atrament na mapieOpis ogólny, bez zdradzania fabuły.
Młody Nilfgaardczyk o pełnym imieniu Cahir Mawr Dyffryn aep Ceallach: blady, ciemnowłosy, o błękitnych oczach. W boju nosi czarną zbroję, czarny płaszcz i hełm ozdobiony skrzydłami drapieżnego ptaka, które szumią w galopie; w tej postaci wygląda jak upiór, a jego krzyk niesie noc, mord i pożogę. Rozkazy wykonuje z uporem, który każe mu ścigać wyznaczony cel przez lata, ale zdejmij mu hełm, a zostanie skulony, oszołomiony młodzik, którego trudno się bać.
Przeglądasz bez zakładki, więc widzisz pełną opublikowaną biografię.
Czarny rycerz, który ścigał Ciri w koszmarach od nocy upadku Cintry, zyskuje w dniu puczu na Thanedd imię: Cahir Mawr Dyffryn aep Ceallach. To on, w skrzydlatym nilfgaardzkim hełmie, dowodzi Scoia'tael wprowadzonymi do podziemi wyspy, a rozkaz ma jeden: schwytać dziewczynę. Widzi ją tylko przez chwilę, nim czarodzieje rozpętają w Garstangu piekło; wściekły, krąży po płonącym pałacu, przeklinając Vilgefortza, Rience'a, siebie i cały świat, aż trafia na ślad: mała ucieka drogą ku Aretuzie, a elfy znalazły w stajni osiodłanego konia. Dogania Ciri na ślepym dziedzińcu z fontanną i wyciąga po nią rękę ze słowami, że musi, bo wykonuje rozkazy. Zamiast sparaliżowanej strachem ofiary spotyka jednak wściekłość i wyuczone w Kaer Morhen piruety: cięty między blachy pancerza, w dłoń i w hełm, pada na kolana w kałuży własnej krwi, a gdy hełm ze skrzydłami spada, Ciri widzi przerażonego, nieznajomego młodzieńca i nie zadaje ostatniego ciosu. Chwilę później Cahir patrzy, jak Geralt w pojedynkę wycina do nogi jego elfów, i na żądanie podania jednego powodu, by nie zginąć, wyznaje prawdę, która wszystko przewraca: to on wywiózł wtedy Ciri z płonącej Cintry. Ocalił jej życie. Wiedźmin daruje mu swoje i odchodzi bez słowa, a ranny Cahir mdleje sam wśród trupów.
Za niewykonane gwarancje z Thanedd przychodzi rachunek: Emhyr rozkazuje ująć grafa Cahira razem z Rience'em, dostarczyć obu do Darn Ruach i poddać torturom. Ojciec Cahira, seneszal Ceallach, błaga o łaskę i słyszy, że łaski dla zdrajców nie ma: jeśli wina syna polegała tylko na głupocie i nieudolności, będzie ścięty, nie łamany kołem. Ścigany przez wywiad Cesarstwa, przez Scoia'tael i elfy królowej Enid, Cahir przebywa gdzieś na ziemiach jeszcze niezajętych przez nilfgaardzkie wojska.
Obława w końcu go dopada: schwytanego Cahira wiezie w sosnowej trumnie z wywierconymi otworami havekar, który ma go za hasłem i odzewem przekazać ludziom Vattiera de Rideaux; pomysł z trumną wyszedł od elfa Faoiltiarny. Potyczka pod bukiem krzyżuje plany konwojentów, a wieko podważa nie kto inny jak Geralt, który rozpoznaje jeńca po szramie wyciętej przez broniącą się Ciri. Wiedźmin nie chce słuchać żadnych wyjaśnień: zostawia mu nóż, po raz drugi daruje życie i grozi, że przy następnym spotkaniu zabije jak psa. Cahir mimo to dogania trójkę na cisawym ogierze i, odmówiwszy dobycia miecza, oświadcza rzecz niesłychaną: chce się przyłączyć i musi pomóc w poszukiwaniu dziewczyny; dodaje, że nie jest Nilfgaardczykiem, lecz pochodzi z Vicovaro. Odprawiony, jedzie za kompanią w tajemnicy jak tylna straż i pod zapowietrzoną sadybą dobija ostatniego z uchodzących maruderów, czym zaskarbia sobie głośne wątpliwości , czy aby na pewno jest wrogiem.
Któregoś ranka na Starej Drodze kompanię dogania cisawy ogier Cahira, bez jeźdźca, z ciemnymi zaciekami krwi na czapraku z nilfgaardzkim haftem; nie sposób poznać, czy to krew sprzed tygodni, czy świeża. Milva mówi cicho, że trzeba było go wtedy zasiec, bo miałby lżejszą śmierć, Jaskier dopowiada, że wyszedł z trumny tylko po to, by zgnić w rowie, i na tym urywa się epitafium dla syna Ceallacha. Łagodnego ogierka dosiada odtąd Zoltan.
Cisawy ogier wrócił bez jeźdźca nie dlatego, że Cahir zginął, lecz dlatego, że z zasadzki wyskoczyła na niego trójka zbójów; nim zdobył nowego wierzchowca, został daleko w tyle i dogonił kompanię dopiero pod obozem nad Chotlą. Po szturmie ratuje Milvę z rąk koniokradów, zwraca jej strzałę, którą kiedyś dostał w ramię, i odbija konie kompanii z Płotką włącznie. W wykrocie i nocą nad Iną opowiada łuczniczce swoją historię, ogrzewa ją ramieniem, a o pierwszym spotkaniu z Ciri mówi słowami, które trudno zapomnieć: wywiózł ją z płonącej Cintry, trzymając w ramionach, a ona była jak płomień, którego nie da się utrzymać w rękach. Od niego pada też rewelacja, która zmienia cel całej wyprawy: Ciri nie ma w Nilfgaardzie, do Loc Grim trafiła fałszywka. W rozmowie w cztery oczy przyjmuje bez słowa oskarżenia Geralta, po czym opisuje mu jego własny sen o tańczącej Ciri, bo śni to samo, i daje do zrozumienia, że zna też drugi sen, o którym wiedźmin nie mówi nikomu. Wieczorem, wniósłszy do wspólnego kotła szczupaka, kolczugę na cedzak i rękawice, zostaje częścią zawiązanej kompanii, konsekwentnie przedstawiając się jako Vicovarczyk, nie Nilfgaardczyk.
W dyskusjach kompanii Cahir prostuje z powagą, że miano Nilfgaardczyka przysługuje w Cesarstwie wyłącznie rodowitym mieszkańcom stolicy znad dolnej Alby, a jego ród wywodzi się z Vicovaro; wieloczłonowego nazwiska broni jako prawdziwego, bo Mawr to imię matki, a Dyffryn pradziada. Przy sprawie Milvy mówi cicho, że w Nilfgaardzie o takich rzeczach decyduje wyłącznie kobieta, i jako brat trzech sióstr uprzedza, że po sporyszowym środku dziewczyna przez dziesięć dni nie usiądzie w siodle. W bitwie o most pokazuje, że dowodził już wojskiem: rykiem i pięścią zatrzymuje panikę uciekających, a postawiony przez Geralta przed wyborem odpowiada po prostu „idę z tobą" i tnie swoich, przechodząc u boku wiedźmina wspólny chrzest ognia. Na bindudze z konia zwala go Morteisen, stary znajomy spod znaku srebrnego skorpiona, który poznawszy go, wstrzymuje cios i ginie od rohatyn krasnoludzkich najemników, nim zdąży powiedzieć cokolwiek więcej.
Po bitwie na moście lyrijski korpus przepasuje rosłego Cahira biało-błękitną szarfą i wciela go do wolnej kompanii, ale młodzian ciska barwy w krzaki i dezerteruje z drużyną, zarabiając w tej wojnie już drugi zaoczny wyrok śmierci, po jednym z każdej armii. Przy przeprawie mostem w Czerwonej Bindudze ratuje kompanię, zbywając patrol władczym warknięciem o cesarskiej służbie. Memuarysta Jaskier składa z półsłówek jego przeszłość: oficer wysokiego stopnia, nienagannie mówiący wspólnym, posyłany do dziwnych misji, w tym zagranicznych, ten sam, który porwał Ciri z płonącej Cintry i nosi na lewej dłoni bliznę po jej ostrzu, przez którą dwa palce nie zginają mu się do dziś. Geralt wciąż nie kryje niechęci: nazywa go kormoranem, który był szlachetny na rozkaz. Nad cesarską stolicą zbierają się tymczasem chmury, o których Cahir nie wie: Rience obiecuje Vattierowi dostarczyć w trzy tygodnie jego milczącą głowę, wie bowiem, gdzie graf jest, dokąd zmierza i w jakiej podróżuje kompanii.
W Riedbrune Cahir pomaga przy zakupach i ekwipunku, a na biwaku objaśnia kompanii słowo, które przyszło z jego języka: aen hanse to zbrojna drużyna połączona więzami przyjaźni. Do wyprawy na Słowika zgłasza się natychmiast po Angoulême. Wieczorem słyszy jednak od Geralta rzecz najgorszą: wiedźmin nie ma do niego zaufania i głośno wywodzi, że skoro półelf kazał zabić tylko czwórkę z pięciorga, piąty musi być sprzymierzeńcem zamachowców, a nikt poza Nilfgaardczykiem, którego życie i kariera zależą od dostarczenia Ciri cesarzowi, na zdradzie by nie zyskał. Cahir odpowiada, że bezdowodowych oskarżeń o dwulicowość nie będzie prostował słowami: robi to, co przystoi, gdy kala się jego godność, i pięścią w jeździeckiej rękawicy posyła wiedźmina w ognisko. Tłuką się w kurzu i iskrach, pod kupieckimi fajerwerkami, aż rozdziela ich pas Milvy. Dwa dni później, u stóp Gorgony, Geralt przy wszystkich deprekuje przed Cahirem, synem Ceallacha, ze schyloną głową; wyjaśnia, że prawdziwym zdrajcą jest osoba śledząca drużynę . Po Cahir ostrzy swój długi nilfgaardzki miecz i rusza z Geraltem i Angoulême ku Belhaven, w grupie uderzeniowej na Słowika i półelfa.
W zasadzce w kopalni „Rialto" Cahir rąbie nilfgaardzkim mieczem po obu stronach ucieczki, ale płaci najwyższą cenę z trójki: rzucony przez któregoś z górników toporek oddziela mu skórę czoła i skroni wraz z włosami od kości czaszki. Geralt taszczy go na plecach w góry, w jaskini przyszywa mu skalp dratwą i krzywą igłą, co Cahir znosi mężnie i przytomnie, a nocny kryzys gorączki mija do rana. To Cahir, dzwoniąc zębami, przywraca wyprawie sens: wyznaje, że w kopalni przestraszył się wiedźmińskiego amoku, bo z zabitego Schirrú nie wyciągnęliby, gdzie jest Ciri, i przekonuje, że nawet w zemście musi być metoda. W śmierć Ciri nie wierzy: miał znowu sny i wie, że ona żyje, więc spieszyć trzeba się nie do zemsty, lecz do niej, a skoro Geralt od przekroczenia Jarugi snów nie pamięta, on będzie śnił za nich obu. Przy ognisku nad Sansretour opowiada wreszcie całą swoją historię: przypadek, który rzucił wiozących Ciri na jego grupę w płonącej Cintrze, ratunek dziewczynki z ognia, mycie skamieniałej ze strachu małej nad rzeką trupów, jej zniknięcie, śledztwo ludzi Vattiera i ponad rok cytadeli za okrzyk o cesarzu-krogulcu. Wyznaje też to, czego nie mówił nikomu: widuje Ciri w snach jako dorosłą, piękną kobietę, z pąsową różą wytatuowaną w pachwinie, i myśli, że ją kocha, choć jako realista wie, że ona go nie zechce, a jako małżonkę cesarza mógłby ją przynajmniej widywać. Umawia się z Geraltem, że do czasu odnalezienia Ciri będą druhami, i przyrzeka, że nigdy go nie zdradzi.
Z obwiązaną głową Cahir dojeżdża z Geraltem i Regisem pod wodospad przy jaskini pod Gorgoną i proponuje, że do czeluści wejdą razem, ale flaminika była kategoryczna: wiedźmin ma wejść sam. Gdy Geralt rusza potem na pukaczu na odsiecz kompanii w Caed Myrkvid, oskalpowany Nilfgaardczyk zostaje z wampirem przy jaskini, poza kadrem wydarzeń w druidzkim lesie.
Rozharatana górniczą siekierą głowa, podleczona przez druidki, jest w Beauclair niemal jak nowa i Cahir staje się ozdobą dworu: na wielkiej uczcie dwoi się i troi między dwiema szczebioczącymi baronównami, Queline i Nique, które patrzą w niego jak w tęczę, a zimą grywa z nimi w parku w serso. Oka nie traci jednak z rzeczy ważniejszych: w kuchennych naradach kompanii sarkastycznie wytyka, że Geralt bywa uchwytny tylko między łożem czarodziejki a polowaniem na potwory, dwoma zajęciami, którymi od dwóch miesięcy próbuje zapomnieć, a wezwanie Milvy, że kompania durnieje w gnuśności, kwituje krótko: bardzo dobrze powiedziane.
Przez całą zimę Cahir przygląda się Fringilli i aż czerwieni się z wysiłku, by przypomnieć sobie, skąd zna tę twarz; nie może, bo czarodziejka bywała w Darn Dyffra, rodowym zamku jego dziadów, gdy miał sześć czy siedem lat. Instynkt mu jednak podpowiada, komu ufać: kolejne zapewnienia Fringilli, że nikt nie dał Geraltowi więcej niż ona i że wiedźmin powinien zostać w Toussaint, kwituje coraz otwarciej („skąd wiedziałem, że tak właśnie pani odpowie"). Gdy Geralt ogłasza wyjazd, pyta tylko o jedno: czy to kaprys, kłótnia kochanków, czy naprawdę szlak, i usłyszawszy, że naprawdę szlak, rzuca łyżkę i idzie się pakować.
W śnieżycy nad Sansretour Cahir obstaje przy zdrowym rozsądku: koń nie ma się skąd wziąć na takim odludziu, więc ślady zostawiło pewnie dzikie zwierzę, najpewniej muflon. Gdy trop, za którym Geralt mimo to każe jechać, urywa się w wąwozie na nietkniętym śniegu, Cahir dopytuje uparcie, co w takim razie stało się z tym koniem: zniknął, uleciał, czy wszystkim się zdawało? Odpowiedzi nie dostaje.
W szturmie na zamek Stygga Cahir wjeżdża w bramę w hełmie ze skrzydłami drapieżnego ptaka, tym samym, który śnił się Ciri w koszmarach od Cintry; obrońcy biorą go za upiora, bo Boreas Mun melduje przełożonym, że widział młodego grafa aep Ceallach, a ten przecie nie żyje. Wraz z Angoulême osłania odwrót Ciri przed pachołkami i dopiero po zdjęciu hełmu dziewczyna rozpoznaje w koszmarnym Czarnym Rycerzu człowieka o ciemnobłękitnych, miękkich jak atłas oczach z Thanedd. Gdy korytarzem nadchodzi Bonhart, Cahir odsyła obie dziewczyny na pomoc Geraltowi i staje łowcy na drodze; na jego słowa, że sam tego chciał, odpowiada głucho, że nie: tak chce przeznaczenie. Umierając, wraca myślą do Darn Dyffra, rodowego zamku w Vicovaro, gdzie jako dziesięciolatek, podczas żałobnej wigilii nad poległym w Nazairze bratem Aillilem, przyrzekał zapłakanej matce Mawr wieczną nienawiść do Nordlingów i ucinanie im głów, dygocząc z nienawiści do tych, przez których mama tak zbrzydła od płaczu. Pierwsze starcie mówi mu, że z rybiookim nie ma szans, bo tamten jest za szybki i za silny; próbuje zwarcia, ale trzy uderzenia głowicy miecza odrzucają go, cios rozwala mu skroń i twarz, a cięcie między szyję a obojczyk kładzie go pod stopami marmurowej bogini, której cokół jego krew zbryzguje niczym pogańska ofiara. Ginie tak, jak jechał od końca świata: broniąc Ciri, której nigdy nie przestał szukać.
W Rivii Zoltan wznosi toast za Nilfgaardczyka, by miał w zaświatach grubo wszystkiego, czego na tym świecie było mu szczupło. A gdy Jaskier dźwiga nieprzytomną Yennefer ku łodzi we mgle, przysiągłby, że ktoś pomaga mu ją nieść i że czuje obok swego ramienia bark Cahira.
Każdy prowadzi do streszczenia rozdziału, w którym się wydarzył.
r. 30Pucz na Thanedd: W noc przed naradą zjazdu Filippa Eilhart z wiernymi królom czarodziejami i redańskimi zbirami Dijkstry zakuwa w kajdany z dwimerytu przekupionych przez Nilfgaard zdrajców: Vilgefortza, Terranovę, Fercarta i Francescę Findabair. Ceną nocnej akcji są pierwsze ofiary, Lydia van Bredevoort i Hen Gedymdeith. Na naradzie w Garstangu Tissaia de Vries staje po stronie oskarżonych, a wprowadzone przez Yennefer medium wieszczy wybuch wojny i śmierć króla Vizimira; wtedy arcymistrzyni znosi jednym zaklęciem blokadę Garstangu, neutralizuje dwimeryt i uwalnia spiskowców. Z podziemi wyspy wysypują się sprowadzeni zdradą Scoia'tael pod wodzą Cahira i Rience'a i zaczyna się masakra, w której ginie kilkoro czarodziejów z obu stron. Geralt, torujący sobie drogę do Ciri i Yennefer, ścina Terranovę i wycina komando elfów, po czym u stóp Tor Lara zostaje zmasakrowany żelaznym kijem Vilgefortza; na koniec Wieża Mewy, do której wbiegła Ciri, zawala się wraz ze spaczonym teleportem. Kapituła i Rada przestają istnieć, a losy Ciri i Yennefer pozostają nieznane.r. 35Potyczka pod bukiem: Na polanie za Wstążką Geralt i Jaskier, wzięci przez havekara za elfich klientów, stają się przypadkowymi świadkami sekretnej transakcji: handlarz ma przekazać nilfgaardzkim jeźdźcom jeńca wiezionego w sosnowej trumnie. Odbiorcy płacą po swojemu, nadziakiem w ciemię, mordują też woźnicę Koldę, a świadków próbują wziąć żywcem. Wiedźmina, którego zawodzi niedoleczona noga, ratują strzały Milvy: łuczniczka kładzie z olszyny trzech konnych, dowódcy wsadzając strzałę w twarz z pięciu kroków. W trumnie leży Cahir, rozpoznany po szramie od cięcia Ciri z Thanedd; Geralt zostawia mu nóż i po raz drugi daruje życie, zapowiadając, że trzeciego razu nie będzie.r. 38Ujawnienie natury Regisa: Nad brzegiem Iny, gdy Regis z upodobaniem chwali zapach krwi opatrywanego Jaskra, Geralt przystawia mu miecz do gardła, a Milva dostrzega z przerażeniem to, co powinna była zauważyć dawno: cyrulik nie rzuca cienia. Zdemaskowany przedstawia się w pełni: Emiel Regis Rohellec Terzieff-Godefroy, lat czterysta dwadzieścia osiem, wampir wyższy, potomek istot uwięzionych na tym świecie po Koniunkcji Sfer. Wiedźmin, który zawodowo eliminuje takie istoty, każe mu odejść, a na pytanie o wycenę własnej głowy wampir słyszy, że wątpliwe, by kogokolwiek było na nią stać. Regis znika, uśmiechnąwszy się po raz pierwszy z pokazaniem zębów, i tym samym kończą się zagadki towarzyszące cyrulikowi od Fen Carn: wyjęta z żaru podkowa, uśpione warty i zagadkowe uśmiechy z zaciśniętymi ustami.r. 38Zawiązanie kompanii Geralta: Na suchej wyspie wśród rozlewisk, tam gdzie odnoga Iny wpada do Wielkiej Jarugi, Geralt ogłasza rozstanie: wszyscy wracają na północ, a on jedzie za Jarugę sam, bo jego sprawa jest osobista. Odpowiedzią jest kocioł zupy rybnej ugotowanej siłami całej gromady, wykład Regisa o tym, że życie zna długi spłacane zadłużeniem u innych, i wyliczanka Milvy, że samotne wilki to łgarstwo mieszczuchów. Skoro po rewelacjach Cahira nikt nie wie, gdzie jest Ciri, Regis wskazuje cel pierwszego etapu: druidzki krąg z borów Caed Dhu w Angrenie, który w sprawach magii i przeznaczenia orientuje się jak mało kto. Wiedźmin, obrzuciwszy cholerą całą kooperującą grupę idiotów, zostaje na czele drużyny, jakiej świat nie widział: wierszokleta z lutnią, pół driady, pół baby z łukiem, wampir po czterechsetce i Nilfgaardczyk, który upiera się, że nie jest Nilfgaardczykiem. Podróżować będą incognito, by nie wzbudzać sensacji. Ani śmiechu.r. 40Bitwa o most na Jarudze: Przeprawa przez Jarugę, którą Geralt wybrał zamiast trzęsawisk Ysgith, kończy się w samym środku cudzej bitwy. Porwany prom, wzięty w dwa ognie przez lyrijskich partyzantów i Nilfgaardczyków, wrywa się w łachę pod mostem przy Czerwonej Bindudze, gdzie omyłkowa salwa lyrijskich kuszników zabija konie kompanii, a Milva roni dziecko i życie ratuje jej Regis. Ponieważ ranna nie może uciekać, Cahir z Geraltem zatrzymują panikę pierzchających z mostu żołnierzy i stają na czele kontrataku: to ich wspólny chrzest ognia, w którym Nilfgaardczyk tnie swoich, a wiedźmin Znakiem Aard rozbija płonącą barykadę i przechodzi przez ogień w bitwie, której w ogóle nie rozumie. Obrona mostu, wsparta odsieczą konnicy spod znaku orła i czerwonych rautów, ocala przyparty do rzeki korpus królowej Meve; sam most zostaje po bitwie zniesiony, a późniejsze kroniki nie poświęcą całej batalii najmniejszej wzmianki.r. 43Przeprawa przez Jarugę: Po tym, jak łaska królowej Meve zmieniła się w przymusowy pobór, a lyrijski korpus zawrócił znad drogi do Caed Dhu ku Mahakamowi, drużyna Geralta nocą z piątego na szóstego września cichaczem dezerteruje, „pożyczając" na drogę konie, ekwipunek i muła Draakula. Po dwóch dobach w nadrzecznej łozinie kompania przeprawia się dziesiątego września na lewy brzeg Jarugi najbezczelniej, jak się da: po odbudowanym moście w Czerwonej Bindudze, wmieszana w tłum nilfgaardzkich transportów i cywilnej zbieraniny, a jedyny patrol zbywa Cahir władczym warknięciem o cesarskiej służbie. Drużyna znika w lasach Górnego Zarzecza, na terytorium wrogiego Cesarstwa, i rusza ku Stokom śladem druidów, którzy opuścili Czarny Las.r. 45Rozdzielenie hanzy: Dwudziestego piątego września, u stóp Gorgony, Geralt publicznie przeprasza Cahira za niesłuszne oskarżenie o zdradę, które dwie noce wcześniej skończyło się bijatyką na pięści, rozdzieloną dopiero pasem Milvy. Wyjaśnia, skąd wziął się jego gniew: drużynę zdradziła osoba niegdyś mu bardzo bliska, śledząca ją magią skanującą, a czarodziejów zdemaskowała pomyłka w liczeniu, bo Regis jako wampir jest dla czaru wychwytującego niewidzialny. Potem wiedźmin mówi głośno to, co wszyscy przeczuwają od nocy czerwonego księżyca: tamtej nocy było Ekwinokcjum i wszystko wskazuje na to, że Ciri poniosła wtedy śmierć, gdzieś daleko, samotna wśród wrogich ludzi. Drużynie pozostała zemsta, przykład grozy, o którym opowieści będą krążyć za sto lat: w Belhaven trzeba wydusić z półelfa nie to, na czyj rozkaz działa, lecz gdzie znajdują się jego mocodawcy. Hanza dzieli się na dwie grupy: Geralt, Cahir i Angoulême ruszają w górę Newi ku Belhaven, na Słowika i półelfa, a Jaskier, Milva i Regis jadą ku dolinie Sansretour i granicom Toussaint, gdzie schronili się druidzi.r. 46Wyznanie Cahira: W drodze doliną Sansretour, przy ognisku nad pieczonymi pstrągami, Cahir opowiada wreszcie Geraltowi całą swoją historię z Cintry. Nilfgaardzki szpieg na dworze wydał plan wywiezienia królewskiej wnuczki, a na grupę młodego oficera uciekający wpadli czystym przypadkiem. Po sieczce w płonącym kwartale miasta Cahir został z półprzytomną Ciri sam wśród trupów i ognia: wywiózł ją przez płomienie, wyrwą w murze wydostał się nad rzekę, umył skamieniałą ze strachu dziewczynkę, która przy każdym dotknięciu sztywniała i kwiliła jak pisklę, a gdy zasnął, zniknęła. Za wrzask o cesarzu polującym na małe dziewczynki jak krogulec przesiedział potem ponad rok w cytadeli, nim przypomniano sobie o nim przed Thanedd. Po opowieści przychodzi wyznanie właściwe: Cahir nie może o Ciri zapomnieć, widuje ją w snach jako dorosłą, piękną kobietę, z takimi szczegółami jak pąsowa róża wytatuowana w pachwinie, i myśli, że ją kocha. Wie przy tym realistycznie, że ona go nie zechce, a jako małżonkę cesarza mógłby ją przynajmniej widywać. Na pytanie, czy Geralt pozwoli mu ją zabrać, wiedźmin nie odpowiada; umawiają się, że do tego czasu mogą być druhami, a Cahir przyrzeka, że wiedźmina nigdy nie zdradzi.r. 46Zasadzka w kopalni „Rialto": Trop czerwonego błota z rudokopów wokół Belhaven prowadzi Geralta, Cahira i Angoulême do kopalni „Rialto". Po drodze trójka wycina piątkę haraczników Słowika z Novosadem i Yirrelem na czele, a mistyfikacja Angoulême, jakoby to oni zabili wiedźmina i należała im się druga rata za kontrakt, wywabia z magazynu samego zleceniodawcę. Półelf Schirrú przyjmuje jako dowód wiedźmiński medalion, po czym odsłania karty: rozpoznał Geralta od pierwszego rzutu oka, bo dokładnie mu go opisano, a przysłano go, by z wiedźminem skończył. Z nożem na gardle Angoulême doczekuje przybycia wspólników: skorumpowanego kapitana nilfgaardzkiej kawalerii, który w trybie doraźnym skazuje trójkę na śmierć, i Słowika, cesarskiego już „dowódcy kompanii ochrony górnictwa", który dla zbiegłej z jego hanzy dziewczyny każe ciosać pal. Schirrú zdąża jeszcze pochwalić się, że to on z rozkazu mistrza Vilgefortza zamordował w Dorian Codringhera i Fenna, i obiecuje Geraltowi śmierć w smole, gdy na kopalnię spadają bomby zapalające i strzały partyzantów z Wolnych Stoków. W ognistym pandemonium ginie kapitan, Angoulême rozwala Słowikowi policzek niemal do zębów, a trójka wyrywa się z okrążenia. Cenę ucieczki płaci Cahir, oskalpowany rzuconym toporkiem, oraz Geralt, którego medalion z głową wilka zostaje w kieszeni Schirrú.r. 54Przybycie do Beauclair: W październiku kompania Geralta, prowadzona przez orszak błędnych rycerzy z Reynartem de Bois-Fresnes, zjeżdża doliną Sansretour do Beauclair, gdzie wita ją wystrojony jak princ Jaskier, na dworze znany jako wicehrabia Julian. Księżna Anna Henrietta przyjmuje gości ze wszystkimi honorami: Geralt nosi przy Święcie Kadzi czarodziejkę Fringillę Vigo, a na audiencji księżna, wzruszona opowieścią o Ciri, przyrzeka kompanii opiekę, gościnę i dostęp do najbogatszej biblioteki znanego świata. Z krótkiego postoju robi się zimowa kwatera: nim Milvie zrosną się żebra, śniegi zawalają przełęcze i z księstwa nie sposób wyjechać przed odwilżą. Tak zaczyna się pobyt, który wszystkie późniejsze wersje legendy zbędą jednym zdaniem o zimie spędzonej w Toussaint.r. 55Wyjazd z Toussaint: Nazajutrz po podsłuchu pod Pomerol Geralt wpada do pałacowej kuchni i daje kompanii godzinę na spakowanie: wyjazd pojedynczo, bez pozoru, zbiórka pod słupem na wzgórku za miastem. Drużyna reaguje, jakby czekała na tę wieść od tygodni, a Angoulême dostaje w dodatku dobrą nowinę, bo Geralt zmienił zdanie i nie zostawia jej w Beauclair. Pożegnania są trzy: Fringilla Vigo przydybuje wiedźmina w książęcej stajni i po odrzuconej prośbie „zostań ze mną" żegna się z nim tak, jak tego pragnie, Jaskier, który zostaje przy Anarietcie, dogania kompanię z sakiewką dukatów z prywatnej szkatuły księżnej i przyjmuje od Geralta list do Dijkstry, a Reynart de Bois-Fresnes objaśnia trasę przez przełęcze Malheur, Sansmerci i Mortblanc ku dolinie Sudduth, po czym na propozycję wspólnej drogi odpowiada, że jest błędny, ale nie szalony. Kompania rusza w góry pod ciemniejącym niebem, w lodowaty wiatr, który niesie zapowiedź śnieżycy.r. 60Szturm na zamek Stygga: Wszystkie drogi legendy schodzą się w zamku Stygga. Ciri przybywa do kryjówki Vilgefortza z własnej woli, by oddać się w zamian za wolność Yennefer, a gdy czarodziej odrzuca ofertę i wlecze ją do laboratorium, do zamku wdziera się kompania Geralta: zahipnotyzowani przez Regisa wartownicy sami otwierają bramę. Zwycięstwo kosztuje kompanię wszystko. Milva ginie w pojedynku łuczników na krużganku, osłaniając towarzyszy; Cahir zastępuje drogę Bonhartowi, by Ciri mogła ujść, i pada pod jego mieczem; raniona w udo Angoulême wykrwawia się w objęciach Ciri; Regis, który wyrwał Yennefer z magicznej matni, zostaje przez Vilgefortza rozdarty i stopiony białym ogniem wraz z kolumną. Rachunki wyrównują ocaleni. Ciri, przyparta na belkach zrujnowanego skrzydła, sięga po wahadłową naukę z Kaer Morhen, zwala Bonharta w przepaść, a zdradziecki atak nożem kończy cięciem przez gardło i zabiera łowcy trzy wiedźmińskie medaliony. Geralt, tłuczony żelaznym drągiem, myli maga iluzją z medalionu Fringilli i dwoma cięciami oraz dekapitacją kończy karierę największego wroga; pomaga i to, że zregenerowane oko Vilgefortza nigdy nie odzyskało koordynacji. Wiedźmin, wiedźminka i Yennefer schodzą potem razem po zalanych krwią schodach przez resztki najemników Skellena, aż na dole zamiast wyjścia czekają na nich czarne salamandry cesarskiego wojska.