Pełny opis wydarzenia.
Gdy na pastwiska pod Hołopolem zaczyna zlatywać zielona smoczyca Myrgtabrakke, sprawę „załatwia" lud: szewc Kozojed podrzuca jej owcę wypchaną ciemierzycą, wilczymi jagodami, blekotem, siarką i szewską smołą. Podtruta smoczyca odlatuje do jaskiń w Górach Pustulskich — a wieść o smoku i jego skarbcu ściąga w góry króla Niedamira z najsłynniejszymi smokobójcami Północy, od Rębaczy z Crinfrid po krasnoludy Yarpena Zigrina. Nikt z nich nie wie, że osaczona smoczyca zdążyła wezwać na pomoc obrońcę.
Pełny kontekst: streszczenie rozdziału 14 →
Co doprowadziło do tego wydarzenia — i co z niego wynikło. Skutki pokazujemy do Twojej zakładki.
Gdy na pastwiska pod Hołopolem zaczyna zlatywać zielona smoczyca Myrgtabrakke, sprawę „załatwia" lud: szewc Kozojed podrzuca jej owcę wypchaną ciemierzycą, wilczymi jagodami, blekotem, siarką i szewską smołą. Podtruta smoczyca odlatuje do jaskiń w Górach Pustulskich — a wieść o smoku i jego skarbcu ściąga w góry króla Niedamira z najsłynniejszymi smokobójcami Północy, od Rębaczy z Crinfrid po krasnoludy Yarpena Zigrina. Nikt z nich nie wie, że osaczona smoczyca zdążyła wezwać na pomoc obrońcę.
Złoty smok Villentretenmerth zagradza wyprawie drogę do północnego kanionu i — rzecz niesłychana — przemawia: każdego, kto nie uszanuje zakazu, wyzywa na honorowy pojedynek na broń konwencjonalną. Staje Eyck z Denesle, ogłoszony naprędce „kopią i mieczem" króla Niedamira; heroldem zostaje Yarpen Zigrin, bo ma głos jak buhaj. Szarża jest mistrzowska, ale smok uchyla się od grotu z kocią gracją, podcina konia i jednym pociągnięciem łapy zmiata rycerza z siodła — Eyck kończy z nogami połamanymi własną kopią. Klęska najlepszego zawodnika zmienia wszystko: Niedamir zwija wyprawę i wraca do Caingorn, a Rębacze zrywają umowę i ruszają na smoka na własny rachunek.
O złotego smoka biją się na hali wszyscy ze wszystkimi. Najpierw Rębacze tłuką i wiążą jego obrońców — Dorregaraya, Geralta i Jaskra — a po zdradzieckiej kuli Yarpena do koła wozu trafia i Yennefer. Potem smok sam schodzi na obóz i gruchocze Rębaczy jak wcześniej Eycka. Wreszcie na halę wtaczają się wozy hołopolskiej milicji Kozojeda: spętanego sieciami smoka ratują Zerrikanki — Tea i Vea — oraz, mimowolnie, sama Yennefer, która z rękami przywiązanymi do koła ciska zaklęcia wyprężoną nogą, zamieniając milicjantów w żaby, gęsi i pasiaste prosięta (więzy przepalił jej Znakiem Igni Geralt). Smok rwie sieci i pożera uciekającego Kozojeda — trucicielowi spod Hołopola nie daruje. Wszystkim pozostałym, choć leżą pokotem, daruje życie.
Gdy nad pokonaną Yennefer staje szabla Vei, pada rozkaz — ludzkim głosem, z ust siedzącego na kamieniu Borcha Trzy Kawki: „Nie będziemy zabijać pani Yennefer". Borch i złoty smok Villentretenmerth to jedno: smoki złote, wbrew temu, co twierdził Geralt, istnieją — i potrafią przybrać każdą postać. Villentretenmerth wyjaśnia, że wezwała go otruta smoczyca Myrgtabrakke, a zapłatą za obronę jest jej smoczątko: cel z końca drogi, dzięki któremu udowodni, że granic możliwości nie ma — bo potwory potrzebują dziś obrońcy, „takiego… wiedźmina". Na pożegnanie zostawia Geraltowi i Yennefer wróżbę: są dla siebie stworzeni — ale nic z tego nie będzie.