Nenneke zabiera Geralta do świątynnej cieplarni: jaskini, w której panuje łaźniane gorąco, a światło wpada przez wielkie kryształowe płyty osadzone w sklepieniu. Rosną tu setki roślin — te, z których robi się wiedźmińskie eliksiry i czarodziejskie dekokty, rzadsze, których właściwości Geralt może się tylko domyślać, i takie, o których nigdy nawet nie słyszał. Kapłanka przycina i pieli, a przy pracy prosi, by wiedźmin został w świątyni jeszcze kilka dni. Geralt odmawia: czas ruszać w drogę. Nenneke od razu zgaduje prawdziwy powód pośpiechu i mówi go na głos — Geralt boi się, że ONA go tu odnajdzie. Wiedźmin przyznaje jej rację. Kapłanka może go więc uspokoić: Yennefer była w świątyni dwa miesiące temu i prędko nie wróci, bo obie się pokłóciły. O Geralta nie zapytała ani słowem — ale rozglądała się bacznie, szukając jego śladów, i jest na niego potężnie wściekła.
Geralt wysypuje na dłoń zawartość tajnej kieszonki w pasie: dwa diamenty, rubin, trzy nefryty i agat — całą zapłatę za strzygę z Wyzimy, dwa i pół tysiąca temerskich orenów obróconych w kamienie. Nenneke, która zna się i na tym, chwali interes: oren stoi słabo, kamienie w Wyzimie są tanie (bo stamtąd za blisko do krasnoludzkich kopalń Mahakamu), a sprzedane w Novigradzie pójdą za co najmniej pięćset koron. Prośba, z którą wiedźmin przyszedł, jest jednak inna: nefryty niech świątynia zachowa jako jego ofiarę dla Melitele, a pozostałe kamienie Nenneke ma oddać Yennefer, gdy czarodziejka znów tu zawita. Geralt czuje, że jest jej coś winien — a kuracja, której Yennefer szuka, jest podobno bardzo kosztowna. Kapłanka odmawia bez ogródek: pośredniczyć nie będzie. Uciekając od Yennefer, Geralt zachował się niegodnie, a próbą zmazania winy klejnotami rozwścieczy ją tylko jeszcze bardziej. Zresztą dla czarodziejki, która za usunięcie ciąży u wielkiej damy każe sobie płacić krocie, te kamyki to drobiazg niewart splunięcia.
Przy okazji sporu pada prawda o kuracji. Yennefer szuka pomocy u innych — także u Nenneke — bo sama sobie pomóc nie umie: jak większość czarodziejek ma zatrofizowane, niewydolne gonady. Nigdy nie będzie mogła mieć dziecka i jest to nieodwracalne. Geralt się nie poddaje: zna wyjątki od tej reguły, a czarodziejom udawało się podobno nawet wskrzeszać zmarłych. Nenneke ucina: o wyjątkach da się powiedzieć tylko tyle, że są; udokumentowanego przypadku cofnięcia takiej atrofii nie zna ani jednego, a Yennefer po prostu zapłaciła za pewne zdolności utratą innych. Po czym odwraca ostrze rozmowy: Geralt dziwi się czarodziejce, której nie można odczarować, a sam — z ciałem po równie nieodwracalnych zmianach — wciąż na siłę próbuje być człowiekiem i popełnia ludzkie błędy, których wiedźminowi popełniać nie wolno. Na to wiedźmin odpowiedzi nie znajduje. „Nie dziwię się — kwituje kapłanka. — Niełatwo dyskutuje się z głosem rozsądku".
Nenneke ma bowiem diagnozę także dla samego Geralta: jest chory. Źle reaguje na eliksiry, ma przyspieszone tętno i zwolnioną akomodację oka, nie wychodzą mu najprostsze Znaki — w takim stanie nie powinien ruszać na szlak. Konieczna jest terapia, a przed nią trans. Iola jest gotowa: nawiązała z wiedźminem kontakt fizyczny i psychiczny. Przyciśnięta, kapłanka przyznaje wprost, że tamtej nocy sama przysłała dziewczynę do Geralta — w ramach terapii — i że poskutkowało: nazajutrz reagował dużo lepiej (a terapii potrzebowała też sama Iola). Geralt mimo to odmawia. W transie Iola mogłaby zacząć wieszczyć, a on nie chce znać przyszłości: jak mógłby robić to, co robi, gdyby ją znał? Na odchodnym pyta jeszcze o samą cieplarnię, bo ponad połowa tutejszych roślin nie rośnie już nigdzie na świecie. Nenneke wyjaśnia: słońce wciąż świeci, ale już nie tak jak dawniej — kryształowy dach działa jak filtr i zatrzymuje zabójcze promienie, których w słonecznym świetle jest coraz więcej. Na pytanie, czy w takim razie i ludzie nie powinni schronić się pod takim dachem, odpowiada: w zasadzie powinniśmy. Ale już za późno. Rozdział zamyka pytanie kapłanki, jak Geralt i Yennefer właściwie się poznali. „Zaczęło się od tego, że ja i Jaskier nie mieliśmy niczego na śniadanie i postanowiliśmy nałowić ryb" — odpowiada wiedźmin i obiecuje opowiedzieć resztę po wieczerzy. Tę opowieść przyniesie następny rozdział.
„Słońce wciąż świeci, ale już nie tak jak dawniej. Może i ludzie powinni schronić się pod dach z kryształu, który zatrzymuje zabójcze promienie — tyle że na to jest już za późno.”
📝 Chcesz przypiąć notatkę do tego rozdziału? Załóż darmowe konto — notatki są prywatne i wracają przy powtórce.