Opis ogólny — bez zdradzania fabuły.
Pod ludzką postacią: niestary, kędzierzawy rycerz w brunatnej tunice z herbem trzech czarnych ptaków siedzących rzędem w złotym polu; nie nosi żadnej broni („moja broń chodzi za mną" — to Zerrikanki Tea i Vea), sypie złotem bez wyjaśnień, je i pije po królewsku i rozmawia tak, jakby każde pytanie zadawał od niechcenia, a każde naprawdę go obchodziło. Naprawdę nazywa się Villentretenmerth — „Trzy Czarne Ptaki" to wolny przekład jego imienia — i jest złotym smokiem: istotą uznawaną za legendę, zdolną przybrać każdą postać, także ludzką. Wbrew smoczej naturze ludzie nie budzą w nim wstrętu; mówi o nich, że są dla niego sympatyczni.
Przeglądasz bez zakładki — widzisz pełną opublikowaną biografię.
Do wiedźmina Geralta Borch podchodzi w bezimiennym miasteczku, w którym właśnie broni jego dobytku przed rozkradzeniem, gdy wszyscy uznali wiedźmina za zjedzonego przez bazyliszka. Stawia ucztę w oberży „Pod Zadumanym Smokiem", wypytuje o wiedźmiński fach i o smoki — i wykłada własne widzenie świata: Chaos to agresja, Ład to strona zagrożona, potrzebująca obrońcy. Potem jedzie z Geraltem za wyprawą króla Niedamira na smoka, płaci za wszystkich myto na moście i zadaje wiedźminowi pytanie o cel na końcu drogi — sam twierdzi, że taki cel ma. Prawda wychodzi na jaw na hali w Górach Pustulskich: Borch i złoty smok Villentretenmerth, który zagrodził wyprawie drogę do smoczego gniazda, to ta sama istota. Wezwała go Myrgtabrakke, otruta pod Hołopolem smoczyca, a zapłatą za obronę było jej smoczątko — cel z końca drogi, dzięki któremu Villentretenmerth zamierza udowodnić, że granic możliwości nie ma i że przetrwać mogą nawet ci, którzy się różnią. W pojedynku gruchocze kości Eyckowi z Denesle, w bitwie rozbija Rębaczy i pożera szewca-truciciela Kozojeda, po czym daruje życie pokonanym. Na pożegnanie i zostawia Geraltowi i wróżbę, za którą przeprasza: są dla siebie stworzeni — ale nic z tego nie będzie.
Każdy prowadzi do streszczenia rozdziału, w którym się wydarzył.
r. 14Bitwa o złotego smoka — O złotego smoka biją się na hali wszyscy ze wszystkimi. Najpierw Rębacze tłuką i wiążą jego obrońców — Dorregaraya, Geralta i Jaskra — a po zdradzieckiej kuli Yarpena do koła wozu trafia i Yennefer. Potem smok sam schodzi na obóz i gruchocze Rębaczy jak wcześniej Eycka. Wreszcie na halę wtaczają się wozy hołopolskiej milicji Kozojeda: spętanego sieciami smoka ratują Zerrikanki — Tea i Vea — oraz, mimowolnie, sama Yennefer, która z rękami przywiązanymi do koła ciska zaklęcia wyprężoną nogą, zamieniając milicjantów w żaby, gęsi i pasiaste prosięta (więzy przepalił jej Znakiem Igni Geralt). Smok rwie sieci i pożera uciekającego Kozojeda — trucicielowi spod Hołopola nie daruje. Wszystkim pozostałym, choć leżą pokotem, daruje życie.r. 14Objawienie Villentretenmertha — Gdy nad pokonaną Yennefer staje szabla Vei, pada rozkaz — ludzkim głosem, z ust siedzącego na kamieniu Borcha Trzy Kawki: „Nie będziemy zabijać pani Yennefer". Borch i złoty smok Villentretenmerth to jedno: smoki złote, wbrew temu, co twierdził Geralt, istnieją — i potrafią przybrać każdą postać. Villentretenmerth wyjaśnia, że wezwała go otruta smoczyca Myrgtabrakke, a zapłatą za obronę jest jej smoczątko: cel z końca drogi, dzięki któremu udowodni, że granic możliwości nie ma — bo potwory potrzebują dziś obrońcy, „takiego… wiedźmina". Na pożegnanie zostawia Geraltowi i Yennefer wróżbę: są dla siebie stworzeni — ale nic z tego nie będzie.r. 14Pojedynek Eycka ze złotym smokiem — Złoty smok Villentretenmerth zagradza wyprawie drogę do północnego kanionu i — rzecz niesłychana — przemawia: każdego, kto nie uszanuje zakazu, wyzywa na honorowy pojedynek na broń konwencjonalną. Staje Eyck z Denesle, ogłoszony naprędce „kopią i mieczem" króla Niedamira; heroldem zostaje Yarpen Zigrin, bo ma głos jak buhaj. Szarża jest mistrzowska, ale smok uchyla się od grotu z kocią gracją, podcina konia i jednym pociągnięciem łapy zmiata rycerza z siodła — Eyck kończy z nogami połamanymi własną kopią. Klęska najlepszego zawodnika zmienia wszystko: Niedamir zwija wyprawę i wraca do Caingorn, a Rębacze zrywają umowę i ruszają na smoka na własny rachunek.