atrament na mapieOpis ogólny, bez zdradzania fabuły.
„Jasno świecąca gwiazda ballady i miłosnego wiersza": trubadur znany szeroko po Królestwach Północy, absolwent akademii w Oxenfurcie (gdzie historia była jego drugim ulubionym przedmiotem, a geografia pierwszym, bo za wielkim atlasem łatwiej ukryć gąsiorek wódki). Elegant w kapelusiku z czaplim piórem, z lutnią pod pachą i językiem, którego nie trzyma za zębami nigdy: zna wszystkich królów, książąt i władyków „od Jarugi po Góry Smocze", a jego talent, wedle zgryźliwej kapłanki Nenneke, polega na umiejętności swobodnego przeskakiwania od wzruszającej liryki do obscenicznego świństwa. Z Geraltem, swoim absolutnym przeciwieństwem, przyjaźni się od lat: przeciwieństwa się przyciągają.
Przeglądasz bez zakładki, więc widzisz pełną opublikowaną biografię.
Do świątyni Melitele pod Ellander Jaskier trafia po śladach plotki: w Wyzimie usłyszał o strzydze i rannym wiedźminie i domyślił się, gdzie przyjaciel się kuruje. Nim dotarł do świątynnej biblioteki, zdążył uszczypnąć milutką furtiankę i doprowadzić Nenneke do białej gorączki. Przy gąsiorku śliwkowej okowity rozmowa z Geraltem schodzi na kondycję wiedźmińskiego fachu i Jaskier okazuje się kimś więcej niż trefnisiem: wykłada przyjacielowi paradoks jego profesji (im sumienniej wiedźmini pracują, tym mniej mają roboty, bo ich celem jest świat, w którym będą zbędni) i przypomina losy zawodów, które umarły przed wiedźmińskim. To on namawia Geralta na wspólną wyprawę na południe. Przy okowicie wraca też wspomnienie początku tej przyjaźni: poznali się przed laty na festynie w Gulecie, skąd poeta musiał uciekać przed czterema rosłymi braćmi uwiedzionego dziewczęcia. Przyczepił się wtedy do wiedźmina, który w głębi ducha ucieszył się z pierwszego kompana podróży, bo dotąd rozmawiał w drodze tylko z koniem.
Wiele lat wcześniej, tuż po tym, jak poznali się w Gulecie, Jaskier pojechał z Geraltem na „kraniec świata": do Doliny Kwiatów na granicy gór, gdzie tamtejsi kmiecie wynajęli wiedźmina na „diabła" kradnącego im ziarno i plony. Docinki poety doprowadziły rogatego silvana Torque'a, owego „diabła", do furii i gradu żelaznych kulek, ale ten sam Jaskier fachowo rozpoznał w księdze Dhuna, starszego tamtejszej wsi, zabytek pisany Pierwszymi Runami i wyliczył kmieciom, że wsypując diabłu wór kulek zamiast przygarści, sami dali mu amunicję na dwa lata. Potem obu przyjaciół pojmały wygnane z dolin elfy i skazały na śmierć. W niewoli Jaskier przeżył najgorszy moment wyprawy: elfka Toruviel na wieść, że ma przed sobą ludzkiego muzyka, roztrzaskała jego lutnię o pień sosny. Skazany, odrzucił życie kupione cudzą wstawką i zagroził przywódcy elfów Filavandrelowi, że jeśli przeżyje sam, poderwie przeciw elfom cały świat, choć hardość psuły mu zęby dzwoniące jak kastaniety. Od strzał uratowało przyjaciół najpierw wstawiennictwo Torque'a, a potem objawienie Królowej Pól, przed którą klękają i elfy, i wiedźmin. Z przygody Jaskier wyszedł z zyskiem: na pożegnanie Toruviel bez słowa wręczyła mu własną, kunsztownie intarsjowaną lutnię, o której poeta powie, że to drewno samo śpiewa. W balladzie o wyprawie postanowił nie wspominać o elfach i ich biedzie: po co przyspieszać nieuchronne.
Czarodziejkę Yennefer Jaskier poznał przez własną lekkomyślność. Podczas porannego połowu ryb z Geraltem pozwolił sobie na żart z przynętą: założył na hak zdechłą wronę zamiast pędraków i to właśnie na nią wziął ogromny sum. Gdy zaś z rzeki wyłowili zapieczętowaną amforę, uparł się ją otworzyć. Pewny, że uwolnił dżinna-sługę, zdążył wygłosić dwa życzenia: niech szlag trafi Valdo Marxa, trubadura z Cidaris, który ma go za beztalencie, i niech wreszcie ulegnie mu hrabianka Virginia z Caelf. Zamiast trzeciego życzenia przyszło duszenie: stwór chwycił go za gardło i poraził mu krtań oraz struny głosowe tak, że poecie groziła dożywotnia utrata śpiewu. Geralt przepędził napastnika i zawiózł niemego przyjaciela do miasta Rinde, do jedynej władającej tam magią osoby: właśnie Yennefer. Czarodziejka wyleczyła go skutecznie, i to z nawiązką, bo we śnie magia spełniła mu nawet marzenie o Virginii. Bez własnej wiedzy Jaskier stał się jednak jej narzędziem: to jego ustami (czyściutkim już tenorem) padło w ratuszu, gdzie sądzono uwięzionego Geralta, trzecie życzenie z pieczęci: „życzeniem moim jest, by uwierzono, że wiedźmin jest niewinny". Gdy Geralt wrócił potem po Yennefer do walącej się gospody, w której czarodziejka przegrywała walkę ze schwytanym dżinnem, Jaskier, pewien śmierci przyjaciela, deptał pod murkiem własny kapelusik i wygłaszał opinię o wszystkich pomnikach świata. Szczęśliwie przedwcześnie.
Gdy w drodze do miasta drogę przyjaciołom zajeżdża hrabia Falwick z zakonu Białej Róży z oddziałem oszczepników, by zmusić Geralta do pojedynku z rycerzem zakonu, Jaskier gra rolę, w której czuje się najlepiej: komentującego chóru. Recytuje za Geralta formułkę o „niezdolności do dawania satysfakcji", kpi z rycerskiej logiki hrabiego („widzę, że studiowaliście filozofów") i bierze na języki oszczepników, wróżąc im połamane w ucieczce nogi, bo naprzeciw stoi wiedźmin, „który radzi sobie ze strzygą gołymi rękami". Tak właśnie, z ust poety, rośnie legenda. Z pojedynku przyjaciela wychodzi cało: Dennis Cranmer, krasnolud dowodzący strażą księcia, twardo potwierdza, że trubadur nie ma ze sprawą nic wspólnego. Jaskier rusza więc z Geraltem na południe, z przykazaniem, by przy Nenneke nie puścić pary: o drace ani słóweczka.
Na wyprawę po hołopolskiego smoka Jaskier spóźnia się przez pewną młodą wdowę i utyka bez glejtu przy moście na Braa, gdzie odnajdują go Geralt i Borch Trzy Kawki. To on opowiada im całą historię: otrucie smoczycy przez szewca Kozojeda, plany Niedamira wobec Malleore i listę ściągniętych smokobójców. Sam jedzie tam, gdzie zawsze: blisko wydarzeń, bo ballada śpiewana przez naocznego świadka brzmi inaczej. Dostaje więcej materiału, niż chciał: w zamieszaniu przy obronie złotego smoka obrywa kułakiem między oczy, zostaje związany przy wozie obok Geralta i Dorregaraya, a upokorzoną Yennefer drażni tak niemiłosiernie, że czarodziejka pluje w jego stronę. Chwilę wcześniej, gdy Geralt skracał pas z mieczem, poeta odłożył ostrożnie lutnię, został przy przyjacielu i zarezerwował sobie tytuł przyszłej ballady: „Granica możliwości". Prosił tylko: „Nie zabijaj… możesz?".
W Novigradzie Geralt zastaje go pod ostrzałem: Vespula, u której poeta mieszkał, wyrzuca go z domu za niewierność, bombardując z balkonu doniczkami i miedzianym saganem. Jaskier ratuje w locie lutnię, ogłasza „nietrwały ów związek" za zerwany i rusza z przyjacielem „Pod Grot Włóczni". Tam okazuje się, że kredyt mu ucięto, a przez trzy dni pijał z dopplerem podszywającym się pod Dainty'ego Biberveldta, niczego nie zauważywszy. W aferze gra swoje role koncertowo: łapie w porę Deczkę biegnącą po straż, urzędnikowi Schwannowi dorabia na poczekaniu legendę „Czubka-Biberveldta", którego rozwściecza purpura, a przed w porę powstrzymuje Geralta od dobycia miecza, znając cenę oporu wobec straży świątynnej. Wyznaczony do przeszukania Zachodniego Bazaru, zamiast tropić („ważne, co i jak się śpiewa, a nie gdzie") i ucieka przed patelnią Vespuli, która chwilę później ogłuszy nie jego, lecz w jego postaci. Od dopplera dostaje na koniec prezent, o jakim poeta nie śmiał marzyć: skopiowany Jaskier dokończył balladę „Zima", z którą prawdziwy męczył się od dni, i podpowiedział jej właściwy tytuł, „Wieczny Ogień".
To przez niego obaj z Geraltem są bez grosza: na festynie w Czterech Klonach zadarł z Leśniczymi, a kuplet „chcesz być niczym, bądź Leśniczym" skończył się bijatyką, pożarem tancbudy i grzywną, która zjadła całą gotówkę. W Bremervoord ratuje budżet występem na zaręczynach u Drouharda (wytargowane trzydzieści pięć talarów), gdzie spotyka Essi Daven, „Pacynkę", koleżankę po fachu znaną niemal od dziecka i kochaną jak młodsza siostra. Widząc, co kiełkuje między nią a Geraltem, nocą ostrzega przyjaciela przed głupim błędem, a przy okazji stawia mu diagnozę: obnosi się ze swoją „innością", choć jest najnormalniejszy pod słońcem. Na dno morza w czasie odpływu idzie z wiedźminem szukać urodzinowego prezentu dla Essi i znajduje więcej, niż chciał: marmurowe schody, które bierze za wejście do legendarnego zatopionego Ys, dzwon bijący w głębinie i szarżę ryboludzi, przed którą ucieka, gubiąc „perły" po drodze. Wręczony Essi cuchnący małż („to od Geralta") okazuje się zawierać prawdziwą, wielką błękitną perłę. W dolinie Dol Adalatte to jego wybuch przecina wreszcie mękę dwojga milczących: każe im powiedzieć sobie wszystko i „to zrobić", po czym taktownie idzie na ryby. Przy pożegnalnym ognisku układa balladę o wiedźminie i poetce, których miłości nie rozdzieliła nawet śmierć. Nigdy jednak i nikomu jej nie śpiewa, bo prawda okazała się inna: tych dwoje nie zobaczyło się już nigdy, a cztery lata później to on, Jaskier, pochował zmarłą na ospę Essi w lesie pod , z lutnią i błękitną perłą.
Gdy wybucha wojna z Nilfgaardem, Jaskier ucieka jak wszyscy: okradziony w nocy z konia, tłucze się cały dzień na cudzym wozie z klatkami kur, aż przy oblężonej przez uciekinierów przeprawie przez Jarugę wypatruje z tłumu Geralta. To on tłumaczy wiedźminowi, wracającemu po roku z Północy, czym ta wojna różni się od wszystkich poprzednich: armie Czarnych idą ławą i zostawiają za sobą spaloną ziemię, a szubienice ciągną się milami wzdłuż gościńców. To wojna na pełne wyniszczenie, jakby Nilfgaardczycy przyszli zza gór zniszczyć cały świat. I to on przekazuje Geraltowi wieść, po której wiedźmin każe mu zsiąść z konia i opowiedzieć wszystko: Cintry już nie ma, zostało pogorzelisko i kupa gruzu, Calanthe nie żyje, a o dziewczynce imieniem Ciri bard nie słyszał nic. Na osłodę rozpaczy dostaje od przyjaciela gorzałkę z manierki i rozkaz wyrzucenia do rzeki wora z rękopisami („napiszesz nowe wiersze"). Przeprawiają się razem: Geralt stwierdza, że po tej stronie rzeki nie ma już czego szukać.
Pod dębem Bleobherisem Jaskier daje wielki występ: ballad o wiedźminie, czarodziejce i Dziecku Niespodziance słucha ponad sto osób, a słuchacze bez trudu rozszyfrowują, że to pieśni o Geralcie, Yennefer i Cirilli z Cintry. Nim wybuchnie spór o prawdziwość pieśni, poeta po cichu zabiera ceber datków i znika. Trafia zaś do przybytku Mamy Lantieri w miasteczku nieopodal, gdzie dopada go Rience: najpierw z sakiewką, potem z powrozem i cebrem wapna. Torturowany, wyznaje, co wie o wiedźminie i dziecku, ale kryjówki Geralta nie zdradza. Ratuje go Yennefer, która incognito słuchała występu. Przy winie wychodzi na jaw sekret poety: Jaskier od dawna donosi Dijkstrze, szefowi wywiadu Redanii. Właśnie wraca z Verden, z dworu króla Ervylla, a raport ma tym razem złożyć prozą. Ostrzeżony i „spalony", ma na polecenie czarodziejki wykreślić balladę o Lwiątku z repertuaru, zapomnieć imię Ciri i zniknąć w Tretogorze, pod opieką Dijkstry i Filippy Eilhart. To on podsuwa też Yennefer cenny trop: Rience mówił o „bitwie o Cintrę", a tak nie mówi nikt z Północy, dla której tamte wydarzenia to zawsze rzeź. Pytał więc najpewniej .
W Oxenfurcie, swoim ukochanym miasteczku studenckich lat, Jaskier zauważa za sobą szpicli i trafia przed oblicze Dijkstry we własnej osobie, w towarzystwie Filippy Eilhart. Szpieg rozlicza go z zatajenia zasadzki Geralta na Rience'a i stawia sprawę jasno: gdy wiedźmin wynurzy się z ukrycia, poeta ma go przyprowadzić na rozmowę, a haki na barda i sprawa zabitych pod Grabową Buchtą temerskich agentów nie zostawiają wielkiego pola manewru. Jaskier kłamie jednak dzielnie prosto w oczy najgroźniejszemu szpiegowi Północy: nie zna odpowiedzi na żadne z pytań o dziewczynkę, Yennefer ani Triss, a Geralt „wyjechał do Novigradu". Wieczorem gubi pościg brawurową trasą przez lufcik, dachy biblioteki i prosektorium oraz poszerzaną jeszcze za studenckich czasów dziurę w murze, by ostrzec przyjaciela w mansardzie: Dijkstrze nie chodzi już o Rience'a, lecz o i o Yennefer. Zastaje u wiedźmina , czego się nie spodziewał, a zaraz potem na parapet spływa sowa, która okazuje się Filippą. Do końca życia zapamięta z tej nocy dwie rzeczy: że jego przyjaźń z wiedźminem jest, jak sam mówi Dijkstrze, niebezpodstawna, i że pytanie Shani o bliznę po oparzeniu odmieniło całą grę.
Jaskier idzie z Geraltem, Shani i Filippą Eilhart na nocną wyprawę do domu znachora Myhrmana i po raz kolejny odkrywa, że w tej kompanii rola poety polega na trzymaniu innych z dala od nieszczęścia: gdy w zaułku zaczyna się rzeź, siłą powstrzymuje rwącą się do rannych medyczkę („nie pomożesz im, nie po wiedźmińskim mieczu... błagam cię, Shani, nie patrz"). Po walce, widząc sztylet w dłoni Filippy i krew Geralta na bruku, krzyczy na czarodziejkę i pierwszy przywołuje wszystkich do rozsądku: kłócić można się później, rannego trzeba opatrzyć i wynosić się stąd.
Kilka tygodni przed wizytą Geralta w kantorze „Codringher i Fenn" Jaskier przejeżdżał przez Dorian i opowiedział adwokatowi o strapieniach wiedźmina. Powiedział przy tym mało, mniej, niż wiedział, bo o niektórych sprawach Geralt zakazał mu mówić, czym szczerze zdumiał Codringhera: to pierwszy znany przypadek, gdy Jaskier nie powiedział za dużo. Przekazał też wiadomość istotną dla całej gry: Filippa Eilhart prawdopodobnie wie, kto stoi za Rience'em, skoro nie pozwoliła wiedźminowi poznać wydobytego z konającego zabójcy imienia.
Jaskier towarzyszy Geraltowi w Hirundum i na ganku Hofmeierów gawędzi przy piwie o burzy bez deszczu, o czarodziejach łapiących pioruny (widział, jak robił to stary Gorazd, zabity potem na Wzgórzu Sodden) i o zjeździe na Thanedd, po którym gospodarz spodziewa się pokoju, a poeta rewii mody, plotek i przepychanek. Wypytany, po co wiedźmin właściwie tu przyjechał, odpowiada uczciwie: Geralta chyba nie zna nikt, ale coś się z nim dzieje. Nocą jest świadkiem spotkania w Hirundum: rozpoznaje Yennefer po lokach i obsydianowej gwieździe, ale twarzy, którą widzi (twarzy Furii, bogini Zemsty, Zagłady i Śmierci), nie widział u niej nigdy; szarowłosą dziewczynę, której nigdy wcześniej nie spotkał, rozpoznaje natychmiast. Rankiem nakrywa na podglądaniu rozmowy na grobli i zamiast ją wydać, robi jej wykład o roli poezji (mówić o tym, o czym inni milczą): on teraz przeprasza ją, a gdy Yennefer zaczyna wrzeszczeć i wymachiwać rękami, znaczy to, że teraz ona przeprasza jego. To on też wie, że wczorajsze omdlenie było udane, i radzi małej zostawić tych dwoje w spokoju, bo bardziej im pomaga, niż przeszkadza.
Noc przed naradą Jaskier spędza w Loxii na zabawie z przygodnie poznanymi wagantami, śpiewając układaną od kilku dni balladę „Nieuchwytna", którą zamierza wygrać jesienny turniej bardów na zamku Vartburg; pod jego opieką jest też miecz Ciri, odebrany małej przez Yennefer. O świcie odkrywa, że Ciri zniknęła, i zgodnie z wczorajszą instrukcją Geralta biegnie w dyrdy pod górę, do Aretuzy, z obydwoma mieczami, prosto na scenę, w której wiedźmin rozkłada właśnie eskortę Dijkstry. Blednąc wylicza kary czekające za pobicie ludzi króla (łamanie kołem, szarpanie kleszczami, ćwiartowanie), oddaje miecze i słyszy rozkaz: uciekać z wyspy, jak najdalej. Pucz na Thanedd ogląda więc tylko z bezpiecznego dystansu własnych nóg.
Jaskier wyprawia się tam, dokąd nie odważy się iść żadna eskorta: za Wstążkę, do Brokilonu. Od króla Venzlava wydostał glejt i rangę posła, od Triss wskazówkę, gdzie szukać Geralta, a życie ratuje mu sprytny plan obliczony na muzykalność driad: zamiast wjeżdżać w las, siada pod nim i śpiewa w Starszej Mowie balladę o Ettariel, za co strażniczki pasują go na ard taedh, wielkiego barda. Nocą przy zimnych zielonych latarenkach opowiada wiedźminowi wszystko o wojnie: o klęsce pod , rzezi , i czarodziejach rozproszonych po dworach Północy. Najtrudniejsze zostawia na koniec: dręczony poczuciem winy (którego nocna rozmowa ze srebrnowłosą driadą wcale nie uciszyła), wyznaje, że zna z Koviru plotki o poselstwach wracających z , i zamiast wracać do domu, wskakuje na Pegaza i rusza z Geraltem w drogę po .
W drodze na południe Jaskier zawdzięcza życie własnej niezdarności: gdy przy wozie havekara dochodzi do rzezi, spada z Pegaza na drugą stronę siodła i miecz napastnika tnie powietrze nad końskimi uszami, a resztę załatwiają strzały Milvy. Wojnę poeta znosi po swojemu: wymiotuje na widok rzeźni w smolarni, ale pierwszy słyszy w pejzażu śmierci wesoły śpiew i odpowiada na niego lutnią, dzięki czemu kompania Zoltana Chivaya wita ich jak swoich. Z krasnoludami jest od razu za pan brat: nosi wycyganioną pikowaną kurtę i kuni kołpak, sekunduje w świńskich piosenkach i gubi szczęśliwie zbójecki nóż, którym kłuł się w pachwinę. Ma też niewyparzony język, który wszystko wygaduje: od Zoltana Geralt dowiaduje się, że poeta wyśpiewał kompanii i jego profesję, i cel wyprawy, za co obrywa od przyjaciela mianem papli, gaduły i kłapigęby.
W marszu ku Chotli Jaskier tryska formą: układa kuplety o jurnych wojownikach, spiera się z Milvą o mieszczańską logikę trzymania się rzeczek i wyznaje, czemu nierad słucha o stryczkach: elfka wywróżyła mu kiedyś śmierć na rusztowaniu, a świeżo przyśniło mu się własne wieszanie. Snuje też celne domysły, że w zakopywanych nad rzeczką O sepetach krasnoludy wiozą swoją przyszłość. Prawdziwy popis daje jednak przy mandragorowym destylacie Regisa: najpierw uczenie wykłada zabobony o mandragorze, a potem, rozwiązany przez alkaloidy, wygaduje nowo poznanemu cyrulikowi całą strasznie tajemną prawdę o proroczych snach Geralta, Dziecku Niespodziance i wyprawie po do Nilfgaardu. Wzdycha przy tym, że szkoda, iż nie widzi go teraz hrabina de Lettenhove, ale kim jest owa dama, nie wyjaśnia.
W obozie nad Chotlą Jaskier autorytatywnie wyklucza wampira, powołując się na specjalistyczną księgę z grawiurami ukąszeń na łabędzich szyjach dziewic, a przy sporze o główszczyznę za Chodaka punktuje chłopów prawniczą precyzją: żywemu należy się co najwyżej nawiązka, czyli basarunek. Po rozbiciu obozu postanawia paktować z temerskim rycerstwem jak równy z równymi: bezbłędnie odczytuje z tarcz rody Aubrych i Papebrocków, po czym wywodzi, że czarny słup w herbie odzwierciedla rodowy pomyślunek, i obaj z Geraltem idą na powrozach do Armerii. Tam sława działa: hrabia Etcheverry zna barda, uwalnia go z pęt i łyka bajeczkę o koledze po piórze Giraldusie. Przed marszałkiem Vissegerdem Jaskier broni przyjaciela odważnie i celnie, w porę gryząc się w język przy wyliczaniu świadków z ; gdy jednak butnie wypomina marszałkowi, że szkalując krew , igra z wiernością własnych żołnierzy, Vissegerd chwyta go za żabot i mało nie dławi.
W drewutni Armerii Jaskier zaskakuje wiedźmina trzeźwością: do propagandy lepsi są dwaj wisielcy, a świadków prywatnej zemsty się nie zostawia, więc pociechy o znajomym hrabim może Geralt sobie darować. W ucieczce gubi go przezorność: dublony na czarną godzinę, wszyte w podszewkę buta, wpadają w ręce warty żądającej myta, a w gradzie strzał między armiami brzeszczot rozcina mu głowę od ucha do skroni. Po raz pierwszy w życiu widzi własną krew w takiej ilości i po raz pierwszy naprawdę cierpi; Regis zszywa ranę, obiecując, że blizna będzie w sam raz dla poety, i od tej pory Jaskier nosi bandaż dumnie jak order. To on broni potem wampira przed mieczem Geralta, on wymyśla zupę rybną, która staje się manifestem kooperacji, i on wygłasza wiedźminowi kazanie o tym, że nawet chłeptaną polewkę zawdzięcza drużynie zjednoczonej wspólnym celem.
Przez Angren Jaskier jedzie z obandażowaną głową, układając pieśń bohaterską, z której jasno wynika, kto był najmężniejszy z mężnych. Lęki kompanii wobec Regisa rozwiewa z właściwym sobie taktem, pytając wampira wprost, czy napiłby się świeżej krwi, a nocną spowiedź cyrulika kwituje z godnością sentencją, że są rzeczy, które rozumie się w lot albo nie zrozumie się ich nigdy. To on rozszyfrowuje zagadkę „goryli" Białej Królowej (gerylasi, partyzantka!) i rozpoznaje na kreślonym patykiem godle raut Rivii. Na promie wziętym w dwa ognie ostrzega wszystkich przed strzałami, sam nie kryjąc się wcale, a pod mostem drze się do kuszników, że swoi, aż w końcu poskutkuje; potem z Regisem taszczy roniącą Milvę w bezpieczne miejsce, a na moście wrzeszczy na uciekających żołnierzy głosem, jakiego Geralt nigdy u niego nie słyszał.
W nadrzecznej łozinie pod Czerwoną Bindugą Jaskier znajduje wśród „pożyczonego" z lyrijskich taborów ekwipunku papier i ołówek i zaczyna spisywać dzieło swego życia: memuary „Pięćdziesiąt lat poezji", których tytuł, za konstruktywną radą Regisa, zmienia na „Pół wieku poezji". Pisze na zapas, w pełni sił twórczych, z myślą o wydaniu za dwadzieścia do trzydziestu lat, drażliwie zasłaniając papier przed zaglądaniem przez ramię; przestrogę Milvy, że taka pisanina może całą drużynę powiesić, zbywa wraz z resztą kompanii. To jego pióru zawdzięcza świat relację z dezercji od królowej Meve i portrety towarzyszy. Na pierwszym biwaku na Zarzeczu barda nawiedza dziwny sen o Yennefer: czarodziejka unosiła się nad ponurym górskim zamczyskiem, z dołu wygrażały jej inne czarodziejki, po czym uleciała jak czarny albatros nad morze, prosto we wschodzące słońce, a sen zmienił się w koszmar tortur, krzyku i śmierci. Jaskier nie pisnął o nim Geraltowi ani słowa, i jak sam zapisał, słusznie. W sadybie bartnika zaleca się bezskutecznie do córki gospodarza, proponując, że „pobruszy" żarna, jeśli panna skoczy do piwnicy po piwo.
W Riedbrune Jaskier przeprowadza z Geraltem zwiad po miasteczku i próbuje dyplomatycznych sztuczek na żołnierzach, którzy zabierają wiedźmina do prefektury; odesłany do kompanii, wykonuje polecenie „Regis będzie wiedział, co". Na biwaku bezlitośnie podsumowuje układ Geralta: drużyna została hurtem wynajęta Nilfgaardczykom, a wiedźmin awansował na łowcę nagród i płatnego zabójcę. Gdy przychodzi do podziału ról, przyciska do piersi tubus z rękopisami, z którym się już nie rozstaje, i wyznaje krótko: jestem tchórzem, nie chcę przeżyć drugi raz tego, co na promie i moście; prosi o wyłączenie z grupy bojowej. Broni go Milva, przypominając, że ten sam tchórz wyniósł ją wtedy z mostu na plecach. Przy rozdzielaniu hanzy protestuje przeciw przydziałowi do grupy jadącej ku Toussaint i rzuca zdanie, którego nikt nie pozwala mu dokończyć: Toussaint to dla niego śmierć, bo gdy rozpoznają go w Beauclair, na zamku, będzie po nim. Ostatecznie rusza z Milvą i Regisem ku dolinie Sansretour, z zadaniem odnalezienia druidów i, w razie ostateczności, ruszenia po Ciri bez Geralta.
Tajemnica Toussaint wychodzi na jaw podczas oblężenia w Caed Myrkvid: jeszcze w domu na palach Jaskier wyznaje Angoulême, przed czym miał w księstwie stracha, a po bitwie baron de Peyrac-Peyran rozpoznaje w nim wicehrabiego Juliana we własnej osobie. Przed laty poeta romansował z samą księżną Anną Henriettą, a jej mąż, książę Rajmund, poprzysiągł podobno, że wyrwie mu serce, każe upiec i poda niewiernej żonie na wieczerzę. Nowina, że książę zmarł dwa lata temu na apopleksję, wywołuje u barda niekontrolowany wybuch radości, pospiesznie przykrywany formułami o smutku i stracie, po czym wicehrabia Julian, któremu baron nie daje ucha na żadne wymówki, rusza z rycerzami do zamku Beauclair, przed oblicze księżnej, która wedle jego własnych zapewnień kocha go do szaleństwa. Geralt obiecuje zjawić się tam niezawodnie, choćby po to, by dopilnować, żeby druha nie spotkał dyshonor.
W Beauclair Jaskier wita kompanię ufryzowany i wystrojony jak princ: na dworze jest wicehrabią Julianem de Lettenhove i jawnym faworytem księżnej Anny Henrietty, zasiada po jej prawicy, nosi karminowy beret wielki jak bochen chleba i jednym królewskim gestem odprawia damy, dworaków i służbę. Śniadania jada osobno (smalec ze skwarkami przynoszą mu, jak zazdrośnie raportuje Angoulême, do łóżka), a prośby druhów załatwia od ręki: obiecuje Geraltowi konie, juki, futra i rasową kobyłkę o imieniu Płotka. Sam jednak oznajmia rzecz, która wiedźminowi odbiera głos: zostaje w Toussaint, bo kocha Anariettę, a ona jego, i nie wyklucza nawet morganatycznego małżeństwa, wywodząc ród de Lettenhove z całkiem godnych przodków. Na zarzuty, że żyje w iluzji, a łaska księżnych na pstrym koniu jeździ, odpowiada spokojnie: z Brokilonu wyruszyli w obłąkańczy pościg za mirażem i nikt nikogo nie nazywał wtedy szaleńcem, bo Geraltem kierowały nadzieja i miłość. On swój miraż dogonił, marzenie się spełniło i szaleństwem byłoby je teraz porzucić. Geralt przyznaje, że taką czystą poezją wybito mu wszystkie argumenty.
Zimą kompania wie o poecie głównie tyle, ile niosą śpiewane na mieście paszkwile: że z księżną Anariettą jest w stosunkach na tyle zażyłych, iż nawet przy świadkach pozwala sobie nazywać ją Łasiczką (zdaniem Angoulême celnie, bo księżna ma łasiczy i nos, i zęby). W dniu wyjazdu dogania kompanię pod słupem za miastem na Pegazie, wałachu, który skakać nie lubi i nie zwykł: zostaje w Toussaint z Łasiczką, ale pożegnać się musiał. Wciska Geraltowi ciężką sakiewkę dukatów jako swój wkład w wyprawę, uczciwie przyznając, że pieniądze pochodzą z prywatnej szkatuły księżnej, bo kobietom forsa przecież do niczego nie jest potrzebna, prosi, by w drodze powrotnej zawadzili o Toussaint, i chce potem uścisnąć Ciri. Na odchodne przyjmuje od wiedźmina dyskretną misję: list, który ma dotrzeć do Dijkstry, a sposób Jaskier już sobie znajdzie.
Kariera księcia małżonka kończy się na szafocie. Przyłapany przez Anariettę z młodą baronówną Nique, Jaskier zostaje skazany wyrokiem wyższego sądu książęcego za obrazę majestatu, zdradę stanu, paszkwilanctwo, birbanctwo i debosz na uszczerbienie herbu, konfiskatę mienia i karę główną, łaskawie złagodzoną na ścięcie toporem. Na rusztowaniu w Beauclair daje popis: wygłasza do ludu przemowę złożoną z pytania „co słychać", odmawia katu rytualnego wybaczenia, aż ten obiecuje ścinać go na dwa razy, i wybacza dopiero w obliczu tej groźby. Topór jest już w górze, gdy goniec przywozi łaskę: dla uczczenia pokoju cintryjskiego księżna daruje wicehrabiemu przewiny, rozkazując mu na zawsze opuścić Toussaint, bo patrzeć na niego nie może. Z tłumu wyrywają go Geralt i Ciri; na granicy księstwa goniec oddaje Pegaza, lutnię, płaszcz i pierścień, ale nie sto czterdzieści talarów ani tubus z „Pół wieku poezji", który został w garderobie Łasiczki i niech tam leży, bo Jaskier, przeczytawszy w Toussaint dokładnie, co napisał, zamierza napisać wszystko od nowa. W dolinie Newi wysłuchuje wreszcie opowieści o losie kompanii i towarzyszy wiedźminowi w zropiałej ciszy; sam przekazuje Geraltowi wieść, że Reynart de Bois-Fresnes poległ w lutym na przełęczy Cervantesa. W drodze na północ, licząc mile, dowodzi, że Rivia za sześć dni jest dla Ciri niewykonalna, nie przestaje wierzyć w dobre serduszko Łasiczki i przeprosinowy sonet, a nocami z rosnącym strachem patrzy na twarz Geralta, której coraz częściej nie poznaje.
W Rivii Jaskier zasiada z Geraltem, Yarpenem i Zoltanem do uczty ze ślimaków winniczków i opowiada dzieje wyprawy kwieciście, potoczyście i z ornamentami przysłaniającymi konfabulację, za co zbiera reprymendy. To on kojarzy wreszcie, czego brakowało w mijanych po drodze wsiach: nigdzie nie było słychać psów. Gdy wybucha pogrom, blady poeta zauważa, że jest przecież trochę podobny do elfa, a mimo to rusza z odsieczą uzbrojony w miotłę. Nad konającym wiedźminem pierwszy pojmuje, o jaką pomoc prosi Ciri, bo zna legendę o łodzi z upoetycznionych wersji: niesie nieprzytomną Yennefer, dziwiąc się, jaka jest drobna, i przysiągłby, że pomagają mu Cahir, i . Patrząc na mgłę, która pochłonęła łódź, mówi zmienionym głosem, że coś się skończyło.
Każdy prowadzi do streszczenia rozdziału, w którym się wydarzył.
r. 10Objawienie Dany Méadbh: Gdy łucznicy Filavandrela mierzą już do związanych skazańców (a Torque zasłania ich własnym ciałem), na polanę wchodzi Lille. I nie jest to chuda wiejska dziewczyna w zgrzebnej sukience, lecz promienna, złotowłosa Królowa Pól w girlandach kwiatów i kłosów, z jelonkiem i jeżem u boku. Elfy klękają jeden po drugim, wymawiając z czcią imię Dana Méadbh. Po niemej wymianie myśli z Odwieczną Filavandrel daruje Geraltowi i Jaskrowi życie, elfy odchodzą w góry na wschodzie, a Toruviel oddaje poecie własną lutnię w miejsce roztrzaskanej. Lille zostaje wśród ludzi. Geralt zdradza z niemej rozmowy tylko tyle, że mówiła o nadziei: wszystko się odnawia i nie przestanie się odnawiać.r. 10Pojmanie przez elfy: Pościg za silvanem kończy się w chmielu zasadzką: Toruviel rozjeżdża Geralta koniem i ogłusza go, a wiedźmin z Jaskrem budzą się związani na leśnej polanie. Tam wychodzi na jaw sekret diabła: Torque na polecenie elfów wykrada w dolinie ziarno, sadzonki i wiedzę rolniczą dla głodujących w górach Aén Seidhe. Filavandrel skazuje obu świadków na śmierć, nie z zemsty, lecz z konieczności: nikt nie może się dowiedzieć, dla kogo silvan pracuje. Toruviel zdąży jeszcze roztrzaskać lutnię Jaskra o sosnę i zapłacić za jeńcze kopniaki złamanym nosem, nim łucznicy staną naprzeciw skazańców.r. 12Uwolnienie dżinna: Poranny połów nad rzeką wyciąga zamiast ryby kamionkową amforę z zapieczętowanym czopem. Jaskier, pewny, że w środku siedzi sługa od trzech życzeń, nie słucha ostrzeżeń. Dzban upada w szamotaninie i uwalnia dżinna, który zamiast spełniać życzenia rzuca się poecie do gardła i poraża mu krtań. Geralt, z mosiężną pieczęcią dzbana w pięści, przepędza stwora plugawym „egzorcyzmem", nieświadom, że pieczęć czyni panem życzeń właśnie jego i że pierwsze z trzech właśnie bezwiednie wypowiedział.r. 13Pojedynek z Taillesem: Na leśnej polanie pod świątynią zakon Białej Róży dopada wreszcie Geralta z rzuconą niegdyś rękawicą i z pułapką bez wyjścia: za odmowę pojedynku stryczek, za zranienie Taillesa, ulubieńca księcia, areszt i kara. Wiedźmin znajduje wyjście trzecie: nie paruje ani jednego ciosu, a wybitego z rytmu rycerzyka pokonuje uderzeniem w klingę, tak że odbite własne ostrze masakruje Taillesowi twarz. Dennis Cranmer, wykonujący rozkazy co do joty, ogłasza werdykt: wiedźmin nie dotknął rycerza, szczeniak uderzył się o własne żelazo. Upokorzony Falwick każe Geraltowi opuścić Ellander i blednie, gdy ten na odchodne obiecuje, że jeśli zakon tknie kapłanki Melitele albo kapitana Cranmera, spuści z hrabiego krew jak z wieprzka.r. 14Bitwa o złotego smoka: O złotego smoka biją się na hali wszyscy ze wszystkimi. Najpierw Rębacze tłuką i wiążą jego obrońców: Dorregaraya, Geralta i Jaskra. Po zdradzieckiej kuli Yarpena do koła wozu trafia i Yennefer. Potem smok sam schodzi na obóz i gruchocze Rębaczy jak wcześniej Eycka. Wreszcie na halę wtaczają się wozy hołopolskiej milicji Kozojeda: spętanego sieciami smoka ratują Zerrikanki Tea i Vea oraz, mimowolnie, sama Yennefer, która z rękami przywiązanymi do koła ciska zaklęcia wyprężoną nogą, zamieniając milicjantów w żaby, gęsi i pasiaste prosięta (więzy przepalił jej Znakiem Igni Geralt). Smok rwie sieci i pożera uciekającego Kozojeda: trucicielowi spod Hołopola nie daruje. Wszystkim pozostałym, choć leżą pokotem, daruje życie.r. 14Objawienie Villentretenmertha: Gdy nad pokonaną Yennefer staje szabla Vei, pada rozkaz ludzkim głosem, z ust siedzącego na kamieniu Borcha Trzy Kawki: „Nie będziemy zabijać pani Yennefer". Borch i złoty smok Villentretenmerth to jedno: smoki złote, wbrew temu, co twierdził Geralt, istnieją i potrafią przybrać każdą postać. Villentretenmerth wyjaśnia, że wezwała go otruta smoczyca Myrgtabrakke, a zapłatą za obronę jest jej smoczątko: cel z końca drogi, dzięki któremu udowodni, że granic możliwości nie ma, bo potwory potrzebują dziś obrońcy, „takiego… wiedźmina". Na pożegnanie zostawia Geraltowi i Yennefer wróżbę: są dla siebie stworzeni, ale nic z tego nie będzie.r. 16Dudu zostaje Biberveldtem: Nad zrolowanym w kilim dopplerem pochyla się Chappelle, sam, bez eskorty, i szepcze: „Dudu, kopiuj Biberveldta, szybko". Tak wychodzi na jaw największy sekret Novigradu: groźny namiestnik do spraw bezpieczeństwa też jest dopplerem, bo prawdziwego Chappelle dwa miesiące wcześniej trafił szlag, a podmiany nikt nie zauważył. Dainty przedstawia Dudu światu jako swojego kuzyna i mianuje go faktorem w Novigradzie, tym chętniej, że „bezsensowne" zakupy stwora okazują się interesem życia: tran, wosk i olejek zabarwiony koszenilą, rozlane do sześciuset misek z zatopionym sznurem, to znicze na nowe ołtarze Wiecznego Ognia, sprzedane kapłanom po cztery korony sztuka i, jako sprzedaż na święty cel, wolne od podatku. Kompania świętuje w „Passiflorze", na koszt Biberveldtów.r. 17Bitwa z ryboludźmi u Smoczych Kłów: Korzystając z wielkiego odpływu, Geralt z Jaskrem dochodzą suchą nogą po dnie do Smoczych Kłów i odkrywają, że kamienna półka urywa się tam ogromnymi blokami białego marmuru: Schodami wiodącymi w czarną głębię, które bard bierze za wejście do zatopionego Ys. Z otchłani bije dzwon, a z piany wynurzają się ryboludzie w hełmach i zbrojach z zaśniedziałej miedzi, uzbrojeni w kosopodobne ostrza i włócznie. Geralt kładzie napastników cięciami i wygrywa formalny pojedynek z rybiookim mistrzem szabli, lecz przed nadciągającą całą gromadą ratuje go dopiero ucieczka przed czołem przypływu. W podwodnej kotłowaninie zostaje ranny w lewe przedramię i wyrywa się ogłuszającym Znakiem. Pościg zatrzymuje Sh'eenaz, nadpływająca na grzbiecie delfina z konchą zamiast rogu bojowego; jej pożegnalne ostrzeżenie brzmi: morze nie jest dla was. Odkrycie rozumnej rasy z głębin niczego w Bremervoord nie kończy: Agloval nie wierzy, nie płaci i zapowiada łuczników przy każdej łodzi poławiaczy. Na radę, by zostawić morze jego mieszkańcom, odpowiada, że ludzie zejdą Schodami i wezmą z oceanu wszystko, choćby miał stać się czerwony od krwi.r. 20Przesłuchanie w chlewie: Po występie pod dębem Bleobherisem Jaskra odnajduje w przybytku Mamy Lantieri człowiek przedstawiający się jako Rience: najpierw kusi sakiewką, potem grozi, a gdy poeta próbuje uciec sekretnym przejściem, paraliżuje go zaklęciem. W chlewie, z ramionami wyłamywanymi powrozem i cebrem wapna u stóp, Jaskier zeznaje, co wie o Geralcie i Dziecku Niespodziance. Rience zmierza do sedna: gdzie ukrywa się wiedźmin? Odsiecz przychodzi w ostatniej chwili: Yennefer, która incognito słuchała występu i pojechała za poetą, zabija obu pomocników oprawcy, lecz sam Rience umyka przez złoty portal, otwarty z zewnątrz przez kogoś nieporównanie mocniejszego. Czarodziejka zdąża posłać w ślad za nim żar, który na długo naznaczy uciekiniera poparzeniami. Z przesłuchania wynika groźna prawda: ktoś szuka Ciri i gotów jest torturować, by ją znaleźć, a sądząc po mowie i motylkowym sztylecie, stoi za tym nilfgaardzki mocodawca. Ostrzeżony Jaskier ma zniknąć na dworze redańskim, pod opieką wywiadu Dijkstry.r. 25Zasadzka w Oxenfurcie: Nocna pułapka, w której obie strony polują na siebie nawzajem. Geralt z pomocą Shani, Jaskra i Filippy Eilhart dostaje się do domu znachora Myhrmana i wymusza uaktywnienie amuletu wzywającego Rience'a; nie wie, że amulet zarazem ostrzega właściciela. Rience przychodzi więc z eskortą czterech zawodowych morderców, braci Micheletów. Wiedźmin na bojowym eliksirze zabija całą czwórkę, a uciekającego czarownika dopada przed rozbłysłym na murze owalem teleportu i okłada pięściami („prezent od Yennefer już masz, teraz dostaniesz mój"), wypytując, kto go nasłał. Bitwę rozstrzyga jednak Filippa. Najpierw klęka przy konającym Toublancu, łagodnym głosem wydobywa z niego imię, którego Geraltowi poznać nie wolno, i dobija rannego sztyletem. Potem, gdy zraniony stalowymi kolcami Rience'a wiedźmin mimo wszystko dogania uciekiniera, obezwładnia Geralta świetlistymi cęgami i pozwala czarownikowi zniknąć w teleporcie, by ten nie wyjawił, dla kogo pracuje. Na koniec ostrzega: wiedźmin przygarnął nie dziewczynkę, lecz płomień, od którego może zapłonąć świat. Ranny Geralt odpowiada własnym ostrzeżeniem: ktokolwiek odważy się skrzywdzić Ciri, skończy jak ci czterej.r. 28Spotkanie w Hirundum: Ciri, która uciekła nocą z Gors Velen, by przed pójściem do szkoły zobaczyć Geralta, wpada na farmę Hirundum ścigana przez Dziki Gon. Wiedźmin wybiega jej naprzeciw z mieczem, a z rozbłysku teleportu wychodzi Yennefer z twarzą bogini Zemsty i zaklęciem rozprasza widmową kawalkadę. Po raz pierwszy w życiu cała trójka staje obok siebie: wiedźmin, czarodziejka i dziecko, które łączy ich oboje. Geralt i Yennefer, skłóceni od lat, nie robią ku sobie ani kroku, a Ciri, postawiona między nimi, nie umie wybrać, do kogo podejść najpierw, więc ratuje się udanym omdleniem. Oboje zanoszą ją razem do domu i przesiadują przy łóżku do rana bez słowa, a nazajutrz na grobli między stawami zaczynają wreszcie rozmawiać, co Jaskier komentuje podglądającej ich Ciri słowem poety: najpierw on przeprasza ją, a potem ona jego.r. 35Inwazja na Brugge: O świcie siódmego dnia po Lammas Nilfgaard uderza na Brugge: od Drieschot rusza jazda ze sprzymierzonym wojskiem Verden, które jest już cesarską protekcją, a na twierdzę Dillingen idzie zza Jarugi Czarna Piechota po moście zbudowanym na łodziach w pół dnia. Boki cesarskich hufów flankują komanda Scoia'tael i verdeńscy wolentarze, pustoszący kraj gorzej od regularnych wojsk. Geralt, Jaskier i Milva oglądają z urwiska zagładę bruggeńskich knechtów broniących wsi na grobli i rzeź jeńców, a potem przez dni jadą wschodnim szlakiem wśród zgliszcz, szubienic i pobojowisk. Inwazja odcina drogę na południe i grzebie plan spłynięcia łodzią do ujścia Jarugi: strzeżonego mostu nie minie nic prócz łososia.r. 35Potyczka pod bukiem: Na polanie za Wstążką Geralt i Jaskier, wzięci przez havekara za elfich klientów, stają się przypadkowymi świadkami sekretnej transakcji: handlarz ma przekazać nilfgaardzkim jeźdźcom jeńca wiezionego w sosnowej trumnie. Odbiorcy płacą po swojemu, nadziakiem w ciemię, mordują też woźnicę Koldę, a świadków próbują wziąć żywcem. Wiedźmina, którego zawodzi niedoleczona noga, ratują strzały Milvy: łuczniczka kładzie z olszyny trzech konnych, dowódcy wsadzając strzałę w twarz z pięciu kroków. W trumnie leży Cahir, rozpoznany po szramie od cięcia Ciri z Thanedd; Geralt zostawia mu nóż i po raz drugi daruje życie, zapowiadając, że trzeciego razu nie będzie.r. 35Spotkanie kompanii Zoltana: Na zasłanym trupami gościńcu w Brugge, przy rozbitej kolumnie kupieckiej Very Loewenhaupt, Geralt, Jaskier i Milva słyszą rzecz w pejzażu wojny niemożliwą: wesoły śpiew. Tak wita ich maszerująca od Dillingen kompania Zoltana Chivaya: pięciu krasnoludów, gnom Percival Schuttenbach, klnąca papuga Feldmarszałek Duda i gromadka przygarniętych uciekinierek z Kernow. Zoltan proponuje wspólny marsz za front: duktami do wzgórz Turlough, potem Starą Drogą ku rzece Chotli i Inie, za którą powinny stać temerskie wojska. Umowa staje i wokół wiedźmina, który przysięga, że żadnej kompanii nie chce, zaczyna się zbierać kompania.r. 36Spotkanie na Fen Carn: Na przymusowym noclegu wśród kurhanów Fen Carn kompania rusza w pełnię księżyca na łowy na ghula, którego wypatrzył Percival, ale wiedźmiński medalion Geralta ani drgnie, a zamiast trupiego odoru w powietrzu wisi zapach szałwii i anyżu. Z jamy pod dolmenem wychodzi Emiel Regis, cyrulik z Dillingen, który na cmentarzysku spędza każde lato przy zbiorach rosnącej tu masowo mandragory. Nocna gościna w jego chatce, z krążącą menzurką mandragorowego destylatu, kończy się rozmową o wojnie i decyzją: odcięty od domu cyrulik rusza dalej razem z kompanią Zoltana Chivaya. Wokół wiedźmina, który kompanii mieć nie chciał, robi się coraz tłoczniej.r. 37Pojmanie przez Cintryjczyków: Wzięci za dezerterów Geralt i Jaskier trafiają do obozu wojskowego przy odbitej Armerii, gdzie hrabia Daniel Etcheverry rozpoznaje słynnego barda i już każe zdjąć jeńcom pęta. Ratunek trwa chwilę: korpusem dowodzi marszałek Vissegerd, który pamięta wiedźmina z zaręczyn Pavetty i ma go za nilfgaardzkiego szpiega, łotra, który porwał, wychował i sprzedał Emhyrowi Cirillę. Hrabia ręczy za niewinność pojmanych, ale jako żołnierz nie sprzeciwi się dowódcy, a rozjuszony marszałek kończy przesłuchanie wyrokiem: za Ciri, córkę Pavetty, wiedźmin będzie wisiał.r. 37Rozbicie obozu nad Chotlą: Krzyk „Nilfgaard!" zamienia obóz zbiegów nad Chotlą w pandemonium: tratujący się tłum rozdziela kompanię, porywa ze sobą Milvę i grzebie Geralta pod drabiną i workami mąki, a kopnięcie końskiego kopyta w głowę odbiera wiedźminowi przytomność. Przez obóz przetacza się starcie temerskiego kontruderzenia z nilfgaardzkim podjazdem: gdy Geralt się ocyka, obozowisko jest dymiącą ruiną, konni strzelcy z liliami Temerii spędzają ocalałych i obdzierają poległych w czarnych płaszczach, a po Zoltanie, Percivalu, Regisie i Milvie nie ma śladu. Ból tratowanego wiedźmina, zmiażdżoną głowę i kolano, czuje przez sen Ciri w jaskini daleko na południu.r. 38Ucieczka spod szubienicy w Armerii: W noc przed zapowiedzianą na świt publiczną egzekucją wartownicy pod drewutnią zasypiają jak na komendę, a pachnący ziołami Regis przecina więzy Geralta i Jaskra i wskazuje im drogę: na wschód, na najjaśniejszą gwiazdę Siedmiu Kóz, prosto do Iny. Ucieczka idzie gładko tylko do kępy olszyn, gdzie czatująca warta wyłuskuje z buta poety dublony; alarm zbiega się z prawdziwym atakiem, bo na obóz Vissegerda nadciąga nocą nilfgaardzka konnica. Zbiegowie na kradzionym koniu prześlizgują się między zwierającymi się armiami, ostrzelani gradem strzał, od którego Jaskier zbiera krwawe rozcięcie głowy, a Geralt gołymi rękami i zdobyczną mizerykordią kończy trzyosobowy pościg. Nad ranem, zgodnie z obietnicą cyrulika, nad Iną czekają Milva z końmi i Cahir.r. 38Ujawnienie natury Regisa: Nad brzegiem Iny, gdy Regis z upodobaniem chwali zapach krwi opatrywanego Jaskra, Geralt przystawia mu miecz do gardła, a Milva dostrzega z przerażeniem to, co powinna była zauważyć dawno: cyrulik nie rzuca cienia. Zdemaskowany przedstawia się w pełni: Emiel Regis Rohellec Terzieff-Godefroy, lat czterysta dwadzieścia osiem, wampir wyższy, potomek istot uwięzionych na tym świecie po Koniunkcji Sfer. Wiedźmin, który zawodowo eliminuje takie istoty, każe mu odejść, a na pytanie o wycenę własnej głowy wampir słyszy, że wątpliwe, by kogokolwiek było na nią stać. Regis znika, uśmiechnąwszy się po raz pierwszy z pokazaniem zębów, i tym samym kończą się zagadki towarzyszące cyrulikowi od Fen Carn: wyjęta z żaru podkowa, uśpione warty i zagadkowe uśmiechy z zaciśniętymi ustami.r. 38Zawiązanie kompanii Geralta: Na suchej wyspie wśród rozlewisk, tam gdzie odnoga Iny wpada do Wielkiej Jarugi, Geralt ogłasza rozstanie: wszyscy wracają na północ, a on jedzie za Jarugę sam, bo jego sprawa jest osobista. Odpowiedzią jest kocioł zupy rybnej ugotowanej siłami całej gromady, wykład Regisa o tym, że życie zna długi spłacane zadłużeniem u innych, i wyliczanka Milvy, że samotne wilki to łgarstwo mieszczuchów. Skoro po rewelacjach Cahira nikt nie wie, gdzie jest Ciri, Regis wskazuje cel pierwszego etapu: druidzki krąg z borów Caed Dhu w Angrenie, który w sprawach magii i przeznaczenia orientuje się jak mało kto. Wiedźmin, obrzuciwszy cholerą całą kooperującą grupę idiotów, zostaje na czele drużyny, jakiej świat nie widział: wierszokleta z lutnią, pół driady, pół baby z łukiem, wampir po czterechsetce i Nilfgaardczyk, który upiera się, że nie jest Nilfgaardczykiem. Podróżować będą incognito, by nie wzbudzać sensacji. Ani śmiechu.r. 40Bitwa o most na Jarudze: Przeprawa przez Jarugę, którą Geralt wybrał zamiast trzęsawisk Ysgith, kończy się w samym środku cudzej bitwy. Porwany prom, wzięty w dwa ognie przez lyrijskich partyzantów i Nilfgaardczyków, wrywa się w łachę pod mostem przy Czerwonej Bindudze, gdzie omyłkowa salwa lyrijskich kuszników zabija konie kompanii, a Milva roni dziecko i życie ratuje jej Regis. Ponieważ ranna nie może uciekać, Cahir z Geraltem zatrzymują panikę pierzchających z mostu żołnierzy i stają na czele kontrataku: to ich wspólny chrzest ognia, w którym Nilfgaardczyk tnie swoich, a wiedźmin Znakiem Aard rozbija płonącą barykadę i przechodzi przez ogień w bitwie, której w ogóle nie rozumie. Obrona mostu, wsparta odsieczą konnicy spod znaku orła i czerwonych rautów, ocala przyparty do rzeki korpus królowej Meve; sam most zostaje po bitwie zniesiony, a późniejsze kroniki nie poświęcą całej batalii najmniejszej wzmianki.r. 43Przeprawa przez Jarugę: Po tym, jak łaska królowej Meve zmieniła się w przymusowy pobór, a lyrijski korpus zawrócił znad drogi do Caed Dhu ku Mahakamowi, drużyna Geralta nocą z piątego na szóstego września cichaczem dezerteruje, „pożyczając" na drogę konie, ekwipunek i muła Draakula. Po dwóch dobach w nadrzecznej łozinie kompania przeprawia się dziesiątego września na lewy brzeg Jarugi najbezczelniej, jak się da: po odbudowanym moście w Czerwonej Bindudze, wmieszana w tłum nilfgaardzkich transportów i cywilnej zbieraniny, a jedyny patrol zbywa Cahir władczym warknięciem o cesarskiej służbie. Drużyna znika w lasach Górnego Zarzecza, na terytorium wrogiego Cesarstwa, i rusza ku Stokom śladem druidów, którzy opuścili Czarny Las.r. 45Rozdzielenie hanzy: Dwudziestego piątego września, u stóp Gorgony, Geralt publicznie przeprasza Cahira za niesłuszne oskarżenie o zdradę, które dwie noce wcześniej skończyło się bijatyką na pięści, rozdzieloną dopiero pasem Milvy. Wyjaśnia, skąd wziął się jego gniew: drużynę zdradziła osoba niegdyś mu bardzo bliska, śledząca ją magią skanującą, a czarodziejów zdemaskowała pomyłka w liczeniu, bo Regis jako wampir jest dla czaru wychwytującego niewidzialny. Potem wiedźmin mówi głośno to, co wszyscy przeczuwają od nocy czerwonego księżyca: tamtej nocy było Ekwinokcjum i wszystko wskazuje na to, że Ciri poniosła wtedy śmierć, gdzieś daleko, samotna wśród wrogich ludzi. Drużynie pozostała zemsta, przykład grozy, o którym opowieści będą krążyć za sto lat: w Belhaven trzeba wydusić z półelfa nie to, na czyj rozkaz działa, lecz gdzie znajdują się jego mocodawcy. Hanza dzieli się na dwie grupy: Geralt, Cahir i Angoulême ruszają w górę Newi ku Belhaven, na Słowika i półelfa, a Jaskier, Milva i Regis jadą ku dolinie Sansretour i granicom Toussaint, gdzie schronili się druidzi.r. 47Rzeź w Caed Myrkvid: Ścigająca kompanię banda Słowika i Schirrú wdziera się do świętego lasu Caed Myrkvid, morduje pielgrzymów i druidów i szturmuje osiedle przy wielkim dębie, gdzie bronią się Milva, Jaskier i Angoulême. Ostrzeżony wizją Geralt przybywa na pukaczu i tnie grasantów od skraju lasu, u boku Rycerza Szachownicy, z którym ratują sobie wzajemnie życie; rozstrzyga szarża błędnego rycerstwa Toussaint, choć bełt z gabriela urywa wiedźminowi ucho. Niedobitki ze Słowikiem i Schirrú zbiegają za graniczny strumień, do nietykalnego sanktuarium, gdzie rycerzom wejść nie wolno; ruszający za nimi Geralt, Milva i Angoulême wpadają w konary dębopotworów i trafiają przed oblicze flaminiki razem ze schwytanymi bandytami. Druidka, głucha na prośby o świadka koronnego, każe spalić schwytanych żywcem w Wiklinowej Babie: w ogniu giną Słowik i Schirrú, a wraz z półelfem jedyny trop do jego mocodawcy i wiedźmiński medalion z głową wilka, który topi się w żarze. Milva wychodzi z bitwy z połamanymi żebrami, a baron de Peyrac-Peyran rozpoznaje w Jaskrze wicehrabiego Juliana i zabiera go do zamku Beauclair.r. 54Przybycie do Beauclair: W październiku kompania Geralta, prowadzona przez orszak błędnych rycerzy z Reynartem de Bois-Fresnes, zjeżdża doliną Sansretour do Beauclair, gdzie wita ją wystrojony jak princ Jaskier, na dworze znany jako wicehrabia Julian. Księżna Anna Henrietta przyjmuje gości ze wszystkimi honorami: Geralt nosi przy Święcie Kadzi czarodziejkę Fringillę Vigo, a na audiencji księżna, wzruszona opowieścią o Ciri, przyrzeka kompanii opiekę, gościnę i dostęp do najbogatszej biblioteki znanego świata. Z krótkiego postoju robi się zimowa kwatera: nim Milvie zrosną się żebra, śniegi zawalają przełęcze i z księstwa nie sposób wyjechać przed odwilżą. Tak zaczyna się pobyt, który wszystkie późniejsze wersje legendy zbędą jednym zdaniem o zimie spędzonej w Toussaint.r. 55Wyjazd z Toussaint: Nazajutrz po podsłuchu pod Pomerol Geralt wpada do pałacowej kuchni i daje kompanii godzinę na spakowanie: wyjazd pojedynczo, bez pozoru, zbiórka pod słupem na wzgórku za miastem. Drużyna reaguje, jakby czekała na tę wieść od tygodni, a Angoulême dostaje w dodatku dobrą nowinę, bo Geralt zmienił zdanie i nie zostawia jej w Beauclair. Pożegnania są trzy: Fringilla Vigo przydybuje wiedźmina w książęcej stajni i po odrzuconej prośbie „zostań ze mną" żegna się z nim tak, jak tego pragnie, Jaskier, który zostaje przy Anarietcie, dogania kompanię z sakiewką dukatów z prywatnej szkatuły księżnej i przyjmuje od Geralta list do Dijkstry, a Reynart de Bois-Fresnes objaśnia trasę przez przełęcze Malheur, Sansmerci i Mortblanc ku dolinie Sudduth, po czym na propozycję wspólnej drogi odpowiada, że jest błędny, ale nie szalony. Kompania rusza w góry pod ciemniejącym niebem, w lodowaty wiatr, który niesie zapowiedź śnieżycy.r. 63Odpłynięcie we mgle: Nad konającym po pogromie Geraltem zawodzi magia Yennefer, która wyczerpuje się do utraty przytomności, a Ciri gorzko wypomina sobie wyrzeczenie się mocy na pustyni. Znad Loc Eskalott wychodzi wtedy na ląd gęsta mgła, a z niej wyłania się Ihuarraquax, biegnący po powierzchni jeziora, jakby na niego czekano. Ciri dotyka płonącego rogu jednorożca, jej oczy rozjarzają się mlecznym żarem i ku wiedźminowi płynie z jej palców wstęga żarzącej się jasności; nikt z patrzących nie umie potem ocenić, jak długo to trwało, bo wszystko jest nierealne jak sen. Jednorożec wskazuje rogiem czekającą pod wierzbami łódź. Rannych składają w niej żywi, którym zmysły podpowiadają, że pomagają im umarli: Jaskier czuje bark Cahira i widzi warkocz Milvy oraz dłonie Angoulême, Zoltan przysiągłby, że dźwiga z nim Caleb Stratton, Yarpen widzi braci Dahlbergów, a Triss czuje perfumy Lytty Neyd i widzi żółtozielone oczy Coëna. Ciri prosi Triss o przeproszenie pań z Montecalvo, bo nie może zostać, gdy Geralt i Yennefer odchodzą; na pytanie, czy jeszcze się zobaczą, odpowiada „na pewno", i oboje z Triss wiedzą, że to kłamstwo z litości. Łódź odpływa bez plusku i niknie we mgle, pieje kogut, a nad brzegiem zostają słowa: coś się skończyło, coś się zaczyna. Geralt budzi się potem obandażowany w sadzie pod ciężkimi od jabłek gałęziami, przy nim czuwa Yennefer, która obiecuje nigdy już go nie opuścić, i żadne z nich nie wie, gdzie właściwie są. Ciri, opowiedziawszy całą historię Galahadowi nad zaczarowanym jeziorem, rusza z nim ku Kamelotowi, dłoń w dłoni, wprost w zachodzące słońce; bo nie ma takiego świata, w którym nie byłoby zajęcia dla wiedźminki.r. 63Pogrom w Rivii: W kilka dni po czerwcowym nowiu iskra rzucona na rivskim bazarze, wedle oficjalnej wersji obraza młodej szlachcianki Nadii Esposito przez krasnoludzkiego przekupnia, rozpala bitkę, która w mgnieniu oka przeradza się w rzeź i zmasowany atak ludności na dzielnice nieludzi; późniejsi badacze będą pytać, skąd w kilka minut wzięły się wozy z rozdawaną bronią i kim byli nieznani nikomu prowodyrzy. W niecałą godzinę ginie sto osiemdziesiąt cztery osoby, blisko połowa to kobiety i dzieci. Geralt, który chwilę wcześniej ogłosił koniec swojego wiedźmiństwa i zwrócił sihill, zdejmuje miecz znad komina gospody „U Wirsinga" z zapowiedzią, że to już naprawdę ostatni raz, i staje w obronie mordowanych, tnąc szeroko, by kaleczyć, nie zabijać. Rozczochranemu młodzikowi błagającemu o litość daruje życie, a ułaskawiony zrywa się i wbija mu w brzuch trójzębne widły. Do miasta docierają w tym czasie Yennefer, Ciri i Triss; kamienowana Yennefer pada bez przytomności, a Triss, która pod Sodden mdlała ze strachu, łamie w sobie tchórzostwo na zawsze: z kupy kompostu, którą legenda nazwie Rivijskim Wzgórzem, sprowadza na miasto niszczące gradobicie, jakiego nikt po niej nie zdoła powtórzyć. Grad chłodzi gorące głowy, spóźnione wojsko rozpędza motłoch i nad Rivią rozpina się tęcza, pod którą na skrwawionym bruku kona wiedźmin.