👁 Czytasz bez zakładki: widzisz pełną treść, więc możemy zdradzić Ci dalszą fabułę.Jak działa ochrona przed spoilerami?Jak działa ochrona?
Tom V · Chrzest ognia

Rozdział 6 „Rozdział szósty”

Rozdział 6 z 7 w tomie·39/41 w sadze·~16 min czytania
Tom V · rozdz. 6/7
39/41 w sadze

Daleko na Południu Ciri warczy na Mistle, żeby jej nie dotykała. Przyjaciółka odsuwa trawkę, którą łaskotała ją w szyję, i wyciąga się obok na wznak: dziwnie się ostatnio zachowujesz, Sokoliczko. Ciri mówi wprost, że wszystko między nimi było tylko zabawą i że ta zabawa przestała ją bawić. Mistle zgaduje przyczynę w snach, z których Ciri zrywa się z krzykiem prawie co noc, i pyta o jej przeszłość, o bliskich. Miałam bliskich, odpowiada głucho Ciri: takich, którzy odnaleźliby ją nawet tu, na końcu świata, gdyby tylko chcieli. Lub gdyby żyli. Na pytanie, czemu nie odejdzie, jeśli jej tak źle, odpowiada, że nie chce być sama, a na uwagę, że to niewiele, że to dużo. Rozmowę przerywa gwizd: sygnał zasadzki. Mistle, wskakując na siodło, rzuca gorzko, że zaczyna się zabawa, którą Falka polubiła ostatnio ponad wszystkie inne, i niech nie myśli, że ona tego nie zauważyła.

W Dolinie Kwiatów kończy się tymczasem prywatna audiencja: Vattier de Rideaux, szef wywiadu wojskowego Emhyra, kłania się Francesce Findabair uprzejmiej, niż wymaga protokół, nie spuszczając przy tym oka z dwóch ocelotów u stóp królowej elfów, które nie są maskotkami, lecz strażnikami. Gdy drzwi się zamykają, w kącie biblioteki materializuje się skryta dotąd pod czarem niewidzialności Ida Emean aep Sivney, wolna Aen Seidhe z Gór Sinych; ocelotów, jak wszystkich kotów, czar nie zmylił ani na chwilę. Francesca z przekąsem podsumowuje festiwal szpiegów: Henselt przysłał „konsula", Dijkstra „misję handlową", teraz zjawił się sam arcyszpicel Vattier, a wcześniej kręcił się tu Stefan Skellen, któremu jako Wielkiemu Cesarskiemu Nikomu posłuchania odmówiła. Ida uzupełnia obraz o rzecz dziwną: Skellen był też u wolnych elfów i rozmawiał z Filavandrelem, ale bardziej niż o Vilgefortza, Yennefer, Rience'a i Cahira wypytywał o oryginalną wersję proroctwa Ithlinne, o Starszą Krew i o legendarny portal łączący niegdyś Tor Lara z Tor Zireael, Wieżą Jaskółki. Obie dochodzą do wniosku, że przed lożą nie wolno im tej wiedzy zatajać, bo elfim magiczkom musi się dać zaufać, choć Francesca przyznaje, że one przecież prowadzą podwójną grę i igrają z Białym Płomieniem Nilfgaardu. Na koniec pada decyzja w sprawie, która czekała w szkatułce: enigmatyczna nefrytowa statuetka ma się wreszcie wypowiedzieć. Francesca rozpakuje ją sama, bo im mniej świadków, tym mniejszy cios dla dumy rozpakowanej.

Na szczelnie odizolowanym polem ochronnym dziedzińcu Francesca ustawia trzy czarne świece na znakach elfiego zodiaku, montuje na trójnogach trzy kryształy i kładzie pośrodku pentagramu malutką nefrytową figurynkę. Po inkantacji smugi światła zestrzeliwują się na figurce, która rośnie, pulsuje i twardnieje w materię, aż na posadzce leży bezwładnie czarnowłosa kobieta. Zapytana o imię, wyje z bólu i wykrztusza wreszcie: Yennefer. Kompresja artefaktowa nie uszkodziła jej mózgu, choć poza tym, jak sama oceni, nie zostawiła w niej chyba jednego zdrowego organu. Oprzytomniała czarodziejka doczołguje się do fontanny i wwala się w ubraniu do sadzawki ze złotymi rybkami, a Francesca cierpliwie czeka, aż będzie można podać jej ręcznik, prześcieradło i nową suknię.

Przy glukozie i soku z marchwi Yennefer poznaje bilans półtora miesiąca, które spędziła jako figurka za dekoltem Franceski: Nilfgaard podbił Lyrię, rozebrał z Kaedwen Aedirn, spalił Vengerberg, zhołdował Verden i właśnie podbija Brugge oraz Sodden; Vilgefortz zniknął bez śladu, Tissaia de Vries odebrała sobie życie, a Francesca została królową Doliny Kwiatów. Elfka tłumaczy, że kompresja ocaliła Yennefer życie: po Garstangu uganiał się za nią Rience, któremu Vilgefortz obiecał umożliwić zadanie jej powolnej śmierci, a pytana o Yennefer Francesca mogła zgodnie z prawdą odpowiadać, że nie ma jej w Dolinie Kwiatów, wszak pytano o czarodziejkę, nie o statuetkę. O Geralta Yennefer pyta sama i słucha z pozorną obojętnością: wiedźmin w godzinę złamał nogę Dijkstrze, uciął głowę Artaudowi Terranovie i zarąbał około dziesięciu Scoia'tael, po czym rzucił się na Vilgefortza, a ten zmasakrował go kijem; Triss teleportowała skatowanego do Brokilonu, gdzie leczą go driady, i lepiej, żeby stamtąd nosa nie wychylał, bo tropią go wywiady wszystkich królów. Francesca przechodzi do rzeczy: rekomenduje Yennefer i Idę do sekretnej loży czarodziejek, a na pytanie, dlaczego właśnie ją, odpowiada po chwili wahania, że chodzi o Ciri, którą loża się interesuje, a nikt nie zna dziewczyny lepiej. Uprzedza przy tym lojalnie: portale Montecalvo mają blokadę, a ona wciąż ma matrycę Yennefer i algorytm zaklęcia, więc przy próbie figli spakuje ją znowu, choćby na lata. Yennefer, mimo ostrzeżenia, słowa, że nie spróbuje ucieczki, nie daje.

Do zamku Montecalvo Fringilla Vigo teleportuje się spięta jak struna: rozbrykana imaginacja, wykarmiona plotkami o zepsuciu czarodziejek Północy, podsuwa jej obrazy dzikiej orgii z afrodyzjakami i niewolnikami. Rzeczywistość rozbraja ją w minutę: w chłodnej, jasnej sali wita je rzeczowa Filippa Eilhart, magiczki Północy są piękne i obwieszone biżuterią, ale trzeźwe i zapięte, a jedynym lodem w okolicy jest ten pod górą ostryg na bufecie. Assire var Anahid, stremowaną w nowej eleganckiej sukni, szybko zagaduje badaczka Sheala de Tancarville, Fringilla łapie sympatię do wesołej Triss, a gdy Sabrina Glevissig wybrzydza na „oślizgłe paskudztwa" i żąda zimnej sarniny, Filippa zamiast obrazić się, po prostu każe ją podać. Wtedy teleport rozbłyskuje po raz ostatni i z portalu wychodzą trzy kobiety: Francesca, Ida Emean w powiewnej żonkilowej sukni, z biżuterią wyłącznie z pereł, korali i bursztynów, oraz Yennefer, na której widok Filippa mruży oczy, a po sali idzie fala antypatii. Yennefer zatrzymuje wzrok na Fringilli i mówi, że się znają: widziała ją ze wzgórza Sodden. Byłam pod wzgórzem, odpowiada dumnie Nilfgaardka, a Filippa gasi iskrę, nim buchnie płomień: temu, co tu przedsięwezmą, posłużą zapomnienie, wybaczenie i pojednanie. Panie zajmują miejsca przy okrągłym stole, przy którym jedno krzesło pozostaje nieoznaczone, a poręcze wszystkich rzeźbione są w sfinksy.

Filippa otwiera obrady i szybko ucina dyskusję o wojnie: wynik jest nieprzewidywalny, a przewidywanie go pozbawione sensu. Loża ma patrzeć ponad sztandary, bo odpowiada nie przed królami, lecz za świat, postęp i przyszłość; służyć ma wyłącznie magii, obligowana tylko własnym prawem, i aktywnie wpływać na bieg wydarzeń. Francesca dorzuca gorzko, że dla elfów to, co dla ludzi jest kwestią polityki, jest kwestią fizycznego przetrwania, Margarita zastrzega, że nie odda swoich dziewcząt na kondotierki, a Sheala drwi, że lepiej od razu stawiać sobie zadania całkiem niewykonalne. Wtedy Filippa odkrywa karty: błędem czarodziejów było sadzanie na tronach wygodnych władców zamiast posadzenia na tronie samej magii. Czas to naprawić: z dzisiejszego królestwa Koviru wyrośnie wielkie Królestwo Północy, imperium równoważące potęgę Nilfgaardu, a magia zasiądzie na jego tronie przez małżeństwo następcy kovirskiego tronu z czarodziejką, która zajmie dwunaste, puste krzesło loży. Na zdroworozsądkowe zarzuty Margarity, że kandydatka musiałaby być zarazem wyszkoloną magiczką i młodziutką panną z królewskiego rodu, zdolną rodzić, czyli kimś, kto nie istnieje, Filippa odpowiada spokojnie, że istnieje: Cirilla, córka Pavetty, wnuczka Calanthe, nosicielka Starszej Krwi, Lodowy Płomień Północy. Ciri z Cintry, Królowa Północy. I jej krew, z której narodzi się Królowa Świata.

Na Południu kleszcze zasadzki właśnie się zamykają. Giselher, Reef i Iskra odcinają odwrót i rąbią dwóch uciekających jeźdźców eskorty, Kayleigh, Asse i Mistle spadają na dwóch broniących karety, a Ciri czuje przemożną złość, bo nie zostawiono jej nikogo do zabicia. Zostaje jednak laufer na szybkim koniu, który mógł uciec, ale zawraca i młynkując mieczem, szarżuje wprost na nią. Ciri unika ostrza zwisem z siodła, paruje drugi cios, tnie jeźdźca w kiść, zwodzi fintą na twarz i ciosem ćwiczonym godzinami w Kaer Morhen chlasta go pod pachę. Nilfgaardczyk spada z konia i klęcząc, próbuje zatamować krew z przeciętych arterii, a Ciri przygląda się, jak zwykle zafascynowana widokiem człowieka walczącego ze śmiercią ze wszystkich sił, i odjeżdża dopiero, gdy się wykrwawił. W zdobytej karecie siedzi gruba matrona i przeraźliwie blada baronówna Casadei z ładną gemmą przypiętą do czarnej sukienki. Kayleigh szczerzy się obleśnie i pyta baronównę, czy nie świerzbi jej między nóżkami, matrona apeluje o szacunek, a Giselher ucina błazeństwa: Szczury nie wojują z niewiastami i nie krzywdzą ich; brać taranty z zaprzęgu i wiać. Ciri nie słucha, bo wpatruje się w herb na drzwiczkach karety: srebrny jednorożec w czarnym polu. Widziałam kiedyś takiego jednorożca, myśli. W innym życiu? A może to był tylko sen? Jestem Falką. Ale nie zawsze nią byłam. Otrząsa się, postanawia jakoś przeprosić urażoną Mistle, stawia nogę na stopniu karety i wskazuje gemmę: dawaj to. A gdy matrona zachłystuje się oburzeniem, syczy tak, by nikt inny nie słyszał, że baronówna to niski tytuł i nawet kontessa powinna przed nią dygać z główką nisko.

W Montecalvo po oświadczeniu Filippy wybucha wrzawa, więc głos dostaje Yennefer: ma zrelacjonować swoje związki z Ciri od samego początku, bo szczerość potwierdzi jej lojalność wobec konwentu. Opowiada spokojnie i bez emocji o aferze miłosnej Pavetty i młodzieńca zaklętego w Jeża, o Prawie Niespodzianki i przeznaczeniu wiążącym wiedźmina z dziewczynką, o Brokilonie, wojnie, Kaer Morhen, nauce w świątyni Melitele i o zagadkowych zdolnościach małej. Triss, która zna i opowieść, i opowiadającą, widzi to, czego nie widzą inne: Yennefer jest u granicy choroby. Obie Nilfgaardki słuchają z kamiennymi twarzami sfinksów, a Fringilla, obserwując, dochodzi do wniosku, że silny związek emocjonalny łączy Yennefer nie tylko z dziewczyną, ale i ze wspomnianym wiedźminem. Gdy odżywają stare ansy i zanosi się na kłótnię o Thanedd, Filippa wali dłonią w stół: dość, to już historia. Yennefer kończy krótko: to Tissaia de Vries rozkazała jej przyprowadzić Ciri do Garstangu; obie popełniły błąd, ale jej błąd był większy.

Potem Filippa prosi o głos Francescę, bo przy stole padają słowa o Larze Dorren, której historii Assire w ogóle nie zna. Elfka opowiada bez bajkowych ornamentów, którymi obrosły obie, ludzka i elfia, wersje legendy. Czarodziej Cregennan z Lod i Aen Saevherne Lara Dorren, nosicielka Starszej Krwi, byli parą; wrogowie idei połączenia ludzkiej i elfiej magii doprowadzili do zgładzenia Cregennana, a zaszczuta Lara zmarła na pustkowiu, rodząc córkę, którą przygarnęła Cerro, królowa Redanii. Wychowana jako redańska królewna Riannon wyrosła na piękność i poślubiła Goidemara, młodego króla Temerii, a trzy lata po ślubie wybuchła rebelia Falki, o której Fringilla słyszy pierwszy raz w życiu, więc Francesca streszcza i to: Falka była córką Vridanka z Redanii z małżeństwa rozwiązanego, gdy królowi wpadła w oko piękna Cerro, i odesłaną z matką, kovirską półelfką, w zapomnienie; po dwudziestu pięciu latach wróciła, własną ręką zamordowała ojca, Cerro i dwóch przyrodnich braci, a jej powstanie wymknęło się wszelkiej kontroli i utonęło we krwi. Ciężarna Riannon trafiła przypadkiem w ręce rebeliantów i odbita została z Houtborga z trojgiem dzieci: bliźniętami, które urodziła, oraz dzieckiem, które urodziła w tym samym czasie Falka, każąc dołożyć swojego bękarta królowej, bo w jej nowym porządku koronowane samiczki miały być mamkami. Nikt, z obłąkaną Riannon włącznie, nie wiedział, które z trojga jest którym.

Wezwani przez Goidemara czarodzieje, Tissaia de Vries, Augusta Wagner, Leticia Charbonneau i Hen Gedymdeith, do których dołączono młodą Francescę, córkę Wiedzącego, odkryli gen Starszej Krwi u Riannon i dwójki dzieci, ustalając w ten sposób bękarta. Królowi powiedzieli jednak, że badania wymagają czasu, i nie powiedzieli mu prawdy nigdy, by rozjuszony władca nie stracił publicznie dwuletniego dziecka. Trojaczki, Amavet, Fiona i Adela, wyrosły na pałacu, a bękartem Falki była Adela: „przeklęta krew", która podczas epidemii dżumy wbrew protestom króla pomagała kapłanom w szpitalu, ratowała chore dzieci i zmarła zarażona, mając siedemnaście lat. Amavet wdał się w romans z hrabiną Anną Kameny i zginął z rąk nasłanych przez jej męża siepaczy, a hrabina, już w żałobie, powiła bliźnięta, których ojcem był niewątpliwie on. Fiona zaś, uznana autorytetem badaczy za dziecko z prawego łoża, poślubiła królewicza Cintry i została prapraprababką Ciri. Tu Francesca robi pauzę i poprawia to, co sto lat uchodziło za pewnik: nosicielem genu Lary był Amavet, nie Fiona. Sheala de Tancarville dopowiada z zimną satysfakcją, gdzie leżał błąd: genów były dwa, u Fiony właściwy, lecz utajony, u Amaveta zaś tylko silny aktywizator, i to jego pomylono z genem. Nad paterą owoców Francesca rozpina lewitujący wykład: czerwone jabłuszko to gen Lary u Riannon, granaty to aktywizator idący przez Amaveta, Muriel Piękną Łotrzycę i gasnący u Adalii Wróżki, zielone jabłuszka to gen utajony, słabnący przez Fionę, Corbetta i Dagorada, aż na dole piramidy granat spotyka się z zielonym jabłkiem: Adalia, księżna Mariboru, i Dagorad, król Cintry, skoligaceni przez zapomniane bękarctwo bliźniąt Anny Kameny, pobrali się mimo pokrewieństwa i ich córką jest Calanthe, pierwsza po Riannon pełna nosicielka odrodzonego genu. Dalej gen idzie już gładko po linii żeńskiej: Pavetta, po niej Cirilla, jedyna spadkobierczyni Starszej Krwi. Jedyna? kwestionuje Sheala i jednym gestem miesza cały owocowy schemat w bałagan: po stu latach żywiołowych, niekontrolowanych przypadków, sekretnych dzieci i podmienianych kołysek wiadomo dokładnie tyle, ile widać w tej kupie owoców. Czyli nic.

Triss słucha tego wszystkiego z rosnącą zgrozą, unikając wzroku przyjaciółki, bo widzi, jak dłonie Yennefer zaciskają się na rzeźbionych sfinksach poręczy. Rozumie już, co łączy Yennefer z Franceską: wyrachowanie. Hodowla nie obyła się przecież bez kojarzenia w parki; czarodziejki od pokoleń sadzały na tronach, kogo chciały, sterowały królewskimi małżeństwami urokami i afrodyzjakami, jednym podawały sekretnie środki zapobiegające ciąży, innym zamiast nich placebo z lukrecją. Stąd te wszystkie nieprawdopodobne koligacje. Calanthe, Pavetta. I Ciri. Yennefer była w to zaangażowana, myśli Triss, a teraz żałuje. Do licha, jeśli Geralt się o tym dowie...

Dyskusja schodzi na Emhyra: wszyscy sądzili, że polując na Cirillę, chciał politycznego mariażu i lenna Cintry, ale możliwe, że od początku chodziło o gen Starszej Krwi, o to, by proroctwo ziściło się w rodzie cesarskim. Na uwagę Sabriny, że wytropić gen mogli tylko nilfgaardzcy czarodzieje, Fringilla odcina się, że przesłanki każą szukać zdrajców bliżej: informacja o Starszej Krwi przeciekła na południe od Vilgefortza. Wtedy Assire var Anahid mówi rzecz, która zmienia wszystko: cesarz niczego nie ma w ręku. Przetrzymywana w Darn Rowan dziewczyna jest zwykła do pospolitości i ponad wszelką wątpliwość nie jest Ciri z Cintry, co Assire wie na pewno, bo zbadała włosy z obu kosmyków. Emhyra oszukano i podsunięto mu sobowtóra, potwierdza Filippa, która sama wie o tym od wczoraj, i głośno cieszy się ze szczerości Nilfgaardki: loża właśnie zaczęła naprawdę działać. Ciri nie ma więc w Nilfgaardzie, powtarza cicho Yennefer. I słucha dalej, powtarzając sobie w duchu: spokojnie, nie demaskować się, być sfinksem; bo Assire opowiada właśnie o młodym nilfgaardzkim szlachcicu, w którym Yennefer rozpoznaje czarnego rycerza ze skrzydłami na hełmie, koszmar z majaczeń Ciri. W jakąż matnię wplątałam tę dziewczynę, myśli. Jak ja spojrzę wiedźminowi w oczy. Keira Metz proponuje ochoczo zapalić Vilgefortzowi grunt pod nogami, a Filippa studzi zapał konkretem: dwie z licznych kryjówek czarodzieja już odnaleziono, pozostałych intensywnie szuka Dijkstra.

Dijkstra właśnie stoi w lochu jednej z nich, w wypalonym zamku, i siląc się na zimny ton, dyktuje przez perfumowaną chustkę diagnozę: leżącej na posadzce nagiej dziewczynie rozcięto brzuch i macicę i wyjęto płód, a robiono to, gdy żyła. Zidentyfikował ją sam: to Jolie, najmłodsza córka grafa Laniera, zaginiona rok temu. Oprócz niej agenci znaleźli cztery inne zamordowane dziewczyny i studnię pełną kości, a za żelaznymi drzwiami pomieszczenie, którego magiczny zapłon nie strawił do końca: stół z blaszanym blatem i dwa wmurowane w podłogę fotele skonstruowane tak, by trzymać nogi w szerokim rozwarciu. Drewniany nosi ślady krwi, kału i uryny; stalowy jest nowiutki, nigdy nie użyty. Ten szykowany był dla kogoś specjalnego, mówi Dijkstra, dla kogoś, kogo Vilgefortz podejrzewał o specjalne zdolności. Sam ogień, oceniają, odpalał nie Vilgefortz, lecz Rience albo inny totumfacki, bo mistrz nie zostawiłby po sobie nic prócz nalotu na murach. Szpieg Lennep wzdycha, że nie ma nawet dowodu na obecność Vilgefortza, na co słyszy: sfabrykujcie zatem takie dowody. O znalezisku nie wolno powiedzieć nikomu, a zwłaszcza magikom, bo po tym, co tu zobaczył, Dijkstra traci do nich zaufanie.

W Montecalvo Sheala chłodzi tymczasem zapały: wcale nie jest pewne, że Ciri ma Vilgefortz. Z wyspy nikt jej nie teleportował, nie ma jej Dijkstra ani żaden z królów, a w gruzach Wieży Mewy nie znaleziono ciała. Ida Emean pyta więc o rzecz, którą zna z elfich przekazów: Tor Lara kryła niegdyś bardzo silny portal; czy wykluczone, że dziewczyna uciekła nim? Margarita Laux-Antille odpowiada zmienionym głosem, że jeśli tak, to o planach można zapomnieć, bo portal Wieży Mewy był uszkodzony, wypaczony i zabójczy, i Ciri mogą już nigdy więcej nie zobaczyć. Sabrina wybucha: żeby w ogóle dostrzec ten teleport, trzeba magii czwartego stopnia, a żeby go uruchomić, zdolności arcymistrzowskich. Kim, według was, ta dziewczyna jest? Co w niej takiego jest?

Czy to ważne, co w niej jest, przeciąga się w tej samej chwili, daleko na południu, Stefan Skellen. Przed oberżą czeka dwudziestu jego zbrojnych, a przy stole siedzi Bonhart, łowca nagród: chudy jak szkielet olbrzym z siwym wąsem, który dłoń trzyma na mieczu tak, jakby chciał ukryć rzeźbioną rękojeść. Puszczyk płaci sto florenów za to, by Falki w ogóle nie było; za dostarczenie żywej ani floren więcej, głowy też nie chce, wystarczy mu słowo człowieka słynącego z solidności. Bonhart lojalnie uprzedza, że głowę i tak weźmie, do kompletu z głowami reszty Szczurów, bo panom baronom i Varnhagenom bez okazania głów nie zapłacą, a on nie każe sobie płacić za zabijanie, lecz za usługę, którą zabijaniem wyświadcza. Wie, którędy jechać: banda była pod Fen Aspra, gdzie ograbiła konwój, grasowała pod Tyffi, tańcowała nocą na chłopskim festynie w Druigh, wreszcie zawitała do Loredo, gdzie owa Falka zarąbała człeka tak, że do dziś opowiadają o tym, dzwoniąc zębami. Teraz Szczury jadą na Bandycki Szlak zimować w górach; przetnie im drogę najdalej w dwadzieścia dni. Na drwinę Skellena o rzemieślniku, który robi, co musi, bo żyć trzeba, Bonhart patrzy tak długo, aż koronerowi znika uśmieszek, po czym odpowiada spokojnie, że poszczęściło mu się jak mało komu: płacą mu za rzemiosło, które szczerze i prawdziwie lubi.

Ogłoszoną przez Filippę przerwę Yennefer wita z nadzieją, ale szybko rozumie, że jest pilnowana: Margaritę, która chce z nią rozmawiać, Filippa odciąga na drugi koniec sali, a Triss podchodzi wyłącznie w towarzystwie Franceski. Triss zapewnia, że Geralt jest w Brokilonie bezpieczny, i jak zwykle przy jego imieniu się rumieni; Yennefer zbywa rewelacje wzruszeniem ramion i zostaje sama przy bufecie z ostrygami. Tam odnajduje ją Fringilla Vigo. Rozmowa dwóch zdeklarowanych nieprzyjaciółek brzmi jak wymiana banałów i szpil, i właśnie dlatego nikt im nie przeszkadza, a tymczasem Nilfgaardka mówi rzeczy zdumiewające: wie, że Yennefer planuje ucieczkę, i głośno myśli, że sama na jej miejscu nie wytrzymałaby ani chwili. Potem, uprzedziwszy lojalnie, że jako lojalna członkini loży niczego jej nie da, wykłada „czego nie poradziłaby przyjaciółce": komponenty do zaklęć teleportacyjnych nie zdołają niepostrzeżenie złamać blokady, lepszy jest niepozorny, żywiołowy przyciągacz, choć teleportacja na zaimprowizowany przyciągacz jest bardzo ryzykowna i przyjaciółce by ją odradzała. Ale ty nią nie jesteś, kończy, przechyla skorupkę ostrygi i wylewa na blat odrobinę morskiej wody.

Chwilę później Yennefer znika. Francesca stwierdza chłodno, że teleportowała się za daleko, by cokolwiek poradzić, i bierze winę na siebie: podejrzewała, że obsydianowa gwiazda maskuje echo zaklęć. Filippa nie może pojąć, jakim cudem złamała blokadę Montecalvo, Sabrina wrzeszczy, że uciekinierka wyszczeka loży wszystko, ale Triss ucina: Yennefer nie uciekła po to, by zdradzić. Margarita przyznaje jej rację, bo widziała Yennefer i Ciri razem i wszystko rozumie. W zamieszaniu Assire nachyla się do przyjaciółki i szepcze, że nie pyta, dlaczego to zrobiła ani jak; pyta tylko, dokąd Yennefer się udała. Fringilla Vigo z nieznacznym uśmiechem gładzi rzeźbionego sfinksa na poręczy i odszeptuje pytaniem: a skąd ona może wiedzieć, z którego wybrzeża pochodzą te ostrygi?

„W ludzkiej wersji baśni zła elfia czarownica, doścignięta przez pogoń i sprawiedliwość, klnie królową do dziesiątego pokolenia i skamle o zmiłowanie. W elfiej wersji bezlitośni Dh'oine odrąbują błagającej o litość palce, a na wzgórzu, na którym umiera, rodząc córkę, wśród zimowej nocy zakwitają kwiaty feainnewedd (Baśń o Larze Dorren, wersja ludzka i wersja elfia).”

Co warto zapamiętać z tego rozdziału

  • Plan Królowej Północy: Na drugim posiedzeniu loży w Montecalvo, pierwszym w pełnym, fizycznym składzie, Filippa Eilhart odkrywa karty: błędem czarodziejów było sadzanie na tronach wygodnych władców zamiast samej magii. Z królestwa Koviru ma wyrosnąć wielkie Królestwo Północy, imperium równoważące potęgę Nilfgaardu, a na jego tronie loża posadzi czarodziejkę, żeniąc ją z następcą kovirskiego tronu. Kandydatka, która zajmie dwunaste, puste krzesło przy stole, spełnia warunki niemożliwe do pogodzenia u nikogo innego: jest młodziutką panną z królewskiego rodu o niebywałych zdolnościach magicznych i wieszczych, nosicielką Starszej Krwi. Cirilla, córka Pavetty, wnuczka Calanthe: Lodowy Płomień Północy, Niszczycielka i Odnowicielka. Ciri z Cintry, Królowa Północy, z której krwi narodzi się Królowa Świata. Plan podpiera opowieść Franceski o Larze Dorren i stuletnim eksperymencie z genem Starszej Krwi oraz rewelacja Assire var Anahid, że dziewczyna przetrzymywana w Darn Rowan nie jest Ciri, więc cesarz nie ma w ręku niczego.
Zobacz ten rozdział na mapie

📝 Chcesz przypiąć notatkę do tego rozdziału? Załóż darmowe konto. Notatki są prywatne i wracają przy powtórce.