atrament na mapieOpis ogólny, bez zdradzania fabuły.
Czarodziejka z Vengerbergu, wielka indywidualistka: lekceważy zarówno bojkoty Rady Czarodziejów, jak i królewskie podatki od czarów, i świetnie na tym wychodzi. Drobna, czarnowłosa, blada, o trójkątnej twarzy i fiołkowych oczach; pachnie bzem i agrestem, na szyi nosi czarną aksamitkę z obsydianową gwiazdą skrzącą się od brylancików, a jej figura dwudziestolatki nie mówi nic o prawdziwym wieku. Wiedźmińskie oczy Geralta widzą to, czego nie widzą inni: lewe ramię odrobinę wyższe od prawego, nos odrobinę za długi, usta odrobinę za wąskie: ślady po urodzie „poprawionej" magią, jak u wszystkich czarodziejek. Zauroczony nią elf Chireadan ostrzega każdego, kto myli skorpiona z pająkiem: z wdzięku i urody zrobiła sobie broń i posługuje się nią bez skrupułów. W drobiazgach bywa zaskakująco praktyczna: szylkretowy grzebień o kolcu ostrym jak sztylet, sakiewka haftowana perłami, która pomieści więcej, niż wskazuje rozmiar.
Przeglądasz bez zakładki, więc widzisz pełną opublikowaną biografię.
Z Geraltem łączyła Yennefer historia, od której wiedźmin uciekł. Zdaniem Nenneke, kapłanki zarządzającej świątynią Melitele pod Ellander, uciekł przy tym niezbyt godnie. Nenneke zna czarodziejkę na wylot: dwa miesiące przed wiedźminem Yennefer sama odwiedziła świątynię i pokłóciła się z kapłanką. O Geralta nie zapytała wtedy ani słowem, ale bacznie szukała jego śladów, a na samego wiedźmina jest potężnie wściekła. W świątyni szukała kosztownej kuracji, zdaniem Nenneke na próżno: jak większość czarodziejek ma nieodwracalnie zatrofizowane gonady i nigdy nie będzie mogła mieć dziecka: „zapłaciła za pewne zdolności utratą innych". Sama za usuwanie ciąż u wielkich dam i leczenie cudzej bezpłodności każe sobie płacić krocie.
W Rinde, gdzie rada miejska gorliwie ściąga królewski podatek od czarów, Yennefer mieszka w azylu (a praktycznie w areszcie domowym) u kupca-ambasadora Beau Berranta i obsługuje bogatych klientów, których bojkot magów zostawił bez usług; rajcom, którzy szczują na nią po karczmach i kazaniach, demonstracyjnie bimba. Do niej właśnie, jako do jedynej osoby władającej w mieście magią, Geralt przywozi Jaskra, trubadura i swojego przyjaciela, któremu uwolniony z wyłowionej amfory dżinn poraził gardło tak, że groziła mu utrata głosu. Wiedźmin zastaje czarodziejkę o świcie, skacowaną po całonocnej uczcie i w pełnym arsenale: zaklęcie rzucone w intruza, nim ten dokończy zdanie, kąpiel w niewidzialności, portal zamiast spaceru. Jaskra Yennefer leczy skutecznie i bez targów, ale bezinteresowność to pozór: sonduje śpiącemu mózg, odkrywa, kto naprawdę ma pieczęć dzbana (a z nią władzę nad dżinnem) i zastawia pułapkę na wszystkich naraz. Sparaliżowanego urokiem Geralta całuje w usta i czyni z niego narzędzie zemsty na obmawiających ją rajcach: wiedźmin ma odtąd „spłacać jej obietnice", za udawaną hardość i za zimny wzrok. Plan jest jednak większy niż zemsta: Yennefer chce schwytać dżinna i przejąć jego moc, nim ten umknie w swój wymiar.
Polowanie kończy się dla niej pułapką bez wyjścia: schwytany dżinn zamiast słabnąć rośnie w siłę, bo pieczęć dzbana (o czym czarodziejka nie wie) trzymał Geralt i to jego życzenia stwór spełnia, nie Jaskrowe. Gdy wiedźmin wraca po nią do walącej się gospody, Yennefer żąda od niego trzeciego życzenia i kusi go wszystkim: bogactwem, sławą, władzą, wreszcie człowieczeństwem, najskrytszym marzeniem wiedźmina, które odgaduje bezbłędnie. Na moment odsłania się przy tym jej przeszłość: Geralt rozpoznaje w jej oczach zimne, mądre oczy garbuski i prawdę o tym, kim Yennefer była, nim magia dała jej urodę. Natychmiast zabija w sobie tę myśl, w strachu, że czarodziejka ją odczyta i nigdy by mu nie wybaczyła. Życzenia, które wiedźmin ostatecznie wypowiada, nie słyszy nikt poza nią. Wyznaje potem, że osłupiała i że nie wie, czy w Naturze jest Moc zdolna je spełnić; ale jeżeli jest, Geralt „skazał się" na nią. Przeżywa też swój pierwszy raz: nikt nigdy wcześniej nie nazywał jej „Yen".
Do wyprawy króla Niedamira na smoka Yennefer dołącza z glejtem, przodem, na swoim karym koniu i z celem, którego długo nikomu nie zdradza. Obóz jej nie znosi: Rębacze widzą w niej knującą wiedźmę, Yarpen Zigrin wita ją drwinami o pachnidle, a Dorregaray w dyskusji o smokach uderza najokrutniej, jak można: radą, by „zajęła się rodzeniem dzieci". Z Geraltem, spotkanym po czterech latach od porzucenia, rozmawia jak ostrzem: będą udawać dobrych znajomych, ale ona nigdy mu nie wybaczy. Powtarza to nawet, wisząc na jego pasie nad przepaścią, gdy lawina zrywa most trolli. Prawda wychodzi na jaw po klęsce Eycka: Yennefer prosi Geralta, by zabił złotego smoka dla niej, bo jest ktoś, kto za takie trofeum odwróci jej bezpłodność. Operacja jest kosztowna, ale „to nie jest nieodwracalne". Dla tej szansy na cud posuwa się najdalej, jak można: gdy wiedźmin staje po stronie smoka, własnym zaklęciem ścina go z nóg i oddaje związanego Rębaczom.
Sojusz ze smokobójcami kończy się dla niej upokorzeniem: gdy żąda smoka wyłącznie dla siebie, stalowa kula Yarpena trafia ją w czoło, a Rębacze przywiązują ją za ręce do koła wozu; Boholt rozdziera jej koszulę i obiecuje „zabawę". W bitwie Yennefer pokazuje jednak, z czego jest zrobiona: każe Geraltowi przepalić sobie więzy Znakiem Igni na ślepo (wytrzymuje przypalanie własnych kostek), po czym, wciąż przykuta za ręce, ciska zaklęcia samą wyprężoną nogą, zamieniając hołopolską milicję w żaby, gęsi i pasiaste prosięta; do niej też, jakby na przekór wszystkiemu, tuli się w zamęcie smoczątko. Po objawieniu Villentretenmertha prosi Geralta, by mogła z nim pójść, a jej oczy znów są ciepłe jak dawniej. Wtedy słyszy od smoka wróżbę: są z wiedźminem dla siebie stworzeni, ale nic z tego nie będzie. Odpowiada pobladła, że wie; a mimo to chce wierzyć, że granica możliwości jest jeszcze bardzo daleko.
Do Aedd Gynvael, miasteczka, którego elfia nazwa znaczy „okruch lodu", Yennefer przyjeżdża z Geraltem, wiedząc od początku, po co: mieszka tu Istredd, naprawdę noszący imię Val, czarodziej, z którym od wielu lat łączy ją bliska znajomość bez zobowiązań i który właśnie poprosił ją, by została z nim na stałe. Przez trzy dni Yennefer „załatwia sprawy": nocą jest z wiedźminem, przed południem z czarodziejem. Gdy rywale pochwalą się sobie nawzajem, odpowiada na niezadane pytania sama, wprost i bez poczucia winy. Obaj są jej bliscy i w tym tkwi cały kłopot; propozycję Istredda naprawdę rozważa, bo łączą ich ambicje i cele, a on ją kocha („tak myśli"). To wtedy opowiada Geraltowi legendę o Królowej Zimy rozsiewającej z sań okruchy lodu. I wtedy, po raz pierwszy przy wiedźminie spuszczając oczy, wyznaje swoją tajemnicę cudzymi słowami baśni: królowa sama pragnie ciepła, które niweczy jej czar. Za dar władzy nad materią zapłaciła wszystkim, co miała; są dary, których nie wolno przyjmować, jeśli nie można ich odwzajemnić czymś równie cennym.
Gdy mężczyźni umawiają się na pojedynek na śmierć i życie, Yennefer robi jedyną rzecz, która może ocalić obu: odchodzi. Magią twórczą, szczytowym kunsztem czarodziejów okupionym potem i bólem, tworzy z dotknięcia dłoni Geralta drugą czarną pustułkę i nocą opuszcza miasto, a o świcie oba ptaki, mokre od deszczu, przynoszą rywalom pożegnalne listy. Istredd czyta: „Żegnaj, Val… są dary, których nie wolno przyjmować, a nie ma we mnie niczego, czym mogłabym ci się odwdzięczyć", i mimo to zapowiada, że pojedzie za nią choćby na koniec świata. Geralt zna treść swojego listu, nim go otworzy. Oba kończą się tym samym zdaniem, które w izbie „Pod Jesiotrem" wypowiedział za Yennefer stworzony przez nią ptak: prawda jest okruchem lodu.
W noc Belleteyn, rok, dwa miesiące i osiemnaście dni po rozstaniu w Aedd Gynvael (jak natychmiast wylicza Geralt), czarodziejka i wiedźmin wpadają na siebie przypadkiem wśród majowych ognisk. Yennefer od razu zastrzega, że nie chce zaczynać od nowa, bo wszystko skończyłoby się jak poprzednio. Ale z rozmowy na uboczu robi się gorzki wybuch (ludzie świętują odradzający się cykl natury, a oni dwoje są reliktami, po których zimie nie przyjdzie wiosna), z wybuchu bliskość, a z bliskości jedna wspólna noc: ich własne, jednorazowe Belleteyn. O świcie Yennefer przypomina słowa złotego smoka i domyka je własnym wnioskiem: są stworzeni dla siebie, może przeznaczeni sobie, ale nic z tego nie będzie, bo samo przeznaczenie nie wystarcza; trzeba czegoś więcej. Na pożegnanie, wiedząc o Geralcie „wszystko", każe mu czym prędzej jechać do Cintry i tym razem nie rezygnować, bo nadchodzą bardzo złe czasy. Od tamtej nocy wiedźmin nie ma o niej żadnych wieści; w gorączce po ranie z uroczyska powtarza jej imię, a w sennym majaku na Górze Czternastu jest pewien, że to ono jest czternastym imieniem wykutym na obelisku bitwy z Nilfgaardem. Myli się: ostatnie imię brzmi Yol Grethen z Carreras. Los Yennefer pozostaje nieznany.
Yennefer żyje. Incognito słucha występu Jaskra pod dębem Bleobherisem (wysłuchując przy okazji, ile zwrotek poeta poświęcił jej osobie i jej „sercu z diamentu"), po czym jedzie za nim do miasteczka. Gdy z chlewika przy zamtuzie dobiegają głosy, wysyła przodem iluzję, wpada do środka jak łasica i w kilka uderzeń serca kończy przesłuchanie: jednemu oprawcy podcina gardło, drugiego spala błyskawicą, a uciekającego przez cudzy portal Rience'a znaczy posłanym w ślad żarem. W pościg nie rusza: portal otworzył ktoś nieporównanie mocniejszy i nie wiedziała, gdzie wyląduje. Przy winie mówi Jaskrowi więcej, niż ten wie: Geralt po wojnie wrócił ciężko ranny na Południe i pojechał na Zarzecze; ona sama wie, gdzie wiedźmin się ukrywa i jak tam trafić (bywała tam gościem, „ale nigdy nieproszonym"), lecz z ostrzeżeniem zwleka: Geralt nie lubił narzucanej pomocy, a ona jest mu winna dokładnie tyle, ile on jej. Poecie, któremu przekazuje pozdrowienia i polecenia od Dijkstry, każe zapomnieć o Lwiątku z Cintry i zniknąć w Tretogorze; jemu samemu wyznaje, ku jego zdumieniu, że go lubi i że jest mu wdzięczna: jeździł z Geraltem, był mu przyjacielem, dzięki niemu wiedźmin nie był sam.
Opowieść Triss o bitwie na Wzgórzu odsłania, przez co przeszła tam Yennefer: stała wśród czarodziejów łamiących pochód Nilfgaardu, podtrzymywała zwymiotowaną ze strachu przyjaciółkę, a z bitwy wyszła niewidoma; to jej ślepota była jedną z przyczyn pomyłki na pomniku, bo z tych, którzy znali Triss naprawdę dobrze, przeżyła tylko ona. Wzrok, podobnie jak włosy i wygląd innych okaleczonych bohaterów ze Wzgórza, przywrócono jej najsilniejszymi czarami. Po nocy Przesilenia w Kaer Morhen Triss stawia sprawę jasno: nad zdolnościami Ciri nie zapanuje nikt prócz czarodziejki zdolniejszej i bardziej doświadczonej niż ona sama, więc Geralt ma odłożyć żal i zawziętość i wiosną zwrócić się o pomoc do Yennefer. Zapytany, czy aż tak ją kocha, wiedźmin po długim milczeniu przyznaje: aż tak.
Geralt w końcu do niej napisał, dwie noce biedząc się nad pierwszymi słowami, i zaczął od „Miła przyjaciółko". Odpowiedź Yennefer to majstersztyk jadowitej uprzejmości, który wiedźmin czyta po trzydzieści razy: „miły przyjaciel" raczył się odezwać po niecałych trzech latach, dementując plotki o własnym zgonie, a ona sama ma już za sobą „okres niedyspozycji", którego opisem nie chce go nudzić. Pod złośliwościami kryje się jednak wszystko, na czym Geraltowi zależy. Yennefer bezbłędnie odczytuje zawoalowany opis kłopotu z „niespodziewanym prezentem od Losu", rozpoznaje w nim Źródło i deklaruje, że wyrusza nie zwlekając, w pełnej tajemnicy i przy zachowaniu środków ostrożności, wprost do miejsca wskazanego między wierszami, by „uspokoić bijące źródło". O tym, że jest drugą czarodziejką na liście, do której Geralt się zwrócił, wspomina z przekąsem, ale podpisuje się: Twoja przyjaciółka. List, jak wszystko przy niej, pachnie bzem i agrestem. O tym, dokąd pojechała Yennefer po otrzymaniu listu od Geralta, wypytuje już w Oxenfurcie Filippa Eilhart, a wiedźmin strzeże tej tajemnicy milczeniem.
Yennefer dotarła do świątyni Melitele i wzięła Ciri w obroty tak ostro, że dziewczynka budzi się z krwotokami i bólem rozsadzającym czaszkę, po którym pomagają dopiero eliksiry i zaklęcia. Za ścianą Nenneke oskarża ją o bezwzględność, okrucieństwo i nieodpowiedzialność („naprawdę nie masz serca, Yennefer"), a czarodziejka, zamiast ciętej riposty, na jaką czeka podsłuchująca Ciri, odpowiada tak cicho, że nie słychać ani słowa. Gdy dziewczynka budzi się z koszmaru o drzwiach, których nie wolno otwierać, Yennefer siedzi już przy jej łóżku z odwróconą twarzą i mówi nieswoim głosem: wiem, dlatego tu jestem. Jestem przy tobie. W tym samym czasie w pracowni Vilgefortza o Yennefer wypytuje się zbyt gładko, by szczerze, a Tissaia de Vries osłania ją półprawdami, wiedząc, że psychowizją nie da się namierzyć czarodziejki, która nie życzy sobie być znaleziona. Rience chełpi się w Oxenfurcie, że wie, gdzie ona jest, i że ma do „tej dziwki" osobistą urazę za sztuczki z ogniem; z rozkazu nie może jej jednak spaść włos z głowy.
Miesiące w świątyni Melitele odsłaniają Yennefer, jakiej nie znał nikt. Zaczyna po swojemu: bezceremonialne oględziny („ewidentna krew elfów"), zimne testy, żelazne warunki (absolutne posłuszeństwo i szczerość w obie strony) i przezwisko „brzydulka", którego Ciri nie cierpi. Ale w tej samej kobiecie kryje się nauczycielka, która nigdy nie nudzi, odpowiada szczerze na każde pytanie (o Geralta: tęsknota, żal, nadzieja i lęk), przy wykładzie o trzech naturach magii umie wstrząsnąć wzgórzem, a przy tamowaniu krwotoku z nosa mówi do uczennicy „córeczko", nim zdąży ugryźć się w język. O metody nauki kłóci się z Nenneke do tygodniowego milczenia, po czym godzi się z nią po kilkugodzinnej rozmowie. Zna sekrety Kaer Morhen i wiedźmiński „taniec", Vesemira i Eskela, a przy rozmowach o Warowni jej oczy tracą zły poblask; wypytana mimochodem o , słucha z twarzą nieprzeniknioną i bez śladu rozdrażnienia. Zabrania Ciri noszenia metalu, kryształów i kamieni, obiecując wyjaśnienie w swoim czasie, i zapatruje się w zwykłą lipę, ciesząc się, że może ją widzieć. Obiecuje dziewczynce, że będzie z nią zawsze. A gdy nadchodzą listy, na które czekała, , w który ciągną chmary kruków i o którym Nenneke mówi słowami .
Cel podróży przestaje być tajemnicą: Yennefer wiezie Ciri na wielki zjazd czarodziejów, zwołany na początek lipca do Garstangu na wyspie Thanedd. Jedzie na karym ogierze, w męskim stroju, sprytnie kluczy i nie używa magii, by nie dać się namierzyć, i tylko rachunek Codringhera (tydzień temu Ellander, za trzy, cztery dni Gors Velen, po drodze osada Anchor) pozwala przewidzieć jej trasę. Ten sam rachunek zrobił ktoś jeszcze: śladem czarodziejki jadą trzej najemni mordercy, Profesor, Kantor i , wypytujący po zajazdach o czarnowłosą damę na wronym źrebcu i zielonooką jasnowłosą dziewczynkę na jabłkowitej klaczy. Yennefer najpewniej nawet się o nich nie dowie: dopada trójkę w i kończy sprawę, nim zdążyli dogonić zwierzynę.
Przed bramami Gors Velen Yennefer sięga po glamarye: w mieście żyjącym z czarodziejek nie zamierza się przedstawiać, wystarczy, że jej tożsamość widać na pierwszy rzut oka (podróżująca z nią Ciri staje się przy tym niewidzialna dla gapiów, o co dokładnie chodziło). W banku Molnara Giancardiego dowiaduje się, że jej listy i konto ktoś próbował tropić, i załatwia rachunki: przekaz dla świątyni Melitele, anonimowe wpisowe i czesne w Aretuzie dla jednej adeptki, czek na suknie na zjazd. Umorzenia stukoronowego długu zabrania (obsesyjnie honorowy wiedźmin znienawidziłby ją z kretesem), każe za to dyskretnie podnieść mu nagrodę za potwora w ; na pytanie, czy sama „przypadkiem" pojedzie w tamtą stronę, odpowiada: nie. Wieczorem w łaźni „Srebrnej Czapli" oddaje Ciri do Aretuzy („w tym celu ją przywiozłam"), a kapitan nie podaje ręki: słupy z trupami elfów na rozstajach to dzieło jej oddziałów, wojny zaś wygrywa się żołnierzami z przekonaniem, nie najemnikami, którzy gardzą poświęceniem. Nocą, zaalarmowana ucieczką wychowanki, z twarzą, jakiej nigdy u niej nie widział, i zaklęciem rozprasza ścigający Ciri. Potem staje naprzeciw Geralta i nie robi ani kroku; przy łóżku udającej omdlenie małej (poznaje się na tym od razu) przesiaduje z wiedźminem do rana bez słowa, a rankiem na grobli zaczyna z nim wreszcie rozmawiać. I, wedle Jaskrowej egzegezy, przepraszać.
Na bankiet w Aretuzie Yennefer zabiera Geralta ze świadomą premedytacją: ubiera go w dublet, wyprowadza na środek sali w demonstracji, której nikt na Thanedd nie może przeoczyć, i cierpliwie uczy go czarodziejskich konwenansów. Gdy wiedźmin po raz pierwszy mówi na głos, że ją kocha, odpowiada, że też go kocha, i wyjaśnia, czemu czekała: na wyznania czynione w myślach nie wypadało jej reagować. Przy okazji wychodzi na jaw, czym się nie pochwaliła: od bitwy pod Sodden zasiada w Radzie Czarodziejów. Na sali rozgrywa swoje: z wymienia całusy w powietrze i złośliwości (identyczne kolczyki, wojna o wiek i cerę), rozwiewa w krótkiej cichej rozmowie resztki wątpliwości w sprawie dawnego romansu z Geraltem (wie o nim od dawna i nie zamierza do tego wracać), proponuje jej też prowadzenie ćwiczeń w Aretuzie i częste widywanie . Geralta ostrzega przed , wytrawnym graczem, a po jego nocnej relacji z prosi: zaufaj mi, Ciri jest pod moją opieką, w Aretuzie będzie bezpieczna, a jutrzejszy dzień wyjaśni wiele spraw. Noc w komnatce wykwaterowanej adeptki odsłania i dawne rany (na pytanie o laleczkę odpowiada gwałtownie, że nie miała nawet laleczki, i prosi, by nie pytać „o tamto"), i czułość: podsłuchaną myśl Geralta o wspólnym domu obraca w żart o owcach i dudach, po czym za ten żart przeprasza. Na jego „nie chciałbym cię stracić" odpowiada: przecież mnie masz.
Nocą przed naradą Yennefer znika z komnatki w Aretuzie, zostawiając na krześle balową suknię, i zabiera Ciri z Loxii wezwaniem, które prowadzi małą po smudze księżycowego światła. To ona wprowadza na obrady w Garstangu „medium": wieszczba o wojnie w Dol Angra i śmierci Vizimira rozbija naradę, a Filippa wykrzykuje pytanie, komu Yennefer służy i kto kazał jej przyprowadzić „tego potwora". Odpowiada Tissaia de Vries: ja. Sama czarodziejka nazwie to później krótko: popełniłam błąd, nikt nie jest doskonały. Gdy pucz przechodzi w masakrę, Yennefer zabija sztyletem elfa, który wyciągnął rękę po Ciri (użycie magii natychmiast zdradziłoby je obu mocodawcom tamtych), wyprowadza małą z płonącego skrzydła i wyprawia ją do stajni z koniem gońców, przykazując oddać się w Loxii pod opiekę Margarity. Sama zostaje. Ostatnie, co Ciri od niej słyszy, pada cicho, z czołem opartym o kolumnę: kocham cię, córeczko. Biegnij. Potem urywa się wszelki ślad: Geralt znajdzie tylko pustą komnatkę i suknię, a dzień zjazdu kończy się bez odpowiedzi, co stało się z Yennefer.
Po nocy na Thanedd Yennefer znika bez śladu: nie wie o niej nikt, ani Triss, ani czarodzieje rozproszeni po dworach. Po Północy krążą za to plotki, które Jaskier powtarza Geraltowi wbrew sobie i tylko do połowy: że czarodziejka „rozpoczęła tę grę" wspólnie z Vilgefortzem, uwierzywszy, że wiedźminowi naprawdę jest wszystko jedno. Geralt ucina te rewelacje w pół zdania; o tym, ile są warte, rozdział milczy.
Zagadka zniknięcia Yennefer z Thanedd znajduje rozwiązanie: w noc puczu Francesca Findabair zredukowała ją kompresją artefaktową do nefrytowej figurki i przez czterdzieści siedem dni nosiła za dekoltem, ratując jej tym życie, bo po Garstangu polował na nią Rience z obietnicą powolnej śmierci. Rozpakowana na dziedzińcu w Dolinie Kwiatów, obolała i wysuszona, poznaje bilans przespanej wojny: samobójstwo Tissai de Vries, zniknięcie Vilgefortza i wieść, którą przyjmuje z kamienną twarzą i zaciśniętymi pięściami, o zmasakrowanym kijem czarodzieja i leczonym przez driady w Brokilonie. Francesca rekomenduje ją do sekretnej loży, uprzedzając lojalnie, że przy próbie ucieczki spakuje ją ponownie, choćby na lata; słowa, że nie ucieknie, Yennefer nie daje. W relacjonuje loży całą historię swoich związków z , od afery Pavetty po Garstang, do którego przyprowadziła małą na rozkaz Tissai, i słucha oraz opowieści o stuletniej hodowli genu , zaciskając dłonie na rzeźbionych sfinksach poręczy. Gdy ujawnia, że w Darn Rowan siedzi , a o młodym szlachcicu w skrzydlatym hełmie mówi się przy stole głośno, Yennefer powtarza sobie w duchu: być sfinksem. I myśli o tym, w jaką matnię wplątała tę dziewczynę i jak spojrzy wiedźminowi w oczy. W przerwie obrad, pilnowana dyskretnie przez wszystkich, wysłuchuje przy bufecie z ostrygami zdumiewającej rozmowy o żywiołowych przyciągaczach i ryzykownej teleportacji, po czym robi rzecz, którą wszystkie uważały za niemożliwą: , teleportując się za daleko, by ktokolwiek mógł ją zawrócić. Dokąd, wie tylko ta, która wie, z którego wybrzeża pochodziły ostrygi.
Dalsze losy Yennefer zna baśń, którą pokolenia później dziad Pogwizd opowiada dzieciom nad Jarugą: czarodziejka uleciała na zaklęciu z zamku zwanego Górą Łysą i chlupnęła prosto w morskie fale między ostre skały, ale dla magiczki to fraszka. Trafiła na wyspy Skellige i tam znalazła sprzymierzeńców, bo rosła w niej wielka złość na Vilgefortza: przekonana, że to on porwał Ciri, umyśliła wytropić czarodzieja, wywrzeć srogą zemstę i uwolnić dziewczynę.
Po makabrycznej nocy jesiennego Ekwinokcjum gwałtowny sztorm, który wstrząsnął Wyspami Skellige, tłumaczony jest na Wyspach rozmaicie. Zabobonni widzą w nim zapowiedź końca świata, ale ludzie mieniący się lepiej poinformowanymi łączą szaleństwo niebios i morza z osobą złej czarownicy Yennefer i jej straszną śmiercią, a jeszcze inni z konaniem kogoś, w czyich żyłach płynie krew królów Skellige i Cintry. Co naprawdę stało się czarodziejce, pogłoski nie mówią.
Opowieść rybaczki z tawerny w Bremervoord rozstrzyga, dokąd wiódł teleport z Montecalvo: dziewiętnastego sierpnia Yennefer spadła z nieba prosto w łososiowe sieci barkasu na sundzie między An Skellig a Spikeroog. Wyłowiona przez osiem rybaczek, broniła się z sieci sinym błyskiem, ale ostatecznie poddała się dobrowolnie, obiecała nie rzucać uroków i podała swoje imię, a za otrzymane wiosłem lanie nie poskarżyła się ani słowem, co wyspiarki uznały za honorne. Zawieziono ją do Kaer Trolde na Ard Skellig, przed oblicze jarla Cracha an Craite, który przyjął ją zrazu surowo, a potem traktował uprzejmie i grzecznie. Wedle tej samej opowieści czarodziejka „zabiła się własnymi czarami, sztuki magiczne wyczyniając" ostatniego dnia sierpnia, tuż przed nowiem; to właśnie echo tej wieści krążyło po Skellige w noc Ekwinokcjum.
U stóp Gorgony Geralt wyjawia kompanii, że drużynę zdradziła osoba niegdyś mu bardzo bliska: czarodziejka, która dzięki długotrwałemu kontaktowi psychicznemu ma matrycę pozwalającą śledzić go magią skanującą, działająca do spółki z czarodziejem. Imię nie pada, ale Ciri, która w wieszczym śnie słyszała każde słowo wiedźmina, wie, o kogo chodzi: opowiada Vysogocie, że chciała krzyczeć, iż wiedźmin wszystko pomylił i że nie wolno mu oskarżać Yennefer ani mówić o niej takich rzeczy. Dowodów zdrady Geralt nie przedstawia żadnych; ma tylko gniew, żal i pewność człowieka, który sądzi, że wie.
Pogłoska o śmierci czarodziejki obrasta w szczegóły i dociera na najwyższe dwory: w Lan Exeter Dijkstra relacjonuje Esteradowi Thyssenowi, że Yennefer zginęła jakoby ostatniego dnia sierpnia, w zagadkowych okolicznościach, na osławionej Głębi Sedny między Wyspami Skellige a przylądkiem Peixe de Mar, i że po jej śmierci jedynym żywym zdrajcą z Thanedd pozostał Vilgefortz. Król Koviru oponuje spokojnie i stanowczo: Yennefer z Vengerbergu nie była zdrajczynią ani wspólniczką Vilgefortza, a na dowód gotów jest dostarczyć dowody. Dijkstra odmawia ich przyjęcia, przynajmniej na razie, bo jak sam przyznaje, teraz Yennefer jest dla niego wygodniejsza jako zdrajczyni.
Wyłowiona dziewiętnastego sierpnia z sundu, Yennefer staje na nabrzeżu Kaer Trolde naprzeciw Cracha an Craite, który zapowiada jej rejs w kajdanach do Novigradu jako zdrajczyni z Thanedd. Odpowiada spokojnie: do Novigradu nie popłynie, bo nie może ryzykować spreparowanych dowodów ani „nagłego wylewu" w celi, a musi ruszyć na pomoc osobie, której przysięgła, że nigdy nie zostawi jej samej. I stawia na stole przysięgę krwi, którą jarl złożył Ciri przed dziesięciu laty na tym samym nabrzeżu. Crach ustępuje. Z jego skarbcem i rzemieślnikami Yennefer buduje na Hindarsfjall megaskop, a brakujący brylant zdobywa w sposób, którego sama nie umie racjonalnie wytłumaczyć: po nocy modłów w świątyni Freyji święty Brisingamen, trwale spojony z posągiem bogini, leży u jego stóp. Przez cztery dni prowadzi potem rozmowy z czarodziejami, płacąc jednym i szantażując drugich kompromitującą wiedzą; wypytuje o , o elfy i Wiedzących, o portale, o i o dwie wieże, Mewy i Jaskółki. Zaczęła od tajnego raportu komisji Radcliffe'a, z którego wynika, że teleport Tor Lary był czynny i ktoś nim przeszedł.
Noc modłów, na których Sigrdrifa prosi ją o obecność, odsłania Yennefer, jakiej nie znał nikt. W transie staje przed nią złotooka kobieta z płonącym brylantem na szyi i pyta, co czarodziejka gotowa jest poświęcić; Yennefer broni się racjonalizmem (trans, hipnoza, iluzja), wyznaje przy tym, że ma dziewięćdziesiąt cztery lata. Zawieszona na konarach olbrzymiego jesionu jak heros z wyspiarskiej legendy, wraca do wspomnień, których nie zna nikt: do domu, w którym ojciec nazywał garbatą córeczkę potworem i dziwolągiem, winił za nią „skażoną elfią krew" żony i odszedł do innej, a zapłakana matka też podnosiła rękę. Pytana o wybaczenie, odpowiada, że wybaczyła dawno, nasyciwszy się pierwej zemstą; wyznaje winy, także rękę podniesioną kiedyś na samą siebie, ale skruchy odmawia. Przez trans przelatują obrazy: Ciri na karej klaczy z krwią na twarzy, Geralt w ogniu na moście, Fringilla Vigo, w której oczach odbijają się oczy wiedźmina, zimno kamiennych ścian i żelazo na przegubach, wreszcie Ciri prowadząca ją korytarzem ku drzwiom, których nie wolno otworzyć. A sokół na ramieniu powtarza: spiesz do Wieży Jaskółki. Córeczko.
Dwudziestego szóstego sierpnia Yennefer wie wciąż za mało, by cokolwiek przedsięwziąć, i podejmuje decyzję, której sama się boi: spróbuje metody Geralta, poświęcenia. Wie, że jej megaskopowe rozmowy ktoś podsłuchał albo zdradził („tygrys mógł już usłyszeć pobekiwanie koźlęcia"), więc robi z siebie przynętę. W ostatniej telekomunikacji, nocą z dwudziestego siódmego na dwudziesty ósmy sierpnia, prosi Filippę Eilhart o pośmiertne przywrócenie dobrego imienia i słyszy trzykrotną odmowę: rehabilitacja nie leży w interesie loży, dla Triss ma pozostać zdrajczynią, a na błaganie „informacje za jego życie, ocal go" o Geralcie pada „nie". Ostatnie słowa kieruje do dawnej przyjaciółki: na jej „wybacz mi" odpowiada „o, nie, Triss. Nigdy". Nazajutrz wypływa dwoma drakkarami na Głębię Sedny, z samymi ochotnikami, by sprawdzić, czym katastrofy naturalne różnią się od nienaturalnych. Na dzień przed wrześniowym nowiem „Alkyone" z Yennefer na pokładzie zostaje wciągnięta przez czarny lej w niebo i znika bez śladu; wyłowione zostają tylko dwa ciała, czarodziejki nie ma między nimi. Tak wygląda prawda ukryta za pogłoską o jej śmierci, która obiegła kontynent. Ciała Yennefer morze nie oddało.
O losie zaginionej na Głębi Sedny czarodziejki czytelnik dowiaduje się rzeczy strasznej, i to z ust jej wroga. W Goworożcu Rience, tkając pojmaną Ciri palcem w pierś, przechwala się z zajadłością: wiedźma Yennefer naraziła mu się kiedyś, a gdy wpadła w jego ręce, on nauczył ją bólu, tymi rękami, tymi palcami, i przyrzekł jej wtedy, że tego samego nauczy kiedyś jej wychowankę. Gdzie Yennefer jest ani co się z nią dzieje, z przechwałki nie wynika; pewne jest tylko, że po katastrofie „Alkyone" żyła i że dostała się w ręce ludzi Vilgefortza.
Prawda o losie Yennefer okazuje się gorsza od pogłosek. Czarny lej nad „Alkyone" był Wsysaczem Vilgefortza: zaklęciem, które podniosło drakkar z morza i przeniosło go pod kryjówkę maga, na kamienistą równinę pełną wraków statków zaginionych przez lata na Głębi Sedny. Ocuconą kopniakami czarodziejkę katuje Rience, spełniając dawną obietnicę o uczeniu bólu; bicie przerywa dopiero Vilgefortz, któremu Yennefer potrzebna jest żywa i zdolna do artykułowanej mowy. Przykuta do stalowego fotela w laboratorium, obok drugiego, czekającego „od dawna" na Ciri, ma posłużyć za sondę empatyczną i wyskanować dziewczynę, której superskanery maga nie widzą przez aurę Starszej Krwi. Torturowana eliksirami i śrubowym imadłem, dokręcanym powoli przez Rience'a, nie oddaje empatycznej matrycy Ciri; pęka dopiero przy Geralcie, którego obraz, wraz z , i nieznaną kobietą, ogląda na ekranie zdumiony mag, niepodejrzewający jej wcale o uczucia do wiedźmina. Potem zostaje zawleczona do lochu. W listopadzie, w wizji za drzwiami , Ciri zobaczy ją zakutą w łańcuchy, z dłońmi będącymi jedną masą skrzepłej krwi, ale z niezgaszoną wolą walki w fioletowych oczach.
W lochu, przykuta w piwnicy ze śmierdzącą wodą, gdzie szczury wyrywały jej ochłapy z okaleczonych palców, Yennefer spędza około dwóch miesięcy; przeniesienie do zimnej, ciasnej celi wydaje się po tym luksusem, a rachubę czasu odtwarza tylko z domysłów (grudzień, może styczeń). W październiku próbowała głodówki, złamanej karmieniem przez rurę. Ledwo zagojone palce ma sztywne, dwimeryt w bransoletach i obroży odcina magię, a mimo to przy wieczerzy u Vilgefortza rozgrywa całe towarzystwo. Nie wierzy w ani jedno słowo maga o śmierci Ciri i Geralta i wykłada na głos własny rachunek: skoro Rience i Schirrú się nie pokazują, strażnicy nagle zrobili się uprzejmi, a tortury i skanowanie ustały, to znaczy, że oboje mu się wymknęli, plany runęły, czarodzieje i namierzają kryjówkę, a cesarz zaciska sieć. Z dwóch nieznanych gości przy stole jeden, zakatarzony, przedstawia się jako . Drugi, bladooki, przychodzi nocą do jej celi: , który chełpi się trzema wiedźmińskimi medalionami i tym, że we wrześniu złowił w Ebbing jej „bękarta", a ta uciekła mu „w zaświaty". Z przechwałek czarodziejka wyławia najważniejsze: Ciri żyje i jest poza jego zasięgiem. Gdy łowca postanawia dowieść, że z wiedźminem może konkurować w każdej dziedzinie, Yennefer broni się jak pantera: ostrymi krawędziami kłódek dwimerytowych bransolet i widelcem zwędzonym podczas wieczerzy, który wbija mu w policzek aż po oba zęby (mierzyła w oko, ale cel był ruchomy). Strażnicy odmawiają Bonhartowi pomocy: nie zamierzają skończyć jak Rience albo Schirrú.
O losie uwięzionej Yennefer czytelnik dowiaduje się w tym rozdziale dwiema drogami, a ona sama o żadnej z nich nie wie. Na naradzie spiskowców pod Pomerol Skellen przedstawia ją jako atut Vilgefortza: więziona czarodziejka ma zostać zauroczona, zahipnotyzowana i zaprogramowana jak golem, dokonać zamachu na Emhyra, po czym popełnić samobójstwo, a propaganda ubierze ją w legendę mścicielki krzywd zaszczutej wychowanicy. Tej samej doby, w książęcej stajni w Beauclair, Fringilla wyznaje Geraltowi prawdę, którą loża znała od dawna: Yennefer nigdy nie zdradziła ani jego, ani Ciri, nigdy nie była wspólniczką Vilgefortza, a po nieustraszonej, samotnej próbie ratowania Cirilli wpadła w jego łapy, gdzie do jesiennych prób skanowania zmuszano ją z pewnością torturami. Czy jeszcze żyje, nie wiadomo.
Uwięzioną Yennefer draby Vilgefortza wloką korytarzami zamku Stygga, by na rozkaz gospodarza patrzyła na to, co zamierza zrobić Ciri w laboratorium; czarodziejka, choć zakuta, wyrywa się i klnie jak tragarz portowy. Z rąk eskorty odbija ją Geralt, którego przyjścia była pewna, i cięciami sihilla uwalnia ją z łańcuchów i dwimerytowej obroży; wyzwolona, przez moment wygląda jak tytanka sięgająca grzywą sklepienia, a drabi rejterują przed jej wzrokiem. W osłania wiedźmina tarczami i błyskawicami, a gdy mag zaczyna ją wyżymać w powietrzu jak mokrą szmatę, życie ratuje jej atak . Po zwycięstwie, z twarzą zalaną krwią z nosa, z połamanymi żebrami i wstrząśnieniem mózgu, podsumowuje sucho, że poza tym czuje się świetnie. Odnalezionej Ciri każe poprawić włosy i się nie garbić, nim przytuli ją z całych sił; na schodach mówi, że chce widzieć niebo, i schodzi za wiedźminem i wiedźminką po śliskich od krwi stopniach.
Propozycję wspólnej honorowej śmierci w wannie, którą Emhyr var Emreis oferuje Geraltowi w ramach spłaty długów, Yennefer przyjmuje bez wahania: koło się zamknęło, mówi, patrząc na swoje przeguby, wąż Uroboros zatopił zęby we własnym ogonie. Zdumionej Ciri tłumaczy łagodnie, że takie jest przeznaczenie i inaczej być nie może. Cesarza prosi na odchodne tylko o jedno: by w miarę możliwości nie krzywdził jej córki, bo nie chciałaby umierać z myślą, że ona płacze; w odpowiedzi słyszy obietnicę, że nie skrzywdzi „córki pani i wiedźmina Geralta". W parującym basenie kocha się z Geraltem, bo na to każdy czas jest właściwy, a za rozkosz warto zapłacić bólem; na obiecany nóż oboje czekają na próżno, bo wojsko cesarza w milczeniu opuściło zamek. Ciri, która przynosi tę wieść, radzi później tylko jedno: nie zastanawiaj się.
W wiosennej drodze przez Ebbing Yennefer dużo milczy. W Zazdrości powstrzymuje Geralta, by zostawił Ciri samą przy kurhaniku Szczurów, i to ona obiecuje osadzie nagrodę za ludzką przyzwoitość; magia przydaje się też przy „diabelskim ogniu" nad Claremont i przyda przy nowym totemie dla Goworożca. W noc kocha się z Geraltem na kożuchu i po raz pierwszy wierzy jego zapewnieniom o wierności właśnie dlatego, że głos mu nie drgnął. Gdy loża rozkazuje przyprowadzić Ciri do , Yennefer odpowiada twardo, że nikt nie ma nad dziewczyną władzy, ale wyjednuje u kilka dni zwłoki i odchodzi teleportem natychmiast, jako zakładniczka dobrej woli, obiecując Geraltowi, że wynagrodzi mu wszystko, także za dużo milczenia. staje jako wezwana do osądzenia winowajczyni, której wolno stać: broni warcząco słowa córki, próbuje przeforsować własny głos jako wciąż formalnej członkini loży i słyszy od , że ma nie prawa, lecz długi i wyrok do wysłuchania, a od radę, by milczała z pokorą przed głosowaniem, którego sama będzie przedmiotem. Gdy głos przesądza sprawę na korzyść Ciri, Yennefer mówi tylko: chodźmy, córeczko, Geralt na nas czeka.
Do Rivii Yennefer jedzie z Ciri i Triss, którą przez całą drogę smaga jadem: wyjawia, że wie o jej dawnej roli, że nie da jej ani sposobności, ani pokusy, i że Geralt jest jej mężczyzną, jej i tylko jej. Kłótnię urywa łuna nad miastem. W ogarniętej pogromem Rivii Yennefer zostaje ściągnięta z siodła i skopana, a że ma dosyć takich, którzy kopią, odpowiada ogniem tnącym jak bicz; staje przeciw tłuszczy jak wcielona furia, karzący anioł zagłady, aż powalają ją kamienie. W czerni bólu wraca wspomnienie sprzed dziesiątków lat: po nieudanej próbie samobójczej przy łóżku młodziutkiej Yennefer siedziała Tissaia de Vries, mówiła, że cięła dobrze i głęboko, i właśnie dlatego się nią zajmie, zapowiadała wyprostowanie kręgosłupa i wyleczenie pociętych ścięgien, bo ręce czarodziejki to ważne instrumenty, i pozwoliła jej wypłakać się ostatni raz. Będziesz żyła, jeszcze nie nadszedł twój czas, a gdy nadejdzie, przypomnisz sobie ten dzień. Ocucona przez Triss, Yennefer odmawia ucieczki, bo ma czego bronić, i na Rivijskim Wzgórzu, kupie kompostu w załomie murów, dołącza do inkantacji, z której zamiast Pioruna Alzura rodzi się Niszczące Gradobicie; w legendzie i na akwarelach zostanie z tego wzgórza tylko jedna sylwetka, nie jej.
Nad skłutym widłami Geraltem magia Yennefer zawodzi: czarodziejka powtarza zaklęcia łamiącym się głosem, aż wyczerpana osuwa się na bruk obok konającego. Nieprzytomną składa w łodzi Jaskier, dziwiąc się, jaka jest drobna i lekka. Budzi się w miejscu, którego nie zna: w sadzie pod ciężkimi od jabłek gałęziami, przy obandażowanym, żywym Geralcie. Każe mu leżeć spokojnie, kładzie się obok na trawie i patrzy na niego zachłannie, na zapas, na całą wieczność. Na pytanie, gdzie są, odpowiada pytaniem, czy to ważne, skoro są razem, i obietnicą, że nigdy już go nie opuści; na wyznanie miłości odpowiada po swojemu: wiem. Gdzie właściwie jest ten sad, nie wie i ona, o czym mówi cicho i nie od razu.
Każdy prowadzi do streszczenia rozdziału, w którym się wydarzył.
r. 12Ostatnie życzenie Geralta: W walącej się gospodzie Errdila Yennefer przegrywa walkę ze schwytanym dżinnem, bo, czego nie wie, geniusz spełnia życzenia nie Jaskra, lecz Geralta, który miał pieczęć (dwa już wykorzystał: bezwiedny „egzorcyzm" nad rzeką i „żebyś pękł" w lochu). Wiedźmin wraca po czarodziejkę chwiejnym portalem i zamiast uciec, wypowiada nad nią trzecie, ostatnie życzenie: jedyne, którego czytelnik nie słyszy. Dom eksploduje, wolny dżinn odlatuje na zawsze, a oboje ocaleją w kręgu nietkniętym przez gruzy, jakby chroniła ich niewidzialna tarcza. Yennefer, która życzenie słyszała, nie wie, czy w Naturze jest Moc zdolna je spełnić. Ale jeżeli jest, Geralt „skazał się" na nią. Ich losy zostają związane; kapłan Krepp odgadł mechanizm, nim życzenie padło: uratować oboje mogło tylko życzenie wiążące los wiedźmina z losem czarodziejki.r. 14Bitwa o złotego smoka: O złotego smoka biją się na hali wszyscy ze wszystkimi. Najpierw Rębacze tłuką i wiążą jego obrońców: Dorregaraya, Geralta i Jaskra. Po zdradzieckiej kuli Yarpena do koła wozu trafia i Yennefer. Potem smok sam schodzi na obóz i gruchocze Rębaczy jak wcześniej Eycka. Wreszcie na halę wtaczają się wozy hołopolskiej milicji Kozojeda: spętanego sieciami smoka ratują Zerrikanki Tea i Vea oraz, mimowolnie, sama Yennefer, która z rękami przywiązanymi do koła ciska zaklęcia wyprężoną nogą, zamieniając milicjantów w żaby, gęsi i pasiaste prosięta (więzy przepalił jej Znakiem Igni Geralt). Smok rwie sieci i pożera uciekającego Kozojeda: trucicielowi spod Hołopola nie daruje. Wszystkim pozostałym, choć leżą pokotem, daruje życie.r. 14Objawienie Villentretenmertha: Gdy nad pokonaną Yennefer staje szabla Vei, pada rozkaz ludzkim głosem, z ust siedzącego na kamieniu Borcha Trzy Kawki: „Nie będziemy zabijać pani Yennefer". Borch i złoty smok Villentretenmerth to jedno: smoki złote, wbrew temu, co twierdził Geralt, istnieją i potrafią przybrać każdą postać. Villentretenmerth wyjaśnia, że wezwała go otruta smoczyca Myrgtabrakke, a zapłatą za obronę jest jej smoczątko: cel z końca drogi, dzięki któremu udowodni, że granic możliwości nie ma, bo potwory potrzebują dziś obrońcy, „takiego… wiedźmina". Na pożegnanie zostawia Geraltowi i Yennefer wróżbę: są dla siebie stworzeni, ale nic z tego nie będzie.r. 15Odejście Yennefer: W noc przed umówionym pojedynkiem Yennefer opuszcza Aedd Gynvael, nie wybrawszy żadnego z rywali, bo tylko tak może ocalić obu. Każdemu zostawia pożegnalny list, przyniesiony o świcie przez czarną pustułkę stworzoną magią twórczą: są dary, których nie wolno przyjmować, jeśli nie potrafi się ich odwzajemnić czymś równie cennym, a „prawda jest okruchem lodu". Istredd listu nie przyjmuje do wiadomości i mimo wszystko żąda walki przy studni Zielony Klucz; Geralt odmawia i odchodzi, nie dobywszy miecza. Wiedźmin rusza w swoją stronę z wiedzą, której dłużej nie może zaprzeczać: robota przy pozbawianiu go uczuć została spartaczona, a droga jego sań wciąż jest zaplątana w płozy sań Królowej Zimy.r. 20Przesłuchanie w chlewie: Po występie pod dębem Bleobherisem Jaskra odnajduje w przybytku Mamy Lantieri człowiek przedstawiający się jako Rience: najpierw kusi sakiewką, potem grozi, a gdy poeta próbuje uciec sekretnym przejściem, paraliżuje go zaklęciem. W chlewie, z ramionami wyłamywanymi powrozem i cebrem wapna u stóp, Jaskier zeznaje, co wie o Geralcie i Dziecku Niespodziance. Rience zmierza do sedna: gdzie ukrywa się wiedźmin? Odsiecz przychodzi w ostatniej chwili: Yennefer, która incognito słuchała występu i pojechała za poetą, zabija obu pomocników oprawcy, lecz sam Rience umyka przez złoty portal, otwarty z zewnątrz przez kogoś nieporównanie mocniejszego. Czarodziejka zdąża posłać w ślad za nim żar, który na długo naznaczy uciekiniera poparzeniami. Z przesłuchania wynika groźna prawda: ktoś szuka Ciri i gotów jest torturować, by ją znaleźć, a sądząc po mowie i motylkowym sztylecie, stoi za tym nilfgaardzki mocodawca. Ostrzeżony Jaskier ma zniknąć na dworze redańskim, pod opieką wywiadu Dijkstry.r. 26Uczennica Yennefer: Na prośbę Geralta do świątyni Melitele przyjeżdża Yennefer, by zbadać zdolności Ciri i pomóc jej nad nimi zapanować. Zaczyna się od wzajemnej niechęci i buntu, ale pakt absolutnego posłuszeństwa i absolutnej, obustronnej szczerości zmienia wszystko. Testy potwierdzają to, co czarodziejka wiedziała od pierwszego spojrzenia: dziewczynka ma zdolności, jakich nie widuje się prawie nigdy (rozmowę telepatyczną podejmuje, nawet tego nie zauważając). Przy pradawnym głazie na przecięciu żył mocy Yennefer wymusza na niej ostatni koszmar i wykłada, dlaczego Chaos zsyła jej sny: boi się Dziecka Starszej Krwi i chce nim rządzić strachem. Potem przychodzą miesiące prawdziwej edukacji: gesty i formuły, czerpanie mocy z intersekcji (pierwsza próba kończy się krwotokiem z nosa i awanturą z Nenneke), psychokineza z rozniesioną w drzazgi szopą, księgi, rozmowy o dojrzewaniu i o Cintrze. Koszmary ustają. A między surową mistrzynią a upartą uczennicą rośnie więź, na którą żadna nie ma nazwy, dopóki przy tamowaniu krwi Yennefer nie powie do Ciri: „córeczko".r. 26Wyjazd w złe czasy: Gdy do Yennefer docierają wreszcie listy, na które czekała od dawna, czarodziejka i Ciri opuszczają świątynię Melitele: wyjeżdżają wczesnym rankiem, obie w męskich strojach podróżnych, w kapturach kryjących włosy, obie uzbrojone. Dokąd i po co jadą, Ciri nie wie; Jarremu powiedziała tylko, że chodzi o sekretne sprawy czarodziejek. Żegna je jedynie Nenneke, która prosi Yennefer, by chroniła małej jak źrenicy oka, i nie patrzy na chmary wron ciągnące ku Dolinie Pontaru. Na pożegnanie kapłanka mówi głośno to, o czym szepcze cała Północ: nadchodzą złe czasy i może się okazać, że Ithlinne wiedziała, co przepowiada. Nadchodzi Czas Miecza i Topora, Czas Pogardy i Wilczej Zamieci. Ciri woła z siodła, że wróci na pewno, i to niedługo. Nie wie, jak bardzo się myli.r. 28Spotkanie w Hirundum: Ciri, która uciekła nocą z Gors Velen, by przed pójściem do szkoły zobaczyć Geralta, wpada na farmę Hirundum ścigana przez Dziki Gon. Wiedźmin wybiega jej naprzeciw z mieczem, a z rozbłysku teleportu wychodzi Yennefer z twarzą bogini Zemsty i zaklęciem rozprasza widmową kawalkadę. Po raz pierwszy w życiu cała trójka staje obok siebie: wiedźmin, czarodziejka i dziecko, które łączy ich oboje. Geralt i Yennefer, skłóceni od lat, nie robią ku sobie ani kroku, a Ciri, postawiona między nimi, nie umie wybrać, do kogo podejść najpierw, więc ratuje się udanym omdleniem. Oboje zanoszą ją razem do domu i przesiadują przy łóżku do rana bez słowa, a nazajutrz na grobli między stawami zaczynają wreszcie rozmawiać, co Jaskier komentuje podglądającej ich Ciri słowem poety: najpierw on przeprasza ją, a potem ona jego.r. 30Pucz na Thanedd: W noc przed naradą zjazdu Filippa Eilhart z wiernymi królom czarodziejami i redańskimi zbirami Dijkstry zakuwa w kajdany z dwimerytu przekupionych przez Nilfgaard zdrajców: Vilgefortza, Terranovę, Fercarta i Francescę Findabair. Ceną nocnej akcji są pierwsze ofiary, Lydia van Bredevoort i Hen Gedymdeith. Na naradzie w Garstangu Tissaia de Vries staje po stronie oskarżonych, a wprowadzone przez Yennefer medium wieszczy wybuch wojny i śmierć króla Vizimira; wtedy arcymistrzyni znosi jednym zaklęciem blokadę Garstangu, neutralizuje dwimeryt i uwalnia spiskowców. Z podziemi wyspy wysypują się sprowadzeni zdradą Scoia'tael pod wodzą Cahira i Rience'a i zaczyna się masakra, w której ginie kilkoro czarodziejów z obu stron. Geralt, torujący sobie drogę do Ciri i Yennefer, ścina Terranovę i wycina komando elfów, po czym u stóp Tor Lara zostaje zmasakrowany żelaznym kijem Vilgefortza; na koniec Wieża Mewy, do której wbiegła Ciri, zawala się wraz ze spaczonym teleportem. Kapituła i Rada przestają istnieć, a losy Ciri i Yennefer pozostają nieznane.r. 39Plan Królowej Północy: Na drugim posiedzeniu loży w Montecalvo, pierwszym w pełnym, fizycznym składzie, Filippa Eilhart odkrywa karty: błędem czarodziejów było sadzanie na tronach wygodnych władców zamiast samej magii. Z królestwa Koviru ma wyrosnąć wielkie Królestwo Północy, imperium równoważące potęgę Nilfgaardu, a na jego tronie loża posadzi czarodziejkę, żeniąc ją z następcą kovirskiego tronu. Kandydatka, która zajmie dwunaste, puste krzesło przy stole, spełnia warunki niemożliwe do pogodzenia u nikogo innego: jest młodziutką panną z królewskiego rodu o niebywałych zdolnościach magicznych i wieszczych, nosicielką Starszej Krwi. Cirilla, córka Pavetty, wnuczka Calanthe: Lodowy Płomień Północy, Niszczycielka i Odnowicielka. Ciri z Cintry, Królowa Północy, z której krwi narodzi się Królowa Świata. Plan podpiera opowieść Franceski o Larze Dorren i stuletnim eksperymencie z genem Starszej Krwi oraz rewelacja Assire var Anahid, że dziewczyna przetrzymywana w Darn Rowan nie jest Ciri, więc cesarz nie ma w ręku niczego.r. 39Rozpakowanie Yennefer: Na odizolowanym polem ochronnym dziedzińcu w Dolinie Kwiatów Francesca Findabair odczarowuje wreszcie nefrytową figurynkę, którą nosiła za dekoltem od nocy puczu na Thanedd. Z figurki, wśród krzyku i bólu, wraca do własnej postaci Yennefer: kompresja artefaktowa trwała czterdzieści siedem dni i ocaliła jej życie, bo po Garstangu uganiał się za nią Rience, a pytana o Yennefer Francesca mogła zgodnie z prawdą odpowiadać, że czarodziejki w Dolinie Kwiatów nie ma. Rozpakowana poznaje bilans przespanej wojny i wieści o zmasakrowanym przez Vilgefortza Geralcie, po czym słyszy propozycję nie do odrzucenia: rekomendację do sekretnej loży czarodziejek, która interesuje się Ciri. Słowa, że nie spróbuje ucieczki, nie daje mimo ostrzeżenia, że Francesca wciąż ma jej matrycę i algorytm zaklęcia.r. 39Ucieczka Yennefer z Montecalvo: W przerwie obrad loży pilnowaną przez wszystkich Yennefer odnajduje przy bufecie z ostrygami Fringilla Vigo. Rozmowa dwóch zdeklarowanych nieprzyjaciółek brzmi jak wymiana banałów, a jest instrukcją: blokady Montecalvo nie złamią komponenty teleportacyjne, lepszy jest niepozorny, żywiołowy przyciągacz, choć teleportacja na zaimprowizowany przyciągacz bywa zabójcza i „przyjaciółce" Nilfgaardka by ją odradzała. Na koniec Fringilla wylewa na blat odrobinę morskiej wody ze skorupki ostrygi. Chwilę później Yennefer znika: łamie blokadę zamku i teleportuje się za daleko, by którakolwiek z czarodziejek mogła ją zawrócić. Triss i Margarita uspokajają wzburzoną lożę, że uciekinierka nie zdradzi, bo nie po to uciekła: chce ratować Ciri. Dokąd trafiła, wie tylko ten, kto wie, z którego wybrzeża pochodzą ostrygi.r. 43Wyłowienie Yennefer: Opowieść, którą Triss Merigold słyszy w tawernie w Bremervoord, rozstrzyga, dokąd zaprowadził Yennefer teleport z Montecalvo. Dziewiętnastego sierpnia, na sundzie między An Skellig a Spikeroog, czarodziejka spadła z nieba prosto w łososiowe sieci barkasu z Wysp Skellige. Osiem rybaczek wytaszczyło ją na pokład; gdy jedna sięgnęła po gaf, z sieci sino błysnęło, ale uwięziona ostatecznie poddała się dobrowolnie, obiecała nie rzucać uroków i nazwała swoje imię. Zawieziono ją na Ard Skellig, do Kaer Trolde, do jarla Cracha an Craite, który przyjął ją zrazu surowo, potem zaś traktował uprzejmie i grzecznie. Opowieść ma jednak ponury finał: wedle rybaczki czarodziejka „zabiła się własnymi czarami, sztuki magiczne wyczyniając", ostatniego dnia sierpnia, tuż przed nowiem. Ale to, jak zastrzega opowiadająca, jest już zupełnie inna historia.r. 49Zaginięcie na Głębi Sedny: Świadoma, że jej megaskopowe rozmowy ktoś podsłuchał albo zdradził, Yennefer robi z samej siebie przynętę: dwudziestego ósmego sierpnia wypływa ze Skellige dwoma drakkarami, by sprawdzić, „czym katastrofy naturalne różnią się od nienaturalnych" na Głębi Sedny, tej samej, która pochłonęła niegdyś statek Pavetty i Dunego. Na dzień przed wrześniowym nowiem czarodziejka, seneszal Guthlaf i ośmiu ochotników żeglują „Alkyone" w głąb akwenu; rwącego się na pokład Hjalmara Yennefer odsyła na „Tamarę", co ratuje mu życie. Nad „Alkyone", i tylko nad nią, niebo skłębia się w czarny lej, błyskawice oplatają kadłub jak macki meduzy, a wirujący drakkar unosi się sto łokci nad wrzące morze i znika po eksplozji, która ciska „Tamarą" wstecz. Załoga kapitana Asy Thjaziego wyławia tylko dwa ciała; Yennefer nie ma między nimi. Jarl Crach an Craite kwituje zbieżność miejsca z katastrofą sprzed piętnastu lat jednym zdaniem: to nie był przypadek. Ani wtenczas, ani teraz.r. 51Pojmanie Yennefer: Czarny lej, który na Głębi Sedny porwał drakkar „Alkyone", nie był żadną katastrofą naturalną, lecz zaklęciem: Wsysaczem Vilgefortza, który podniósł łódź z morza razem z Yennefer. Czarodziejka budzi się na kamienistej równinie przy kryjówce maga, wśród wraków statków ginących od lat bez wieści na Głębi, i pojmuje, że Crach miał rację: ani piętnaście lat temu, ani teraz nie było w tych zaginięciach przypadku. To nie ona tropiła Vilgefortza, to on tropił ją; wpływając na Głębię, sama wpchnęła mu się w ręce. Skatowana przez Rience'a, przykuta do stalowego fotela w laboratorium, obok drugiego fotela czekającego „od dawna" na Ciri, ma posłużyć za sondę empatyczną: jedyny sposób na wyskanowanie dziewczyny chronionej aurą Starszej Krwi. Torturowana śrubowym imadłem, nie pozwala sobie wydrzeć empatycznej matrycy Ciri, pęka jednak przy Geralcie: na ekranie megaskopu Vilgefortz ogląda wiedźmina, Cahira, Jaskra i jakąś kobietę. Do „ostatecznego rozwiązania kwestii wiedźmińskiej" zgłasza się Schirrú, który zna wyskanowane okolice; Rience'a mistrz posyła do Vattiera, a potem do śledzenia Skellena i Bonharta. Yennefer trafia do lochu.r. 60Łaska cesarza: Oficer, który po szturmie zajmuje zamek Stygga i każe aresztować Skellena za zdradę, zdejmuje hełm dopiero w cztery oczy z Geraltem: to sam Emhyr var Emreis. Wiedźmin wita go imieniem Duny, bo domyślił się już, jaką rolę w krwi Ciri odegrał incest: cesarz Nilfgaardu jest jej ojcem, Jeżem z Erlenwaldu, który szesnaście lat temu wziął ślub z Pavettą w Cintrze. Emhyr opowiada wszystko: klątwę uzurpatora, pakt z Vilgefortzem i przepowiednię o synu Ciri, władcy świata, upozorowaną katastrofę na Głębi Sedny, w której naprawdę zginęła Pavetta, i plan poślubienia własnej córki, nieświadomej, kim jest jej mąż. Tajemnica ma umrzeć z tymi, którzy ją znają, więc Geralt i Yennefer dostają w ramach spłaty starych długów śmierć honorową: wspólną kąpiel i nóż do otwarcia żył. Cesarz odprowadza ich do łaźni i obiecuje Yennefer, że nie skrzywdzi „córki pani i wiedźmina Geralta": deptał trupy i tańczył na kurhanach wrogów, ale tego, o co go podejrzewają, zwyczajnie by nie potrafił. Teraz to wie, także dzięki nim obojgu. Potem przytula szlochającą Ciri, szepcze w Starszej Mowie „va faill, luned", żegnaj, dziewczyno, i na jego rozkaz całe czarne wojsko odjeżdża z zamku, nie zostawiając ani strażnika, ani obiecanego noża. Ciri nie mówi Geraltowi i Yennefer o pożegnaniu ani słowa.r. 60Szturm na zamek Stygga: Wszystkie drogi legendy schodzą się w zamku Stygga. Ciri przybywa do kryjówki Vilgefortza z własnej woli, by oddać się w zamian za wolność Yennefer, a gdy czarodziej odrzuca ofertę i wlecze ją do laboratorium, do zamku wdziera się kompania Geralta: zahipnotyzowani przez Regisa wartownicy sami otwierają bramę. Zwycięstwo kosztuje kompanię wszystko. Milva ginie w pojedynku łuczników na krużganku, osłaniając towarzyszy; Cahir zastępuje drogę Bonhartowi, by Ciri mogła ujść, i pada pod jego mieczem; raniona w udo Angoulême wykrwawia się w objęciach Ciri; Regis, który wyrwał Yennefer z magicznej matni, zostaje przez Vilgefortza rozdarty i stopiony białym ogniem wraz z kolumną. Rachunki wyrównują ocaleni. Ciri, przyparta na belkach zrujnowanego skrzydła, sięga po wahadłową naukę z Kaer Morhen, zwala Bonharta w przepaść, a zdradziecki atak nożem kończy cięciem przez gardło i zabiera łowcy trzy wiedźmińskie medaliony. Geralt, tłuczony żelaznym drągiem, myli maga iluzją z medalionu Fringilli i dwoma cięciami oraz dekapitacją kończy karierę największego wroga; pomaga i to, że zregenerowane oko Vilgefortza nigdy nie odzyskało koordynacji. Wiedźmin, wiedźminka i Yennefer schodzą potem razem po zalanych krwią schodach przez resztki najemników Skellena, aż na dole zamiast wyjścia czekają na nich czarne salamandry cesarskiego wojska.r. 62Ciri przed lożą: Pierwszego czerwca, na nowiu, Ciri staje w sali kolumnowej Montecalvo przed lożą w komplecie, a Yennefer, wezwana jako winowajczyni do osądzenia, ma stać, dopóki loża nie zadecyduje o jej losie. Filippa Eilhart i Sheala de Tancarville oznajmiają dziewczynie wyznaczoną jej rolę: wyjazd do Koviru, uwiedzenie królewicza Tankreda Thyssena i dziecko, któremu przyszłość zapewni loża; z dawnej królewskiej przyszłości zostaje status faworyty, bo los wyzuł Cirillę z Cintry ze wszystkiego. Ciri wybiera jedyne, czego jej nie narzucono, nazwisko, i oświadcza, że chce się nazywać Ciri z Vengerbergu, córka Yennefer, po czym mówi „nie": musi rzecz przemyśleć, a przede wszystkim dotrzymać obietnicy spotkania z Geraltem w Rivii. W głosowaniu nad jej wyjazdem szala staje pięć do pięciu, aż ostatni głos oddaje Filippa, która wbrew własnemu sprzeciwowi wobec sentymentów wybiera przeznaczenie rozumiane jako nadzieja i oddaje głos „dziecku przeznaczenia". Yennefer i Ciri ruszają z Montecalvo w daleką drogę na umówione spotkanie.r. 63Odpłynięcie we mgle: Nad konającym po pogromie Geraltem zawodzi magia Yennefer, która wyczerpuje się do utraty przytomności, a Ciri gorzko wypomina sobie wyrzeczenie się mocy na pustyni. Znad Loc Eskalott wychodzi wtedy na ląd gęsta mgła, a z niej wyłania się Ihuarraquax, biegnący po powierzchni jeziora, jakby na niego czekano. Ciri dotyka płonącego rogu jednorożca, jej oczy rozjarzają się mlecznym żarem i ku wiedźminowi płynie z jej palców wstęga żarzącej się jasności; nikt z patrzących nie umie potem ocenić, jak długo to trwało, bo wszystko jest nierealne jak sen. Jednorożec wskazuje rogiem czekającą pod wierzbami łódź. Rannych składają w niej żywi, którym zmysły podpowiadają, że pomagają im umarli: Jaskier czuje bark Cahira i widzi warkocz Milvy oraz dłonie Angoulême, Zoltan przysiągłby, że dźwiga z nim Caleb Stratton, Yarpen widzi braci Dahlbergów, a Triss czuje perfumy Lytty Neyd i widzi żółtozielone oczy Coëna. Ciri prosi Triss o przeproszenie pań z Montecalvo, bo nie może zostać, gdy Geralt i Yennefer odchodzą; na pytanie, czy jeszcze się zobaczą, odpowiada „na pewno", i oboje z Triss wiedzą, że to kłamstwo z litości. Łódź odpływa bez plusku i niknie we mgle, pieje kogut, a nad brzegiem zostają słowa: coś się skończyło, coś się zaczyna. Geralt budzi się potem obandażowany w sadzie pod ciężkimi od jabłek gałęziami, przy nim czuwa Yennefer, która obiecuje nigdy już go nie opuścić, i żadne z nich nie wie, gdzie właściwie są. Ciri, opowiedziawszy całą historię Galahadowi nad zaczarowanym jeziorem, rusza z nim ku Kamelotowi, dłoń w dłoni, wprost w zachodzące słońce; bo nie ma takiego świata, w którym nie byłoby zajęcia dla wiedźminki.r. 63Pogrom w Rivii: W kilka dni po czerwcowym nowiu iskra rzucona na rivskim bazarze, wedle oficjalnej wersji obraza młodej szlachcianki Nadii Esposito przez krasnoludzkiego przekupnia, rozpala bitkę, która w mgnieniu oka przeradza się w rzeź i zmasowany atak ludności na dzielnice nieludzi; późniejsi badacze będą pytać, skąd w kilka minut wzięły się wozy z rozdawaną bronią i kim byli nieznani nikomu prowodyrzy. W niecałą godzinę ginie sto osiemdziesiąt cztery osoby, blisko połowa to kobiety i dzieci. Geralt, który chwilę wcześniej ogłosił koniec swojego wiedźmiństwa i zwrócił sihill, zdejmuje miecz znad komina gospody „U Wirsinga" z zapowiedzią, że to już naprawdę ostatni raz, i staje w obronie mordowanych, tnąc szeroko, by kaleczyć, nie zabijać. Rozczochranemu młodzikowi błagającemu o litość daruje życie, a ułaskawiony zrywa się i wbija mu w brzuch trójzębne widły. Do miasta docierają w tym czasie Yennefer, Ciri i Triss; kamienowana Yennefer pada bez przytomności, a Triss, która pod Sodden mdlała ze strachu, łamie w sobie tchórzostwo na zawsze: z kupy kompostu, którą legenda nazwie Rivijskim Wzgórzem, sprowadza na miasto niszczące gradobicie, jakiego nikt po niej nie zdoła powtórzyć. Grad chłodzi gorące głowy, spóźnione wojsko rozpędza motłoch i nad Rivią rozpina się tęcza, pod którą na skrwawionym bruku kona wiedźmin.