Opis ogólny — bez zdradzania fabuły.
Świątynia to scena ramy całego tomu: stąd, z zacisznej komnaty o świcie, wracamy wspomnieniami do głośnych zleceń wiedźmina. Sam tekst pierwszego rozdziału nie zdradza jeszcze ani nazwy tego miejsca, ani tego, jak Geralt się tu znalazł — mapa zdradza tyle, że to tu toczy się „teraz" opowieści.
Pełna kronika — czytasz bez ustawionej zakładki.
W szarej jasności świtu do komnaty śpiącego wiedźmina bezszelestnie przychodzi dziewczyna — i wszystko, co się między nimi dzieje, dzieje się bez jednego słowa.
Rozdział trzeci wreszcie nazywa to miejsce: świątynia Melitele pod Ellander, sławna szeroko i przyciągająca dziewczęta nawet z najdalszych okolic. Od bramy biegnie topolowa alejka ku budynkom mieszkalnym i blokowi sanktuarium wtopionemu w urwistą skałę; dalej ciągną się ogrody i zabudowania gospodarskie, gdzie kapłanki w szarych roboczych szatach plewią grządki i karmią ptactwo. Wychowanki przychodzą tu i odchodzą w świat — jako wieszczki, położne, uzdrowicielki, druidki, nauczycielki i guwernantki — a wszystkim rządzi Nenneke, z której wiedzy o leczeniu korzysta właśnie pokiereszowany przez strzygę Geralt. Gościom wstęp do sanktuarium jest wzbroniony — „po sanktuarium mi się nie pętaj".
Do świątyni zjeżdżają rycerze zakonu Białej Róży w służbie księcia Herewarda z żądaniem wypędzenia wiedźmina. Wizyta odsłania status tego miejsca: świątynia nie podlega książęcym rozkazom („tu nie jest Ellander — tu jest świątynia Melitele"), kapłanki są praktycznie nietykalne, a Nenneke trzyma w szachu nawet dwór — od jej apteki zależą dostawy afrodyzjaków dla książęcej małżonki. Rycerze odjeżdżają z niczym, zapowiadając, że to nie była ich ostatnia wizyta.
W najdalszym zakątku świątynnego parku Geralt ćwiczy z mieczem, próbując wypalić z mięśni krążące w nim zimno — i tam odnajduje go Iola. Wiedźmin wygłasza do milczącej kapłanki monolog-spowiedź: o Kaer Morhen, o pierwszym potworze, o wymyślonym kodeksie i o przydomku Rzeźnika z Blaviken. Zmierzcha, gdy oboje wracają do świątyni.
Świątynia ma też bibliotekę z regałami oprawnych w skórę ksiąg — od „Historii świata" Rodericka de Novembre po „Arkana magii i alchemii", za którymi rekonwalescent Geralt chowa gąsiorek śliwkowej okowity. Spokój uczonego przybytku burzy przyjazd Jaskra: trubadur zdąża uszczypnąć furtiankę, doprowadzić Nenneke do białej gorączki i zasiąść z wiedźminem nad gąsiorkiem, nim obaj uradzą wspólny wyjazd na południe — bo diuk Hereward dał gościowi świątyni do zrozumienia, że nie jest w Ellander mile widziany.
Największy sekret świątyni kryje się w grocie: gorącej, parnej cieplarni, w której Nenneke hoduje setki roślin — od składników wiedźmińskich eliksirów po okazy, których nie zna nawet Geralt, a pośrodku kadzie i baseny pełne roślin wodnych, glonów i pleśni. Ponad połowa z nich nie rośnie już nigdzie indziej na świecie. Wyjaśnienie jest dwojakie — „łaska Melitele" albo fizyka: wielkie kryształowe płyty w sklepieniu działają jak filtr i zatrzymują zabójcze promienie, których w świetle słonecznym jest coraz więcej. Słońce, mówi kapłanka, wciąż świeci — ale już nie tak jak dawniej.
Rama domyka się tam, gdzie się zaczęła. Zakon Białej Róży, który nie śmiał nastawać na wiedźmina na terenie świątyni, zaczaja się na niego na leśnej polanie pod miastem — stąd widać jeszcze świątynne wieże nad lasem (pojedynek). Samo pożegnanie odbywa się na dziedzińcu, przy osiodłanych koniach, między oplecionymi bluszczem kolumnami: Nenneke oddaje Geraltowi uzupełniony kuferek eliksirów, Iola przy podawaniu go dotyka ręki wiedźmina — i świątynię na moment zalewa cudza wizja śmierci. Goście odjeżdżają na południe; kapłanki zostają z dziewczyną, której nie wolno zostawić samej.
Do Twojej zakładki — każde prowadzi do rozdziału.