atrament na mapieOpis ogólny, bez zdradzania fabuły.
Zawodowa wojowniczka z Lyrii: smukła, z czarnymi włosami gładko zaczesanymi do tyłu i splecionymi w gruby warkocz, z przedramionami osłoniętymi kolczą siatką. Twarda i dosadna: na plotki odpowiada siarczystym splunięciem. Bywała w Aedirn, w Vengerbergu, gdzie nieraz widywała Yennefer.
Przeglądasz bez zakładki, więc widzisz pełną opublikowaną biografię.
Gdy pod dębem Bleobherisem pada pogłoska o śmierci Geralta, Rayla krzyżuje na piersi opancerzone przedramiona i mówi wprost: nie wierzy, by ten wiedźmin mógł trafić na lepszego. Zdarzyło jej się widzieć, jak Geralt włada mieczem (jest wprost nieludzko szybki), i żaden szermierz, jakiego zna, nie może się z nim równać.
Rayla, w randze kapitana oddziałów specjalnych króla Demawenda, eskortuje arcymistrzynię Tissaię de Vries do Gors Velen. Melduje wykonanie poleceń w wynajętej łaźni (figiel rozebranych czarodziejek pali na panewce, bo oficer okazuje się kobietą, czego Margarita nie omieszkuje skwitować toastem na cześć armii dającej patenty żołnierzom mającym jaja), po czym nocą wymusza na gospodarzu otwarcie sekretnej poterny, bo nie zamierza czekać do świtu na otwarcie bram. Jej służba ma też ciemną stronę, o której mówi się przy niej półgębkiem: Yennefer wprost obciąża oddziały specjalne odpowiedzialnością za słupy z trupami elfów na rozstajach i nazywa je bandą sadystów-najemników, na co Margarita odpowiada, że to wojna, a Rayla nieraz widziała towarzyszy broni, którzy żywcem wpadli w ręce Wiewiórek. Obserwująca ją z boku zapamięta co innego: postawę, broń i drogę ucieczki poterną, z której sama skorzysta jeszcze tej samej nocy.
Podczas wielkiej ucieczki ludności Aedirn Rayla, zwana teraz Czarną Raylą, osłania z garścią żołnierzy i najemników ogon kolumny uciekinierów ciągnącej ku przełęczy do Temerii. Gdy konie padają, a Blaise przywozi wieść, że pościg prowadzą idący przed Nilfgaardczykami Scoia'tael, Rayla nie zdziera kokardy wojsk specjalnych jak Villis: wygładza ją. Ludziom obiecuje jedno, że żywy nie wpadnie w ręce elfów nikt, i obietnicy dotrzymuje do końca, dobijając ciężko rannego Villisa własnym mieczem. Ostatni obraz z barykady: umazana krwią od stóp do głów, straszna jak demon, sama w kręgu wahających się elfów, odpowiada na wezwanie do rzucenia miecza, że trzeba jej będzie łamać palce. „Nie czekała długo": na tych słowach tekst się urywa i o jej dalszym losie milczy.
Rayla przeżyła ostatnią redutę, ale wyszła z niej inna: włosy, niegdyś czarne, ma teraz zupełnie białe i krótko ostrzyżone, twarz pociętą szramami, z których jedna przekreśla policzek od skroni po kącik ust, brakuje jej części małżowiny usznej, a lewa ręka poniżej łokcia kończy się skórzaną tuleją z mosiężnym hakiem, o który zaczepia wodze. Po wojnie dowodzi zbrojnymi tropiącymi niedobitki elfich komand; przy wozie inwalidów Jarrego i Lucienne wypytuje o zbiegów i wie, że wszyscy łżą, że nikogo nie widzieli. Łżecie z litości, myśli ta, która niegdyś była Czarną Raylą. Ale to nie ma znaczenia. Bo ja, Biała Rayla, litości nie znam.