Opis ogólny — bez zdradzania fabuły.
Gospodyni świątyni Melitele pod Ellander: niska i tęga, a mimo to poruszająca się zwinnie i z wdziękiem, rządzi świątynią, kapłankami i — kiedy trzeba — samym wiedźminem. Dysponuje ogromną wiedzą o leczeniu i bogatą, wszechstronną apteką; klnie przy tym przy opatrunkach tak, że mógłby się od niej uczyć niejeden żołnierz. Geralta zna od czasów, gdy sięgał jej do paska spódnicy, i jest chyba jedyną osobą, która mówi mu prosto w oczy wszystko, co o nim myśli.
Przeglądasz bez zakładki — widzisz pełną opublikowaną biografię.
Ranny po walce ze strzygą Geralt przyjeżdża do świątyni na leczenie — i od pierwszego poranka podlega rządom Nenneke. Kapłanka otwiera okiennice nad zaspanym pacjentem, wygania z jego komnaty młodą kapłankę Iolę do obowiązków, strofuje wiedźmina i zmienia mu opatrunek, psiocząc na ranę od szponów strzygi. To ona po jego przyjeździe usunęła partackie szwy z Wyzimy i poprowadziła leczenie po swojemu, a wyrok wydaje surowy: mięśnie i ścięgna szyi są przecięte o mały włos od tętnicy, więc do pełnej sprawności zostały miesiące i żadnych walk z ruchliwym przeciwnikiem. Niewierzącego Geralta nie nawraca — wiara Melitele jest dla niej oczekiwaniem od natury ładu, prawa, dobra i nadziei, nie fanatyzmem. Ma za to wobec wiedźmina własny plan: czuje, że jej dawny podopieczny zaplątał się w pętlę, która się zaciska, i chce, by Iola — dziewczyna obdarzona szczególną łaską bogini — poczytała w transie w otaczającym go kłębowisku sił. Na sceptycyzm Geralta odpowiada spokojnie, że jego niewiara transowi nie zaszkodzi — byłby to pierwszy znany jej dowód na to, że niewiara ma jakąkolwiek moc.
Gdy dwaj rycerze zakonu Białej Róży — opanowany hrabia Falwick i zapalczywy młodzik Tailles — przyjeżdżają wypędzić jej gościa z ziem księcia Herewarda, Nenneke pokazuje, gdzie leży granica książęcej władzy: na terenie świątyni rozkazy wydaje ona. Grożącego żołnierzami Taillesa gasi porcelanowym słoiczkiem z apteki — może pękną mu po nim płuca, może porośnie sierścią, wie chyba tylko Melitele — oraz przypomnieniem, że odbierała jego poród; żołnierzom z podwórca przypomina, że kto tknie kapłankę Melitele, zawiśnie na akacjach przed zmierzchem. Falwickowi każe przekazać wiadomość nie księciu, lecz jego małżonce Ermelli: bez dostaw afrodyzjaków ze świątynnej apteki szlachetna pani szybko utemperuje męża. Rzuconą przez Taillesa pod nogi wiedźmina rękawicę kwituje słowami: „Coś ci upadło, synku — tu nie wolno śmiecić, tu jest świątynia".
Wizytę Jaskra — słynnego trubadura i przyjaciela Geralta — Nenneke anonsuje z przekąsem: powsinoga, truteń i nierób, „kapłan sztuki", nadęty jak świński pęcherz i śmierdzący piwem. Przyjaźni wiedźmina z jego absolutnym przeciwieństwem nie rozumie, a tytułowanie jej „czcigodną matką" ucina uwagą, że na myśl o takim synu ogarnia ją zgroza — i wychodzi, nie zamierzając dotrzymywać panom towarzystwa. Powód złości jest świeży: tuż po przyjeździe przyłapała barda na szczypaniu milutkiej furtianki.
W jaskiniowej cieplarni — swoim królestwie, gdzie hoduje rośliny nierosnące już nigdzie indziej na świecie — Nenneke bierze wiedźmina na szczerą rozmowę. Yennefer, czarodziejkę, z którą Geralta coś łączyło i od której uciekł, zna na wylot, bo czarodziejka przyjeżdża do niej szukać leczenia; ostatnia wizyta skończyła się kłótnią. Zachowanie obojga rozbiera bez znieczulenia: ucieczka Geralta była niegodna, próba zmazania winy klejnotami byłaby „przejrzała", a pośredniczyć w tym wszystkim kapłanka nie zamierza. Stwierdza też, że wiedźmin jest chory — źle reaguje na eliksiry i nie wychodzą mu Znaki — konieczna jest więc terapia, a przed nią trans. Spokojnie przyznaje się przy tym do własnej reżyserii: to ona przysłała mu wtedy w nocy Iolę, w ramach terapii — jego i jej. Na koniec odsłania sekret cieplarni: kryształowy dach filtruje zabójcze promienie, których w słońcu coraz więcej. Ludzie też powinni się schronić pod takim dachem — „ale już za późno".
Na drogę Nenneke daje Geraltowi to, co ma najlepszego: uzupełniony kuferek eliksirów i lekarstwo na dwa tygodnie kuracji, z surowym „nie zapomnij, to ważne". O zasadzce zakonu pod miastem nie dowiaduje się wcale, bo Geralt zabrania o niej mówić — „będzie piekło". Za to wizji Ioli doświadcza na własne oczy: gdy dziewczyna przy pożegnaniu dotyka ręki wiedźmina i pada w konwulsjach, to Nenneke błyskawicznie ją dopada, każe jej mówić i przerywa trans zaklęciem, od którego ugina się nawet wiedźmin. Widziała wizję przez chwilę — i po raz pierwszy prosi, zamiast przekonywać: „nie jedź". Przegrywa. Ściera łzę gwałtownym ruchem nadgarstka i szepcze „żegnaj", nie patrząc Geraltowi w oczy.
Każdy prowadzi do streszczenia rozdziału, w którym się wydarzył.
r. 13Wizja Ioli — Przy pożegnaniu na świątynnym dziedzińcu ręka Ioli styka się z ręką Geralta — i przez dziewczynę przechodzi wizja, przed którą wiedźmin bronił się od początku ramy: krew, łamane kości, ciało darte przez wielkie, najeżone kolcami łapy i ostre zęby, krzyk bezwstydny w bezwstydzie końca. Śmierć. Iola pada w konwulsjach; Nenneke przerywa trans, nim dziewczyna zdąży cokolwiek wypowiedzieć. Kapłanka widziała wizję przez chwilę — i prosi, by Geralt nie jechał. On widział ją także. Nie pierwszy raz. Wyjeżdża mimo to, bo „nie ma sensu oglądać się za siebie".