilonu: ze złamaną ręką i nogą leży w niecce z wodą magicznych źródeł, w szynach i kożuchu conynhaeli, a wbrew naturze tego zielska pozostaje przytomny. Z rozkazu Eithné wieści ze świata przynosi mu łuczniczka Milva. Od niej dowiaduje się, że an'givare wypytują o niego i o Cirillę, których przykazano brać żywcem, że Codringher spłonął razem ze swą sadybą w noc rebelii i że w przekopanych gruzach Wieży Mewy nie znaleziono niczego, żadnego ciała. Na wieść, w którą wierzy cały świat, że jest w Nilfgaardzie i sposobi się do ślubu z cesarzem, reaguje bez słowa: prosi o konia i mimo niezaleczonej nogi rusza samotnie na południe, ku Jarudze i wojnie. Milvie, która pomagała mu wbrew sobie, obiecuje na pożegnanie: gdyby kiedyś potrzebowała ramienia, niech krzyknie w noc, a on przyjdzie.
Wyprawa na południe kończy się, ledwie się zaczęła: pod bukiem za Wstążką Geralt i Jaskier trafiają na havekara wydającego Nilfgaardczykom jeńca w trumnie, a z rzezi świadków wychodzą żywi tylko dzięki strzałom Milvy, która dogoniła ich, by zawrócić wiedźmina znad przepaści. W trumnie leży Cahir, rozpoznany po szramie, którą wycięła mu na Thanedd broniąca się Ciri; Geralt po raz drugi daruje mu życie i zapowiada, że trzeciego razu nie będzie, a gdy młodzik dogania ich później z prośbą o przyjęcie do kompanii, nie potrafi ani go zabić, ani zrozumieć, czemu tamten powtarza, że musi pomóc. Drogę na południe zamyka inwazja na Brugge, więc wiedźmin daje się poprowadzić Milvie wschodnim szlakiem przez płonący kraj, a na zasłanym trupami gościńcu przyłącza się do kompanii Zoltana Chivaya. Dręczą go nawracające sny o Ciri, w które nie chce wierzyć: dziewczyna jedzie przez zakurzoną wieś pod obcym imieniem, trzyma ją za rękę krótko ostrzyżona dziewczyna o niedobrym uśmiechu, a jej tropem podąża śmierć. Przy zapowietrzonej sadybie, pożyczonym Zoltana, wycina ośmiu maruderów gwałcących dziewczynę, która z daleka wydała mu się bliźniaczo podobna do Ciri, i po raz pierwszy w życiu mierzy się z uczuciami, których nie zna: bezsiłą i rezygnacją.
Na zdewastowanej Starej Drodze Geralt tłumaczy Zoltanowi geografię polityczną rozbieranego na kamień traktu, a przy dębie wisielców rozpoznaje po obgryzionych stopach robotę ghuli i doradza czujność w nocnych lasach. Gdy kompania błądzi wśród jarów rzeczki O, stanowczo zakazuje brodzenia na drugi brzeg, bo tam leżą Miechunowe Uroczyska: trzy lata wcześniej potwory pokiereszowały go w nich tak, że wywieziono go półżywego na wozie, i wiedźmin nie ma ochoty sprawdzać elfiej pętli losu. Na Fen Carn zamiast ghula wystukuje z jamy pod dolmenem cyrulika Emiela Regisa, od którego słyszy rzetelną diagnozę pobrokilońskich bólów: stawy zostaną mu na długo barometrem słoty, a silnych środków znieczulających brać nie wolno. Nocą przy chacie cyrulika liczy na trzeźwo: dwanaście dni od Brokilonu dało sześćdziesiąt mil, a do Nilfgaardu zostało dwa i pół tysiąca, czyli w tym tempie rok i cztery miesiące drogi. Po raz pierwszy pyta też , czemu z nim jedzie, i słyszy, że teraz już sama nie wie. Zasnąwszy przy mandragorowym pijaństwie, znów śni o : tym razem widzi ją tańczącą na stole w rozjarzonej stodole, szczęśliwą i obcą, wśród wrzasku i muzyki.
W drodze do obozu zbiegów nad Chotlą Geralt kopniakiem ucisza Zoltana, nim ten wygada chłopom, że kompania wiedzie specjalistę od upiorów, i prosi towarzyszy, by w obozie nie rozpowiadali, kim jest; w dyspucie o wampirze mordującym zbiegów obstawia zdziczałe psy albo ghula, a wiedzę nowego kompana Regisa o wszystkich istniejących rodzajach wampirów kwituje niekłamanym podziwem. Na procesie upośledzonej dziewczyny występuje z tłumu i zgłasza się na obrońcę w ordaliach, lecz próbę ognia rozstrzyga za niego Regis. Podczas szturmu na obóz przygniatają go drabina i worki mąki, a kopnięcie końskiego kopyta w głowę gasi mu świadomość. Ocknięty trafia jako podejrzany o dezercję spod znaku złotych lwów: przedstawia go hrabiemu jako kolegę po piórze Giraldusa, ale maskarada kończy się na widok marszałka , który pamięta wiedźmina z zaręczyn . Oskarżony o porwanie i sprzedanie , Geralt odmawia słuchania obelg i słyszy w zamian wyrok: za Ciri, córkę Pavetty, będzie wisiał.
Noc przed zapowiedzianą egzekucją Geralt spędza związany w drewutni Armerii, rozważając, co gorsze: stryczek Vissegerda czy przesłuchania temerskiego wywiadu w sprawie Garstangu. Odpowiedź przynosi zapach ziół: Regis usypia warty, przecina więzy i wskazuje drogę do Iny, a wiedźmin, dziękując, mówi mu prosto w oczy, że będzie lepiej, jeśli już nigdy się nie spotkają. Ucieczka wiedzie przez wartę żądającą myta, kradzionego konia i szczelinę między dwiema zwierającymi się nocą armiami; gdy strzała rani Jaskra, Geralt gołymi rękami ściąga z siodła pierwszego z pościgu i dobija go jego własną mizerykordią. Nad Iną czekają Milva z końmi i Cahir, a przy opatrunku poety wychodzi na jaw natura cyrulika: Geralt przystawia wampirowi miecz do gardła, po czym opuszcza go i każe mu odejść, sam nie umiejąc powiedzieć dlaczego. W rozmowie w cztery oczy wyrzuca Cahirowi wszystko: koszmary Ciri, służbę cesarzowi i podejrzenie, że Nilfgaardczyk chce być doprowadzony do dziewczyny po raz drugi; i wtedy słyszy opis własnego snu o Ciri tańczącej w szopie, którego nikomu nie opowiadał. Wieczorem na wyspie ogłasza, że dalej jedzie sam, przegrywa tę dyskusję z całą gromadą i kociołkiem zupy rybnej i , która ruszy do druidów z : wierszoklety z lutnią, pół driady, pół baby, wampira i Nilfgaardczyka, który upiera się, że nie jest Nilfgaardczykiem.
W drodze przez Angren Geralt gra przed kompanią w otwarte karty: wylicza Jaskrowi i Milvie prawdziwe zdolności Regisa i przyznaje uczciwie, że nie wie, czy zdołałby go zabić, a ufa mu, bo wampir zachowuje się w sposób prawy. Przy okazji rozmowy o partyzantce wyznaje też historię własnego przydomka: „z Rivii" wyciągnął patykiem spośród dźwięcznych nazw, gdy Vesemir wyśmiał pomysł na Geralta Rogera Eryka du Haute-Bellegarde. Od żegnającego się Zoltana przyjmuje królewski dar, kuty w Mahakamie sihill, i dłoń krasnoluda, który sam nazwał się złodziejem, bo pomału uczy się zaglądać pod maszkary. Po nocnej rozmowie z Milvą zmienia bez wahania plan podróży: nie przez , bo Ciri chce ratować za każdą cenę prócz tej jednej. Przeprawa promowa wpycha jednak kompanię w sam środek cudzej wojny: w Geralt z zatrzymują panikę uciekających, przechodzą swój chrzest ognia przez płonącą barykadę rozbitą i ratują korpus królowej . Nazajutrz obolały wiedźmin odpowiada królowej zgodnie z prawdą: Geralt, znikąd, nie pasowany; i klęka do , po którym samozwańczy przydomek staje się prawdziwym predykatem. Geralt z Rivii kłania się głęboko, by suzerenka nie dostrzegła gorzkiego uśmiechu.
Memuary Jaskra bezlitośnie rozliczają wiedźmina z tygodni po bitwie na moście. Świeżo pasowany rycerz plątał się przy orszaku królowej Meve i nasładzał sławą, choć drużynie ściganych rozgłos był najmniej potrzebny; tłumaczył to opieką felczerów nad Milvą i tym, że armia szła w stronę Caed Dhu. Królewska łaska skończyła się, gdy korpus zawrócił ku Mahakamowi, a proszącemu o zwolnienie przypomniano chłodno rycerskie obowiązki. Nocą z piątego na szóstego września Geralt zdezerterował z drużyną i przeprawił się mostem w Czerwonej Bindudze na lewy brzeg Jarugi. W łozinie nad rzeką wrócił ból źle doleczonych po Thanedd kości i wróciły sny: dziewiątego września wiedźmin zerwał się z krzykiem i mieczem w ręku, po czym oznajmił bez przekonania, że rozwiązuje drużynę i rusza sam, bo gdzieś dzieją się rzeczy straszne; nikt nie podjął dyskusji. W rozmowie z Jaskrem o porównał Nilfgaardczyka do kormorana szlachetnego na rozkaz i wycedził, że już na Thanedd należało rozpocząć długi łańcuch śmierci i zemsty, o jakim opowieści słuchano by ze strachem po stu latach. Na Zarzeczu przejrzał manipulację bartników, którzy dopasowali kierunek ucieczki druidów do własnej trasy, ale przyjął rolę zbrojnej eskorty: tabor robi piętnaście mil dziennie prosto ku , a przez nie trzeba nawet dobywać miecza.
Po pięciu dniach eskortowania bartników kompania dociera siedemnastego września do Riedbrune, gdzie podobno trzydzieści pięć mil na zachód, nad jeziorem Loc Monduirn, mają siedzieć druidzi. Zamiast do druidów Geralt trafia jednak na krzesło dla przesłuchiwanych: prefekt Fulko Artevelde konfrontuje go ze świadkiem koronnym. Na widok wprowadzanej dziewczyny wiedźminowi na jedno uderzenie serca staje w gardle imię Ciri i po raz pierwszy zawodzi go wykonany ukradkiem Znak; z bliska widzi pomyłkę, bo Angoulême ma oczy orzechowe, a włosy jasne jak słoma. Z jej zeznań wynika, że w Belhaven czeka na niego hanza rozbójnika Słowika z kontraktem od tajemniczego półelfa, który opisał zleceniobiorcom wszystko, od trasy po obcięte włosy Milvy, ale doliczył się w drużynie tylko czworga. Geralt przystaje na układ prefekta: wykończy Słowika jako „koronny wiedźmin", w zamian za czas na dotarcie do Toussaint, dokąd, jak się okazuje, przenieśli się druidzi, i za wolność Angoulême, którą wydobywa z ciemnicy. Błąd w rachunku rozgryza z : wampir jest niewidzialny dla , więc drużynę śledzi czarodziej. Wniosek, kto ma matrycę pozwalającą wychwytywać wiedźmina z odległości, podsuwa mu jednak nie logika, lecz gniew: na biwaku oskarża o zdradę (zasada cui bono i kariera zależna od dostarczenia Ciri cesarzowi) i zbiera od Nilfgaardczyka bijatykę na pięści, przerwaną dopiero pasem Milvy, w upiornym świetle kupieckich fajerwerków, pod sierpem księżyca czerwonym jak krew. Dwa dni później, u stóp , publicznie deprekuje przed Cahirem i wyjawia prawdziwy obiekt swojego gniewu: zdradziła osoba niegdyś mu bardzo bliska. Ogłasza też to, co wszyscy przeczuwają: noc bójki była nocą i wszystko wskazuje, że Ciri wtedy zginęła, samotna wśród wrogich ludzi. Zostaje zemsta, przykład grozy metodą pana Fulka: w Belhaven trzeba wydusić z półelfa, gdzie są jego mocodawcy. : Geralt rusza z Cahirem i Angoulême w górę Newi ku Belhaven, w chustce Milvy i kapeluszu Regisa, z sihillem na plecach.
Do Belhaven trójka nie wjeżdża: za radą Angoulême omija miasto pełne informatorów Słowika i tropi zleceniodawcę po czerwonym błocie rudokopów, które półelf nosił na kamaszach. Trop, wyduszony nożem ze sztygara Golana Drozdecka, prowadzi do kopalni „Rialto". Tam, po wycięciu piątki haraczników Słowika, mistyfikacja Angoulême wywabia Schirrú: Geralt oddaje półelfowi własny medalion z głową wilka jako „dowód śmierci wiedźmina" i patrzy, jak ten chowa go za pazuchę, nim zasadzka się odwróci. Od śmierci w płonącej smole, obiecanej mu przez mordercę Codringhera i Fenna, ratuje go atak partyzantów z Wolnych Stoków. W bitewnym pandemonium Geralt wpada w morderczy szał, z którego wyrywa go dopiero krzyk Angoulême, by ratował rannego Cahira; potem robi wszystko na odwrót niż mściciel. Odsyła dziewczynę przodem, by uprzedziła resztę kompanii, sam zostaje z oskalpowanym Nilfgaardczykiem, taszczy go na plecach w górę strumienia mimo rwącego kolana, w jaskini pełnej cudzych kości przyszywa mu skalp dratwą i krzywą igłą i czuwa przy nim przez noc gorączki. Przy ognisku wysłuchuje najpierw programu Cahira (w zemście musi być metoda, a z zabitego Schirrú nie wyciągnie się, gdzie jest Ciri), potem do . Sam przyznaje z goryczą, że od przekroczenia Jarugi prawie nie śni i snów nie pamięta, jakby coś się w nim wypaliło, i przyjmuje od Cahira obietnicę, że ten będzie śnił za nich obu. Na pytanie, czy pozwoli mu Ciri zabrać, nie odpowiada, ale raz jeszcze przeprasza za oskarżenie o zdradę. Doliną Sansretour, którą zna z dawnych lat, dojeżdżają we dwóch na jednym koniu do ogniska, przy którym czeka z pieczonymi pstrągami , i Geralt odkrywa, że widok wampira potrafi sprawić wiedźminowi wielką radość.
Skierowany przez flaminikę druidzkiego Kręgu, Geralt wchodzi sam i bezbronny do jaskini pod Gorgoną, gdzie po przejściu przez gniewne stada barbegazi i pięść pukacza, który od dziecka marzył, by dać wiedźminowi w zęby, spotyka elfiego Wiedzącego Avallac'ha. W nekropolii Tir ná Béa Arainne wysłuchuje elfiej wersji dziejów i prawdy o jako jej zmutowanym potomku, a na starannie sformułowane pytanie, czy Ciri odzyska, dostaje odpowiedź jak wyrok: odzyska po to tylko, by natychmiast utracić ją na zawsze, a przedtem straci wszystkich towarzyszy. Proroctwa kwituje mianem fioletowego bizona, ale przerwana wizja w ścianach nekropolii (w niej między innymi w kajdanach i czarna wieża na tle zorzy) ostrzega go, że kompanii w grozi śmierć. Na użyczonym przez elfa pukaczu dociera do lasu w niecałe pół godziny i u boku , z którym ratują sobie wzajemnie życie; bełt z gabriela urywa mu ucho, bo unik przez obolałe kolano spóźnia się o cal. Przed flaminiką bezskutecznie błaga o życie , z którym płonie w jedyny trop do mocodawców zamachu, a także wiedźmiński medalion z głową wilka, stopiony w żarze na amen. Patrząc w bławatkowe oczy druidki, Geralt podsumowuje: nie jest już wiedźminem, przestawał nim być na Thanedd, w Brokilonie, na moście na Jarudze, w jaskini pod Gorgoną i w lesie Myrkvid, więc będzie musiał nauczyć się obywać bez wiedźmińskiego medalionu.
Na Skellige losy wiedźmina znane są tylko z trzecich ust. Crach an Craite wie, że Geralt wyruszył z Brokilonu z zamiarem dotarcia do Nilfgaardu i wyzwolenia Ciri, a z korpusu Vissegerda przyszła wersja wydarzeń znad Iny: marszałek oskarżył pojmanych Geralta i Jaskra o szpiegostwo, a więźniowie zbiegli, jakoby „sprowadziwszy na korpus Nilfgaardczyków". Yennefer kwituje to jednym słowem: bzdura. O samym Geralcie mówi z dygoczącym głosem, że niczego nie osiągnie, bo zaplącze się, zagubi i zginie głupio, ciosem w plecy; a mimo to, gdy przychodzi jej wybierać metodę, wybiera właśnie jego metodę poświęcenia. W jej transie na Hindarsfjall wiedźmin pojawia się dwakroć: w ogniu na moście i w odbiciu oczu Fringilli Vigo. Za jego życie Yennefer gotowa była oddać loży wszystkie swoje informacje; odmówiła, dorzucając zimno, że wiedźmin już chyba nie żyje albo umrze lada dzień.
Trop urwany w jaskiniach pod Gorgoną zamyka wyprawę na dobre. Geralt z Regisem przeszukują pieczary przy fresku Avallac'ha z fioletowym bizonem cały dzień i nie znajdują śladu ani elfów, ani innych stworów: pochowali się albo wynieśli, a flaminika, której wstawiennictwu wiedźmin zawdzięczał posłuchanie, kategorycznie odmówiła dalszej współpracy. Geralt gorzko wyznaje, że zaczyna rozumieć niechęć ludzi do elfów, bo te ze wszystkiego zdają się drwić; propozycję wampira, by do Tir ná Béa Arainne dostać się, rozwalając ścianę za malowidłem, zbywa krótkim „nie myślałem o tym". Decyduje: wracają do Caed Myrkvid po podleczonego Cahira, a potem korzystają z zaproszenia księżnej Anny Henrietty, bo z połamanymi żebrami przyda się odpoczynek, a trzeba wyplątać z afery, w którą się wplątał. Regisowi, który wybierając się między zwierciadła, psy i telepatów liczy na niego w razie zdemaskowania, odpowiada poważnie: może liczyć, nie zostawi go w potrzebie, druhu. Zimę od października do stycznia wiedźmin spędza w ; wieki później ten okres okaże się jedną z białych plam legendy, a sen śniączki pokaże go w sytuacji, o której wersje kanoniczne milczą: w niekończących się przekomarzankach z kobietą o krótkich czarnych włosach i zielonych oczach, która większą część rozmów spędza z nogami na jego ramionach, a na pytanie o poprzedniczki dostaje odpowiedź „jesteś moją pierwszą".
W październiku Geralt przybywa z kompanią do Beauclair, gdzie księżna Anna Henrietta każe mu przy Święcie Kadzi usłużyć czarodziejce Fringilli Vigo, a na audiencji obiecuje pomoc, gościnę i księgozbiory; wiedźmin, obejrzawszy jeden wybuch książęcej furii, postanawia jej wyłącznie potakiwać. Wyjawia dworowi tyle, ile uznaje za bezpieczne: Ciri żyje, prawdopodobnie była ranna i wciąż jest w niebezpieczeństwie. Plan szybkiego wyjazdu we trójkę z Cahirem i Angoulême rozpada się, gdy Jaskier ogłasza, że zostaje przy ukochanej księżnej, a potem, gdy śniegi zawalają przełęcze. Zimę wypełniają Geraltowi dwa zajęcia, którymi, jak złośliwie diagnozuje Cahir, próbuje zapomnieć: romans z Fringillą, zaczęty na stosach foliałów pałacowej biblioteki, oraz wiedźmińskie kontrakty na potwory z loszków winnic, w których partneruje mu . Wiedźmin ubija między innymi spod Vermentino i przyjmuje zlecenia na solpugę spod Toricelli oraz na penetrację ciągnących się milami lochów pod winnicą Pomerol, a na zarabia podwójnie i bez dobywania miecza: damy Toussaint płacą za ubicie zmory, panowie za jej oszczędzenie, więc na koncie u Cianfanellich rośnie „wiedźmiński fundusz emerytalny", a sukkubowi włos z głowy nie spada. Jeździ na nowej cisawej Płotce, prezencie od księżnej i Jaskra, sypia w alkowie Fringilli i mówi jej piękne, coraz kłamliwsze kłamstwa, którym zdarza się pęknąć: dwukrotnie nazywa ją Yennefer. Gdy w wigilię Yule podsłuchuje w kuchni, jak kompania wyrzeka na gnuśność i chce wyjeżdżać, wycofuje się bezszelestnie i idzie tam, dokąd chodzi teraz nocami. Nie wie, że jego czarodziejka melduje się potem sekretnym telekomunikatorem , która kazała jej trzymać wiedźmina w Toussaint do maja.
Ósmego stycznia, wymknąwszy się o szarym świcie z alkowy Fringilli, Geralt jedzie z rządcą Fierabrasem na kontrakt do lochów winnicy Pomerol i zapamiętuje po drodze kupiecką maksymę, że skoro cel przyświeca, sposób musi się znaleźć, bo dla kupców nie ma złych dróg nawet zimą. W podziemiach dawnej kopalni zapada się na stertę ludzkich kości, odnajduje sekretną komnatę ze starożytnymi trąbami podsłuchowymi i wysłuchuje narady spiskowców: planu zamachu na Emhyra, prawdy o Yennefer więzionej jako przyszłe narzędzie mordu oraz, na koniec, kryjówki Vilgefortza, której nazwę wbija sobie w pamięć aż do bólu zaciśniętych pięści. W drodze powrotnej wpada w zasadzkę czterech podziemnych stworów i wychodzi z niej po rzezi, w której pomaga mu iluzja złamanego miecza, pierwsza naprawdę udana sztuczka chryzoprazowego amuletu od Fringilli. Nazajutrz daje kompanii godzinę na spakowanie i : Angoulême jednak zabiera, bo smarkulę trzeba pilnować, Jaskrowi wręcza na pożegnanie list do , a trasę przez przełęcze ma rozpisaną przez Reynarta i odrysowaną u miejskiego kartografa, którego wypytywał też o zamki. Przydybany w stajni przez Fringillę odrzuca prośbę „zostań ze mną" wyznaniem, że nie ma natury marzyciela, w zamian za wyznaną mu prawdę o niewinności Yennefer „w dowód zaufania" zdradza kochance kryjówkę Vilgefortza i żegna się z nią tak, jak tego pragnie. Dopiero pokazuje, ile to zaufanie było warte: wiedźmin podał fałszywy adres i wyprowadził w pole dziesięć czarodziejek naraz.
W górskiej zamieci nad rzeką Sansretour, w drodze ku przełęczy Malheur, Angoulême znajduje w śniegu ślady, w których Milva rozpoznaje trop podkutego konia, choć Cahir przekonuje, że na takim odludziu to najpewniej muflon. Geralt, dotąd milczący i zapatrzony w śnieżycę, decyduje nagle i wbrew własnym zasadom ostrożności: jedziemy za śladami. Trop urywa się jednak w wąwozie na gładkim, dziewiczym śniegu, jak w elfim cyrku, a wiedźmin na pytanie Regisa, czemu w ogóle kazał tam jechać, umie odpowiedzieć tylko tyle, że coś czuł i coś go tknęło. Zawraca kompanię nad rzekę, zgodnie z instruktażem Reynarta, i rzuca gorzko, że może to naprawdę był muflon. Nie dowie się, jak blisko był: ślady zostawiła Kelpie, a Ciri, która pragnieniem z samego brzucha chciała trafić do Geralta, skoczyła z tej doliny w inny świat chwilę przed spotkaniem.
Kompania dociera wreszcie do celu: Regis hipnotyzuje wartowników zamku Stygga, sami otwierają bramę, a nieznajomy Boreas Mun wskazuje wiedźminowi schody na górny zamek. Szturm zbiera straszliwe żniwo: na krużganku ginie w pojedynku łuczników Milva, która wstała pod gradem strzał, by osłonić resztę. Geralt odbija z rąk drabów zakutą w dwimeryt Yennefer i dwoma cięciami sihilla uwalnia ją z łańcuchów i obroży, po czym oboje stają naprzeciw Vilgefortza. W pojedynku, który obraca hallę w gruzy, czarodziej rozdziera i topi białym ogniem Regisa, a wiedźmina kładzie serią ciosów żelaznego drąga, zapowiadając, że tym razem połamie go dokładnie, na drobniutkie kosteczki. Ratuje go medalion od : iluzja myli maga, którego zregenerowane oko i tak nie odzyskało koordynacji, i Geralt kończy walkę cięciem przez brzuch, cięciem od obojczyka po biodro i dekapitacją. Nad bezkształtnym szkliwem, w które zmienił się wampir, mówi Yennefer, że stracił druha, uosobienie człowieczeństwa, i że będzie mu go bardzo brak. Potem we troje z odnalezioną schodzą po zalanych krwią schodach przez najemników , ramię przy ramieniu; Geralt uczy dziewczynę w marszu, by nie cięła z ramienia, gdy można z łokcia, wyznaje jej miłość między jednym starciem a drugim i z trudem opanowuje wściekłość na widok bielutkich pasemek w jej włosach.
Na dole schodów czekają czarne salamandry: zamek zajmuje wojsko Emhyra var Emreis, a sam cesarz, zdjąwszy hełm w cztery oczy, okazuje się dawnym Dunym, czego Geralt, po koszmarnym śnie o najstraszniejszym z incestów, zdążył się już domyślić. Wysłuchuje historii Jeża: klątwy, paktu z Vilgefortzem, przepowiedni o synu Ciri, upozorowanej katastrofy na Głębi Sedny, w której naprawdę utonęła Pavetta. Potem wystawia cesarzowi rachunek: złamana przysięga książątka to dług cesarza, z odsetkami za dziesięć lat, a historia, w której umierają porządni, a łotry żyją, jest do dupy i wiedźmin się na nią nie godzi. Wie, że tajemnica musi umrzeć z tymi, którzy ją znają, więc lojalnie uprzedza, że z każdego więzienia ucieknie i odbierze cesarzowi Ciri, po czym prosi już tylko o pożegnanie. W ramach spłaty Emhyr oferuje śmierć honorową: gorącą kąpiel i nóż do otwarcia żył, we dwoje z Yennefer, która zgadza się od razu. Po pożegnaniu z Ciri oboje kochają się w parującym basenie i wołają wreszcie o obiecany nóż; odpowiada im cisza, bo całe czarne wojsko na rozkaz cesarza opuściło zamek. Zostają żywi, wolni i we troje.
Wiosną Geralt towarzyszy Ciri w spłacaniu długów: w Zazdrości czuwa przy niej pod kurhanikiem Szczurów, a o świcie patrzy na dym nad Claremont i słucha jej planów odwiedzin w Goworożcu, na Pereplucie i w Dun Dâre, tłumiąc pragnienie, by nigdy już nie pozwolić, żeby cokolwiek pchnęło ją ku zemście. W noc kocha się z na rzuconym na ziemię kożuchu i zapewnia ją zgodnie z prawdą, że w czasie rozłąki nie było żadnych innych kobiet. Ze snu wyrywają go odtąd koszmary o wielkiej szarej sowie i wizje sali z dziesięcioma kobietami przy stole: loża wzywa Yennefer i Ciri, a Yennefer odchodzi teleportem jako zakładniczka dobrej woli, obiecując, że gdy się spotkają, wynagrodzi mu wszystko. Geralt kiwa głową, bo bądź co bądź ją kocha. Z Ciri jedzie do , podejmuje pieniądze w banku Cianfanellich w i trafia na rynku na egzekucję ; po ułaskawieniu w ostatniej chwili wyrywa barda z tłumu i wywozi z księstwa, a potem, w dolinie Newi, opowiada mu wreszcie o losie , , i . Na rozstaju za Koprzywnicą żegna Ciri, która obiecuje zjawić się z Yennefer za sześć dni w Rivii, gdzie wiedźmin szykuje niespodziankę. Droga na północ prowadzi przez krajobraz kurhanów, szubienic i wypędzeń: nocą Geralt nie drgnie na odgłosy mordowanej wsi, a przy kolumnie wypędzanych nilfgaardzkich osadników mówi Jaskrowi wprost, że mieszać się, interweniować i nadstawiać karku za szlachetne pryncypia już nie będzie. Budzi się za to z krzykiem nocnego ptaka w uszach, gdy nad biwakiem raz jeszcze rozbłyska wizja: Yennefer i Ciri stojące przed lożą.
Szóstego dnia po czerwcowym nowiu Geralt dojeżdża z Jaskrem do Rivii, miasta, z którego wziął przydomek, i przechodzi przez nie z twarzą zimną i obojętną, mijając ksenofobiczne napisy i rozbestwioną, ukrzywdzoną przez wojnę młodzież; trzeba się przyzwyczajać, mówi, trzeba się dostosowywać. W gospodzie „U Wirsinga" na Wiązowie czekają Yarpen Zigrin i Zoltan Chivay; przy sieji, siwusze i ślimakach winniczkach wiedźmin opowiada samą prawdę, sucho i bezbarwnie, wysłuchuje toastu za poległych towarzyszy i wykłada, że Zło przestało być chaotyczne, bo dziś rządzi się prawami i działa w myśl traktatów pokojowych. Potem oznajmia rzecz, w którą nikt przy stole nie wierzy: kończy z wiedźmiństwem, przechodzi w stan spoczynku, bo głupotą jest sikanie pod wiatr i nadstawianie karku za kogokolwiek, a własna skóra stała mu się nagle miła. Zwraca Zoltanowi sihill, który z wyroku Yarpena zawisa nad kominem gospody. Gdy do miasta wdziera się pogrom, Geralt chowa krasnoludów w piwnicy, po czym na widok mordowanych zbiegów zdejmuje miecz znad komina ze słowami, że to już naprawdę ostatni raz. Tnie szeroko i widowiskowo, żeby kaleczyć, nie zabijać; daruje życie rozczochranemu młodzikowi błagającemu o litość, a ułaskawiony zrywa się i wbija mu w brzuch trójzębne widły. Padając, wiedźmin widzi jeszcze, jak tłuszcza pierzcha przed odsieczą przyjaciół, i nie może już krzyknąć, że wystarczy, że to on zawsze sika pod wiatr. W noc dawnego transu w wywieszczyła, że jego i zabiją zęby: jego dwa, mnie trzy, powtórzył wtedy przy kominie. Widły mają zębów trzy.
Konającego wiedźmina nie ratuje magia Yennefer; ratunek przychodzi z mgły, gdy Ciri dotyka rogu Ihuarraquaxa i kieruje ku niemu wstęgę żarzącej się jasności. Rannego składają w czekającej pod wierzbami łodzi żywi, którym zmysły mówią, że pomagają im umarli towarzysze, i łódź odpływa we mgłę bez plusku, prowadzona tyką przez Ciri. Geralt budzi się obandażowany w sadzie, pod ciężkimi od jabłek gałęziami, przy Yennefer, która obiecuje, że nigdy już go nie opuści. Pamięta jezioro, rzekę o silnym nurcie i mgłę; na pytanie, gdzie są, Yennefer odpowiada cicho, że też nie wie. Kocham cię, Yen, mówi wiedźmin. Wiem, odpowiada czarodziejka. Wedle bajki, którą Ciri opowie Galahadowi w innym świecie, było potem huczne weselisko, własny dom i szczęście; a jak było naprawdę, o tym opowieść milczy.
Każdy prowadzi do streszczenia rozdziału, w którym się wydarzył.
r. 2Awantura w karczmie „Pod Lisem": Białowłosy przybysz z mieczem na plecach zostaje zaczepiony w wyzimskiej karczmie przez trzech opryszków i zabija wszystkich w kilka mgnień oka. Geralt nie ucieka przed strażą: sam każe się prowadzić do grododzierżcy Velerada, a rozgłos po jatce, jak później odgadnie król Foltest, był zapewne wkalkulowany. Tak zaczyna się pierwsze głośne zlecenie wiedźmina.r. 2Odczarowanie strzygi z Wyzimy: Po nocnym „makabrycznym balecie" ze strzygą (srebrne kolce, pękający łańcuch, Znak Aard i odbita w potwora jego własna nienawiść) Geralt zamyka się w jej sarkofagu obok zwłok Addy i przeczekuje noc w letargu. Trzecie pianie koguta zastaje strzygę poza trumną i zdejmuje klątwę: córka Foltesta znów jest człowiekiem. Ostatni odruch bestii omal nie kosztuje wiedźmina życia: rozorana szyja kładzie go na dwa dni do łóżka, ale nagroda (trzy tysiące orenów) i wdzięczność króla Foltesta czekają przy łóżku.r. 2Śmierć Ostrita: Ostrit, który przyszedł do starego dworzyszcza przekupić wiedźmina, kończy jako jego przynęta: ogłuszony i związany, zostaje uwolniony dokładnie w chwili, gdy strzyga wychodzi z krypty, po czym ginie w jej szponach podczas ucieczki. Jego śmierć kupuje Geraltowi czas: najedzona strzyga nie spieszy się z powrotem, a serce i wątroba ofiary to jej zapas na letarg.r. 4Odczarowanie Nivellena: Śmierć Vereeny zdejmuje z Nivellena dwunastoletnią klątwę: pod murem pałacyku ocyka się młody, przystojny, potężnie zbudowany mężczyzna, który na przemian szlocha i śmieje się, obmacując odzyskaną twarz. Spełniło się to, co wykrzyczała umierająca kapłanka Coram Agh Tera: klątwę złamały miłość i krew, bo miłość bruxy, jak podsumowuje Geralt, była prawdziwa.r. 4Śmierć Vereeny: Bruxa Vereena w walce na dziedzińcu pałacyku zbija falami wrzasku z nóg i Geralta, i Nivellena. Ale to Nivellen, wygrzebawszy się spod zwalonych rusztowań, wbija jej między piersi złamaną trzymetrową żerdź. Nadziana na drąg wampirzyca własnymi rękami prze po żerdzi ku jego gardłu, powtarzając w cudzych głowach „Mój. Albo niczyj. Kocham cię". Wtedy wiedźmin ścina ją srebrnym mieczem.r. 6Rzeź w Blaviken: W dzień jarmarku Geralt wychodzi na pusty jeszcze rynek Blaviken, by ubiec tridamskie ultimatum: mordowanie ludzi, którym banda Renfri chce wywabić Stregobora z wieży. Po odbitym mieczem w locie bełcie Civrila wiedźmin rozbija szyk szóstki zbirów, krążąc wokół nich po zacieśniającej się spirali, i wycina ich między straganami co do jednego. To za tę jatkę, i za to, co po niej, Geralt zapłaci przydomkiem Rzeźnika z Blaviken.r. 6Śmierć Renfri: Po rzezi bandy Renfri staje naprzeciw Geralta sama: w kolczudze pod kaftanikiem, odporna na Znaki, ze spódnicą okręconą na przedramieniu. Przed walką mówi: „Jesteśmy tym, czym jesteśmy. Ty i ja". W starciu rani wiedźmina w pierś i ginie od cięcia końcem miecza przez udo i pachwinę. Umierając na bruku, powtarza słowa z nocnego transu („Zimno mi… Obejmij mnie…"), a spod jej ciała wyślizguje się ukryty sztylet. Geralt z mieczem w ręku nie oddaje ciała Stregoborowi na sekcję. Pewności, czym była Renfri, nie będzie miał nigdy.r. 8Burda na uczcie w Cintrze: Gdy po „tak" Pavetty królowa Calanthe każe straży zabić Jeża, w halli tronowej Cintry wybucha bitwa, a po niej żywioł. Geralt mieczem osłania Jeża przed sztyletem Rainfarna i gizarmami strażników, królewna zaś wybucha czystą, pierwotną Mocą: stół wiruje pod powałą, tron z królową roztrzaskuje się o ścianę, giną czterej ludzie. Sferę Mocy rozbijają dopiero wspólne uderzenia wiedźmina i Myszowora, gdy Kudkudak zwierzęcym koncertem na duszonych dudach dekoncentruje królewnę.r. 8Przysięga Dunego: Zapytany po raz drugi, czego żąda za uratowanie życia, Geralt odpowiada Dunemu formułą Prawa Niespodzianki: „dasz mi to, co już posiadasz, a o czym nie wiesz", po czym zapowiada powrót do Cintry za sześć lat. Rumieniec Pavetty potwierdza to, czego jej narzeczony nie wiedział: królewna spodziewa się dziecka. Wiedźmin, sam kiedyś zabrany z domu tym samym prawem, związał właśnie przeznaczeniem nienarodzone dziecko pary z Cintry.r. 10Objawienie Dany Méadbh: Gdy łucznicy Filavandrela mierzą już do związanych skazańców (a Torque zasłania ich własnym ciałem), na polanę wchodzi Lille. I nie jest to chuda wiejska dziewczyna w zgrzebnej sukience, lecz promienna, złotowłosa Królowa Pól w girlandach kwiatów i kłosów, z jelonkiem i jeżem u boku. Elfy klękają jeden po drugim, wymawiając z czcią imię Dana Méadbh. Po niemej wymianie myśli z Odwieczną Filavandrel daruje Geraltowi i Jaskrowi życie, elfy odchodzą w góry na wschodzie, a Toruviel oddaje poecie własną lutnię w miejsce roztrzaskanej. Lille zostaje wśród ludzi. Geralt zdradza z niemej rozmowy tylko tyle, że mówiła o nadziei: wszystko się odnawia i nie przestanie się odnawiać.r. 10Pojmanie przez elfy: Pościg za silvanem kończy się w chmielu zasadzką: Toruviel rozjeżdża Geralta koniem i ogłusza go, a wiedźmin z Jaskrem budzą się związani na leśnej polanie. Tam wychodzi na jaw sekret diabła: Torque na polecenie elfów wykrada w dolinie ziarno, sadzonki i wiedzę rolniczą dla głodujących w górach Aén Seidhe. Filavandrel skazuje obu świadków na śmierć, nie z zemsty, lecz z konieczności: nikt nie może się dowiedzieć, dla kogo silvan pracuje. Toruviel zdąży jeszcze roztrzaskać lutnię Jaskra o sosnę i zapłacić za jeńcze kopniaki złamanym nosem, nim łucznicy staną naprzeciw skazańców.r. 12Ostatnie życzenie Geralta: W walącej się gospodzie Errdila Yennefer przegrywa walkę ze schwytanym dżinnem, bo, czego nie wie, geniusz spełnia życzenia nie Jaskra, lecz Geralta, który miał pieczęć (dwa już wykorzystał: bezwiedny „egzorcyzm" nad rzeką i „żebyś pękł" w lochu). Wiedźmin wraca po czarodziejkę chwiejnym portalem i zamiast uciec, wypowiada nad nią trzecie, ostatnie życzenie: jedyne, którego czytelnik nie słyszy. Dom eksploduje, wolny dżinn odlatuje na zawsze, a oboje ocaleją w kręgu nietkniętym przez gruzy, jakby chroniła ich niewidzialna tarcza. Yennefer, która życzenie słyszała, nie wie, czy w Naturze jest Moc zdolna je spełnić. Ale jeżeli jest, Geralt „skazał się" na nią. Ich losy zostają związane; kapłan Krepp odgadł mechanizm, nim życzenie padło: uratować oboje mogło tylko życzenie wiążące los wiedźmina z losem czarodziejki.r. 12Uwolnienie dżinna: Poranny połów nad rzeką wyciąga zamiast ryby kamionkową amforę z zapieczętowanym czopem. Jaskier, pewny, że w środku siedzi sługa od trzech życzeń, nie słucha ostrzeżeń. Dzban upada w szamotaninie i uwalnia dżinna, który zamiast spełniać życzenia rzuca się poecie do gardła i poraża mu krtań. Geralt, z mosiężną pieczęcią dzbana w pięści, przepędza stwora plugawym „egzorcyzmem", nieświadom, że pieczęć czyni panem życzeń właśnie jego i że pierwsze z trzech właśnie bezwiednie wypowiedział.r. 13Pojedynek z Taillesem: Na leśnej polanie pod świątynią zakon Białej Róży dopada wreszcie Geralta z rzuconą niegdyś rękawicą i z pułapką bez wyjścia: za odmowę pojedynku stryczek, za zranienie Taillesa, ulubieńca księcia, areszt i kara. Wiedźmin znajduje wyjście trzecie: nie paruje ani jednego ciosu, a wybitego z rytmu rycerzyka pokonuje uderzeniem w klingę, tak że odbite własne ostrze masakruje Taillesowi twarz. Dennis Cranmer, wykonujący rozkazy co do joty, ogłasza werdykt: wiedźmin nie dotknął rycerza, szczeniak uderzył się o własne żelazo. Upokorzony Falwick każe Geraltowi opuścić Ellander i blednie, gdy ten na odchodne obiecuje, że jeśli zakon tknie kapłanki Melitele albo kapitana Cranmera, spuści z hrabiego krew jak z wieprzka.r. 13Wizja Ioli: Przy pożegnaniu na świątynnym dziedzińcu ręka Ioli styka się z ręką Geralta. Przez dziewczynę przechodzi wizja, przed którą wiedźmin bronił się od początku ramy: krew, łamane kości, ciało darte przez wielkie, najeżone kolcami łapy i ostre zęby, krzyk bezwstydny w bezwstydzie końca. Śmierć. Iola pada w konwulsjach; Nenneke przerywa trans, nim dziewczyna zdąży cokolwiek wypowiedzieć. Kapłanka widziała wizję przez chwilę i prosi, by Geralt nie jechał. On widział ją także. Nie pierwszy raz. Wyjeżdża mimo to, bo „nie ma sensu oglądać się za siebie".r. 14Bitwa o złotego smoka: O złotego smoka biją się na hali wszyscy ze wszystkimi. Najpierw Rębacze tłuką i wiążą jego obrońców: Dorregaraya, Geralta i Jaskra. Po zdradzieckiej kuli Yarpena do koła wozu trafia i Yennefer. Potem smok sam schodzi na obóz i gruchocze Rębaczy jak wcześniej Eycka. Wreszcie na halę wtaczają się wozy hołopolskiej milicji Kozojeda: spętanego sieciami smoka ratują Zerrikanki Tea i Vea oraz, mimowolnie, sama Yennefer, która z rękami przywiązanymi do koła ciska zaklęcia wyprężoną nogą, zamieniając milicjantów w żaby, gęsi i pasiaste prosięta (więzy przepalił jej Znakiem Igni Geralt). Smok rwie sieci i pożera uciekającego Kozojeda: trucicielowi spod Hołopola nie daruje. Wszystkim pozostałym, choć leżą pokotem, daruje życie.r. 14Objawienie Villentretenmertha: Gdy nad pokonaną Yennefer staje szabla Vei, pada rozkaz ludzkim głosem, z ust siedzącego na kamieniu Borcha Trzy Kawki: „Nie będziemy zabijać pani Yennefer". Borch i złoty smok Villentretenmerth to jedno: smoki złote, wbrew temu, co twierdził Geralt, istnieją i potrafią przybrać każdą postać. Villentretenmerth wyjaśnia, że wezwała go otruta smoczyca Myrgtabrakke, a zapłatą za obronę jest jej smoczątko: cel z końca drogi, dzięki któremu udowodni, że granic możliwości nie ma, bo potwory potrzebują dziś obrońcy, „takiego… wiedźmina". Na pożegnanie zostawia Geraltowi i Yennefer wróżbę: są dla siebie stworzeni, ale nic z tego nie będzie.r. 15Odejście Yennefer: W noc przed umówionym pojedynkiem Yennefer opuszcza Aedd Gynvael, nie wybrawszy żadnego z rywali, bo tylko tak może ocalić obu. Każdemu zostawia pożegnalny list, przyniesiony o świcie przez czarną pustułkę stworzoną magią twórczą: są dary, których nie wolno przyjmować, jeśli nie potrafi się ich odwzajemnić czymś równie cennym, a „prawda jest okruchem lodu". Istredd listu nie przyjmuje do wiadomości i mimo wszystko żąda walki przy studni Zielony Klucz; Geralt odmawia i odchodzi, nie dobywszy miecza. Wiedźmin rusza w swoją stronę z wiedzą, której dłużej nie może zaprzeczać: robota przy pozbawianiu go uczuć została spartaczona, a droga jego sań wciąż jest zaplątana w płozy sań Królowej Zimy.r. 15Wyzwanie o Yennefer: Przy wykopaliskach pod południowym wałem Aedd Gynvael dwaj rywale przestają się zwodzić. Istredd dopiero co odkrył, że Yennefer od lat krąży między nim a Geraltem „jak szmaciana piłeczka". Skoro czarodziejka nie ma zamiaru wybierać, załatwią to za nią: musi zostać jeden. Pojedynek staje na honorowych warunkach: twarzą w twarz, nazajutrz, dwie godziny po wschodzie słońca, przy studni Zielony Klucz. Umówiwszy śmiertelną walkę, obaj przyznają, że czują się jak ostatni kretyni, i obaj wiedzą, że zwycięzca będzie musiał uciekać przed gniewem Yennefer na koniec świata. Żaden nie przewiduje tylko jednego: że czarodziejka uprzedzi ich obu.r. 16Dudu zostaje Biberveldtem: Nad zrolowanym w kilim dopplerem pochyla się Chappelle, sam, bez eskorty, i szepcze: „Dudu, kopiuj Biberveldta, szybko". Tak wychodzi na jaw największy sekret Novigradu: groźny namiestnik do spraw bezpieczeństwa też jest dopplerem, bo prawdziwego Chappelle dwa miesiące wcześniej trafił szlag, a podmiany nikt nie zauważył. Dainty przedstawia Dudu światu jako swojego kuzyna i mianuje go faktorem w Novigradzie, tym chętniej, że „bezsensowne" zakupy stwora okazują się interesem życia: tran, wosk i olejek zabarwiony koszenilą, rozlane do sześciuset misek z zatopionym sznurem, to znicze na nowe ołtarze Wiecznego Ognia, sprzedane kapłanom po cztery korony sztuka i, jako sprzedaż na święty cel, wolne od podatku. Kompania świętuje w „Passiflorze", na koszt Biberveldtów.r. 16Pojmanie Dudu na Zachodnim Bazarze: Pościg za dopplerem przetacza się przez zatłoczony Zachodni Bazar Novigradu: Geralt Znakiem Aard kładzie namiot rzeźni i osacza Dudu w chłodni bez drugiego wyjścia. Tam stwór próbuje najpierw walczyć jako drugi wiedźmin (lustrzany młyniec przeciw lustrzanemu młyńcowi), a po przegranym pojedynku na słowa („umiesz skopiować tylko to, co w nas dobre") odchodzi w postaci Jaskra, pewien, że Geralt nie zabije go z zimną krwią. Wiedźmin rzeczywiście chowa miecz, ale dopplera i tak pojmuje przypadek: Vespula bierze fałszywego Jaskra za prawdziwego i ogłusza go ciosem patelni, a Geralt zwija tracącego postać stwora w zerwany ze straganu kilim.r. 17Bitwa z ryboludźmi u Smoczych Kłów: Korzystając z wielkiego odpływu, Geralt z Jaskrem dochodzą suchą nogą po dnie do Smoczych Kłów i odkrywają, że kamienna półka urywa się tam ogromnymi blokami białego marmuru: Schodami wiodącymi w czarną głębię, które bard bierze za wejście do zatopionego Ys. Z otchłani bije dzwon, a z piany wynurzają się ryboludzie w hełmach i zbrojach z zaśniedziałej miedzi, uzbrojeni w kosopodobne ostrza i włócznie. Geralt kładzie napastników cięciami i wygrywa formalny pojedynek z rybiookim mistrzem szabli, lecz przed nadciągającą całą gromadą ratuje go dopiero ucieczka przed czołem przypływu. W podwodnej kotłowaninie zostaje ranny w lewe przedramię i wyrywa się ogłuszającym Znakiem. Pościg zatrzymuje Sh'eenaz, nadpływająca na grzbiecie delfina z konchą zamiast rogu bojowego; jej pożegnalne ostrzeżenie brzmi: morze nie jest dla was. Odkrycie rozumnej rasy z głębin niczego w Bremervoord nie kończy: Agloval nie wierzy, nie płaci i zapowiada łuczników przy każdej łodzi poławiaczy. Na radę, by zostawić morze jego mieszkańcom, odpowiada, że ludzie zejdą Schodami i wezmą z oceanu wszystko, choćby miał stać się czerwony od krwi.r. 18Ocalenie Ciri w Brokilonie: Cienki, rozpaczliwy krzyk ściąga Geralta i Braenn na polanę, gdzie olbrzymi yghern osacza małą istotkę w szarym kubraczku. Wiedźmin biodrem odrzuca ofiarę w krzaki i wiąże walką potwora, którego pancerza nie bierze miecz. Gdy wij oplata mu nogi, Braenn w nieprawdopodobnym tempie przygważdża stwora strzałami do pnia, aż Geralt jednym cięciem odrąbuje mu łeb. Uratowana okazuje się ludzką dziewczynką o popielatych włosach i zielonych oczach: to Ciri, księżniczka zbiegła sprzed ślubu w Nastrogu. Geralta nie opuszcza natrętna myśl, że już ją gdzieś widział. Braenn orzeka twardo: dziewczynka weszła do Brokilonu, więc jest ich. Wszyscy troje ruszają do Duén Canell, gdzie o losie małej zdecyduje pani Eithné.r. 18Próba Wody Brokilonu: W Drzewie Eithné (trzech zrośniętych, trzystuletnich dębach) Pani Brokilonu urządza Geraltowi lekcję przeznaczenia. Braenn wnosi srebrny puchar z nekropolii Craag An ze Starszymi Runami: „Miecz przeznaczenia ma dwa ostrza. Jednym z nich jesteś ty". Ciri, którą Eithné nazywa Dzieckiem Starszej Krwi z przepowiedni, wypija Wodę Brokilonu, truciznę odbierającą porwanym dziewczynkom pamięć… i nie dzieje się nic. Zapytana, odpowiada dźwięcznie, że nie chce zostać w lesie: chce podążyć za swoim przeznaczeniem, którym, jak sama powiedziała driadzie, jest Geralt. Wiedźmin, przekonany o mistyfikacji, na wyzwanie Eithné wypija resztę pucharu, pewny odporności na halucynogeny. Tonie w wizjach: Cintra sprzed dziesięciu lat, Calanthe z różą i obietnicą „twoje przeznaczenie będzie czekało", Yennefer w ogniach Belleteyn łkająca „za mało; trzeba czegoś więcej" i Calanthe w zakrwawionej zbroi, mówiąca, że śmierć, nie mogąc doścignąć wiedźmina, zadowala się innymi. Rano Geralt i Ciri budzą się wolni na skraju lasu. Wiedźmin wie już, że uratowana dziewczynka to córka Pavetty, wnuczka Calanthe: jego Niespodzianka.r. 18Geralt odjeżdża od Ciri: Przy obozowym ognisku Myszowór kładzie przed Geraltem wszystko: drogi wiedźmina i Ciri skrzyżowały się po raz trzeci, więź wokół dziecka-niespodzianki jest niezwykła sama w sobie, a zlekceważona może się objawić straszniej. Niech Geralt zabierze małą i zrobi z tego zdrową więź dziecka i opiekuna, a druid sam wytłumaczy to Calanthe. Dziewczynka już wybrała: usnęła dopiero przytulona do wiedźmina i przez sen mruczy jego imię. Geralt odmawia. Wie, że własnego dziecka nie będzie miał nigdy, i rezygnuje także z tego. W przeznaczenie nie wierzy, bo jedyne, co przeznaczone jest wszystkim, to śmierć: drugie ostrze miecza, które nie może doścignąć jego, więc zadowala się innymi. Odjeżdża przez wrzosowisko, a ze szczytu wzgórza biegnie za nim cienki, coraz rozpaczliwszy krzyk Ciri: „Nie odchodź! Nie uda ci się! Jestem twoim przeznaczeniem!".r. 18Pozorowany napad na gościńcu: Tuż za granicą Brokilonu Geralt i Ciri wpadają na oddział w barwach Verden zgromadzony wokół wymordowanego kupieckiego taboru. Leśniczy Junghans „czyta ze śladów" napad driad, Brick grzmi „krew za krew", a oddział czeka tylko na druida-przewodnika, by ruszyć w las z karną ekspedycją Ervylla. Wiedźmin widzi jednak dobitych nożami kupców i krew na rękach Levecque'a. Mistyfikację głośno obnaża Ciri: sosnę na zasieku ZRĄBANO siekierą, czego driada nie zrobiłaby nigdy. Gdy ręka mordercy pełznie do sztyletu, Geralt uderza pierwszy: powala Levecque'a, zabija Bricka i kosookiego dowódcę, po czym w pojedynku, markując oślepienie słońcem, otwiera zabójcy tętnicę szyjną. Junghans pada ze strzałą driad w karku, a grad strzał z czarnej ściany lasu kosi resztę oddziału; uciekającym drogę zamyka las-iluzja Myszowora. Prowokacja, która miała wciągnąć króla Venzlava w wojnę z Brokilonem, kończy się na piachu gościńca, razem z całą ekspedycją.r. 19Walka na moście uroczyska: Na przegniłym moście nad uroczyskiem grzęźnie wóz kupca Yurgi. Dno tego wąwozu od czasu wojny zaściela cmentarzysko kości tych, co skracali tędy drogę. Geralt każe mu uciekać, a błagany o ratunek żąda w zamian starej formuły Prawa Niespodzianki: kupiec da mu to, co w domu zastanie, a czego się nie spodziewa. Po zmroku z wąwozu wypełzają potwory: karłowate, chude jak kościotrupy stwory o żabich paszczach. Na moście wybucha rzeź. Wiedźmin po eliksirze tnie w kotłowaninie, ścina łeb bestii, która dopadła karku Yurgi, aż cały kłąb walczących przetacza się przez krawędź w dół, na kości. Po wizgach i skowycie zostaje tam tylko cisza. Geralt wychodzi spod mostu o własnych siłach, ale z udem pogryzionym do kości; ledwie uchwyci się wozu, pada zemdlony. Teraz to Yurga ratuje jego: opatruje, kładzie na wóz i gna ku ludzkim sadybom, powtarzając, że nie zostawi człowieka jak psa.r. 19„Jesteś czymś więcej": Na podwórku kupca Yurgi domyka się to, przed czym Geralt uciekał przez dziesięć lat. Złotolitka wyznaje mężowi, że pod jego nieobecność przygarnęła od druidów wojenną sierotę: dziewuszkę, która nie chce mówić, skąd jest. Yurga blednie: oto coś, czego się w domu nie spodziewał, a zarazem dokładnie to, co na moście przyrzekł wiedźminowi. Zza synów kupca wychodzi mała, popielatowłosa istotka o oczach zielonych jak wiosenna trawa i z przenikliwym krzykiem „Geralt!" biegnie przez podwórko. Ciri, ocalała z rzezi Cintry, o której los wiedźmin nie śmiał już pytać, wtula się w niego z płaczem: wiedziała, zawsze wiedziała, że ją odnajdzie. Teraz będą razem na zawsze. Na jej pytanie, które słyszała od wszystkich („jestem twoim przeznaczeniem?"), Geralt, który w Brokilonie od przeznaczenia odjechał w mrok, odpowiada słowami Yennefer: samo przeznaczenie to za mało. „Jesteś czymś więcej, Ciri. Czymś więcej".r. 19Geralt zrzeka się Niespodzianki: Równo sześć lat po uczcie zaręczynowej Pavetty Geralt staje w Cintrze po swoje dziecko-niespodziankę. I rezygnuje. Calanthe gra z nim twardo: każe wybrać jedno z dziesięciorga dzieci bawiących się w fosie, a przyciśnięta odsłania prawdę, bo wie o Próbie Traw i o tym, że przeżywa ją najwyżej czworo na dziesięcioro. Geralt trafnie zgaduje (na chybił trafił, jak potem przyzna), że wśród dzieci w fosie nie ma „syna Pavetty", i wyznaje królowej, dlaczego naprawdę nie wybierze: nie wierzy w przeznaczenie, a gdy nie jest pewien, boi się. Zrzeka się nieodwołalnie, bo by złączyć dwoje ludzi, trzeba czegoś więcej niż przeznaczenie. Calanthe żegna go różą wziętą z jego rąk, obietnicą, że przeznaczenie będzie czekało, gdyby zmienił zdanie, i słowami, których wtedy nie rozumie: gdyby wybrał prawidłowo, przekonałby się, że przeznaczenie, z którego drwi, okrutnie zadrwiłoby z niego.r. 20„Ona jest naszym przeznaczeniem": Po długiej drodze przez góry Geralt przywozi odnalezioną Ciri do Kaer Morhen: zrujnowanej twierdzy wiedźminów, jedynego domu, jaki ma, i najbezpieczniejszego miejsca, jakie zna. Wrota otwiera Eskel, witając Geralta krótkim „Żyjesz, Wilku" i słysząc równie krótkie „Żyję". W halli przy palenisku czekają zimujący: Vesemir, Lambert i Coën. Przerażona ruinami, szczurami i czarnymi sylwetkami na tle ognia dziewczynka staje przed obcymi. Wtedy Geralt, zapytany, kim jest to dziecko, zaczyna „Jest moim…", zająkuje się i kładzie jej dłonie na ramionach. Strach znika bez śladu. Wiedźmin mówi: „Ona jest naszym przeznaczeniem", a Dziecko Niespodzianka zostaje w Wiedźmińskim Siedliszczu na zimę, pod opieką ostatnich wilków ze Szkoły.r. 21Źródło w Kaer Morhen: Przy fosie Kaer Morhen, wypełnionej czaszkami pomordowanych przed laty wiedźminów, Ciri na oczach Triss Merigold zapada w sen na jawie i przemawia obcym, metalicznym głosem. Głos nazywa czarodziejkę czternastą ze Wzgórza i oświadcza, że przecież umarła na Wzgórzu; każe jej zawrócić i zabrać dziecko, Dziecko Starszej Krwi, „by oddać je tym, do których należy", bo inaczej upomni się o nią zbiorowa mogiła i obelisk z jej wykutym imieniem. Chwilę później aura znika bez śladu, a Ciri niczego nie pamięta. Diagnozę Triss stawia w niecałe pół godziny i wykłada ją wiedźminom jako trzecią, najważniejszą ze swoich rad: dziewczynka jest Źródłem, medium o bardzo niepokojących, niekontrolowanych zdolnościach. To właśnie ten strach, przyznaje Vesemir, był jedynym prawdziwym powodem, dla którego ściągnięto czarodziejkę do twierdzy: wiedźmini zauważyli, że ich Niespodzianka jest bardziej niespodziewana, niż sądzili, i że bez pomocy magii sobie z nią nie poradzą.r. 22Proroctwo Białego Płomienia: W noc Midinváerne, Dnia Zimowego Przesilenia, Triss Merigold świadomie podaje Ciri kielich Białej Mewy i przez szafirowy amulet nawiązuje kontakt psychiczny z dziewczynką pogrążoną w transie. W wizji czarodziejka widzi Wzgórze pod Sodden i schodzący po zboczu szereg zmarłych, a Ciri z krwawiącą od róży z Shaerrawedd dłonią mówi o marmurowych schodach w otchłań, o Dziecku Starszej Krwi i o czarnym rycerzu z piórami na hełmie. Potem ustami dziewczynki zaczyna mówić ktoś inny: metaliczny, zimny głos, który nazywa Triss Czternastą i drwi z jej Czaru Identyfikacji, rozbijającego się o niekończące się kurtyny. Głos oświadcza, że Ciri nie jest dzieckiem: jest Białym Płomieniem, od którego zajmie się i spłonie świat, Starszą Krwią, Hen Ichaer, ziarnem, które nie wykiełkuje, lecz wybuchnie płomieniem, krwią, która będzie skalana, gdy nadejdzie Tedd Deireádh, Czas Końca. Wcześniejsze transy, o których wiedźmini opowiedzieli Triss tego samego wieczora, wywieszczyły śmierć Coënowi i Geraltowi. Wnioski z nocy Przesilenia wyznaczają dalszą drogę: Triss zostaje w twierdzy czuwać przy Ciri do wiosny, wiosną mała ma trafić do świątyni Melitele w Ellander, a Geralt, za radą Triss, ma zwrócić się o pomoc do zdolniejszej i bardziej doświadczonej czarodziejki: do Yennefer.r. 23Napad na konwój: Komando Scoia'tael atakuje na leśnym szlaku nieopodal Shaerrawedd konwój komisarza Wencka, wiozący rzekomo sekretną pomoc króla Henselta dla Aedirn. O ataku ostrzega Geralta wizja Ciri: dziewczynka, ukłuwszy się różą z Shaerrawedd, nieswoim głosem wylicza imiona umierających. W bitwie wśród płonących wozów Yarpen Zigrin zabija Wiewiórkę-krasnoluda, który zarąbał wahającego się przed pobratymcem Pauliego Dahlberga; ginie też Yannick Brass, a Ciri, ratując ranną Triss, sama uchodzi śmierci tylko dlatego, że atakująca ją elfka waha się na widok białej róży przypiętej do kubraczka i pada z ręki Geralta, który tego dnia przestaje być neutralny. Bitwę rozstrzyga odsiecz Fredegarda z Ban Gleán. Prawda wychodzi na jaw wśród rozbitych beczek: zamiast złota i srebra konwój wiózł polne kamienie i od początku był pułapką, lecz nie na Wiewiórki. Król kazał sprawdzić lojalność krasnoludzkiej eskorty. Umierający od haczykowatych strzał Wenck zdejmuje ostatnim meldunkiem podejrzenia z Yarpena, a Geralt kładzie różę z Shaerrawedd na ciele elfki, żegnając ją słowami „i wybacz nam".r. 24Starcie w Delcie: Pod Grabową Buchtą na Delcie Pontaru na szkutę Kompanii Malatiusa i Grocka wdziera się oddział podszywający się pod temerską Straż: łysy herszt żąda wydania Geralta i szuka podróżującej z nim jakoby dziewczyny, a gdy celnicy Olsena stawiają opór, bierze za zakładnika małego Everetta. Wiedźmin oddaje się w ręce napastników w zamian za chłopca i wtedy do gry wchodzi żagnica: potwór wciąga pod wodę strażnika, a walka o tonącego Everetta i o własną nogę kosztuje Geralta but, spodnie i niemało skóry. Napastnicy giną co do jednego: część z rąk wiedźmina i celników, herszta pożera na oczach wszystkich druga, większa żagnica, którą zachwycony Linus Pitt ochrzci w księgach Everetia maxiliosa pitti. Prawda o napastnikach wychodzi na jaw dopiero w Oxenfurcie: jak ujawnia Dijkstra, nie byli to ludzie Rience'a, lecz agenci tajnej służby króla Foltesta, a ich śmierć czyni z wiedźmina dłużnika redańskiego szpiega, który jako jedyny może sprawę z Temerią załagodzić.r. 25Zasadzka w Oxenfurcie: Nocna pułapka, w której obie strony polują na siebie nawzajem. Geralt z pomocą Shani, Jaskra i Filippy Eilhart dostaje się do domu znachora Myhrmana i wymusza uaktywnienie amuletu wzywającego Rience'a; nie wie, że amulet zarazem ostrzega właściciela. Rience przychodzi więc z eskortą czterech zawodowych morderców, braci Micheletów. Wiedźmin na bojowym eliksirze zabija całą czwórkę, a uciekającego czarownika dopada przed rozbłysłym na murze owalem teleportu i okłada pięściami („prezent od Yennefer już masz, teraz dostaniesz mój"), wypytując, kto go nasłał. Bitwę rozstrzyga jednak Filippa. Najpierw klęka przy konającym Toublancu, łagodnym głosem wydobywa z niego imię, którego Geraltowi poznać nie wolno, i dobija rannego sztyletem. Potem, gdy zraniony stalowymi kolcami Rience'a wiedźmin mimo wszystko dogania uciekiniera, obezwładnia Geralta świetlistymi cęgami i pozwala czarownikowi zniknąć w teleporcie, by ten nie wyjawił, dla kogo pracuje. Na koniec ostrzega: wiedźmin przygarnął nie dziewczynkę, lecz płomień, od którego może zapłonąć świat. Ranny Geralt odpowiada własnym ostrzeżeniem: ktokolwiek odważy się skrzywdzić Ciri, skończy jak ci czterej.r. 27Starcie w Anchor: Trzej najemni mordercy, Ralf Blunden zwany Profesorem, Heimo Kantor i Krótki Yaxa, jadą śladem Yennefer i podróżującej z nią dziewczynki. W zajeździe w Anchor, na trakcie ku Gors Velen, dogania ich jednak ktoś, kto zrobił ten sam rachunek szybciej. Geralt, uprzedzony przez Codringhera, czeka w izbie, każe przypadkowemu świadkowi, gońcowi Aplegattowi, nie wychodzić na podwórze i daje trójce wybór: jeden wyjdzie i powie, kto ich nasłał, albo wyjdą wszyscy trzej. Wychodzą wszyscy trzej, z planem zajścia wiedźmina od tyłu. Walkę z izby bardziej słychać, niż widać: tupot, świst kling i wrzask, od którego włosy stają dęba. Profesor dowleka się do izby i pada martwy na klepisko, jego kryształowe okulary tłuką się na niebieską kaszę. Geralt zostawia karczmarzowi rozliczenie trupów z bajlifem i wiadomość dla kamratów zabitych: pokąsał ich Wilk, Biały Wilk, a kto pyta, niech często ogląda się za siebie.r. 28Spotkanie w Hirundum: Ciri, która uciekła nocą z Gors Velen, by przed pójściem do szkoły zobaczyć Geralta, wpada na farmę Hirundum ścigana przez Dziki Gon. Wiedźmin wybiega jej naprzeciw z mieczem, a z rozbłysku teleportu wychodzi Yennefer z twarzą bogini Zemsty i zaklęciem rozprasza widmową kawalkadę. Po raz pierwszy w życiu cała trójka staje obok siebie: wiedźmin, czarodziejka i dziecko, które łączy ich oboje. Geralt i Yennefer, skłóceni od lat, nie robią ku sobie ani kroku, a Ciri, postawiona między nimi, nie umie wybrać, do kogo podejść najpierw, więc ratuje się udanym omdleniem. Oboje zanoszą ją razem do domu i przesiadują przy łóżku do rana bez słowa, a nazajutrz na grobli między stawami zaczynają wreszcie rozmawiać, co Jaskier komentuje podglądającej ich Ciri słowem poety: najpierw on przeprasza ją, a potem ona jego.r. 29Propozycja Vilgefortza: Podczas bankietu przed zjazdem Vilgefortz zaprasza Geralta na rozmowę w cztery oczy: przez Galerię Chwały (gdzie Lydia van Bredevoort wiesza portret Lary Dorren, patrzącej z płótna oczami Ciri), przez iluzoryczny taras nad przepaścią, aż do gabinetu z klepsydrą. Czarodziej odsłania, jak głęboko pogrzebał w życiorysie wiedźmina (wie, że jego matka była czarodziejką), opowiada własną historię podrzutka, najemnika i maga z nienawiści, po czym składa propozycję: Geralt ma wstąpić w szeregi czarodziejów i przyłączyć się do tych, którzy wygrają nadchodzącą „haratanię na śmierć i życie", bo neutralnych zniszczy czas pogardy. Na koniec kładzie na szali Ciri: w tej grze na szachownicy stoi już czarny koń związany z wiedźminem przeznaczeniem, a przyjęcie propozycji to podobno jedyny sposób, by dziewczynki nie utracić. Geralt dostaje na przemyślenie jedną noc; ma myśleć, patrząc na gwiazdy, i nie pomylić ich z odbitymi na powierzchni stawu.r. 30Pucz na Thanedd: W noc przed naradą zjazdu Filippa Eilhart z wiernymi królom czarodziejami i redańskimi zbirami Dijkstry zakuwa w kajdany z dwimerytu przekupionych przez Nilfgaard zdrajców: Vilgefortza, Terranovę, Fercarta i Francescę Findabair. Ceną nocnej akcji są pierwsze ofiary, Lydia van Bredevoort i Hen Gedymdeith. Na naradzie w Garstangu Tissaia de Vries staje po stronie oskarżonych, a wprowadzone przez Yennefer medium wieszczy wybuch wojny i śmierć króla Vizimira; wtedy arcymistrzyni znosi jednym zaklęciem blokadę Garstangu, neutralizuje dwimeryt i uwalnia spiskowców. Z podziemi wyspy wysypują się sprowadzeni zdradą Scoia'tael pod wodzą Cahira i Rience'a i zaczyna się masakra, w której ginie kilkoro czarodziejów z obu stron. Geralt, torujący sobie drogę do Ciri i Yennefer, ścina Terranovę i wycina komando elfów, po czym u stóp Tor Lara zostaje zmasakrowany żelaznym kijem Vilgefortza; na koniec Wieża Mewy, do której wbiegła Ciri, zawala się wraz ze spaczonym teleportem. Kapituła i Rada przestają istnieć, a losy Ciri i Yennefer pozostają nieznane.r. 35Inwazja na Brugge: O świcie siódmego dnia po Lammas Nilfgaard uderza na Brugge: od Drieschot rusza jazda ze sprzymierzonym wojskiem Verden, które jest już cesarską protekcją, a na twierdzę Dillingen idzie zza Jarugi Czarna Piechota po moście zbudowanym na łodziach w pół dnia. Boki cesarskich hufów flankują komanda Scoia'tael i verdeńscy wolentarze, pustoszący kraj gorzej od regularnych wojsk. Geralt, Jaskier i Milva oglądają z urwiska zagładę bruggeńskich knechtów broniących wsi na grobli i rzeź jeńców, a potem przez dni jadą wschodnim szlakiem wśród zgliszcz, szubienic i pobojowisk. Inwazja odcina drogę na południe i grzebie plan spłynięcia łodzią do ujścia Jarugi: strzeżonego mostu nie minie nic prócz łososia.r. 35Potyczka pod bukiem: Na polanie za Wstążką Geralt i Jaskier, wzięci przez havekara za elfich klientów, stają się przypadkowymi świadkami sekretnej transakcji: handlarz ma przekazać nilfgaardzkim jeźdźcom jeńca wiezionego w sosnowej trumnie. Odbiorcy płacą po swojemu, nadziakiem w ciemię, mordują też woźnicę Koldę, a świadków próbują wziąć żywcem. Wiedźmina, którego zawodzi niedoleczona noga, ratują strzały Milvy: łuczniczka kładzie z olszyny trzech konnych, dowódcy wsadzając strzałę w twarz z pięciu kroków. W trumnie leży Cahir, rozpoznany po szramie od cięcia Ciri z Thanedd; Geralt zostawia mu nóż i po raz drugi daruje życie, zapowiadając, że trzeciego razu nie będzie.r. 35Spotkanie kompanii Zoltana: Na zasłanym trupami gościńcu w Brugge, przy rozbitej kolumnie kupieckiej Very Loewenhaupt, Geralt, Jaskier i Milva słyszą rzecz w pejzażu wojny niemożliwą: wesoły śpiew. Tak wita ich maszerująca od Dillingen kompania Zoltana Chivaya: pięciu krasnoludów, gnom Percival Schuttenbach, klnąca papuga Feldmarszałek Duda i gromadka przygarniętych uciekinierek z Kernow. Zoltan proponuje wspólny marsz za front: duktami do wzgórz Turlough, potem Starą Drogą ku rzece Chotli i Inie, za którą powinny stać temerskie wojska. Umowa staje i wokół wiedźmina, który przysięga, że żadnej kompanii nie chce, zaczyna się zbierać kompania.r. 36Spotkanie na Fen Carn: Na przymusowym noclegu wśród kurhanów Fen Carn kompania rusza w pełnię księżyca na łowy na ghula, którego wypatrzył Percival, ale wiedźmiński medalion Geralta ani drgnie, a zamiast trupiego odoru w powietrzu wisi zapach szałwii i anyżu. Z jamy pod dolmenem wychodzi Emiel Regis, cyrulik z Dillingen, który na cmentarzysku spędza każde lato przy zbiorach rosnącej tu masowo mandragory. Nocna gościna w jego chatce, z krążącą menzurką mandragorowego destylatu, kończy się rozmową o wojnie i decyzją: odcięty od domu cyrulik rusza dalej razem z kompanią Zoltana Chivaya. Wokół wiedźmina, który kompanii mieć nie chciał, robi się coraz tłoczniej.r. 37Pojmanie przez Cintryjczyków: Wzięci za dezerterów Geralt i Jaskier trafiają do obozu wojskowego przy odbitej Armerii, gdzie hrabia Daniel Etcheverry rozpoznaje słynnego barda i już każe zdjąć jeńcom pęta. Ratunek trwa chwilę: korpusem dowodzi marszałek Vissegerd, który pamięta wiedźmina z zaręczyn Pavetty i ma go za nilfgaardzkiego szpiega, łotra, który porwał, wychował i sprzedał Emhyrowi Cirillę. Hrabia ręczy za niewinność pojmanych, ale jako żołnierz nie sprzeciwi się dowódcy, a rozjuszony marszałek kończy przesłuchanie wyrokiem: za Ciri, córkę Pavetty, wiedźmin będzie wisiał.r. 37Rozbicie obozu nad Chotlą: Krzyk „Nilfgaard!" zamienia obóz zbiegów nad Chotlą w pandemonium: tratujący się tłum rozdziela kompanię, porywa ze sobą Milvę i grzebie Geralta pod drabiną i workami mąki, a kopnięcie końskiego kopyta w głowę odbiera wiedźminowi przytomność. Przez obóz przetacza się starcie temerskiego kontruderzenia z nilfgaardzkim podjazdem: gdy Geralt się ocyka, obozowisko jest dymiącą ruiną, konni strzelcy z liliami Temerii spędzają ocalałych i obdzierają poległych w czarnych płaszczach, a po Zoltanie, Percivalu, Regisie i Milvie nie ma śladu. Ból tratowanego wiedźmina, zmiażdżoną głowę i kolano, czuje przez sen Ciri w jaskini daleko na południu.r. 37Sąd boży nad Chotlą: W obozie zbiegów nad Chotlą wędrowny kapłan urządza proces upośledzonej dziewczyny, oskarżonej o zmowę z wampirem, i po kompromitacji „dowodu" z ugotowanego kota (którego Percival wskazuje żywego na wozie) ogłasza sąd boży: kto wyjmie z ogniska rozpaloną do białości podkowę i nie zdradzi śladu oparzeń, dowiedzie niewinności oskarżonej. Na obrońców zgłaszają się Geralt, Zoltan i Milva, lecz ubiega ich Emiel Regis: cyrulik spokojnie wyjmuje podkowę gołą ręką, odnosi ją kapłanowi i pokazuje tłumowi zdrową, nietkniętą ogniem dłoń. Wyrok jest jednoznaczny, dziewczyna i jej obrońcy są niewinni, a wyjącemu o diabelskiej sztuczce kapłanowi Regis przypomina chłodno, że podważanie wyniku ordaliów to podobno herezja.r. 38Ucieczka spod szubienicy w Armerii: W noc przed zapowiedzianą na świt publiczną egzekucją wartownicy pod drewutnią zasypiają jak na komendę, a pachnący ziołami Regis przecina więzy Geralta i Jaskra i wskazuje im drogę: na wschód, na najjaśniejszą gwiazdę Siedmiu Kóz, prosto do Iny. Ucieczka idzie gładko tylko do kępy olszyn, gdzie czatująca warta wyłuskuje z buta poety dublony; alarm zbiega się z prawdziwym atakiem, bo na obóz Vissegerda nadciąga nocą nilfgaardzka konnica. Zbiegowie na kradzionym koniu prześlizgują się między zwierającymi się armiami, ostrzelani gradem strzał, od którego Jaskier zbiera krwawe rozcięcie głowy, a Geralt gołymi rękami i zdobyczną mizerykordią kończy trzyosobowy pościg. Nad ranem, zgodnie z obietnicą cyrulika, nad Iną czekają Milva z końmi i Cahir.r. 38Ujawnienie natury Regisa: Nad brzegiem Iny, gdy Regis z upodobaniem chwali zapach krwi opatrywanego Jaskra, Geralt przystawia mu miecz do gardła, a Milva dostrzega z przerażeniem to, co powinna była zauważyć dawno: cyrulik nie rzuca cienia. Zdemaskowany przedstawia się w pełni: Emiel Regis Rohellec Terzieff-Godefroy, lat czterysta dwadzieścia osiem, wampir wyższy, potomek istot uwięzionych na tym świecie po Koniunkcji Sfer. Wiedźmin, który zawodowo eliminuje takie istoty, każe mu odejść, a na pytanie o wycenę własnej głowy wampir słyszy, że wątpliwe, by kogokolwiek było na nią stać. Regis znika, uśmiechnąwszy się po raz pierwszy z pokazaniem zębów, i tym samym kończą się zagadki towarzyszące cyrulikowi od Fen Carn: wyjęta z żaru podkowa, uśpione warty i zagadkowe uśmiechy z zaciśniętymi ustami.r. 38Zawiązanie kompanii Geralta: Na suchej wyspie wśród rozlewisk, tam gdzie odnoga Iny wpada do Wielkiej Jarugi, Geralt ogłasza rozstanie: wszyscy wracają na północ, a on jedzie za Jarugę sam, bo jego sprawa jest osobista. Odpowiedzią jest kocioł zupy rybnej ugotowanej siłami całej gromady, wykład Regisa o tym, że życie zna długi spłacane zadłużeniem u innych, i wyliczanka Milvy, że samotne wilki to łgarstwo mieszczuchów. Skoro po rewelacjach Cahira nikt nie wie, gdzie jest Ciri, Regis wskazuje cel pierwszego etapu: druidzki krąg z borów Caed Dhu w Angrenie, który w sprawach magii i przeznaczenia orientuje się jak mało kto. Wiedźmin, obrzuciwszy cholerą całą kooperującą grupę idiotów, zostaje na czele drużyny, jakiej świat nie widział: wierszokleta z lutnią, pół driady, pół baby z łukiem, wampir po czterechsetce i Nilfgaardczyk, który upiera się, że nie jest Nilfgaardczykiem. Podróżować będą incognito, by nie wzbudzać sensacji. Ani śmiechu.r. 40Bitwa o most na Jarudze: Przeprawa przez Jarugę, którą Geralt wybrał zamiast trzęsawisk Ysgith, kończy się w samym środku cudzej bitwy. Porwany prom, wzięty w dwa ognie przez lyrijskich partyzantów i Nilfgaardczyków, wrywa się w łachę pod mostem przy Czerwonej Bindudze, gdzie omyłkowa salwa lyrijskich kuszników zabija konie kompanii, a Milva roni dziecko i życie ratuje jej Regis. Ponieważ ranna nie może uciekać, Cahir z Geraltem zatrzymują panikę pierzchających z mostu żołnierzy i stają na czele kontrataku: to ich wspólny chrzest ognia, w którym Nilfgaardczyk tnie swoich, a wiedźmin Znakiem Aard rozbija płonącą barykadę i przechodzi przez ogień w bitwie, której w ogóle nie rozumie. Obrona mostu, wsparta odsieczą konnicy spod znaku orła i czerwonych rautów, ocala przyparty do rzeki korpus królowej Meve; sam most zostaje po bitwie zniesiony, a późniejsze kroniki nie poświęcą całej batalii najmniejszej wzmianki.r. 40Pasowanie Geralta z Rivii: Po obronie mostu przed obolałym zwycięzcą staje osobiście Meve, królowa Lyrii i Rivii, spluwająca krwią przez zakrwawioną chusteczkę, bo w bitwie, w której walczyła w pierwszej linii, wybito jej kilka zębów. Zapytany o imię Geralt ma dość wszystkiego i odpowiada zgodnie z prawdą: Geralt, znikąd, nie pasowany. Królowa każe mu klęknąć, a rycerz Odo recytuje za bezzębną monarchinię formułę pasowania za bezprzykładne męstwo w boju za słuszną sprawę. Na koniec Meve mruga znad koronkowej chusteczki: skoro trzymał most wespół z wojakami z Rivii, nadaje mu predykat. Geralt z Rivii. Przydomek, który wiedźmin wymyślił sobie sam, żeby brzmiało ładniej, staje się prawdziwym rycerskim predykatem, a świeżo pasowany rycerz kłania się głęboko, by suzerenka nie dostrzegła jego gorzkiego uśmiechu.r. 43Przeprawa przez Jarugę: Po tym, jak łaska królowej Meve zmieniła się w przymusowy pobór, a lyrijski korpus zawrócił znad drogi do Caed Dhu ku Mahakamowi, drużyna Geralta nocą z piątego na szóstego września cichaczem dezerteruje, „pożyczając" na drogę konie, ekwipunek i muła Draakula. Po dwóch dobach w nadrzecznej łozinie kompania przeprawia się dziesiątego września na lewy brzeg Jarugi najbezczelniej, jak się da: po odbudowanym moście w Czerwonej Bindudze, wmieszana w tłum nilfgaardzkich transportów i cywilnej zbieraniny, a jedyny patrol zbywa Cahir władczym warknięciem o cesarskiej służbie. Drużyna znika w lasach Górnego Zarzecza, na terytorium wrogiego Cesarstwa, i rusza ku Stokom śladem druidów, którzy opuścili Czarny Las.r. 45Rozdzielenie hanzy: Dwudziestego piątego września, u stóp Gorgony, Geralt publicznie przeprasza Cahira za niesłuszne oskarżenie o zdradę, które dwie noce wcześniej skończyło się bijatyką na pięści, rozdzieloną dopiero pasem Milvy. Wyjaśnia, skąd wziął się jego gniew: drużynę zdradziła osoba niegdyś mu bardzo bliska, śledząca ją magią skanującą, a czarodziejów zdemaskowała pomyłka w liczeniu, bo Regis jako wampir jest dla czaru wychwytującego niewidzialny. Potem wiedźmin mówi głośno to, co wszyscy przeczuwają od nocy czerwonego księżyca: tamtej nocy było Ekwinokcjum i wszystko wskazuje na to, że Ciri poniosła wtedy śmierć, gdzieś daleko, samotna wśród wrogich ludzi. Drużynie pozostała zemsta, przykład grozy, o którym opowieści będą krążyć za sto lat: w Belhaven trzeba wydusić z półelfa nie to, na czyj rozkaz działa, lecz gdzie znajdują się jego mocodawcy. Hanza dzieli się na dwie grupy: Geralt, Cahir i Angoulême ruszają w górę Newi ku Belhaven, na Słowika i półelfa, a Jaskier, Milva i Regis jadą ku dolinie Sansretour i granicom Toussaint, gdzie schronili się druidzi.r. 45Układ w Riedbrune: Zgarnięty prosto z gospody w Riedbrune Geralt siada na krześle dla przesłuchiwanych przed jednookim prefektem Fulkiem Artevelde i wysłuchuje zeznań świadka koronnego. Zbiegła z bandy Angoulême, której za współpracę obiecano stryczek zamiast pala z rozpalonymi obcęgami, wydaje szykowaną zbrodnię: rozbójnik Słowik czeka ze swoją hanzą w Belhaven, by zabić wiedźmina na zlecenie tajemniczego półelfa, który zapłacił duże pieniądze i opisał wszystko, łącznie z kompanią Geralta (choć doliczył się w niej tylko czworga). Prefekt, który od miesięcy czeka na sposób, by dopaść Słowika przed amnestią, proponuje układ: Geralt jako jego „koronny wiedźmin" wykończy rozbójnika, a Fulko w zamian o nic nie zapyta, powiadomi cesarski kontrwywiad dopiero po wszystkim i da kompanii czas na dotarcie do Toussaint. Przy okazji wyprowadza wiedźmina z błędu: druidzi z Caed Dhu nie siedzą już nad jeziorem Loc Monduirn, lecz od miesiąca przebywają w Toussaint, pod opieką księżnej Anarietty. Geralt przystaje pod dwoma warunkami, a drugim jest przyspieszona amnestia i wolność dla Angoulême; prefekt godzi się niemal natychmiast, bo wie, że wiedźmin robi to wszystko właśnie dla niej.r. 46Wyznanie Cahira: W drodze doliną Sansretour, przy ognisku nad pieczonymi pstrągami, Cahir opowiada wreszcie Geraltowi całą swoją historię z Cintry. Nilfgaardzki szpieg na dworze wydał plan wywiezienia królewskiej wnuczki, a na grupę młodego oficera uciekający wpadli czystym przypadkiem. Po sieczce w płonącym kwartale miasta Cahir został z półprzytomną Ciri sam wśród trupów i ognia: wywiózł ją przez płomienie, wyrwą w murze wydostał się nad rzekę, umył skamieniałą ze strachu dziewczynkę, która przy każdym dotknięciu sztywniała i kwiliła jak pisklę, a gdy zasnął, zniknęła. Za wrzask o cesarzu polującym na małe dziewczynki jak krogulec przesiedział potem ponad rok w cytadeli, nim przypomniano sobie o nim przed Thanedd. Po opowieści przychodzi wyznanie właściwe: Cahir nie może o Ciri zapomnieć, widuje ją w snach jako dorosłą, piękną kobietę, z takimi szczegółami jak pąsowa róża wytatuowana w pachwinie, i myśli, że ją kocha. Wie przy tym realistycznie, że ona go nie zechce, a jako małżonkę cesarza mógłby ją przynajmniej widywać. Na pytanie, czy Geralt pozwoli mu ją zabrać, wiedźmin nie odpowiada; umawiają się, że do tego czasu mogą być druhami, a Cahir przyrzeka, że wiedźmina nigdy nie zdradzi.r. 46Zasadzka w kopalni „Rialto": Trop czerwonego błota z rudokopów wokół Belhaven prowadzi Geralta, Cahira i Angoulême do kopalni „Rialto". Po drodze trójka wycina piątkę haraczników Słowika z Novosadem i Yirrelem na czele, a mistyfikacja Angoulême, jakoby to oni zabili wiedźmina i należała im się druga rata za kontrakt, wywabia z magazynu samego zleceniodawcę. Półelf Schirrú przyjmuje jako dowód wiedźmiński medalion, po czym odsłania karty: rozpoznał Geralta od pierwszego rzutu oka, bo dokładnie mu go opisano, a przysłano go, by z wiedźminem skończył. Z nożem na gardle Angoulême doczekuje przybycia wspólników: skorumpowanego kapitana nilfgaardzkiej kawalerii, który w trybie doraźnym skazuje trójkę na śmierć, i Słowika, cesarskiego już „dowódcy kompanii ochrony górnictwa", który dla zbiegłej z jego hanzy dziewczyny każe ciosać pal. Schirrú zdąża jeszcze pochwalić się, że to on z rozkazu mistrza Vilgefortza zamordował w Dorian Codringhera i Fenna, i obiecuje Geraltowi śmierć w smole, gdy na kopalnię spadają bomby zapalające i strzały partyzantów z Wolnych Stoków. W ognistym pandemonium ginie kapitan, Angoulême rozwala Słowikowi policzek niemal do zębów, a trójka wyrywa się z okrążenia. Cenę ucieczki płaci Cahir, oskalpowany rzuconym toporkiem, oraz Geralt, którego medalion z głową wilka zostaje w kieszeni Schirrú.r. 47Rzeź w Caed Myrkvid: Ścigająca kompanię banda Słowika i Schirrú wdziera się do świętego lasu Caed Myrkvid, morduje pielgrzymów i druidów i szturmuje osiedle przy wielkim dębie, gdzie bronią się Milva, Jaskier i Angoulême. Ostrzeżony wizją Geralt przybywa na pukaczu i tnie grasantów od skraju lasu, u boku Rycerza Szachownicy, z którym ratują sobie wzajemnie życie; rozstrzyga szarża błędnego rycerstwa Toussaint, choć bełt z gabriela urywa wiedźminowi ucho. Niedobitki ze Słowikiem i Schirrú zbiegają za graniczny strumień, do nietykalnego sanktuarium, gdzie rycerzom wejść nie wolno; ruszający za nimi Geralt, Milva i Angoulême wpadają w konary dębopotworów i trafiają przed oblicze flaminiki razem ze schwytanymi bandytami. Druidka, głucha na prośby o świadka koronnego, każe spalić schwytanych żywcem w Wiklinowej Babie: w ogniu giną Słowik i Schirrú, a wraz z półelfem jedyny trop do jego mocodawcy i wiedźmiński medalion z głową wilka, który topi się w żarze. Milva wychodzi z bitwy z połamanymi żebrami, a baron de Peyrac-Peyran rozpoznaje w Jaskrze wicehrabiego Juliana i zabiera go do zamku Beauclair.r. 47Spotkanie z Avallac'hem: Skierowany przez flaminikę Kręgu Geralt wchodzi sam i bezbronny do jaskini pod Gorgoną, gdzie po przejściu przez gniewną menażerię pukaczy i barbegazi trafia na elfa malującego fałszywy prehistoryczny fresk. Avallac'h, Wiedzący o pełnym imieniu Crevan Espane aep Caomhan Macha, prowadzi wiedźmina do ukrytej za malowidłem nekropolii Tir ná Béa Arainne, pod cenotaf Lary Dorren, i odsłania elfią stronę legendy: Lara była przygotowywanym przez stulecia ładunkiem genetycznym, jej materiał przetrwał mezalians z Cregennanem i zmutował, a Ciri jest prawdziwym potomkiem Lary, Jaskółką, za którą wedle proroctwa Ithlinne muszą pójść elfy, by przetrwać nadchodzące Białe Zimno. Wyprawa ratunkowa, komunikuje elf, straciła sens: zasadnicze zło już się dokonało, dziewczyna pomocy nie potrzebuje, a pomoże jej teraz ktoś inny. Na starannie sformułowane pytanie, czy odzyska Ciri, Geralt słyszy odpowiedź jak wyrok: odzyska po to tylko, by natychmiast utracić ją na zawsze, a wcześniej straci wszystkich towarzyszy, jednego w ciągu tygodni, dni, może godzin. Wiedźmin kwituje proroctwa mianem fioletowego bizona, ale przyjmuje od elfa wizję w ścianach nekropolii: wśród niejasnych obrazów (odrąbana ręka, krew na szklistej tafli, Yennefer w kajdanach, czarna wieża na tle zorzy) wyłania się klarowne ostrzeżenie, że kompanii w Caed Myrkvid grozi śmierć.r. 54Misja Fringilli: Romans, który wybucha między Geraltem a Fringillą Vigo wśród foliałów biblioteki Beauclair i trwa przez dwa zimowe miesiące, ma drugie dno. Nocą, po wyjściu od wiedźmina, czarodziejka przemierza pałac do zamaskowanej iluzją sekretnej komnaty, znanej tylko czarodziejom domu książęcego, i przez telekomunikator melduje się dziewięciu kobietom przy okrągłym stole. Filippa Eilhart pyta w imieniu loży o próby magicznego skanowania (nie było ani jednej) i o to, czy Fringilla zdoła utrzymać wiedźmina w Toussaint przynajmniej do maja. Czarodziejka, przemilczając, że Geralt dwukrotnie nazwał ją Yennefer w chwilach, w których miała prawo oczekiwać własnego imienia, odpowiada uczciwie: do maja chyba nie, ale zrobi wszystko, co w jej mocy, by zatrzymać go jak najdłużej.r. 54Przybycie do Beauclair: W październiku kompania Geralta, prowadzona przez orszak błędnych rycerzy z Reynartem de Bois-Fresnes, zjeżdża doliną Sansretour do Beauclair, gdzie wita ją wystrojony jak princ Jaskier, na dworze znany jako wicehrabia Julian. Księżna Anna Henrietta przyjmuje gości ze wszystkimi honorami: Geralt nosi przy Święcie Kadzi czarodziejkę Fringillę Vigo, a na audiencji księżna, wzruszona opowieścią o Ciri, przyrzeka kompanii opiekę, gościnę i dostęp do najbogatszej biblioteki znanego świata. Z krótkiego postoju robi się zimowa kwatera: nim Milvie zrosną się żebra, śniegi zawalają przełęcze i z księstwa nie sposób wyjechać przed odwilżą. Tak zaczyna się pobyt, który wszystkie późniejsze wersje legendy zbędą jednym zdaniem o zimie spędzonej w Toussaint.r. 55Mistyfikacja Rhys-Rhun: Przy pożegnaniu w stajni Geralt w dowód zaufania zdradza Fringilli Vigo kryjówkę Vilgefortza, a czarodziejka triumfalnie przekazuje loży w Montecalvo nazwę: cytadela Rhys-Rhun w Nazairze, nad jeziorem Muredach. Loża postanawia uprzedzić wiedźmina, który nie zdoła tam dotrzeć przed kwietniem, i jeszcze tej nocy grupa uderzeniowa Sabriny Glevissig i Keiry Metz przeprowadza podniebny desant na zamczysko. Obserwowany na magicznym ekranie szturm kończy się kompromitacją: Rhys-Rhun to pusta, brudna ruina, w której od pięćdziesięciu lat nie było żywej duszy poza pająkami, szczurami i nietoperzami. Wiedźmin, wypytawszy wcześniej miejskiego kartografa o zamki, podał kochance fałszywy adres. Filippa każe udawać, że desant był ćwiczeniem, zrujnować zamek do końca i cenzurować przyszłe legendy, a Sheala de Tancarville pociesza upokorzoną Fringillę, że nikt nie jest doskonały i każdą z obecnych jakiś mężczyzna kiedyś oszukał, wykorzystał i wystawił na pośmiewisko.r. 55Podsłuch pod Pomerol: Rutynowy kontrakt na potwora z lochów winnicy Pomerol kończy się odkryciem, które zmienia bieg całej wyprawy. Geralt, zapadłszy się w podziemia dawnej kopalni, trafia przez sekretne przejście do starożytnej komnaty podsłuchowej z mosiężnymi trąbami, a z nich płynie narada, której nikt postronny nie miał prawa usłyszeć. W Toussaint, jedynym zakątku Cesarstwa wolnym od agentów Vattiera de Rideaux, zjechali się pod pozorem kupieckich interesów spiskowcy: Stefan Skellen, książęta Ardal aep Dahy i Joachim de Wett, hrabia Broinne i pan Leuvaarden. Urażeni odtrąceniem swoich córek i żon dla „przybłędy z Cintry", uzgadniają śmierć Emhyra i osadzenie na tronie princa Voorhisa, a zamachu ma dokonać zamachowiec pod magiczną protekcją Vilgefortza: trzymana w więzieniu, zauroczona i zaprogramowana jak golem Yennefer, która po wszystkim popełni samobójstwo. Na koniec, jako rękojmię szczerości, Skellen wyjawia zebranym aktualne miejsce pobytu Vilgefortza. Geralt u wylotu trąb zaciska pięści aż do bólu i wytęża słuch oraz pamięć: właśnie dowiedział się, dokąd naprawdę musi jechać.r. 55Wyjazd z Toussaint: Nazajutrz po podsłuchu pod Pomerol Geralt wpada do pałacowej kuchni i daje kompanii godzinę na spakowanie: wyjazd pojedynczo, bez pozoru, zbiórka pod słupem na wzgórku za miastem. Drużyna reaguje, jakby czekała na tę wieść od tygodni, a Angoulême dostaje w dodatku dobrą nowinę, bo Geralt zmienił zdanie i nie zostawia jej w Beauclair. Pożegnania są trzy: Fringilla Vigo przydybuje wiedźmina w książęcej stajni i po odrzuconej prośbie „zostań ze mną" żegna się z nim tak, jak tego pragnie, Jaskier, który zostaje przy Anarietcie, dogania kompanię z sakiewką dukatów z prywatnej szkatuły księżnej i przyjmuje od Geralta list do Dijkstry, a Reynart de Bois-Fresnes objaśnia trasę przez przełęcze Malheur, Sansmerci i Mortblanc ku dolinie Sudduth, po czym na propozycję wspólnej drogi odpowiada, że jest błędny, ale nie szalony. Kompania rusza w góry pod ciemniejącym niebem, w lodowaty wiatr, który niesie zapowiedź śnieżycy.r. 60Łaska cesarza: Oficer, który po szturmie zajmuje zamek Stygga i każe aresztować Skellena za zdradę, zdejmuje hełm dopiero w cztery oczy z Geraltem: to sam Emhyr var Emreis. Wiedźmin wita go imieniem Duny, bo domyślił się już, jaką rolę w krwi Ciri odegrał incest: cesarz Nilfgaardu jest jej ojcem, Jeżem z Erlenwaldu, który szesnaście lat temu wziął ślub z Pavettą w Cintrze. Emhyr opowiada wszystko: klątwę uzurpatora, pakt z Vilgefortzem i przepowiednię o synu Ciri, władcy świata, upozorowaną katastrofę na Głębi Sedny, w której naprawdę zginęła Pavetta, i plan poślubienia własnej córki, nieświadomej, kim jest jej mąż. Tajemnica ma umrzeć z tymi, którzy ją znają, więc Geralt i Yennefer dostają w ramach spłaty starych długów śmierć honorową: wspólną kąpiel i nóż do otwarcia żył. Cesarz odprowadza ich do łaźni i obiecuje Yennefer, że nie skrzywdzi „córki pani i wiedźmina Geralta": deptał trupy i tańczył na kurhanach wrogów, ale tego, o co go podejrzewają, zwyczajnie by nie potrafił. Teraz to wie, także dzięki nim obojgu. Potem przytula szlochającą Ciri, szepcze w Starszej Mowie „va faill, luned", żegnaj, dziewczyno, i na jego rozkaz całe czarne wojsko odjeżdża z zamku, nie zostawiając ani strażnika, ani obiecanego noża. Ciri nie mówi Geraltowi i Yennefer o pożegnaniu ani słowa.r. 60Szturm na zamek Stygga: Wszystkie drogi legendy schodzą się w zamku Stygga. Ciri przybywa do kryjówki Vilgefortza z własnej woli, by oddać się w zamian za wolność Yennefer, a gdy czarodziej odrzuca ofertę i wlecze ją do laboratorium, do zamku wdziera się kompania Geralta: zahipnotyzowani przez Regisa wartownicy sami otwierają bramę. Zwycięstwo kosztuje kompanię wszystko. Milva ginie w pojedynku łuczników na krużganku, osłaniając towarzyszy; Cahir zastępuje drogę Bonhartowi, by Ciri mogła ujść, i pada pod jego mieczem; raniona w udo Angoulême wykrwawia się w objęciach Ciri; Regis, który wyrwał Yennefer z magicznej matni, zostaje przez Vilgefortza rozdarty i stopiony białym ogniem wraz z kolumną. Rachunki wyrównują ocaleni. Ciri, przyparta na belkach zrujnowanego skrzydła, sięga po wahadłową naukę z Kaer Morhen, zwala Bonharta w przepaść, a zdradziecki atak nożem kończy cięciem przez gardło i zabiera łowcy trzy wiedźmińskie medaliony. Geralt, tłuczony żelaznym drągiem, myli maga iluzją z medalionu Fringilli i dwoma cięciami oraz dekapitacją kończy karierę największego wroga; pomaga i to, że zregenerowane oko Vilgefortza nigdy nie odzyskało koordynacji. Wiedźmin, wiedźminka i Yennefer schodzą potem razem po zalanych krwią schodach przez resztki najemników Skellena, aż na dole zamiast wyjścia czekają na nich czarne salamandry cesarskiego wojska.r. 63Odpłynięcie we mgle: Nad konającym po pogromie Geraltem zawodzi magia Yennefer, która wyczerpuje się do utraty przytomności, a Ciri gorzko wypomina sobie wyrzeczenie się mocy na pustyni. Znad Loc Eskalott wychodzi wtedy na ląd gęsta mgła, a z niej wyłania się Ihuarraquax, biegnący po powierzchni jeziora, jakby na niego czekano. Ciri dotyka płonącego rogu jednorożca, jej oczy rozjarzają się mlecznym żarem i ku wiedźminowi płynie z jej palców wstęga żarzącej się jasności; nikt z patrzących nie umie potem ocenić, jak długo to trwało, bo wszystko jest nierealne jak sen. Jednorożec wskazuje rogiem czekającą pod wierzbami łódź. Rannych składają w niej żywi, którym zmysły podpowiadają, że pomagają im umarli: Jaskier czuje bark Cahira i widzi warkocz Milvy oraz dłonie Angoulême, Zoltan przysiągłby, że dźwiga z nim Caleb Stratton, Yarpen widzi braci Dahlbergów, a Triss czuje perfumy Lytty Neyd i widzi żółtozielone oczy Coëna. Ciri prosi Triss o przeproszenie pań z Montecalvo, bo nie może zostać, gdy Geralt i Yennefer odchodzą; na pytanie, czy jeszcze się zobaczą, odpowiada „na pewno", i oboje z Triss wiedzą, że to kłamstwo z litości. Łódź odpływa bez plusku i niknie we mgle, pieje kogut, a nad brzegiem zostają słowa: coś się skończyło, coś się zaczyna. Geralt budzi się potem obandażowany w sadzie pod ciężkimi od jabłek gałęziami, przy nim czuwa Yennefer, która obiecuje nigdy już go nie opuścić, i żadne z nich nie wie, gdzie właściwie są. Ciri, opowiedziawszy całą historię Galahadowi nad zaczarowanym jeziorem, rusza z nim ku Kamelotowi, dłoń w dłoni, wprost w zachodzące słońce; bo nie ma takiego świata, w którym nie byłoby zajęcia dla wiedźminki.r. 63Pogrom w Rivii: W kilka dni po czerwcowym nowiu iskra rzucona na rivskim bazarze, wedle oficjalnej wersji obraza młodej szlachcianki Nadii Esposito przez krasnoludzkiego przekupnia, rozpala bitkę, która w mgnieniu oka przeradza się w rzeź i zmasowany atak ludności na dzielnice nieludzi; późniejsi badacze będą pytać, skąd w kilka minut wzięły się wozy z rozdawaną bronią i kim byli nieznani nikomu prowodyrzy. W niecałą godzinę ginie sto osiemdziesiąt cztery osoby, blisko połowa to kobiety i dzieci. Geralt, który chwilę wcześniej ogłosił koniec swojego wiedźmiństwa i zwrócił sihill, zdejmuje miecz znad komina gospody „U Wirsinga" z zapowiedzią, że to już naprawdę ostatni raz, i staje w obronie mordowanych, tnąc szeroko, by kaleczyć, nie zabijać. Rozczochranemu młodzikowi błagającemu o litość daruje życie, a ułaskawiony zrywa się i wbija mu w brzuch trójzębne widły. Do miasta docierają w tym czasie Yennefer, Ciri i Triss; kamienowana Yennefer pada bez przytomności, a Triss, która pod Sodden mdlała ze strachu, łamie w sobie tchórzostwo na zawsze: z kupy kompostu, którą legenda nazwie Rivijskim Wzgórzem, sprowadza na miasto niszczące gradobicie, jakiego nikt po niej nie zdoła powtórzyć. Grad chłodzi gorące głowy, spóźnione wojsko rozpędza motłoch i nad Rivią rozpina się tęcza, pod którą na skrwawionym bruku kona wiedźmin.