👁 Czytasz bez zakładki — widzisz pełną treść, więc możemy zdradzić Ci dalszą fabułę.Jak działa ochrona przed spoilerami?Jak działa ochrona?
Tom III · Krew elfów

Rozdział 1 Rozdział pierwszy

Rozdział 1 z 1 w tomie·20/20 w sadze·~11 min czytania
Tom III · rozdz. 1/1
20/20 w sadze

Miasto płonie, a Ciri ucieka przez nie na łęku siodła obcego rycerza w barwach Cintry. Czarne konie napastników przesadzają barykady, na uliczkach trwa rzeź uchodzących mieszkańców, dziewczynka słyszy tylko powtarzany krzyk: „Trzymaj się!". Wiozący ją rycerz zanosi się nagle chrapliwym kaszlem i na jej wczepione w rzemień ręce bucha krew — trafiony strzałą jeździec wali się z konia razem z nią. Przygniecioną ciałem zabitego Ciri znajduje wśród płomieni czarny jeździec w wielkim hełmie ozdobionym skrzydłami drapieżnego ptaka. Patrzy na nią przez szparę hełmu, spina konia do ataku, a skrzeczący ptak bije ją skrzydłami po twarzy. Dziewczynka nie może się poruszyć ani dobyć głosu — jest tylko strach.

Wtedy się budzi. To był sen — dookoła jest noc, szumią sosny, obok pulsuje ciepłem ognisko biwaku, a policzka Ciri dotyka ręka pachnąca skórą i popiołem, nie krwią. Przy dziewczynce czuwa Geralt. Ciri pyta go o to, czego nie pamięta z tamtej nocy: co zrobił jej czarny rycerz z piórami na hełmie? Pamięta tylko, że patrzył na nią i krzyczał — i że strasznie się bała. Geralt uspokaja ją, że to był sen i że to już nie wróci. Podobne zapewnienia Ciri słyszała po nocnych krzykach wiele razy, ale teraz po raz pierwszy w nie wierzy — bo mówi je Geralt z Rivii, Biały Wilk, który odnalazł ją wśród wojny i obiecał, że już nigdy się nie rozstaną. Zasypia, nie puszczając jego dłoni, a wiedźmin przypomina, że przed nimi jeszcze daleka droga.

Daleko stamtąd, na słynącej z tolerancji polanie pod prastarym dębem Bleobherisem, Jaskier kończy właśnie wielki występ. Ballad o wiedźminie, czarodziejce i Dziecku Niespodziance wysłuchało ponad sto osób: kupieckie karawany, rycerze, żacy, krasnoludzcy zbrojni, wędrowne elfy, chłopi i czarodzieje. W imieniu wszystkich dziękuje bardowi mistrz arkanów magicznych Radcliffe z Oxenfurtu, wzruszone słuchaczki ocierają oczy, a uczeń Jaskra roztropnie porzuca szkatułkę na datki na rzecz sporego cebra — który Vera Loewenhaupt, handlarka wikliną, zaczyna szczodrze napełniać, żądając w zamian dalszego ciągu opowieści.

Jaskier wykręca się frazesami o uniwersalności poezji, ale słuchacze nie dają się zbyć: każdy wie, że wyśpiewany wiedźmin to Geralt z Rivii, czarodziejka to Yennefer, a Dziecko Niespodzianka to Cirilla, księżniczka zburzonej przez najeźdźców Cintry. Pod dębem zaczyna się wielki spór o to, ile w pieśni jest prawdy. Vera Loewenhaupt zaświadcza, że Geralt istnieje naprawdę — widziała go w Wyzimie, gdzie odczarował córkę króla Foltesta, a potem na Kupieckim Trakcie, gdzie na prośbę gildii zabił napadającego na karawany gryfa. Wojowniczka Rayla z Lyrii zna wiedźmina z widzenia i dodaje, że w Vengerbergu w Aedirn widywała też Yennefer — choć o miłości tych dwojga nic jej nie wiadomo. O losach bohaterów krążą jednak i wieści ponure. Komes Vilibert słyszał, że Yennefer poległa na Soddeńskim Wzgórzu; rycerz Donimir z Troy zaprzecza, bo pochodzi z tamtych stron i czytał napisy na pomniku na Wzgórzu — poległy tam trzy czarodziejki: Triss Merigold, Lytta Neyd zwana Koral, a imię trzeciej wypadło mu z pamięci. Zagadnięty o to czarodziej Radcliffe uśmiecha się tylko i milczy. Z kolei krasnolud Sheldon Skaggs powtarza pogłoskę, że sam Geralt już nie żyje — podobno utłuczono go gdzieś na Zarzeczu. Rayla nie wierzy: widziała, jak ten wiedźmin włada mieczem, i żaden znany jej szermierz nie może się z nim równać.

Najzacieklej spierają się słuchacze o los samej Ciri. Wędrowny czeladnik twierdzi, że księżniczka zginęła w oblężonej Cintrze — królowa Calanthe miała własną ręką zadać wnuczce śmierć, nim rzuciła się z wieży, by dziecko żywe nie wpadło w ręce Nilfgaardu. Rudy wyspiarz w kurcie z foczej skóry — który służył w drużynie jarla ze Skellige i walczył w Marnadalu, w Cintrze i pod Sodden — zna wersję inną: dziewczynkę zabito na ulicach miasta, gdy próbowała uciekać. Zgadzają się w jednym: wiedźmina ominęło jego przeznaczenie, a poeta w balladzie po prostu zełgał. Kłótnie kombatantów o to, kto naprawdę stał w pierwszej linii, przechodzą płynnie w rozmowę o samej wojnie — wysoki elf przypomina, że w drugiej bitwie o Sodden stanęło w polu ponad sto tysięcy wojowników, z czego co najmniej trzydzieści tysięcy zabitych i okaleczonych — i o tym, co będzie dalej. Skaggs nie ma złudzeń: Nilfgaard liże teraz rany, ale nie dziś, to jutro ruszy znowu, a Północ zamiast się jednoczyć, wróciła do swarów — Vizimir Redański z Foltestem dławią się wzajemnie cłami, Demawend z Aedirn kłóci się z Henseltem o Marchię Północną, a Liga z Hengfors i Thyssenidzi z Koviru mają wszystko gdzieś. Nawet czarodzieje, którzy na Wzgórzu zgodnie uznali przywództwo Vilgefortza z Roggeveen — jak wojownicy Czterech Królestw komendę Vizimira Redańskiego — dziś, jak słychać, dawnej jedności nie mają. W Nilfgaardzie tymczasem cesarz Emhyr var Emreis wymusza posłuszeństwo batem, strykiem i toporem.

Spór ociera się i o krew. Vilibert powtarza obiegową teorię, że Nilfgaardczycy to potomkowie Czarnych Seidhe i że elfy dlatego trzymają z wrogiem, opłacane nilfgaardzkim złotem. Wysoki elf odpowiada zimno, że Nilfgaardczycy są ludźmi takimi samymi jak reszta, a ludzie i elfy mieszają swoją krew od stuleci — i niech mu ktoś pokaże człowieka bez domieszki Seidhe Ichaer, krwi Starszego Ludu. Po tych słowach czerwienią się i komes, i Vera, i — co ciekawe — piękna elfka w gronostajowym toczku. Gruby kapłan widzi w wojnie karę bogów i cytuje wieszczbę Itliny o nadchodzącym Czasie Pogardy, Białym Zimnie i świecie umierającym wśród zamieci: Nilfgaard ma być biczem, którym Nieśmiertelni chłoszczą grzeszników. Skaggs oburza się na te zabobony — jego zdaniem historia jest prostsza. Krasnolud pamięta czasy, o których krótko żyjący ludzie dawno zapomnieli: odkąd zeszli z łodzi na plaże w ujściu Jarugi i w delcie Pontaru, z czterech lądujących statków robiły się trzy królestwa, a potem silniejsi połykali słabszych. Teraz to samo robi Nilfgaard — kraj silny, karny i zwarty — i jeśli Północ się nie zewrze, połknie ją jak szczupak karasia. Gdy siwy druid próbuje pogodzić zebranych przypowieścią o wspólnych korzeniach, okazuje się, że bohater wieczoru zniknął: Jaskier po cichu zabrał pieniądze i odjechał bez pożegnania.

Odnajdujemy go w miasteczku nieopodal, w przybytku Mamy Lantieri, gdzie poeta właśnie waży, którą z dwóch ślicznotek wybrać. Przeszkadza mu w tym gość: przybysz o ciemnych, wilgotnych, jakby załzawionych oczach, ostrym nosie i wąskich wargach, który śledził barda od samego dębu. Nieznajomy odprawia dziewczyny, płaci rajfurce za dyskrecję i kładzie przed Jaskrem drugi pękaty mieszek — chce „pogawędzić o twórczości", a dokładnie o prawdziwych losach bohaterów ballad. Interesuje go jedno: co naprawdę stało się z Cirillą, księżniczką Cintry. Świadkowie twierdzą, że zginęła przy zdobywaniu miasta, z ballady zaś wynika, że przeżyła — prawda to czy fałsz? Jaskier węszy podstęp: gość nie przekazał na wstępie pozdrowień od wspólnych znajomych, jak czynią to ludzie, za których poeta go wziął. Przybysz przedstawia się jako Rience i przechodzi od monet do gróźb: jeśli poeta odpowie po dobroci, nie trzeba będzie zmuszać go do mówienia. Gdy w jego dłoni błyska rozkładany motylkowy sztylet, Jaskier nie czeka — długim skokiem dopada kąta izby, nurkuje pod arras i znanym sobie sekretnym przejściem rzuca się w dół po kręconych schodach, pewien, że prześladowca wpadnie jak inni przed nim na zapadnię i wyląduje w chlewie. Myli się: za jego plecami błyska niebieskawo, zaklęcie odbiera mu władzę w nogach i to on, sparaliżowany, przelatuje przez zapadnię i traci przytomność na klepisku chlewa.

Ocknięty ból przywraca mu jasność sytuacji: Jaskier klęczy ze skrępowanymi rękami, a powróz przerzucony przez belkę stropu wyłamuje mu ramiona ze stawów. Rience — który, jak się okazuje, jest czarodziejem: to on rzucił zaklęcie paraliżu, a teraz magicznym pierścieniem odbiera i przywraca poecie mowę — przesłuchuje go w asyście dwóch drabów. Do więzów na kostkach barda przytwierdzony jest ceber pełen wapna: jeśli draby podciągną Jaskra wraz z tym ciężarem, poeta już nigdy nie zagra na lutni. Torturowany Jaskier zeznaje, co wie: Ciri była wiedźminowi przeznaczona jako Dziecko Niespodzianka, obiecane mu przez rodziców jeszcze przed narodzeniem. Geralt jechał po nią do Cintry, gdy wybuchła wojna; od Jaskra dowiedział się o rzezi miasta i śmierci Calanthe, zaniechał podróży i obaj uciekli na północ, a w Hengfors ich drogi się rozeszły. Balladę o ocaleniu dziewczynki poeta, jak przysięga, po prostu wymyślił. Rience nie do końca wierzy i zadaje pytanie następne: skoro wiedźmina nikt nie widział od ponad roku, to gdzie ów zwykł się ukrywać? Jaskier odpowiada za szybko, że nie wie, gdzie to jest — i Rience natychmiast wychwytuje: nie wie gdzie, ale wie co. Poeta zaciska zęby, powróz idzie w górę.

Ratunek przychodzi w chwili, gdy Jaskier już wie, że powie. Do chlewa zagląda nocą niewysoka postać w płaszczu — drab tnie ją nożem, lecz ostrze przechodzi przez gardło ofiary jak przez kłąb dymu, bo to tylko wysłana przodem iluzja. Tuż za nią wpada druga postać, ciemna i zwinna jak łasica: błysk w jej dłoni podcina gardło jednemu z drabów, a ognista błyskawica z jej ręki rozlewa się jak płonąca oliwa po twarzy i piersi drugiego. Rience kontratakuje zaklęciem, ale odbity czar ciska nim o drewniane przegrody — a wtedy w powietrzu rozjarza się złoty świetlisty owal i osaczony czarodziej skacze w niego, znikając w mgnieniu oka. Wybawczyni zdąża jeszcze cisnąć w gasnący portal zaklęciem; z bardzo daleka dobiega wrzask bólu. Rozcinając więzy poety motylkowym sztyletem uciekiniera, kobieta pyta, czy Jaskier naprawdę mógłby jej nie poznać. To Yennefer — była pod Bleobherisem w czasie występu, incognito, a do miasteczka pojechała za poetą; głosy z chlewika usłyszała, krążąc w oczekiwaniu po podwórku. Obu drabów zabiła bez wahania i bez żalu — gdyby nie wysłała przodem iluzji, sama leżałaby teraz na klepisku.

Przy winie i pieczonych kurczakach w pobliskim zajeździe Jaskier zdaje czarodziejce pełną relację. Yennefer wie o Geralcie więcej niż on: po zakończeniu wojny wiedźmin wrócił na Południe, był ciężko ranny — tak ciężko, że rozeszły się pogłoski o jego śmierci — a po wykurowaniu pojechał na Zarzecze. Jaskier domyśla się po co, choć nie wie, czy wiedźmin znalazł to, czego szukał. Sama Yennefer nie widziała Geralta od wojny i od ponad roku nie ma od niego wieści. Na wieść o przesłuchaniu porządkuje sprawy szybko i konkretnie. Po pierwsze: Jaskier ma wykreślić z repertuaru balladę o Lwiątku z Cintry i zapomnieć, że kiedykolwiek słyszał to imię — śpiewanie o wojnie, o Geralcie i o niej samej nikomu nie szkodzi, ale o dziecku nie wolno. Po drugie: ma unikać spotkań sam na sam z ludźmi, którzy „zapominają" przekazać na wstępie pozdrowienia od wspólnych znajomych — i tu czarodziejka przekazuje mu pozdrowienia od Dijkstry, ujawniając mimochodem, że doskonale wie o pracy poety dla redańskiego wywiadu. Dijkstra prosi przy okazji o raport z Verden, z dworu króla Ervylla — tym razem rzeczowy i pod żadnym pozorem nie wierszowany. Po trzecie: spalony Jaskier ma zniknąć — jechać do Redanii, do Tretogoru, pod opiekę Dijkstry i Filippy Eilhart na dworze Vizimira.

Jaskier ma jednak własne zmartwienie. Rience — którego Yennefer ocenia jako czarodzieja niezbyt wprawnego — torturami próbował wydusić z niego kryjówkę Geralta, a przecież ktoś mu pomógł uciec: sam nie zdołałby otworzyć owalnego portalu, zrobił to ktoś nieporównanie mocniejszy, i właśnie dlatego Yennefer bała się ruszyć w pościg na oślep. Naznaczyła za to uciekiniera: posłany w ślad za nim żar oznacza, że Rience długo będzie leczył poparzenia. Poeta dorzuca własne spostrzeżenie, za które czarodziejka szczerze dziękuje: przesłuchując go, Rience mówił o „bitwie o Cintrę" i „zdobywaniu miasta" — a przecież na Północy nikt tak nie mówi, dla wszystkich od zawsze była to rzeź Cintry. Pytający był więc najpewniej Nilfgaardczykiem — i nosił nilfgaardzki motylkowy sztylet. Na pytanie, czemu Nilfgaard tak interesuje się Geraltem i dziewczynką, Yennefer ucina: nie pchaj w to nosa. Jaskier nalega przynajmniej na jedno — trzeba ostrzec Geralta, a Yennefer jako jedyna wie, gdzie wiedźmin się zaszył i jak tam dotrzeć. Czarodziejka przyznaje, że wie, ale z wyjazdem zwleka: Geralt nie lubił, gdy narzucano mu się z pomocą, a ona jest mu winna dokładnie tyle, ile on jej. Za to poecie — ku jego zdumieniu — mówi wprost, że go lubi i że jest mu wdzięczna: jeździł z Geraltem, był mu przyjacielem, dzięki niemu wiedźmin nie był sam. O miejscu, którego nazwy Jaskier woli nie wypowiadać, mówi na koniec z dziwną nutą w głosie: bywała tam gościem. Ale nigdy nieproszonym.

Tymczasem nocą, wśród wyjącego wichru, Geralt i Ciri docierają do celu dalekiej drogi. Księżyc oświetla ruiny zamczyska: fosę, resztki muru — i kopczyki ludzkich czaszek szczerzących połamane zęby. Przerażonej dziewczynce wiedźmin wyjaśnia, że na całym świecie trudno o bezpieczniejsze miejsce: to Kaer Morhen, Wiedźmińskie Siedliszcze, niegdyś piękny zamek. Klacz Płotka pewnie niesie ich ciemnym tunelem wśród kolumn, aż w głębi otwierają się wrota, zza których bije blask łuczyw. W progu staje Eskel — wiedźmin, którego twarz Ciri w pierwszej chwili bierze za nieludzką, nim w świetle dostrzega, że to zwyczajna ludzka twarz, tylko zniekształcona długą, półokrągłą blizną od kącika ust aż po ucho. Eskel wita przybysza bez patosu („Żyjesz, Wilku" — „Żyję"), obaj wiedźmini na krótką chwilę padają sobie w objęcia, a na widok dziecka gospodarz mruczy tylko: „Zaraza. Dziewczynka. Tego jeszcze brakowało". Na pytanie Geralta, kto zimuje w warowni, odpowiada: oprócz VesemiraLambert i Coën.

W wielkiej halli, przy huczącym palenisku, czekają pozostali. Szkoła Wilka wita swojego: „Witaj, Wilku. Czekaliśmy" — mówi Vesemir, a Geralt odpowiada, że dobrze jest znowu być w domu. Ciri, popchnięta lekko do przodu, idzie ku stołowi zgarbiona i skulona ze strachu: zamiast obiecanego domu widzi straszne, ciemne zamczysko pełne szczurów i upiornych ech, a na tle ognia — groźne czarne sylwetki i błyszczące oczy, jak z najgorszego snu. Na pytanie Vesemira, kim jest ta dziewczynka, Geralt zaczyna: „Jest moim…" — i zająkuje się. Jego twarde dłonie zaciskają się na ramionach Ciri — i strach znika bez śladu: huczący ogień daje już tylko ciepło, czarne sylwetki okazują się sylwetkami przyjaciół, a błyszczące oczy wyrażają ciekawość i troskę. „Ona jest naszym przeznaczeniem" — mówi wiedźmin.

Wieszczka zapowiada nadejście wieku miecza i topora, Czasu Pogardy i wilczej zamieci: świat umrze wśród mrozu, a odrodzi się ze Starszej Krwi. Nim to nastąpi, wypatrujcie znaków — wprzód ziemia spłynie krwią Aen Seidhe. Krwią Elfów.

Co warto zapamiętać z tego rozdziału

  • „Ona jest naszym przeznaczeniem"Po długiej drodze przez góry Geralt przywozi odnalezioną Ciri do Kaer Morhen — zrujnowanej twierdzy wiedźminów, jedynego domu, jaki ma, i najbezpieczniejszego miejsca, jakie zna. Wrota otwiera Eskel („Żyjesz, Wilku" — „Żyję"), a w halli przy palenisku czekają zimujący: Vesemir, Lambert i Coën. Przerażona ruinami, szczurami i czarnymi sylwetkami na tle ognia dziewczynka staje przed obcymi — i wtedy Geralt, zapytany, kim jest to dziecko, zaczyna „Jest moim…", zająkuje się i kładzie jej dłonie na ramionach. Strach znika bez śladu. „Ona jest naszym przeznaczeniem" — mówi wiedźmin, a Dziecko Niespodzianka zostaje w Wiedźmińskim Siedliszczu na zimę, pod opieką ostatnich wilków ze Szkoły.
Zobacz ten rozdział na mapie

📝 Chcesz przypiąć notatkę do tego rozdziału? Załóż darmowe konto — notatki są prywatne i wracają przy powtórce.

← Poprzedni · Miecz przeznaczeniaCoś więcej
⭐ Skraj atlasu

Dalej mapy jeszcze nie sięgają — kolejne rozdziały powstają w skryptorium. Wpisz się do Księgi Oczekujących, a wieść o nich dostaniesz pierwszy.

Zapisując się, zgadzasz się na e-maile od Fablarii · prywatność · wypiszesz się jednym kliknięciem.