atrament na mapieOpis ogólny, bez zdradzania fabuły.
Księżniczka Cintry, wnuczka królowej Calanthe, córka Pavetty i Dunego: dziewczynka może dziesięcioletnia, o mysiopopielatych włosach i ogromnych oczach zielonych jak trawa wiosną. Rodziców nie pamięta: utonęli w morzu, gdy była malutka, wychowuje ją babka, przed którą klękają najwięksi rycerze. Z postury tycia kruszynka, z charakteru mały diabełek: harda, rezolutna i nieznośnie uparta, tupie nóżką, grozi ścinaniem głów i nie uznaje słowa „nie", a jednocześnie potrafi rozbroić szczerością i uczepić się kogoś całym sercem. Mówi jak z książki („okropecznie"), do snu żąda bajki z morałem, a w chwili znalezienia jej w lesie ma katar stulecia. Jest w niej też coś, czego nie tłumaczy dworskie wychowanie: bezbłędnie wyczuwa kierunek w bezdrożnym lesie, a wiedźmiński medalion szarpie się pod jej dotykiem jak żywy. Niania powtarzała jej w tajemnicy, że jest przeznaczona (bo mama była czarownicą, a tata zaczarowanym człowiekiem) i że przyjdzie po nią białowłosy wiedźmin.
Przeglądasz bez zakładki, więc widzisz pełną opublikowaną biografię.
Babka wysyła Ciri do zamku Nastrog w Verden, by poznała księcia Kistrina, syna króla Ervylla. Na miejscu okazuje się, że zamiast poznawania ma być ślub. Ciri, która Kistrina nie chce (gruby, głupi i brzydko pachnie mu z buzi), ucieka z pomocą giermka Marcka; we mgle gubią się nawzajem i dziewczynka trafia w głąb Brokilonu, gdzie przez czaty i trzęsawiska przechodzi sama, i to tak dzielnie, że driady biorą ją potem za jedną z tych, które „się nadadzą". Przed olbrzymim yghernem ratują ją Geralt i łuczniczka ; uratowana próbuje jeszcze uciekać i stanowczo zapowiada, że żadną księżną nie będzie, bo ma „okropeczną tajemnicę": jest przeznaczona. W Duén Canell zauważa, że tylko jej nie zawiązano oczu w drodze: z Brokilonu nie ma już wyjść. Władczyni lasu nazywa ją Dzieckiem i podaje jej puchar , trucizny odbierającej porwanym dziewczynkom pamięć. Ciri wypija ją BEZ ŻADNYCH skutków i na pytanie, czy chce zostać, odpowiada dźwięcznie, że chce podążyć za swoim przeznaczeniem. Kim jest to przeznaczenie, Eithné mówi wprost: to Geralt. Odesłana z lasu razem z wiedźminem, wygaduje mu w drodze, że niania zapowiadała białowłosego wiedźmina, który ją zabierze; przy zasadzce ludzi Ervylla na gościńcu to ona głośno zauważa, że sosnę na zasieku zrąbano siekierą, więc „napad driad" jest pozorowany, czym omal nie ściąga na siebie sztyletu mordercy . W czasie walki siedzi wysoko na buku, jak kot z usłyszanej od Geralta bajki. Po bitwie zabiera ją , by odwieźć ją do domu, do : ślubu z Kistrinem już nie będzie. Zasypia dopiero w objęciach Geralta, mrucząc przez sen jego imię; zbudzona, biegnie na szczyt wzgórza i krzyczy za odjeżdżającym wiedźminem, że i tak mu się nie uda, bo ona jest jego przeznaczeniem.
Przeznaczenie, od którego Geralt odjechał pod Brokilonem, dopada ich oboje w najciemniejszy możliwy sposób. Gdy armie Nilfgaardu wyrzynają Cintrę, a Calanthe ginie, rzuciwszy się z blanków zdobywanego zamku, po dziesięcioletniej wnuczce królowej ginie wszelki ślad: z obrońców stołbu, gdzie schroniły się kobiety i dzieci znaczniejszych rodów, nie ocalał podobno nikt. Ciri jednak żyje: druidzi, zbierający po wojnie bezdomne i pogubione dzieci po lasach, oddają ledwo żywą dziewczynkę do domu kupca Yurgi na Zarzeczu, gdzie przygarnia ją , od zawsze marząca o córce. W nowym domu mała jest mądra, miła i robotna, ale nie chce mówić, skąd jest, i zaraz płacze, więc nikt nie pyta i nikt nie wie, kogo przygarnął. Aż pewnego dnia za wozem gospodarza wchodzi na podwórko białowłosy mężczyzna z mieczem. : wiedziała, zawsze wiedziała, że ją odnajdzie. Na jej pytanie („jestem twoim przeznaczeniem?") Geralt odpowiada: „Jesteś czymś więcej, Ciri. Czymś więcej".
W drodze na północ Ciri noc w noc budzi się z krzykiem: śni jej się płonąca Cintra, ucieczka na łęku siodła rycerza, który ginie od strzały w pędzie, i czarny jeździec w hełmie ozdobionym skrzydłami drapieżnego ptaka, który patrzy na nią wśród ognia. Na jawie nie pamięta, co jej wtedy zrobił; pamięta tylko, że strasznie się bała. Uspokojeniom Geralta, że to już nie wróci, po raz pierwszy w życiu wierzy, bo mówi je ten, który odnalazł ją wśród wojny i obiecał, że już nigdy się nie rozstaną. Celem dalekiej drogi okazuje się Kaer Morhen: nocne ruiny z kopczykami czaszek, pełne szczurów i upiornych ech, w których Ciri najpierw widzi powtórkę najgorszego snu: obcy mężczyzna o twarzy przeciętej blizną, groźne czarne sylwetki na tle ognia. Strach znika w chwili, gdy Geralt kładzie jej dłonie na ramionach i mówi zimującym wiedźminom: „Ona jest naszym przeznaczeniem". Czarne sylwetki okazują się wtedy przyjaciółmi, a błyszczące oczy wyrażają troskę.
Zimę Ciri spędza na treningach: biega z mieczykiem po Mordowni, tańczy na równoważni, obrywa od „wiatraka" i wahadła, a obowiązująca w Kaer Morhen doktryna każe po każdym upadku natychmiast wracać na przyrząd, żeby nie „złapać lęku". To ona pierwsza wita na Szlaku przybywającą do twierdzy Triss Merigold (zdumionej czarodziejce przedstawia się jako wiedźminka) i to przy niej, nad fosą z czaszkami, zapada w sen na jawie i przemawia obcym, metalicznym głosem o czternastej ze Wzgórza i o Dziecku Starszej Krwi, po czym nie pamięta niczego. Przy Triss dziewczynka po raz pierwszy od dawna dostaje coś innego niż trening: naprawioną magiczną igiełką odzież, skróconą granatową sukienkę, czarną żmijkę z rubinowym oczkiem na szyję i naukę słowa „niedysponowana", bo tego dnia zaczyna się jej pierwsze krwawienie miesięczne, o którym wstydziła się powiedzieć mężczyznom. W zaufaniu wyznaje czarodziejce swoje sekrety: boi się dwóch wahadeł naraz i rozpędzonego wiatraka, a najchętniej w ogóle byłaby chłopakiem. Wie już też o planie na wiosnę, o szkole świątynnej w Ellander, i po kilku dniach awantur sama niecierpliwie wygląda wyprawy do . Gdy zamieć grzebie twierdzę w zaspach, niedomagająca Ciri nudzi się, pomaga w stajni, a wieczorem wyprasza sobie prawo spania u Triss. Śnieg pada aż do Midinváerne, Dnia Zimowego Przesilenia.
W noc Midinváerne dorośli rozmawiają o niej przy stole, a Ciri gra z Coënem w łapki; nie wie, że wiedźmini właśnie wyznają Triss, iż trzykrotnie wpadała w trans (po przypadkiem wypitej Białej Mewie, po upadku na treningu i po nocnym koszmarze) i że obcym głosem wywieszczyła śmierć Coënowi i Geraltowi. Gdy Triss świadomie podaje jej kielich z mewą, dziewczynka roztańczona zapada w kolejny trans: w wizji, której po przebudzeniu nie pamięta, mówi o róży z Shaerrawedd, o krwi elfów i o czarnym rycerzu z piórami na hełmie, a potem jej ustami przemawia ktoś obcy, kto nazywa ją Białym Płomieniem i Starszą Krwią. Przez dziesięć nocy po Przesileniu budzi się z krzykiem, majaczy, trzymając się za policzek, i płacze z bólu, usypiana w ramionach czuwającej przy niej czarodziejki; potem napady mijają bez śladu. Zimę wypełnia jej nauka: parada po każdym odskoku u (finał układu wykonuje z opaską na oczach), lekcje o i u (przy opisie pobojowisk blednie, bo pamięta pola poległych w i na ), nauka nieuczciwej walki u Coëna, wahadła u Geralta (w końcu przechodzi wszystkie trzy i słyszy swoje wytęsknione „brawo, dziewczyno") oraz i pierwszy makijaż u Triss. Dostaje też prawdziwy wiedźmiński miecz ze stali, która spadła z nieba, dopasowany przez „wuja Vesemira" do jej wagi, wzrostu i ręki. Podsłuchawszy opowieść Triss o Wzgórzu, wykrzykuje, że też tam stanie, że Nilfgaardczycy zapłacą jej za babkę i że uczy się miecza, by zabić czarnego rycerza ze skrzydłami na hełmie; za to Geralt, lodowato, grozi jej odebraniem nauki, bo miecza nie nosi się z nienawiści. Wypędzona z halli ucieka z mieczem na szczyt zrujnowanego muru, spada z obluzowanej cegły i ląduje w ramionach wiedźmina, który zdążył, choć zdążyć nie mógł. Wiosną wyjedzie z Kaer Morhen: z Geraltem i Triss.
W drodze na południe prawie trzynastoletnia Ciri dorośleje szybciej, niż ktokolwiek by chciał. Opiekuje się chorą Triss (myje ją, czesze i zmienia kompresy, choć drażni ją, że czarodziejka zbyt mocno tuli się przy tym do Geralta), w strażnicy ogląda ciała zabitych Wiewiórek i podsłuchuje rycerza, który chce brać za kark wszystkich nieludzi, z kobietami i dziećmi włącznie. W konwoju zaprzyjaźnia się z Yarpenem Zigrinem: na „gąskę" odpowiada hardym „Inaczej", ratuje jego zaprzęg przed pniem na drodze, uczy się trzymać lejce i zadaje pytanie, kto ma słuszność, na które krasnolud nie umie odpowiedzieć. To jemu mówi, że przecież niczym się nie różnią, bo oboje mieli babki: jej zabili Nilfgaardczycy w Cintrze, jego ludzie w pogromie w Brugge. Jako straż przednia konwoju obserwuje z ukrycia bezszelestny przemarsz komanda (ratuje ją odruch z czasów ucieczki przez Zarzecze), a wspomnienia wiadra pełnego krwi i poparzonego kota każą jej przysiąc, że zostanie wiedźminką, by bronić bezbronnych, i że nigdy nie będzie neutralna. W słucha historii i rozumie lekcję Geralta o zabijaniu nienawiści, nie uczuć. Bierze na pamiątkę jedną białą różę, kłuje się w palec i na widok krwi wypełniającej linię życia wpada w kolejny trans: nieswoim głosem wylicza imiona umierających i gna Geralta . W bitwie szarżuje pod strzałami po ranną Triss, skacze z trafionego konia i wlecze czarodziejkę pod przewrócony wóz. Przeciw długonogiej elfce staje w pierwszej prawdziwej walce swojego życia: wyuczona w parada wychwytuje pierwszy cios, ale impet wytrąca jej miecz i od śmierci ratuje ją wahanie Wiewiórki, której wzrok pada na białą różę przy kubraczku, oraz miecz Geralta. Krew elfki plami płatki róży; po bitwie Ciri żegna „Różę z Shaerrawedd", a słowa „i wybacz nam" dopowiada za nią wiedźmin.
Ciri mieszka teraz w świątyni Melitele pod opieką Nenneke, a czytelnik poznaje jej nowe życie z listu do Geralta, pisanego na raty, z wielkimi literami w środku zdań i pod cenzorskim okiem arcykapłanki. Śpi w Dormitorium, należy do dwunastki Średnich Dziewcząt, przyjaźni się z Eurneid, Katje i Iolą Drugą, narzeka na posty i wczesne modły, a uczy się historii, natury, poezji, poprawnych run i Starszej Mowy, w której jest najlepsza: wie już, że jej imię pochodzi od Zireael, czyli Jaskółki, ma więc imię elfie, choć elfką nie jest. Napadającego na dziewczęta indyka pokonała zwodem i piruetem (był i tak mniejszy i wolniejszy niż Wahadło), o „tym, co było wiosną" milczy jak grób nawet wobec wypytującego w świątyni wojska, a treningów pilnuje sama, w parku, bo miecza nosić jej nie wolno. Nenneke kazała dopisać, że machać mieczem może byle dureń, a wiedźminka musi być mądra. List kończy podwójne „przyjedź, przyjedź", ale Geralt wie, że odwiedziny mogłyby naprowadzić na jej ślad ludzi, którzy szukają dziewczynki coraz natarczywiej: o „szarowłosą pannicę" pytają już i Rience, i tajne służby Redanii oraz Temerii, i .
W świątyni trwa nauka, o jakiej list do Geralta milczał: Yennefer trenuje Ciri tak twardo, że dziewczynka budzi się z krwotokami z nosa, okładami na czole i bólem rozsadzającym czaszkę, a Nenneke za ścianą wyrzuca czarodziejce brak serca. Ciri ma za to nowe sny. W pierwszym, po raz pierwszy od dawna wolnym od strachu, ogląda z góry, jak nocny ptak, Geralta idącego w deszczu po mokrym pomoście z Jaskrem i dziewczyną w zielonym płaszczu, i słyszy ich rozmowę o znachorze; sen odpowiada co do słowa wydarzeniom w Oxenfurcie. W drugim śnie idzie z Yennefer, trzymana za rękę, ciemnym korytarzem przez kolejne otwierające się same gigantyczne drzwi, aż do wrót, których otworzyć nie wolno. Czarodziejka mówi w tym śnie: jeżeli się boisz, zawróć, jeszcze nie jest za późno; dla mnie już jest. A z ciemności za plecami dobiegają stuk podków, skrzyp czarnej zbroi, szum skrzydeł drapieżnego ptaka i cichy głos: „Pomyliłaś się. Pomyliłaś niebo z gwiazdami odbitymi nocą na powierzchni stawu". Ciri budzi się zlana potem, a przy łóżku siedzi Yennefer i mówi nieswoim głosem: wiem, dlatego tu jestem. Tymczasem daleko na północy i południu o „Lwiątku z Cintry" radzą możni tego świata: królowie Północy orzekają w Hagge, że dziewczynka nie może wpaść w niewłaściwe ręce żywa.
Opieka Yennefer zaczyna się od wzajemnej niechęci: podczas pierwszego spotkania w refektarzu Ciri gotuje się ze złości pod taksującym spojrzeniem czarodziejki i planuje ucieczkę do Kaer Morhen, a Yennefer czyta jej tę myśl i kwituje ją półgłosem. Przełom przynosi pakt: absolutne posłuszeństwo i absolutna szczerość działająca w obie strony. Ciri korzysta z niej natychmiast, pytając, co jest pomiędzy panią Yennefer a Geraltem, i dostaje odpowiedź poważną jak przysięga: tęsknota, żal, nadzieja i lęk. Po testach, które potwierdzają jej niezwykłe zdolności (rozmowę telepatyczną podejmuje, wcale jej nie zauważając), przy pradawnym głazie na wrzosowisku przeżywa wymuszony, ostatni koszmar: schody w dół, umęczoną twarz o fiołkowych oczach w żelazach, krzyk „Lwiątko musi umrzeć" i cios czarnego rycerza, po którym budzi się z wołaniem „mamo". Potem koszmary ustają. Ciri uczy się gestów i formuł, czerpie moc z intersekcji (za pierwszym razem do krwotoku z nosa, przy którym Yennefer mówi do niej „córeczko"), psychokinezą roznosi w drzazgi świątynną szopę, czyta wszystko od traktatów po ballady i przenosi się z dormitorium do komnaty czarodziejki. Otwiera też drzwi pamięci, które chciała zamknąć na zawsze: opowiada o Cintrze, o i o żałobie po rodzicach, których pochłonął sztorm zwany ; ucieczki z płonącego miasta nie pamięta wcale, wszystko urywa się na czarnym jeźdźcu. Gdy do Yennefer docierają wyczekiwane listy, , uzbrojone, w męskich strojach. Ciri woła do , że wróci na pewno, i to niedługo. Nie wie, jak bardzo się myli.
Ciri podróżuje z Yennefer incognito, na jabłkowitej klaczy, w aksamitnym berecie, nocując w przydrożnych karczmach. O świcie na rozstaju koło Zavady, zaspana i ziewająca, odpowiada na grzeczne życzenia obcego gońca nagle zmienionym głosem: niebezpieczeństwo jest ciche, nie usłyszysz go, gdy nadleci na szarych piórach; miała sen o piasku gorącym od słońca. Po chwili mruga zdziwiona, jakby nie pamiętała ani słowa, i odjeżdża na wołanie czarodziejki. Goniec bierze wieszczbę za majaki rozespanej smarkuli i przypomni ją sobie tylko raz, w zajeździe, w którym padnie pytanie o dwie podróżujące damy. Świat tymczasem ma Ciri za zmarłą: po dworach i obozach krąży „potwierdzona" wieść o śmierci Lwiątka, w istocie mistyfikacja Codringhera, który fałszywymi świadkami odwołał królewskie łowy, a Fenn obmyśla plotkę o mezaliansie Pavetty, mającą odebrać dziewczynce wartość figury w politycznej grze. O tym, że mimo wszystko jadą za nią najemni mordercy i że Geralt rozstrzyga sprawę w Anchor mieczem, Ciri nie wie nic.
W Gors Velen Ciri odkrywa po kolei: że nikt nie zwraca na nią uwagi, gdy obok jedzie Yennefer po glamarye, że czarodziejka chce ją oddać do szkoły w Aretuzie (bunt zostaje uciszony lodowato: czas oporu minął z jej własnej woli), i że anonimowy przekaz na czesne w banku Giancardiego dotyczy właśnie jej. Na mieście, pod opieką klerka Fabia, ogląda z murów wyspę (jej diagnoza: Aretuza to więzienie na skale), mimochodem wypytuje o drogę do , gromi na cały rynek kapłana, który uszczypnął ją w pośladek, w przelotnej wizji widzi całą przyszłość Fabia i zapomina ją, nim zdąży pojąć, a gdy z jarmarcznej klatki wyrywa się , zabija bestię wyrwanym giermkowi mieczem, ruchami z , które wykonują się same; chwałę przytomnie oddaje giermkowi. Użycie amuletu kamuflującego ściąga na nią i , a wieczór w łaźni „Srebrnej Czapli" przynosi wyrok (do Aretuzy, od freblówki) oraz naukę rektorki o chwytaniu życia za grzywę. Ciri bierze naukę dosłownie: nocą wymyka się poterną, zostawia list („zanim pójdę do szkoły, chcę zobaczyć Geralta... jestem czarodziejką") i rusza sama do Hirundum. Nocna droga zamienia się w koszmar z majaków i prawdy: elfy, których może nie było, czarny rycerz z Cintry, któremu po raz pierwszy staje z mieczem („nie dotkniesz mnie już nigdy!"), w końcu : jesteś nasza, gwiazdooka córo Chaosu. Ty jesteś śmiercią. , nie umie wybrać, do kogo podejść najpierw, i ratuje się udanym omdleniem, na którym Yennefer poznaje się natychmiast, a Geralt wcale.
Z Hirundum Ciri jedzie z całą trójką prosto na Thanedd, gdzie zatrzymują się w pałacu Loxia, i spędza dzień na rozmowach z Geraltem. Na bankiet oczywiście nie idzie, ale i tak jest na nim obecna bardziej, niż ktokolwiek mówi głośno: Yennefer umawia z Triss możliwość widywania jej w Aretuzie, Dijkstra sonduje Geralta pytaniem o „chorowitą Cirillę podatną na dyfteryt", z portretu pędzla patrzą na wiedźmina jej oczy, a , związanym z Geraltem więzami przeznaczenia, i twierdzi, że jest tylko jeden sposób, by jej nie utracić.
Noc w Loxii przynosi Ciri sen, który nie jest snem: oczami czarno-białego kocura ogląda kancelarię w Dorian, w której Codringher odczytuje z zetlałych dokumentów jej pochodzenie (Fiona, praprababka Pavetty, była córką Falki, a Emhyr chce uczynić Ciri matką zapowiedzianego w legendach mściciela), po czym bezgłośnie krzyczy „nie otwieraj!", gdy do drzwi kołaczą mordercy nasłani przez Rience'a. Budzi się bez pamięci o koszmarze i odkrywa, że ochronne zaklęcia Yennefer przestały działać, a smuga księżycowego światła staje się drogą, którą czarodziejka ją wzywa. Tak Ciri trafia na naradę w Garstangu jako medium: w transie, z którego nic nie zapamięta, wieszczy zebranym w Dol Angra i śmierć króla , czym rozsadza . Ocknięta w płonącym pałacu, w kałuży krwi obok elfa, którego Yennefer zabiła nożem w jej obronie, słyszy od czarodziejki „kocham cię, córeczko, biegnij" i ucieka: skacze z okiennego występu na wiszącą nad przepaścią kładkę (huśtawka w była węższa, tylko przepaści pod nią nie było), pokazuje zgięty łokieć gestem , a schwytana w tarninie przez zostaje uwolniona przez sowę, która okazuje się , i przez miecz . Na ślepym dziedzińcu dopada ją wreszcie : strach ustępuje wściekłości, wyuczone piruety wykonują się same i po kilku ciosach z koszmaru zostaje porąbany hełm oraz klęczący w krwi przerażony, nieznajomy młodzieniec, którego Ciri nie chce i nie umie zabić. Rzuca miecz, na karym koniu rycerza przedziera się między walczącymi i, gdy koń pada, wbiega tam, gdzie nikt za nią nie wejdzie: po schodach Tor Lara, Wieży Mewy, na której szczycie czeka . Chwilę później wieża się zawala. Dzień zjazdu na Thanedd kończy się bez odpowiedzi, co stało się z dziewczynką ze Starszej Krwi.
Po zawaleniu się Tor Lara słuch o Ciri ginie: nie wie o niej nikt, ani Triss, ani plotkarze Północy, ani, jak się okazuje, sam Emhyr. Do nilfgaardzkiej twierdzy Nastrog trafia wprawdzie jasnowłosa dziewczyna, którą dwór wita jako królową Cintry, ale cesarz rozpoznaje podstawioną fałszywkę i uruchamia wielkie, sekretne poszukiwania prawdziwej Ciri: przez astrologa, przez wywiad i przez specjalny oddział Puszczyka. Szuka jej też ktoś jeszcze: Geralt, który rusza z Brokilonu w drogę z przekonaniem, że mała nie może zostać sama, bo samotność zrobi z nią to, co kiedyś zrobiła z nim.
Spaczony teleport z Tor Lara wyrzuca Ciri w locie na bezimienną, kamienistą pustynię, gdzie budzi się potłuczona, z rozbitą skronią i bez kropli wody. Ratuje się tym, co ma: maścią i tamponem z sakiewki od Yennefer, rosą zlizywaną o świcie z klingi kordzika, Mocą czerpaną z żył wodnych, póki są (wyczarowana kula światła napawa ją dumą, szkoda tylko, że Yennefer tego nie widzi). Pustynia uczy ją pokory: przez pierwszą noc zatacza koło i wraca do wylizanego pudełeczka po maści, potem je jaszczurcze jaja, mrówki i pająki, słyszy w kordziku kuszący do śmierci głos Tissai i odpowiada mu, że się nie podda. Gdy nad nią krążą już sępy, ratuje ją młody jednorożec, którego nazywa Konikiem: doprowadza ją do ukrytej w piasku wody, a potem wędruje z nią ku górom, aż do walki z jadowitym piaskowym potworem, w której oboje ratują sobie nawzajem życie. Przy konającym od jadu Ihuarraquaxie Ciri wypowiada na głos najgorszą lekcję swojego życia (nauczyli ją zabijać, nie leczyć) i łamie zakaz Yennefer: . Uzdrawia przyjaciela, ale żywioł ją ponosi; w płomieniach staje kruczowłosa , kusząc zemstą na wszystkich, a ogień pokazuje na szubienicach, palach i stosach także najbliższych. Ciri, wołając „płoń, Falko", całkowicie i nieodwołalnie. Zostaje na kamieniach pusta, wysuszona i obojętna na wszystko: na krew na udach, na deszcz, na naradę jednorożców nad jej istnieniem, wreszcie na konnych, którzy ją znajdują i przywiązują do siodła, choć ich dowódca nosi na hełmie skrzydła drapieżnego ptaka.
Konni, którzy znaleźli Ciri na skraju pustyni Korath, okazują się nilfgaardzką służbą: rycerz Sweers i Łapacze herszta Skomlika wiozą ją do prefekta do Amarillo, bo Nilfgaard wyznaczył za nią nagrodę. Ciri udaje niemowę, ale słucha: rozumie, że wyśledzono trasę teleportu z Tor Lara i że jest w cesarskich Prowincjach na dalekim Południu. Ostrożna próba telekinezy potwierdza najgorsze, po nie ma w sobie ani krzty magicznej energii. Po bitwie rodowej wróżdy, w której giną wszyscy panowie rycerze, próbuje uciec i zostaje zćwiczona nahajką tak, że przemawia po raz pierwszy od pustyni. W karczmie wsi los podsuwa jej przywiązanego do słupa ze : Ciri wyprasza od karczmarza nóż, przepiłowuje jeńcowi powrozy, a w , ratuje Kayleigha piruetem i tańczy między ciosami Skomlika, nie zadając ciosu, choć widzi odsłonięcie. W ucieczce przez wieś waha się nad kusznikiem (bełt trafia jej konia zamiast niej), po czym zabija po raz pierwszy w życiu człowieka: osadnika, który pchnął ją włócznią. Fontanna krwi z tego cięcia będzie wracać w jej snach. Przy ognisku w kryjówce milczy o sobie, bo prawda jest zbyt nieprawdopodobna, a zbójcy sami mogliby zechcieć nilfgaardzkiej nagrody; na drwiny odpowiada hardo, że poradzi sobie sama, i milknie po jednym pytaniu : „sama?". Wieczorem , a zapytana o imię Ciri odpowiada w Starszej Mowie „Gvalch'ca", Sokolica; Iskra nadaje jej imię Starszego Ludu, które sama wybrała: Falka. W nocy przed natarczywością Kayleigha broni ją Mistle, która potem zostaje przy niej i staje się jej kochanką; Ciri, rano myjąca się we łzach w lodowatym strumieniu, okrywa śpiącą dziewczynę i całuje jej włosy. Nie jest już sama. Nie wie, że w Amarillo koroner cesarza powieszenia wszystkich Szczurów, całej siódemki, bez wyjątków.
Wieści o powieszeniu Szczurów okazują się plotką: banda demonstracyjnie, stępa, przejeżdża środkiem wsi w cesarskich Prowincjach, a zamykająca pochód Falka jedzie na dereszu, trzymając za rękę Mistle, w aksamitnym berecie z bażancimi piórami, makowej chustce zawiązanej w fantazyjną kokardę i z mieczem przez plecy. Wieśniacy szepczą, że ze Szczurami jeździ od tego lata i że to „ziółko nieliche". Gdy kmieć Tuzik jako jedyny nie pada na kolana po rozrzucane przez bandę srebro, Falka najeżdża na niego koniem i przypiera go do płotu, a w jej zielonych oczach jest tyle zła i zimnej nienawiści, że chłop drży. Odpuszcza dopiero na rzucone przez Mistle „zostaw, Falka". Ścigający bandę Czarni z fortu pod Fen Aspra odjeżdżają z niczym, bo chłopi łżą i kryją „dobroczyńców", a wiejskie dzieci bawią się w Falkę z patykami zamiast mieczy.
Nocą, na wiejskim festynie, Szczury wchodzą do rozjarzonej stodoły wśród szeptów strachu, ale Giselher rzuca grajkom mieszek i ogłasza, że przyjechali się bawić. Wyzwana przez Iskrę na tanecznym pojedynku Ciri wskakuje na dębowy stół i tańczy z elfką jak jej lustrzane odbicie, obcas w obcas, aż taniec staje się szaleństwem, w którym nie ma świata, a w niej dźwięczy jedno: jest Falką, zawsze była Falką. Po ostatnim łomotnięciu obcasów dziewczyny lgną do siebie rozdygotane i szczęśliwe, choć po policzku Ciri płynie łza. Gdy Kayleigh wszczyna bójkę, Iskra ucina ją krzykiem, że to noc tańca; do Falki kłania się wtedy młody wieśniak, a jego dotyk na talii przeszywa ją jak ognisty grot i wypełnia roztętnionym pragnieniem. Dokładnie ten obraz, tańczącą w zadymionej szopie, szczęśliwą i obcą dziewczynę, widzi tej nocy we śnie Geralt.
W jaskini, gdzie Szczury odsypiają noc ucieczki przed pościgiem, Ciri zrywa wszystkich na nogi przeciągłym krzykiem przez sen. Giselherowi, który podejrzewa co innego i wypomina im obu z Mistle brak dyskrecji, wykrztusza prawdę o koszmarze: konie stratowały kogoś, kogo kiedyś znała, a ona czuła, jak miażdżą ją kopyta, czuła jego ból, głowę i kolano, które bolą ją nadal. Herszt wzrusza ramionami, że sen może przyśnić się każdemu, ale Ciri, zamykając oczy, nie jest pewna, czy ma słuszność. Tej samej doby, daleko na północy, tratowany przez tłum i konie Geralt traci przytomność od kopyta w głowę, z kolanem przeszytym bólem.
Do targowej wsi Loredo przy Bandyckim Szlaku Falka wjeżdża już jako pełnoprawny Szczur, z mieczem przerzuconym przez plecy. Między straganami Mistle kupuje jej patyczek cukrowej waty i pieszczotliwie ściera biały kłaczek z jej wargi, a szarowłosa odpowiada figlarnym uśmiechem, nie dbając o spojrzenia gapiów. Gdy wąsaty złodziej z szajki Wydrzychwosta podchodzi z obelgami i obscenicznymi gestami, dziewczyna zwija się jak atakująca żmija i zabija go dwoma tanecznymi cięciami, nim upuszczona wata upadnie na piasek. Chwilę po tym, jak Giselher płaci za trupa wedle praw bractwa, jej drobna twarz kurczy się żałośnie: wata jej upadła. Mistle obejmuje ją i obiecuje kupić drugą.
Na leśnej polanie Ciri warczy na Mistle, żeby jej nie dotykała: wszystko między nimi było zabawą, a ta zabawa przestała ją bawić. Prawie co noc zrywa się z krzykiem ze snów, w których wraca to, co przeszła, ale o sobie nie mówi przyjaciółce nic; przyznaje tylko głucho, że miała kiedyś bliskich, takich, którzy odnaleźliby ją nawet na końcu świata, gdyby chcieli. Lub gdyby żyli. Zostaje, bo nie chce być sama. W zasadzce na karetę złości się, że nie zostawiono jej nikogo do zabicia, po czym w pojedynku ścina nilfgaardzkiego laufra ciosem pod pachę ćwiczonym w Kaer Morhen i przygląda się, jak zwykle zafascynowana, jak umierający walczy ze śmiercią do końca. Mistle nazywa rzecz po imieniu: zabijanie to zabawa, którą Falka polubiła ostatnio ponad wszystkie inne. Przy karecie Ciri nie może oderwać oczu od herbu baronówny Casadei, srebrnego jednorożca w czarnym polu: widziała kiedyś takiego jednorożca, w innym życiu albo we śnie. Jestem Falką, myśli. Ale nie zawsze nią byłam. Odebraną baronównie ładną gemmę bierze dla Mistle na przeprosiny, sycząc, że przed nią nawet kontessa powinna dygać z główką nisko. Nie wie, że daleko na północy loża czarodziejek właśnie zaplanowała jej przyszłość i koronę, a znacznie bliżej Stefan Skellen wynajął człowieka, który ma sprawić, by jej w ogóle nie było.
W baśni, którą pokolenia później dziad Pogwizd opowiada dzieciom nad Jarugą, Ciri ciągle grasuje ze Szczurami pod imieniem Falki, bo zbójeckie życie jej się lubiło: wyłaziło z niej i brało górę nad dobrym wszystko, co najgorsze, a co w każdym człowieku ukryte, i wielki błąd popełnili wiedźmini, że wyuczyli ją zabijać. Sama, zadając śmierć, nie podejrzewała, że kostucha depcze jej po piętach: straszny Bonhart już był na jej tropie i pisane im było się spotkać.
W noc jesiennego Ekwinokcjum, gdy pół świata budzi się z krzykiem z koszmarów, a nad mokradłami grzmi konajączka kozodojów, losy Ciri urywają się światu z oczu; cztery dni później pustelnik Vysogota z Corvo znajduje ją nieprzytomną w wykrocie na kępie wśród trzęsawisk Pereplutu, z lewym policzkiem rozciętym do kości, obok przepięknej karej klaczy, którą dziewczyna nazywa Kelpie. Starzec tygodniami wydziera ją zakażeniu, a ona, ledwie przytomna, pyta najpierw o konia i o miecz, w tej kolejności. Wyznaje, że jest ścigana i że pościg wyznaczył już nagrodę za jej trupa, bo bez dowodu śmierci nie spocznie; że jej przyjaciele nie żyją, wszystkich zamordowano, a ona sama jest śmiercią, bo umiera każdy, kto się z nią zetknie. W twarz zranił ją Puszczyk, Stefan Skellen. Bonhart zranił ją znacznie poważniej, głębiej. Na ciele nosi ślady bicia i chłosty oraz wytatuowaną w pachwinie czerwoną różę, a z datami coś jej się nie zgadza: upiera się, że zraniono ją w samo Ekwinokcjum, choć rana wedle lekarskiej oceny Vysogoty jest o trzy dni młodsza. W lustrze ogląda szramę, która zostanie już na zawsze, i szlocha tak, żeby starzec nie słyszał. Potem, w pojedynku na pozory, zaskakuje gospodarza erudycją z czasów świątyni i dworów, dokańcza z pamięci elfią przypowieść o kruku i jaskółce i zaczyna wieczorami opowiadać przy kominie swoją historię: o naukach, które okazały się kłamliwe, o przeznaczeniu, które ją zdradziło, i o tym, że pomoc, przyjaźń i miłość znalazła u tych, u których nikt by ich nie szukał.
Opowieść przy kominie Vysogoty dochodzi do dni tuż przed Ekwinokcjum. Na przejętej przez bandę stacji pocztowej Ciri każe wykłuć sobie w pachwinie taką samą pąsową różę, jaką mistrz Almavera wytatuował właśnie Mistle, i słucha wieści przywiezionych przez Hotsporna: tropem Szczurów idzie Bonhart, a cesarz Emhyr ogłosi amnestię, bo żeni się z „Cirillą, następczynią tronu Cintry". Słysząc, że z jej przeznaczenia przez zwykłe szalbierstwo korzysta podstawiona oszustka, Ciri gotuje się z gniewu: przypomina sobie, że to jej należy się tron, i o świcie wymyka się ze stacji. W stajni żegna się z Mistle słowami „kocham cię, Jemiołuszko" i obietnicą, że przyjedzie po nią złotą karetą i odmieni jej los. Dogoniwszy Hotsporna, wypytuje go o drogę do Cintry (dwadzieścia pięć do trzydziestu dni jazdy) i oświadcza, że chce wstąpić na tamtejszy tron. W drodze walczy z ciekawością, którą budzi w niej uwodzicielski niby-kupiec, a bardziej jeszcze jego przepiękna kara klacz, i na wszelki wypadek rachuje dni tak, jak nauczyła ją . Zasadzka grasantów kończy zaloty: ranny siekańcem z arbaletu Hotsporn umiera w paprociach z głową na jej piersiach, a Ciri czuje tylko rozczarowanie. Zdjęta z jego ręki magiczna bransoletka przyzywa karą klacz, którą dziewczyna nazywa i przyjmuje jak podarek od pierwszego kochanka, wedle zwyczaju , choć umarł, nim zdążył nim zostać. Pojąwszy, że wzmianka o Bonharcie w była przynętą i że banda jedzie w potrzask, Ciri pędzi dwadzieścia mil, by zawrócić wszystkich, a chociażby samą Mistle. Przybywa o chwile za późno: i na jej oczach dobija konającą Mistle. Ciri rzuca się na niego z mieczem; łowca, nazywając ją siódmą Szczurzycą, której brakowało mu do kompletu, paruje jej najlepsze, wyuczone w cięcie, obala ją pięścią, kopniakiem wytrąca miecz i żąda, by powiedziała, kim jest, obiecując za to życie. Potem wlecze ją do konającej Mistle, każe patrzeć, jak się umiera, a na koniec przywiązuje ją do koniowiązu i na jej oczach odrzyna piłą głowy wszystkim sześciorgu zabitym przyjaciołom. Przy tej części opowieści głos Ciri łamie się, a noc kończy się szlochem w ramionach pustelnika.
Opowieść przy kominie Vysogoty dochodzi do dni niewoli. W zajeździe w Zazdrości Bonhart każe Ciri rozebrać się do naga na oczach osadników, by sprawdzić, czy nie ukryła na sobie magicznych sigli i amuletów; za pierwsze „nie" bije ją w twarz dłonią z sygnetem w kształcie trupiej główki i zapowiada, że za następne wybije jej dwa zęby. Dziewczyna ratuje się tak, jak wtedy, gdy na pustyni Korath schwytali ją Łapacze: ucieka głęboko w siebie i staje się drewnianą kukłą, na którą patrzy jakby z góry, bo jej przecież tu wcale nie ma. Bardziej niż bicie przerażają ją milczące, rybie oczy łowcy, wodniste kulki bez brwi i rzęs. Bonhart odmawia wydania jej ludziom barona Casadei, którzy zjawiają się w osadzie z jej własną dereszką (to oni zabili Hotsporna), po czym wiezie ją, skrępowaną i na łańcuchu przy obroży, całą noc i cały dzień do . Tam, u miecznika , każe jej próbować się zabić pożyczonym mieczem: Ciri uderza jak piorun, a łowca paruje tak, że wie już, iż przez moment była na jego łasce. Wie też, oznajmia, kim ona jest, ale zmusi ją, by sama mu to wyznała, i wtedy ją zabije. Esterhazy gnomi z wytrawioną , wieżą i jaskółką, znakiem jej elfiego imienia; Ciri w myślach nazywa go od razu Jaskółką, choć Bonhart nie pozwala jej wziąć broni do ręki, warcząc, że jeszcze nie nadszedł czas. W , odurzona , którego łowca każe jej zażyć pod groźbą publicznego upokorzenia, , zapowiedziana gawiedzi jako mordercza Falka z bandy Szczurów. Prosi kolejnych napastników, żeby jej nie zmuszali, pierwszemu daruje życie, po czym, atakowana zdradziecko i w trójkę, zabija dwóch ludzi i trzeciego okalecza ciosami z , a rozwrzeszczanej widowni rzuca w twarz, że to podłe bydlaki i kanalie, które przyszły niuchać krew. Na koniec, po cichym ostrzeżeniu , czym skończą się areny, i na widok srebrnego jednorożca na jego ryngrafie, klęka i celuje sztychem Jaskółki pod własny mostek. Bonhart nie rusza się z loży: w Kaer Morhen nauczyli cię zabijać, mówi w zupełnej ciszy, ale do zabicia siebie trzeba charakteru, którego nauczyć cię nie mogli. Ma rację. Przed Vysogotą Ciri nazywa to tchórzostwem, za które zapłaciła bólem, hańbą, upokorzeniem i okropnym wstrętem do samej siebie; miecz, ten sam, pokazuje pustelnikowi na wzniesieniu nad bagnami, bo Jaskółka jest teraz jej własnością.
Przy kominie na Pereplucie, z czarnym kotem mruczącym na kolanach, Ciri opowiada Vysogocie o jedynym śnie o Geralcie, jaki miała od rozstania na Thanedd; właśnie dlatego, że nigdy się jej nie śnił, sądziła, że nie żyje. Sen spłynął w przeddzień Ekwinokcjum, w piwnicy miasteczka, którego nazwy nie pamięta, gdzie Bonhart zamknął ją po tym, jak ją skatował i zmusił, by wyznała, kim jest; za to tchórzostwo, wyznaje starcowi, zapłaciła upokorzeniem i pogardą do samej siebie. Był to sen wieszczy, taki, o jakich mówiła jej : widziała w nim wielką górę, kanciastą jak kamienny nóż, i słyszała każde słowo Geralta, jakby stała obok. Chciała wołać, że wiedźmin wszystko pomylił, że Ekwinokcjum jeszcze wcale nie było, więc nie wolno mu ogłaszać jej śmierci, póki żyje, ani oskarżać Yennefer i mówić o niej takich rzeczy, ale nie mogła dobyć głosu, jakby się topiła. Ostatnim obrazem snu była trójka jeźdźców cwałujących wąwozem, ze ścian którego spadały siklawy.
Wyznanie Cahira przy ognisku nad Sansretour dopowiada, jak naprawdę wyglądała noc upadku Cintry. Plan wywiezienia królewskiej wnuczki z płonącego miasta wydał nilfgaardzki szpieg, dworski kamerjunkier, a na grupę Cahira uciekający wpadli czystym przypadkiem. W sieczce z cintryjską eskortą mała wylądowała na ziemi i półprzytomna ze strachu tuliła się do zabitego wroga jak kocię przy zabitej kotce, nie wiedząc, kogo obejmuje. Wywieziona przez Cahira wprost przez ogień, nad rzeką niosącą trupy sztywniała i kwiliła jak pisklę, gdy okropnie ubrudzoną musiał ją rozebrać i umyć; dokładnie te obrazy prześladowały ją potem w koszmarach o rycerzu w skrzydlatym hełmie. Gdy jej wybawca i porywacz w jednym zasnął, zniknęła. Cahir wyznaje też, że od tamtej pory widuje ją w snach jako dorosłą, piękną kobietę, z takimi szczegółami jak pąsowa róża wytatuowana w pachwinie, czyli z detalem, o którym nie może wiedzieć, a który jest prawdziwy.
Elf Avallac'h, Wiedzący spod Gorgony, odsłania przed Geraltem to, czego o Ciri nie wie prawie nikt. Dziewczyna jest prawdziwym potomkiem Lary Dorren: materiał genetyczny elfki, przygotowywany przez stulecia i w oczach elfów zmarnowany przez mezalians z człowiekiem, przetrwał w jej ludzkich potomkach, rozwinął się i zmutował, do czego rękę przyłożyli ludzcy czarodzieje, łączący hodowlane osobniki w parki, nim eksperyment wymknął się im spod kontroli i potoczył samorzutnie. Ciri, córka Pavetty, wnuczka Calanthe, prapraprawnuczka Riannon, jest wedle elfa mutantem, a mało kto domyśla się, co było wyzwalaczem odrodzenia genu w takiej potędze; wiedzą o tym Vilgefortz i cesarz Emhyr, a Avallac'h, jak twierdzi, więcej niż obaj. W elfiej wykładni proroctwa Ithlinne to właśnie Ciri, albo jej dziecko, jest Jaskółką, Dzieckiem Starszej Krwi: wybawicielką, która po nadejściu Białego Zimna otworzy Zakazane Drzwi i wskaże elfom drogę ocalenia. Wedle Avallac'ha zasadnicze zło już się dokonało i Ciri nie da się przed nim ocalić, ale dziewczyna wstąpiła na właściwą drogę, nosi w sobie zbyt potężną moc, by się czegokolwiek lękać, i pomoże jej teraz ktoś inny niż wiedźmin.
Wokół nieświadomej niczego Ciri zacieśnia się sieć planu Królowej Północy. Królowi Koviru Esteradowi Thyssenowi śni się noc w noc zmarła matka, która pokazuje mu sympatyczną, bardzo młodą dzieweczkę, powtarzając, że ma żonę dla Tankreda; król rozpoznaje w niej Ciri, wnuczkę Calanthe, i choć dziwi go mariaż z panną, z którą jakoby żenić chce się sam Emhyr, to sojusz Koviru z Cintrą i ujście Jarugi brzmią mu całkiem nieźle. Sny nie są przypadkowe: zsyła je Sheala de Tancarville, która królowej Zuleyce ręczy słowem, że królewicz Tankred ustatkuje się i straci zapał do spódniczek dokładnie do momentu, gdy przedstawiona mu zostanie Cirilla, księżniczka Cintry.
Opowieść Cracha an Craite odsłania skellijskie dzieciństwo Ciri. Gniew Calanthe po śmierci Pavetty wystarczył ledwie na pół roku zakazu i dziewczynka znów spędzała na Skellige lata i zimy; na łyżwach jeździła jak czart i jako jedyna podjęła wyzwanie Hjalmara, syna jarla, w „skoku łososia" przez sterczące z lodu skałki. Skoczyła tam, gdzie nie ważył się nikt; Hjalmar, ratując honor jeszcze dłuższym rzędem kamieni, połamał się i rozciął twarz, a niespełna dwunastoletnia Ciri przesiadywała potem przy jego łóżku, czytała mu i trzymała go za rękę, aż chłopak oznajmił ojcu ich „zaręczyny". Przestraszona o plany mariażowe (myślała o Tankredzie Thyssenie z Koviru, może o redańskim Radowidzie) Calanthe błyskawicznie zabrała wnuczkę do Cintry. Z tych czasów zostało Ciri na Wyspach coś więcej niż wspomnienia: Crach wie z fenomenów morza, że dziewczyna żyje, bo Ard Skellig nie szlochała po niej tak, jak szlocha po umarłych kobietach z krwi królowych Cintry.
Na Pereplucie Ciri z Vysogotą nocami łowi węgorze ciągnące jesienią ku morzu, a przy smażonych dzwonkach słucha wywodu, który zmienia wszystko: pustelnik wylicza z ksiąg, że portal Tor Lary wiedzie do Wieży Jaskółki nad jeziorem Tarn Mira w krainie Mil Trachta, jakieś trzysta mil od Pereplutu, i że tamtejszy teleport mógłby odnieść ją z powrotem na Thanedd, poza zasięg wrogów. Ciri odpowiada sceptycyzmem obytej z ruinami wędrowniczki (z wieży pewnie zostały kamienie jak z rozszabrowanego Shaerrawedd), ale dwie rzeczy dają jej do myślenia: grawiura z herosem wiszącym na Jesionie Światów, którą zna z własnych snów, i pewność Vysogoty, że portal się jej objawi, bo ona jest wybranką. Niewyjaśniona zostaje zagadka kalendarza: rana na policzku miała najwyżej dziesięć godzin, gdy pustelnik ją znalazł, choć Ciri upiera się, że zraniono ją cztery dni wcześniej. Gdzieś przepadły cztery dni.
Dalszą część opowieści Ciri odkłada aż do wilii Saovine: dopiero wtedy wyznaje Vysogocie, co wydarzyło się w dzień Równonocy we wsi Goworożec. To tam, storturowaną i zmuszoną widokiem dentystycznych kleszczy do wyznania, kim jest, Bonhart przywozi ją na łańcuchu do Skellena. W izbie rozpoznaje Rience'a, czarownika, który ścigał ją na Thanedd; ten tka ją palcem w pierś i przyrzeka, że nauczy ją bólu, tak jak tymi samymi rękami nauczył bólu . Przywiązana pod słupem na majdanie, pilnowana i oglądana przez cały obóz, czeka zrezygnowana, aż radzący w świetlicy zdecydują, czy czeka ją kolejna arena, czy zwyczajny mord. Wtedy pochyla się nad nią wysoka kobieta i coś obrzydliwie ośliźle wchodzi w jej umysł. Ciri zna takie sondowanie z lekcji Yennefer w świątyni, odpycha więc obcą penetrację z całej mocy, a odepchnięta kobieta zatacza się z krwotokiem z nosa. I wtedy dziewczyna rozumie: poczuła w sobie Siłę, . Psioniczka sama wepchnęła jej broń do ręki.
Ucieczka z Goworożca trwa kilkadziesiąt uderzeń serca. Ciri psionicznym uderzeniem powala wartowników, a Neratin Ceka, który niespodziewanie staje po jej stronie, przecina jej więzy i przyprowadza konie, po czym ceną własnego życia zatrzymuje Bonharta. Dziewczyna ścina w galopie Kabernika Turenta, a rzucony przez Skellena orion rozcina jej twarz tak, że krew bucha fontanną; mimo to utrzymuje się w kulbace, a Kelpie przesadza siedmiostopowy kołowrót jak czarna jedwabna wstęga. Pościg gubi jej ślad po trzech milach w nienaturalnej nawałnicy, wśród zjawisk, o których hanza będzie potem opowiadać szeptem. Rana od oriona to ta sama, z którą kilka dni później, nieprzytomną, znajdzie ją pustelnik na Pereplucie.
Pod koniec października Ciri oznajmia Vysogocie, że wyjeżdża: w snach widziała bardzo nieładne rzeczy i myśli, że to jej bliscy potrzebują teraz pomocy, a do jeziora z Wieżą Jaskółki zdąży przed listopadową pełnią. Gdy od wieśniaka wychodzi na jaw, że w karczmie pod Dun Dâre czterech ludzi z pościgu zabiło sołtysa i terroryzuje osadę, wybucha najostrzejsza kłótnia z pustelnikiem: on nazywa ją dzieckiem chorym z pragnienia zemsty, ona odpowiada wykładem o niezawodnym remedium na Zło, które boi się tylko bólu i śmierci, i o wiedźmińskiej przysiędze występowania przeciw złu bez zastanowienia, bo gdy się zacznie zastanawiać, zabijanie przestaje mieć sens. Przed odjazdem czerni oczodoły sadzą ze smalcem, aż wygląda jak demon, żegna się z pustelnikiem i rusza wskazanym szlakiem. W karczmie pod Dun Dâre przedstawia się czekającej na nią czwórce: nie jestem Falką, jestem Ciri z Kaer Morhen, jestem wiedźminką, przyszłam tu, by zabijać. Kładzie wszystkich czterech, ale gdy powtarza przerażonemu karczmarzowi, że zabija potwory, w jej głosie pojawia się zdziwienie i wahanie. Staremu dziadowi, który mamrocze, że ona sama jest śmiercią, odpowiada po długim milczeniu: masz rację. Potem rusza w trzystumilową drogę ku wieży, wioząc mapę narysowaną ręką Vysogoty.
Trzytygodniową drogę przez zimę Ciri kończy w Mil Trachta, gdzie od napotkanego na jeziorze rybaka Gosty dowiaduje się drogi do Tarn Mira, zwanego przez miejscowych Bezdnem; o czekającej ją przeprawie mówi półgłosem, że śmierć na lodzie ma w sobie coś urzekającego. Ścigana przez pogoń Skellena, Bonharta i Rience'a, prowadzoną tropem przez Boreasa Muna, wciąga myśliwych na zamarznięte jezioro: zostawia ślady stóp idące środkiem plosa, po czym zakłada łyżwy z kufra po córkach i . W przelotach kładzie kolejnych ludzi hanzy, a zaklęcie Rience'a, pękające wzdłuż tafli, posyła resztę do czarnej wody. Wiszącemu u krawędzi kry czarodziejowi, który kupczy wiedzą o miejscu przetrzymywania , przypomina obietnicę z Goworożca o nauczeniu jej bólu „tymi palcami", po czym przejeżdża łyżwą po krawędzi lodu; Rience tonie, zostawiając na krze osiem palców. Zemstę Ciri jednak powstrzymuje: nie zabija wszystkich i daruje życie Skellenowi, temu, który ją oszpecił.
Na północnym krańcu jeziora, tam gdzie zamiast legendarnej wieży czeka tylko kupa kamieni, drogę ścigającemu ją po lodzie Bonhartowi zagradzają biały jednorożec i upiorna kawalkada z koronowanym widmem na czele, dudniąca łowcy w głowie, że ona jest ich, nie jego. W trupiej jasności zorzy wyrasta z nicości czarna bazaltowa wieża, a Ciri, nie spiesząc się, wjeżdża pod kamienny łuk. Wewnątrz, w otchłani jak z Kaer Morhen, wśród ossuarium i drzwi otwierających nieskończenie wiele kierunków, ogląda wizje bliskich: od Yennefer zakutej w lochu, której krzyczy „mamusiu, trzymaj się, idę ci na pomoc", po Geralta w objęciach nieznajomej zielonookiej kobiety, od którego to widoku odwraca głowę z zażenowaniem. Pośmiertny głos Vysogoty wyjaśnia jej, że Starsza Krew daje jej władzę nad czasem, przestrzenią, wymiarami i sferami: jest teraz Panią Światów i nie wolno jej pozwolić, by tę Moc odebrali zbrodniarze. Ostatnie drzwi wieży otwierają się na inny świat, w którym panuje wiosna, pachnie czeremcha, jednorożce piją z lustrzanego jeziora, a jasnowłosy elf z fletnią wita ją pytaniem, co ją zatrzymało tak długo.
Nad zaczarowanym jeziorem u stóp gór Y Wyddfa, w świecie, w którym nocne niebo nie zna Smoka ani Siedmiu Kóz, kąpiąca się Ciri zostaje przyłapana przez młodego rycerza Galahada, który bierze ją za wróżkę i Panią Jeziora, mającą wedle legendy darować mu miecz. Wyprowadza go z błędu w kilku zdaniach: to jej miecz, ona niczego nie rozdaje i niczego nie pozwala sobie odebrać. Rycerzowi, który dzieli się z nią prowiantem i pledem, opowiada tyle, ile chce opowiedzieć: że w swoim świecie namieszała w przeznaczeniu i chwilowo nie powinna się tam pokazywać, że przybywa z Rivii znad jeziora Loc Eskalott, dokąd przypłynęła łodzią we mgle, prowadzona nurtem rzeki i czarem jednorożca, w ślad za rżeniem Kelpie. Miana Pani Jeziora zakazuje używać: tak nazywali ją elfowie w krainie za Wieżą Jaskółki, zwanej tu Faërie, Annwn albo Elflandem, gdzie zrozumiała, że nie jest żadną Panią, lecz więźniem, i skąd uciekła. Zacieków krwi na niedopranej koszuli nie tłumaczy wykrętnie: plamiła się ostatnio często, krwią nieprzyjaciół, których zabijała, i krwią bliskich, którzy umierali na jej rękach. Poproszona o całą historię, uprzedza, że jest długa i niezbyt dobrze się kończy, a zaczynając, przywołuje zasłyszaną od pewnego elfa naukę o wężu Uroborosie: koło jest zamknięte, w każdym momencie czasu kryją się przeszłość, teraźniejszość i przyszłość, a jej historia coraz bardziej wygląda na taką, która nie ma początku.
Świat za Wieżą Jaskółki, świat wiecznej wiosny i obcych gwiazdozbiorów, okazuje się najdziwniejszym z jej więzień: w którąkolwiek stronę pogna Kelpie, po stajaniu niewidzialna siła zawraca ją nad jezioro i pod wieżę. Czekał tu na nią Avallac'h, elf znany czytelnikowi z jaskiń pod Gorgoną, a tutejszy lud to Aen Elle, Lud Olch, kuzyni elfów jej świata. Cena powrotu do domu zostaje wyłożona wprost: Ciri, jako dziedziczka krwi Lary Dorren, ma urodzić dziecko Starszej Krwi, które otworzy , Wrota Światów, a ojcem ma być sam , Król Olch. Kategoryczna odmowa rozbija się o szantaż, że bez współpracy zostanie tu na zawsze, i o obietnicę, że czas stracony wśród elfów zostanie jej zwrócony, bo płynie tu inaczej niż w domu. Dziewczyna gra więc na zwłokę, po wiedźmińsku, wedle nauki Vesemira o szklance wody przed powieszeniem, i jedzie do bajecznego , gdzie na widok ażurowych pałaców przypomina jej się . Po drodze poznaje , dowódcę Czerwonych Jeźdźców, który wita ją porównaniem do samorodka w kupie kompostu i mirtową gałązką przeprosin w jednym.
Wystrojona i wyperfumowana, wieczór po wieczorze chodzi do komnat Auberona i wieczór po wieczorze wraca upokorzona: stary król bywa delikatny i cierpliwy, uczy ją przy bańkach mydlanych historii światów, a przy reliefie Uroborosa tego, że ona sama jest początkiem i końcem, lecz za każdym razem odchodzi z łoża bez słowa. Między nocami Ciri odkrywa, że szare służki pałacu to ludzie, rasa niewolników z kłami w uzębieniu i okrągłymi uszami, wygrywa z Eredinem wyścig przez Porfirowy Most i słyszy od niego w altanie, że elfy nigdy nie dotrzymają obietnicy, a jej rówieśnicy w domu dawno pomarli, bo czas dzieli ją od nich tak samo jak miejsca; odmawia też stanowczo, gdy elf podsuwa jej nefrytowy flakonik ze środkiem dla króla. Od Avallac'ha, któremu w gniewie rzuca propozycję zastępstwa, dowiaduje się, chwycona za gardło, że Wiedzący kochał niegdyś Larę Dorren i że Cregennan mu ją zabrał. Po nocy z fisstechem rozwścieczony własną niemocą Auberon obrzuca ją obelgami i ciska jej zwierciadło z wizjami: Yennefer utopionej z koszem kamieni u nóg i Geralta zamarzającego w górskiej kurniawie. Ciri roztrzaskuje lustro, krzycząc, że to nieprawda, ale ten rodzaj wizji zna ze swoich dawnych snów, a we śnie zmarły Vysogota powtórzył jej przecież, że jest Panią Miejsc i Czasów, że nie można jej uwięzić i że bez jej pomocy tamci zginą.
Ratunek przychodzi z zakazanego wzgórza: Kelpie wbrew wodzom niesie ją w kamienny krąg, gdzie czekają jednorożce, a wśród nich wyrośnięty, śnieżnobiały Konik z pustyni, Ihuarraquax. Starsi jego rodzaju oferują pomoc w ucieczce bez czułości i bez ogródek: Ciri jest groźnym orężem, który nie może wpaść w ręce Króla Olch, Lisa i Krogulca, a Mocy we krwi nie można się wyrzec, bo na pustyni wyrzekła się tylko kuglarstwa. W noc burzy dziewczyna idzie jeszcze pożegnać się z Auberonem i zostaje przy nim, trzymając go za rękę, aż zgaśnie, a potem ucieka łodzią rzeką Easnadh, bo płynący nurt okazuje się dziurą w barierze. Na trzecim moście drogę zastępuje jej Eredin; pojedynek na chybotliwej łodzi rozstrzyga podstęp z mostkiem i cięcie w udo, po którym elf ląduje w rzece. W wąwozie za rozlewiskami jednorożce pokazują jej, z rozkazu Starszych, morze ludzkich kości, prawdę o tym, jak Aen Elle zdobyli swój świat, a potem, ścigana wśród złowrogich olch, Ciri na rozkaz Ihuarraquaxa wykonuje pierwszy świadomy skok w inne miejsce i inny czas. Ląduje pod niebem ze znajomymi konstelacjami, ale to wciąż nie jej miejsce i nie jej czas: przed nią, jak mówi jednorożec, jeszcze wiele. Jestem Panią Światów, myśli, naciągając rękawice. Jestem gotowa.
Gdy Ciri wędruje między światami, w jej własnym świecie trwa wojna także o jej imię. Byli żołnierze cintryjskiego korpusu Vissegerda biją się pod Mayeną w awangardzie nilfgaardzkiego zagonu, pod tą samą chorągwią ze lwami, przekonani, że wzywa ich matka ojczyzna i „cesarzowa Ciri"; przy oficerskim stole w Wyzimie Yarpen Zigrin nazywa całe małżeństwo z Emhyrem mistyfikacją, na którą dali się złapać durnie, bo dziewczyny, którą zna, nikt nie zdołałby złamać, a Zoltan Chivay dodaje, że w jej inne przeznaczenie wierzy i ma po temu powody. W tym samym czasie zadurzony w niej Jarre ucieka ze świątyni do wojska i nosi na szyi mosiężny medalionik-serduszko, na którym wędrowny handlarz wypisał mu magicznym inkaustem imię „Ciri, to znaczy Cirilla".
Ucieczka przed pogonią Aen Elle zamienia się w długą tułaczkę po światach. Skoki, których Ciri uczy się w biegu, raz po raz trafiają nie tam i nie wtedy: a to nad jezioro w kraju podbijanym przez zakonnych rycerzy z czarnymi krzyżami na płaszczach, gdzie widziana znad mgły zjawa dziewczyny z jednorożcem doprowadza pobożnych do szarży z mieczem, a to na plażę, gdzie na widok wiedźminki płacze młodziutka adeptka magii, rozpoznająca w niej baśń z dzieciństwa, a to w martwy świat twardych równych dróg, hałd, kleistych śmieci i jeziora jak zastygła smoła, o którym Ciri woli wierzyć, że jest odległą przeszłością. Za przystań służą jej ciepłe wrzosowiska pod dwoma księżycami, do których umie już wracać. Na nadmorskim urwisku dopada ją jednak obława Dearg Ruadhri: Ihuarraquax wskazuje jej lukę w pierścieniu i osłania ucieczkę szarżą, a Ciri, ucinając mieczem arkany, wyrywa się z okrążenia i gubi pogoń, ale zostaje na archipelagu miejsc i czasów zupełnie sama, nie wiedząc, co elfy zrobiły z jednorożcem.
Eksperymenty przynoszą kolejne nauczki. Próba skoku w czas kończy się lądowaniem niemal w środku pożaru i osmalonymi brwiami; wyobrażanie sobie miłych miejsc, świątyni Melitele, Kaer Morhen, Skellige czy banku Fabia Sachsa, wyrzuca ją na moczary i pustkowia. Gdy bierze na cel Wyzimę, trafia wprawdzie pod samo miasto, wprost pod taras uczonego Aarheniusa Krantza, ale wystraszony astronom zdobywa się tylko na bełkot, więc odjeżdża przekonana, że znowu chybiła, i nigdy się nie dowie, że była wtedy we własnym świecie i czasie. Pragnienie „chcę do Geralta" rzuca ją w górską zamieć nad rwącą rzeką: klnie na własną moc i skacze dalej, nie wiedząc, że to dolina Sansretour i że kompania Geralta natrafi za chwilę na ślady Kelpie. Najdrożej kosztuje ją sielsko wyglądające wrzosowisko, gdzie ugoszczenie obiecuje mamlający staruszek zwący sam siebie Leśnym Dziadkiem: napadnięta znienacka kosturem, przyciśnięta do ziemi i odarta ze spodni, ratuje się dzięki Kelpie, która chwyta zębami harcap starucha, a potem zarąbuje napastnika własnym mieczem. W piwniczce rudery znajduje wędzoną półtuszkę dziecka, w lesie dół pełen ludzkich kości; pojmuje, że żyje tylko dlatego, że lubieżność kanibala okazała się silniejsza od głodu, po czym pali ruderę do gruntu. Odwiedza jeszcze port umierający od zarazy, z martwymi szczurami na bruku i domami znaczonymi białymi krzyżami, skąd ucieka oblazła pchłami, i port w Nilfgaardzie, z którego znika, nim ktokolwiek jej się przyjrzy; zostawiona tam pchła zaokrętowuje się na szczurze na holk „Catriona", którego nazwa miała przejść do historii.
W przydrożnej oberży pod szyldem z czarnym kotem, w świecie, w którym nikt nie mówi jej językiem, Ciri dostaje za srebrny guzik od kurtki pierwszy od dawna ciepły posiłek i zapada w drzemkę pełną złych obrazów: Jarre gryzie przy ognisku coś jak węgiel, Yennefer czesze się samymi czarami, bo jej dłonie to masa skrzepłej krwi, a Eredin mówi z uśmiechem, że odwleka tylko nieuniknione: trafi w końcu na Spiralę, gdzie oni będą czekać, a do swojego świata i czasu nie wróci nigdy, bo wszyscy, których znała, dawno pomarli. Otrząsnąwszy się, mówi gospodyni słowo, które brzmi tak samo we wszystkich światach: musi do mamy, mama na nią czeka. Kolejny skok wynosi ją nad jezioro z wyspą i wieżą, znane już z drzemki, gdzie Nimue z Condwiramurs otwierają przed nią gobelinem i , za którym widać płaskowyż wraków i zamek nad czarnym górskim jeziorem. Na wołanie czarodziejki, by zaufała tej, którą przecież kiedyś już widziała, i spieszyła na pomoc bliskim, odpowiada krótko: pamiętam, ufam, dziękuję. I wjeżdża na Kelpie w jasność Bramy Światów, prosto na spotkanie przeznaczenia.
Portal Bramy Światów wyprowadza Ciri na płaskowyż pełen wraków okrętów, pod ponurą warownię nad czarnym jeziorem: zamek Stygga, kryjówkę Vilgefortza. Wjeżdża w bramę z podniesioną głową, mówiąc Boreasowi Munowi, że przybyła po Yennefer i po swoje przeznaczenie. W halli czekają na nią wszyscy, których się boi: pijany Bonhart obiecuje wypuścić jej krew z żył, a Vilgefortz, w którego twarzy miota się koszmarne, zregenerowane oko, dławi ją magią na oczach wszystkich. Jej ofertę, że odda się dobrowolnie w zamian za wolność Yennefer, czarodziej odrzuca jako żałosną i bezwartościową, bo do tego, co planuje, przymus jest nieodzowny: wykłada jej z lubością, że mistycy śledzący jej gen mylili niebo z gwiazdami, a jemu potrzebna jest wyłącznie krew, w absolutnie dosłownym znaczeniu, krew łożyskowa z ciąży, którą zamierza jej założyć szklaną szprycką na stalowym fotelu laboratorium. Od fotela ratuje ją alarm: do zamku wdziera się kompania Geralta, a w laboratorium wpada w postaci wielkiego nietoperza Regis, który masakruje akolitów i sam odsyła ją po Yennefer, gdy odmawia odejścia bez niej.
W plątaninie korytarzy, które zna ze swoich snów, Ciri wpada w ręce Bonharta. Łowca rzuca jej pod nogi Jaskółkę i żąda pojedynku, „zaślubin"; próba ucieczki w miejsca i czasy kończy się przeskokiem ledwie na koniec galerii, bo wroga aura zamku dławi jej moc. Od natychmiastowej walki ratują ją Cahir, rycerz z jej cintryjskich koszmarów, który przybył ją ocalić, i Angoulême; oboje płacą za to życiem, a Ciri zostaje z Bonhartem sama, na belkach zrujnowanego skrzydła nad przepaścią. Wygrywa dzięki wahadłu z Kaer Morhen: przejętym impetem wychodzi za plecy łowcy, tnie go przez pierś i strąca z belki, a gdy powalony wylicza, że jest za szlachetna, by dobić bezbronnego, tylko zrywa mu z szyi trzy wiedźmińskie medaliony. Zdradziecki skok z nożem kończy cięciem przez gardło i słowami, że przecież mówiła: ona wszystko pamięta. Potem stoi nad konającym tak, by to jej obraz zabrał ze sobą tam, dokąd szedł.
Pod alabastrowymi kaneforami Ciri spotyka wreszcie oboje odzyskanych: Yennefer, która poprawia jej kołnierzyk, każe się nie garbić i obejmuje ją zdeformowanymi palcami, i Geralta, któremu z bliska widać, że w jej szarych włosach pojawiły się bielutkie pasemka. Mamusiu, mówi Ciri; córeczko, odpowiada czarodziejka. Schodzą we troje po schodach z jej snów, przez najemników Skellena, krok w krok, wśród komend i czułości; zdobyczne medaliony Ciri rozdziela, kota zawieszając sobie, a wilka dając Geraltowi. Na dole zamiast wolności czekają czarne salamandry Emhyra. Cesarz zabiera Geralta na rozmowę, a potem Ciri słyszy wyrok: pojedzie z Emhyrem, takie jest jej przeznaczenie. Staje przed imperatorem z płomiennym spojrzeniem, wygarnia mu, że bestii z niej nie zrobił i nie zrobi, i obiecuje, że nie pozwoli się tknąć, a w razie czego przegryzie mu we śnie gardło. Przy pożegnaniu szepcze Geraltowi, że ma sposób i ucieknie, ale zabijać nie zamierza, bo zabijania ma dość. Odprowadzana przez eskortę, załamuje się na myśl, że już nigdy ich nie zobaczy, i na oczach całego wojska z niepokonanej wiedźminki zmienia się w łkające dziecko. Wtedy Emhyr zatrzymuje eskortę, przytula ją, szepcze w Starszej Mowie „żegnaj, dziewczyno" i odjeżdża z całym wojskiem, zostawiając całą trójkę wolną. Geraltowi i Yennefer, którzy czekali w łaźni na obiecany nóż, Ciri mówi tylko, że wszyscy sobie pojechali; o pożegnaniu z cesarzem kłamie, że nie stało się nic.
Gdy Ciri wędruje gdzieś daleko na południu z Geraltem i Yennefer, świat rozstrzyga jej los bez niej: na mocy pokoju cintryjskiego tron Cintry i tytuł cesarzowej Nilfgaardu przypada jasnowłosej dziewczynie z Darn Rowan, która nosi jej imię. W galerii władców Cintry zawisa portret podpisany „Cirilla Fiona Elen Riannon", a Triss myśli z ulgą, że dzięki temu o prawdziwej Ciri zapomną i pozwolą jej żyć.
Wiosną Ciri pędzi z Geraltem i Yennefer przez Ebbing tak, że ludzie biorą ich za zjawy, i spłaca długi z roku niewoli. W Zazdrości każe Kulasowi zaprowadzić się na żalnik i długo klęczy przy zadbanym kurhaniku zamordowanych Szczurów, usypanym staraniem wdowy Goulue i ; podziękować nie ma już komu, bo oboje nie żyją, więc nagrodę osadzie obiecuje Yennefer, a żebraka tytułującego ją Falką Ciri prostuje ostro, bo nazywa się Ciri. Nocą płonie potem „diabelskim ogniem" amfiteatr w . Dalszy plan Ciri wykłada spokojnie: ma dostać godniejszy totem w miejsce słomianego jednorożca, resztki na przyzwoity grób, a przed rodziną karczmarza z Ciri stanie z pokorą i zapamięta wyraz ich oczu, żeby ta pamięć ustrzegła ją przed podobnym błędem. Po odejściu Yennefer do ogląda z Geraltem , kraj z bajki o zamkach jak lukrowe dekoracje, i pomaga wyrwać z tłumu ułaskawionego w ostatniej chwili . Dwudziestego szóstego maja przekracza Jarugę nowym mostem, a na za Koprzywnicą znajduje wiadomość, na którą czekała: żegna się z Geraltem bez patosu, obiecując, że razem z Yennefer stawi się za sześć dni w Rivii, na spotkaniu, z którego wiedźmin robi niespodziankę.
Pierwszego czerwca Ciri staje w Montecalvo przed lożą w komplecie, ustrojona w czerń i szarość z brylantową różą na aksamitce; Filippę Eilhart w myślach od razu tytułuje Panią Sową. Gdy Yennefer ma stać jak winowajczyni, Ciri oświadcza, że będzie stać razem z nią, bo ich losów nie da się rozerwać. Loża oznajmia jej przyszłość: wyjazd do Koviru, rola kochanki królewicza Tankreda Thyssena i dziecko, któremu pozycję zapewni loża, a na szramę iluzja. Z całego planu Ciri wybiera jedyne, co zostawiono jej wyborowi, i oświadcza, że chce się nazywać Ciri z Vengerbergu, córka Yennefer. Potem mówi „nie": musi wszystko przemyśleć, a przede wszystkim dotrzymać danego Geraltowi słowa, bo gdy idzie do Geralta, zawsze znajdzie dziurę w murze. Wyznaje też, że zrozumiała wreszcie smutny uśmiech wiedźmina spod zamku Stygga, gdzie pochowali wszystkich jego przyjaciół: poderżnięte gardła łotrów nie oznaczają jeszcze triumfu dobra nad złem. Głosowanie loży kończy się pięć do pięciu, aż ostatni głos, za Ciri, „dzieckiem przeznaczenia, dzieckiem nadziei", oddaje sama Filippa. Yennefer i Ciri ruszają w daleką drogę, bo Geralt czeka.
W drodze do Rivii, dokąd jedzie z Yennefer i Triss, Ciri nagle blednie jak welinowy papier: po jej dłoni, linią życia, ścieka krew. Koło się zamknęło, mówi z zamkniętymi oczami, zranił mnie cierń róży z Shaerrawedd, a wąż Uroboros zatopił zęby we własnym ogonie. Z krzykiem, że jedzie do Geralta i nie zostawi go samego, rusza na Kelpie cwałem, którego nikt nie może dotrzymać, przesadza tłumy i barykady płonącego miasta i dopada wiedźmina skłutego widłami w . Przy konającym gorzko rozlicza bezradną magię czarodziejek i samą siebie: kiedyś , a gdyby się nie wyrzekła, teraz by go ocaliła; jest tak, jakby to ona go zabiła.
Z mgły nad Loc Eskalott przybywa wtedy oczekiwany: Ihuarraquax, biegnący po powierzchni wody. Ciri dotyka jego płonącego rogu, jej oczy rozjarzają się mlecznym żarem i z jej palców płynie ku Geraltowi wstęga jasności żarzącej się jak lawa; jak długo to trwa, nie umie ocenić nikt, bo wszystko jest nierealne jak sen. Potem jednorożec wskazuje rogiem łódź, Ciri odsyła z nim Kelpie i prosi żywych o pomoc w złożeniu rannych; Triss każe przeprosić panie z Montecalvo, bo nie może zostać, gdy Geralt i Yennefer odchodzą, a na pytanie, czy jeszcze się zobaczą, odpowiada „na pewno" kłamstwem pełnym litości. Odpycha łódź tyką i niknie we mgle. Historię kończy już jako Pani Jeziora w świecie Galahada: opowiada mu bajkowe weselisko, na które zjechali także umarli, płacze, twierdząc, że to od wiatru, i rusza z rycerzem ku Kamelotowi, dłoń w dłoni, wprost w zachodzące słońce. Zakłada się w myślach o każde pieniądze, że i w tym świecie znajdzie się zajęcie dla wiedźminki, bo nie ma takiego świata, w którym by się nie znalazło. Za nią zostaje jezioro gładkie jak szafir. Przed nią jest wszystko.
Każdy prowadzi do streszczenia rozdziału, w którym się wydarzył.
r. 18Ocalenie Ciri w Brokilonie: Cienki, rozpaczliwy krzyk ściąga Geralta i Braenn na polanę, gdzie olbrzymi yghern osacza małą istotkę w szarym kubraczku. Wiedźmin biodrem odrzuca ofiarę w krzaki i wiąże walką potwora, którego pancerza nie bierze miecz. Gdy wij oplata mu nogi, Braenn w nieprawdopodobnym tempie przygważdża stwora strzałami do pnia, aż Geralt jednym cięciem odrąbuje mu łeb. Uratowana okazuje się ludzką dziewczynką o popielatych włosach i zielonych oczach: to Ciri, księżniczka zbiegła sprzed ślubu w Nastrogu. Geralta nie opuszcza natrętna myśl, że już ją gdzieś widział. Braenn orzeka twardo: dziewczynka weszła do Brokilonu, więc jest ich. Wszyscy troje ruszają do Duén Canell, gdzie o losie małej zdecyduje pani Eithné.r. 18Próba Wody Brokilonu: W Drzewie Eithné (trzech zrośniętych, trzystuletnich dębach) Pani Brokilonu urządza Geraltowi lekcję przeznaczenia. Braenn wnosi srebrny puchar z nekropolii Craag An ze Starszymi Runami: „Miecz przeznaczenia ma dwa ostrza. Jednym z nich jesteś ty". Ciri, którą Eithné nazywa Dzieckiem Starszej Krwi z przepowiedni, wypija Wodę Brokilonu, truciznę odbierającą porwanym dziewczynkom pamięć… i nie dzieje się nic. Zapytana, odpowiada dźwięcznie, że nie chce zostać w lesie: chce podążyć za swoim przeznaczeniem, którym, jak sama powiedziała driadzie, jest Geralt. Wiedźmin, przekonany o mistyfikacji, na wyzwanie Eithné wypija resztę pucharu, pewny odporności na halucynogeny. Tonie w wizjach: Cintra sprzed dziesięciu lat, Calanthe z różą i obietnicą „twoje przeznaczenie będzie czekało", Yennefer w ogniach Belleteyn łkająca „za mało; trzeba czegoś więcej" i Calanthe w zakrwawionej zbroi, mówiąca, że śmierć, nie mogąc doścignąć wiedźmina, zadowala się innymi. Rano Geralt i Ciri budzą się wolni na skraju lasu. Wiedźmin wie już, że uratowana dziewczynka to córka Pavetty, wnuczka Calanthe: jego Niespodzianka.r. 18Geralt odjeżdża od Ciri: Przy obozowym ognisku Myszowór kładzie przed Geraltem wszystko: drogi wiedźmina i Ciri skrzyżowały się po raz trzeci, więź wokół dziecka-niespodzianki jest niezwykła sama w sobie, a zlekceważona może się objawić straszniej. Niech Geralt zabierze małą i zrobi z tego zdrową więź dziecka i opiekuna, a druid sam wytłumaczy to Calanthe. Dziewczynka już wybrała: usnęła dopiero przytulona do wiedźmina i przez sen mruczy jego imię. Geralt odmawia. Wie, że własnego dziecka nie będzie miał nigdy, i rezygnuje także z tego. W przeznaczenie nie wierzy, bo jedyne, co przeznaczone jest wszystkim, to śmierć: drugie ostrze miecza, które nie może doścignąć jego, więc zadowala się innymi. Odjeżdża przez wrzosowisko, a ze szczytu wzgórza biegnie za nim cienki, coraz rozpaczliwszy krzyk Ciri: „Nie odchodź! Nie uda ci się! Jestem twoim przeznaczeniem!".r. 18Pozorowany napad na gościńcu: Tuż za granicą Brokilonu Geralt i Ciri wpadają na oddział w barwach Verden zgromadzony wokół wymordowanego kupieckiego taboru. Leśniczy Junghans „czyta ze śladów" napad driad, Brick grzmi „krew za krew", a oddział czeka tylko na druida-przewodnika, by ruszyć w las z karną ekspedycją Ervylla. Wiedźmin widzi jednak dobitych nożami kupców i krew na rękach Levecque'a. Mistyfikację głośno obnaża Ciri: sosnę na zasieku ZRĄBANO siekierą, czego driada nie zrobiłaby nigdy. Gdy ręka mordercy pełznie do sztyletu, Geralt uderza pierwszy: powala Levecque'a, zabija Bricka i kosookiego dowódcę, po czym w pojedynku, markując oślepienie słońcem, otwiera zabójcy tętnicę szyjną. Junghans pada ze strzałą driad w karku, a grad strzał z czarnej ściany lasu kosi resztę oddziału; uciekającym drogę zamyka las-iluzja Myszowora. Prowokacja, która miała wciągnąć króla Venzlava w wojnę z Brokilonem, kończy się na piachu gościńca, razem z całą ekspedycją.r. 19„Jesteś czymś więcej": Na podwórku kupca Yurgi domyka się to, przed czym Geralt uciekał przez dziesięć lat. Złotolitka wyznaje mężowi, że pod jego nieobecność przygarnęła od druidów wojenną sierotę: dziewuszkę, która nie chce mówić, skąd jest. Yurga blednie: oto coś, czego się w domu nie spodziewał, a zarazem dokładnie to, co na moście przyrzekł wiedźminowi. Zza synów kupca wychodzi mała, popielatowłosa istotka o oczach zielonych jak wiosenna trawa i z przenikliwym krzykiem „Geralt!" biegnie przez podwórko. Ciri, ocalała z rzezi Cintry, o której los wiedźmin nie śmiał już pytać, wtula się w niego z płaczem: wiedziała, zawsze wiedziała, że ją odnajdzie. Teraz będą razem na zawsze. Na jej pytanie, które słyszała od wszystkich („jestem twoim przeznaczeniem?"), Geralt, który w Brokilonie od przeznaczenia odjechał w mrok, odpowiada słowami Yennefer: samo przeznaczenie to za mało. „Jesteś czymś więcej, Ciri. Czymś więcej".r. 20„Ona jest naszym przeznaczeniem": Po długiej drodze przez góry Geralt przywozi odnalezioną Ciri do Kaer Morhen: zrujnowanej twierdzy wiedźminów, jedynego domu, jaki ma, i najbezpieczniejszego miejsca, jakie zna. Wrota otwiera Eskel, witając Geralta krótkim „Żyjesz, Wilku" i słysząc równie krótkie „Żyję". W halli przy palenisku czekają zimujący: Vesemir, Lambert i Coën. Przerażona ruinami, szczurami i czarnymi sylwetkami na tle ognia dziewczynka staje przed obcymi. Wtedy Geralt, zapytany, kim jest to dziecko, zaczyna „Jest moim…", zająkuje się i kładzie jej dłonie na ramionach. Strach znika bez śladu. Wiedźmin mówi: „Ona jest naszym przeznaczeniem", a Dziecko Niespodzianka zostaje w Wiedźmińskim Siedliszczu na zimę, pod opieką ostatnich wilków ze Szkoły.r. 21Źródło w Kaer Morhen: Przy fosie Kaer Morhen, wypełnionej czaszkami pomordowanych przed laty wiedźminów, Ciri na oczach Triss Merigold zapada w sen na jawie i przemawia obcym, metalicznym głosem. Głos nazywa czarodziejkę czternastą ze Wzgórza i oświadcza, że przecież umarła na Wzgórzu; każe jej zawrócić i zabrać dziecko, Dziecko Starszej Krwi, „by oddać je tym, do których należy", bo inaczej upomni się o nią zbiorowa mogiła i obelisk z jej wykutym imieniem. Chwilę później aura znika bez śladu, a Ciri niczego nie pamięta. Diagnozę Triss stawia w niecałe pół godziny i wykłada ją wiedźminom jako trzecią, najważniejszą ze swoich rad: dziewczynka jest Źródłem, medium o bardzo niepokojących, niekontrolowanych zdolnościach. To właśnie ten strach, przyznaje Vesemir, był jedynym prawdziwym powodem, dla którego ściągnięto czarodziejkę do twierdzy: wiedźmini zauważyli, że ich Niespodzianka jest bardziej niespodziewana, niż sądzili, i że bez pomocy magii sobie z nią nie poradzą.r. 22Proroctwo Białego Płomienia: W noc Midinváerne, Dnia Zimowego Przesilenia, Triss Merigold świadomie podaje Ciri kielich Białej Mewy i przez szafirowy amulet nawiązuje kontakt psychiczny z dziewczynką pogrążoną w transie. W wizji czarodziejka widzi Wzgórze pod Sodden i schodzący po zboczu szereg zmarłych, a Ciri z krwawiącą od róży z Shaerrawedd dłonią mówi o marmurowych schodach w otchłań, o Dziecku Starszej Krwi i o czarnym rycerzu z piórami na hełmie. Potem ustami dziewczynki zaczyna mówić ktoś inny: metaliczny, zimny głos, który nazywa Triss Czternastą i drwi z jej Czaru Identyfikacji, rozbijającego się o niekończące się kurtyny. Głos oświadcza, że Ciri nie jest dzieckiem: jest Białym Płomieniem, od którego zajmie się i spłonie świat, Starszą Krwią, Hen Ichaer, ziarnem, które nie wykiełkuje, lecz wybuchnie płomieniem, krwią, która będzie skalana, gdy nadejdzie Tedd Deireádh, Czas Końca. Wcześniejsze transy, o których wiedźmini opowiedzieli Triss tego samego wieczora, wywieszczyły śmierć Coënowi i Geraltowi. Wnioski z nocy Przesilenia wyznaczają dalszą drogę: Triss zostaje w twierdzy czuwać przy Ciri do wiosny, wiosną mała ma trafić do świątyni Melitele w Ellander, a Geralt, za radą Triss, ma zwrócić się o pomoc do zdolniejszej i bardziej doświadczonej czarodziejki: do Yennefer.r. 23Napad na konwój: Komando Scoia'tael atakuje na leśnym szlaku nieopodal Shaerrawedd konwój komisarza Wencka, wiozący rzekomo sekretną pomoc króla Henselta dla Aedirn. O ataku ostrzega Geralta wizja Ciri: dziewczynka, ukłuwszy się różą z Shaerrawedd, nieswoim głosem wylicza imiona umierających. W bitwie wśród płonących wozów Yarpen Zigrin zabija Wiewiórkę-krasnoluda, który zarąbał wahającego się przed pobratymcem Pauliego Dahlberga; ginie też Yannick Brass, a Ciri, ratując ranną Triss, sama uchodzi śmierci tylko dlatego, że atakująca ją elfka waha się na widok białej róży przypiętej do kubraczka i pada z ręki Geralta, który tego dnia przestaje być neutralny. Bitwę rozstrzyga odsiecz Fredegarda z Ban Gleán. Prawda wychodzi na jaw wśród rozbitych beczek: zamiast złota i srebra konwój wiózł polne kamienie i od początku był pułapką, lecz nie na Wiewiórki. Król kazał sprawdzić lojalność krasnoludzkiej eskorty. Umierający od haczykowatych strzał Wenck zdejmuje ostatnim meldunkiem podejrzenia z Yarpena, a Geralt kładzie różę z Shaerrawedd na ciele elfki, żegnając ją słowami „i wybacz nam".r. 26Uczennica Yennefer: Na prośbę Geralta do świątyni Melitele przyjeżdża Yennefer, by zbadać zdolności Ciri i pomóc jej nad nimi zapanować. Zaczyna się od wzajemnej niechęci i buntu, ale pakt absolutnego posłuszeństwa i absolutnej, obustronnej szczerości zmienia wszystko. Testy potwierdzają to, co czarodziejka wiedziała od pierwszego spojrzenia: dziewczynka ma zdolności, jakich nie widuje się prawie nigdy (rozmowę telepatyczną podejmuje, nawet tego nie zauważając). Przy pradawnym głazie na przecięciu żył mocy Yennefer wymusza na niej ostatni koszmar i wykłada, dlaczego Chaos zsyła jej sny: boi się Dziecka Starszej Krwi i chce nim rządzić strachem. Potem przychodzą miesiące prawdziwej edukacji: gesty i formuły, czerpanie mocy z intersekcji (pierwsza próba kończy się krwotokiem z nosa i awanturą z Nenneke), psychokineza z rozniesioną w drzazgi szopą, księgi, rozmowy o dojrzewaniu i o Cintrze. Koszmary ustają. A między surową mistrzynią a upartą uczennicą rośnie więź, na którą żadna nie ma nazwy, dopóki przy tamowaniu krwi Yennefer nie powie do Ciri: „córeczko".r. 26Wyjazd w złe czasy: Gdy do Yennefer docierają wreszcie listy, na które czekała od dawna, czarodziejka i Ciri opuszczają świątynię Melitele: wyjeżdżają wczesnym rankiem, obie w męskich strojach podróżnych, w kapturach kryjących włosy, obie uzbrojone. Dokąd i po co jadą, Ciri nie wie; Jarremu powiedziała tylko, że chodzi o sekretne sprawy czarodziejek. Żegna je jedynie Nenneke, która prosi Yennefer, by chroniła małej jak źrenicy oka, i nie patrzy na chmary wron ciągnące ku Dolinie Pontaru. Na pożegnanie kapłanka mówi głośno to, o czym szepcze cała Północ: nadchodzą złe czasy i może się okazać, że Ithlinne wiedziała, co przepowiada. Nadchodzi Czas Miecza i Topora, Czas Pogardy i Wilczej Zamieci. Ciri woła z siodła, że wróci na pewno, i to niedługo. Nie wie, jak bardzo się myli.r. 28Spotkanie w Hirundum: Ciri, która uciekła nocą z Gors Velen, by przed pójściem do szkoły zobaczyć Geralta, wpada na farmę Hirundum ścigana przez Dziki Gon. Wiedźmin wybiega jej naprzeciw z mieczem, a z rozbłysku teleportu wychodzi Yennefer z twarzą bogini Zemsty i zaklęciem rozprasza widmową kawalkadę. Po raz pierwszy w życiu cała trójka staje obok siebie: wiedźmin, czarodziejka i dziecko, które łączy ich oboje. Geralt i Yennefer, skłóceni od lat, nie robią ku sobie ani kroku, a Ciri, postawiona między nimi, nie umie wybrać, do kogo podejść najpierw, więc ratuje się udanym omdleniem. Oboje zanoszą ją razem do domu i przesiadują przy łóżku do rana bez słowa, a nazajutrz na grobli między stawami zaczynają wreszcie rozmawiać, co Jaskier komentuje podglądającej ich Ciri słowem poety: najpierw on przeprasza ją, a potem ona jego.r. 28Zew Dzikiego Gonu: W burzliwą noc na drodze do Hirundum nad ściganą przez majaki Ciri przelatuje Dziki Gon: kawalkada upiorów w trupich maskach na szkieletach koni, z Królem Gonu w przerdzewiałym szyszaku na czele (jego naszyjnik jest pusty jak stara grochowina, bo drogie kamienie wypadły z niego podczas gonitwy po niebie i stały się gwiazdami). Po raz pierwszy widma zwracają się do dziewczynki wprost: Dziecko Starszej Krwi, gwiazdooka córa Chaosu, należy do nich i ma dołączyć do orszaku, by gnać z nim aż po kraniec istnienia. Na krzyk Ciri, że są trupami, Król Gonu odpowiada śmiechem i zdaniem, które zostanie z nią na długo: tak, my jesteśmy trupami. Ale to ty jesteś śmiercią. Przed kawalkadą, która schodzi tej nocy niżej, niż latem schodzić powinna, ratuje Ciri dopiero zaklęcie Yennefer na grobli w Hirundum.r. 30Pucz na Thanedd: W noc przed naradą zjazdu Filippa Eilhart z wiernymi królom czarodziejami i redańskimi zbirami Dijkstry zakuwa w kajdany z dwimerytu przekupionych przez Nilfgaard zdrajców: Vilgefortza, Terranovę, Fercarta i Francescę Findabair. Ceną nocnej akcji są pierwsze ofiary, Lydia van Bredevoort i Hen Gedymdeith. Na naradzie w Garstangu Tissaia de Vries staje po stronie oskarżonych, a wprowadzone przez Yennefer medium wieszczy wybuch wojny i śmierć króla Vizimira; wtedy arcymistrzyni znosi jednym zaklęciem blokadę Garstangu, neutralizuje dwimeryt i uwalnia spiskowców. Z podziemi wyspy wysypują się sprowadzeni zdradą Scoia'tael pod wodzą Cahira i Rience'a i zaczyna się masakra, w której ginie kilkoro czarodziejów z obu stron. Geralt, torujący sobie drogę do Ciri i Yennefer, ścina Terranovę i wycina komando elfów, po czym u stóp Tor Lara zostaje zmasakrowany żelaznym kijem Vilgefortza; na koniec Wieża Mewy, do której wbiegła Ciri, zawala się wraz ze spaczonym teleportem. Kapituła i Rada przestają istnieć, a losy Ciri i Yennefer pozostają nieznane.r. 32Ocalenie na pustyni: Wyrzucona przez spaczony teleport z Tor Lara na bezimienną, bezwodną pustynię, Ciri przez kolejne doby walczy o życie: zlizuje poranną rosę z klingi kordzika, żywi się jaszczurczymi jajami i mrówkami, nocą kieruje się gwiazdą, którą sama nazwała Okiem, a gdy kończą się siły i magiczna energia, odpędza podszepty kordzika mówiącego głosem Tissai de Vries, by skończyć z cierpieniem. Gdy nad leżącą dziewczyną krążą już sępy, zjawia się przy niej młody jednorożec, któremu Ciri nada imię Konik: ociekającymi wodą kopytami zdradza, że w pobliżu jest źródło, prowadzi ją do jaru z mokrym piaskiem i uczy dokopywać się do wody. Odtąd wędrują razem ku widocznym na horyzoncie górom, dzieląc się znaleziskami i wspólnie zabijając jadowitego piaskowego potwora, w którego lej-pułapkę wpada Ciri. Ihuarraquax płaci za ratunek zatrutą raną uda, a bezradność wobec konającego towarzysza pchnie Ciri do sięgnięcia po magię, której zabroniła jej Yennefer.r. 32Wyrzeczenie się Mocy: Na pustyni, przy konającym od jadu Ihuarraquaxie, Ciri odkrywa, że nie ma tu żył wodnych, z których mogłaby czerpać, i łamie zakaz Yennefer: rozpala ognisko i sięga po energię ognia. Moc wypełnia ją jak roztopiony ołów, zaklęcie leczy jednorożca, ale żywioł natychmiast bierze górę: Ciri wykrzykuje inwokacje, których nigdy się nie uczyła, niebo przecina błyskawica, a płonąć zaczyna sama skała. W płomieniach staje kruczowłosa Falka i kusi potęgą oraz zemstą na wszystkich, którzy skrzywdzili dziewczynę ze Starszej Krwi, a ogień podsuwa obrazy szubienic, pali i stosów, na których obok wrogów stoją też najbliżsi: Yennefer, Geralt, Jaskier, Triss, wiedźmini z Kaer Morhen. Wołając „płoń, Falko", Ciri odrzuca kuszenie i wyrzeka się Mocy, całkowicie i, jak stwierdzą w swej naradzie jednorożce, nieodwołalnie: nie będzie mogła jej użyć już nigdy. Cena jest straszliwa. Dziewczyna, która jeszcze przed chwilą chciała sprowadzić na pustynię deszcz, zostaje na kamieniach pusta i obojętna na wszystko, nawet na konnych, którzy ją znajdują, i na skrzydła drapieżnego ptaka na hełmie ich dowódcy.r. 33Narodziny Falki: W górskiej kryjówce po rzezi w Glyswen Szczury stają wokół Ciri półkolem i odprawiają coś na kształt rytuału: „nie masz nic, nie masz niczego i nikogo, wszędzie będziesz obca". Giselher daje jej nabijany srebrem pas, Mistle atłasowy kabacik, Kayleigh sztylecik, Asse pendent, Reef rękawiczki, a Iskra berecik z bażancimi piórami i pytanie, jak nazywać małą sokoliczkę. Ciri odpowiada w Starszej Mowie: Gvalch'ca, Sokolica. Elfka orzeka, że mała będzie nosić imię Starszego Ludu, które sama wybrała: Falka. Tak dziewczyna, którą Falka kusiła w płomieniach na pustyni i która wedle odczytanej w Dorian genealogii nosi w żyłach krew córki Falki, przyjmuje imię spalonej buntowniczki i zostaje siódmym Szczurem. W czasach pogardy ten, kto jest sam, musi zginąć; Ciri nie jest już sama, ale przestaje też być, na oczach czytelnika, tą samą Ciri.r. 33Rzeź w Glyswen: W karczmie wsi Glyswen popasają naraz Nissirowie Vercty, wiozący do Tyffi pojmanego Szczura Kayleigha, oraz Łapacze Skomlika, eskortujący do prefekta Ciri. Kayleigh uczy dziewczynę, jak wyprosić od karczmarza nóż i przepiłować jego powrozy, a potem do środka wpadają Szczury: Mistle przez okno, Giselher z Reefem drzwiami, Iskra od zaplecza. W rzezi giną wszyscy Nissirowie i Łapacze, a także karczmarz, ścięty, nim zdążył powiedzieć, komu przed chwilą pomógł. Ciri ratuje Kayleigha piruetem sprzed miecza Skomlika, w „uczciwej walce" tańczy między ciosami Łapacza i nie zadaje ciosu, choć widzi odsłonięcie; Skomlika ścina Mistle. W ucieczce przez wieś Ciri zabija po raz pierwszy w życiu człowieka: osadnika, który pchnął ją włócznią z zaskoczenia. Ta chwila będzie wracać w jej snach ze wszystkimi szczegółami.r. 41Ocalenie na Pereplucie: Cztery dni po nocy jesiennego Ekwinokcjum, podczas której pół świata budziło się z krzykiem, a nad mokradłami Pereplutu grzmiała konajączka kozodojów, stary pustelnik Vysogota z Corvo znajduje na niedostępnej kępie przepiękną karą klacz i leżącą za nią w wykrocie nieprzytomną dziewczynę z twarzą rozciętą do kości. W chacie ukrytej wśród trzcin walczy o jej życie przez wiele dób, aż desperacka mieszanka datury i akonitu przełamuje zakażenie. Uratowana przedstawia się najpierw jako Falka, a w końcu podaje prawdziwe imię: Ciri. Mówi, że jej przyjaciele nie żyją, że w twarz zranił ją Stefan Skellen, a Bonhart zranił ją znacznie głębiej; pościg tymczasem obiecuje w okolicznych osadach nagrodę za jej trupa. W bezpiecznej kryjówce, u gospodarza, który sam ukrywa się przed cesarskim wyrokiem, oszpecona uciekinierka zaczyna wieczorami opowiadać swoją historię.r. 42Rzeź Szczurów w Zazdrości: Zwabione wieścią od Hotsporna Szczury wjeżdżają rankiem do osady Zazdrość, by zabić kwaterującego w zajeździe „Pod Głową Chimery" łowcę nagród i pomścić sławne hanzy Valdeza i Dużego Lothara. Bonhart wychodzi im naprzeciw z jajkiem na twardo w ręce i pytaniem „a gdzie Falka?", po czym proponuje wybór: po dobroci czy po złości. W starciu, którego ciosów nie chwyta ludzkie oko, w pojedynkę wycina całą szóstkę: giną Reef, Asse, Iskra, Kayleigh, Giselher i Mistle. Ciri, która pędziła ostrzec bandę, wpada do osady w chwili, gdy kona Mistle, i rzuca się na łowcę; ten paruje jej najlepsze cięcie, obala ją pięścią, wytrąca miecz kopniakiem i oszczędza, żądając, by powiedziała, kim jest. Potem przywiązuje ją do koniowiązu i na jej oczach, każąc pachołkom trzymać ją za włosy i powieki, odrzyna piłą głowy wszystkich sześciorga zabitych: dowód, za który zapłacą baronowie i Varnhagenowie. Banda, która terroryzowała Pogranicze od Korathu po Pereplut, przestaje istnieć, a jej siódmy Szczur zostaje własnością łowcy nagród.r. 44Arena w Claremont: Piętnastego września w Claremont Bonhart wystawia odurzoną fisstechem Ciri w teatrze swojego krewniaka Houvenaghela: w dawnej świątyni zamienionej w szczwalnię gawiedź obstawia zakłady na „morderczą Falkę z bandy Szczurów". Gdy Windsor Imbra z knechtami barona Casadei żąda wydania dziewczyny, łowca ciska na arenę jej miecz otrzymany w Fano i ogłasza, że Falka jest dla każdego, kto zdoła ją z areny zabrać. Ciri prosi napastników, by jej nie zmuszali: pierwszemu, Stavro, daruje życie, a gdy ten atakuje ją od tyłu, zabija go jednym odwrotnym ciosem; z trzech następnych, którzy idą na nią razem, dwóch rozcina, a trzeciemu masakruje twarz. Widownia wyje „za-bij", markiza de Nementh-Uyvar dyszy z rozkoszy, a Bonhart oznajmia, że słyszał o miejscu, gdzie uczą takich improwizacji, i już wie, kim panienka jest. Po walce, wysłuchawszy cichego ostrzeżenia Imbry o tym, co ją czeka, Ciri klęka i celuje sztychem pod własny mostek; mimo wołania nilfgaardzkiego rotmistrza Declana Rosa „Ne tuv'en que'ss, luned!" napiera na miecz, ale nie zdoła. Rację ma Bonhart, który mówi w zupełnej ciszy: w Kaer Morhen nauczyli cię zabijać jak maszynę, wiedźminko, a do zabicia siebie trzeba charakteru, siły, determinacji i odwagi, których nauczyć cię nie mogli.r. 44Dar Jaskółki: Dwunastego września Bonhart przywozi pojmaną Ciri do warsztatu miecznika Esterhazy'ego w Fano, by odebrać zamówiony listownie miecz dla dziewczyny o dokładnie podanych wymiarach. Po próbie ze zbyt ciężką viroledanką (łowca każe Ciri zabić siebie samego, paruje jej cios i orzeka, że żelazo było o cztery uncje za ciężkie) miecznik z dziwnie zmienioną twarzą przynosi podłużne pudło. W środku leży prawdziwy gnomi gwyhyr: ponaddwustuletnia głownia z ciemnego żelaza, ostrzona płomieniście i ażurowana, oprawiona przez gnomy z Tir Tochair, z rękojeścią ze skóry rai i wytrawioną na klindze girlandą losu, w której nad rażoną piorunem wieżą leci jaskółka, Zireael. Esterhazy oddaje broń za darmo, głuchym głosem, „żeby wypełniło się, co ma się wypełnić", i zastrzega, że podarunek jest nie dla łowcy, lecz dla dziewczyny noszącej obrożę. Gdy namawia Ciri, by wzięła miecz do ręki, Bonhart doskakuje, odpycha ją na żwir i zatrzaskuje pudło z warknięciem, że jeszcze nie nadszedł czas. Dziewczyna w myślach nazwała już jednak broń Jaskółką i wkrótce, na arenie, weźmie ją do ręki naprawdę.r. 49Trop Wieży Jaskółki: Przy smażonych węgorzach w chacie na Pereplucie Vysogota składa w całość to, co nie daje mu spać: rana Ciri miała najwyżej dziesięć godzin, a dziewczyna upierała się, że zraniono ją cztery dni wcześniej; gdzieś przepadły cztery dni. Autorytet od teleportacji Geoffrey Monck pisze zaś, że portal Tor Lara wiedzie do Wieży Jaskółki, Tor Zireael: gdyby Ciri dotarła do wieży, mogłaby teleportować się z powrotem na Thanedd, poza zasięg wrogów. W „Peregrynacjach" Buyvida Backhuysena, książce uznawanej za apokryf, pustelnik znajduje lokalizację: jezioro Tarn Mira w krainie Mil Trachta, jakieś trzysta mil od Pereplutu, dwa tygodnie drogi na Kelpie, tyle że wiosną, bo lada dzień mrozy. Z rozsypanych kart wypada przy tym grawiura z herosem wiszącym na Jesionie Światów, a Ciri nieruchomieje: to samo śniło się jej kilka razy. Sceptycyzm dziewczyny (z wieży pewnie zostały gołe kamienie jak z Shaerrawedd) Vysogota zbywa pewnością: teleporty nie bywają widzialne, portal objawi się jej i usłucha jej rozkazu. Bo on myśli, że Ciri jest wybranką.r. 50Rzeź w karczmie pod Dun Dâre: W wilię Saovine do karczmy na rozstajach za wysiółkiem Dun Dâre wchodzi szczupła postać w kubraku z piżmaczych skórek. Kwaterująca tam od dwóch tygodni czwórka z hanzy Skellena, Cyprian Fripp Młodszy, Dede Vargas, Rispat La Pointe i Yuz Jannowitz, zostawiona we wsi jako zasadzka na ściganą dziewczynę, ma już na sumieniu sołtysa i chłopa, którzy stanęli w obronie miejscowych dziewek, a tego wieczoru planuje napaść na zagrodę kowala. Na okrzyk „mamy cię, Falka" przybyła odpowiada, że się ich spodziewała, odsłania oszpeconą twarz z oczami umalowanymi sadzą i przedstawia się: nie jestem Falką, jestem Ciri z Kaer Morhen, jestem wiedźminką, przyszłam tu, by zabijać. W kilkadziesiąt uderzeń serca kładzie całą czwórkę, przechodząc przez ich zastawy jak szary dym. Przerażonemu karczmarzowi mówi, że zabija potwory, i w jej własnym głosie pojawia się przy tych słowach zdziwienie i wahanie. Stary dziad, który przeżył rzeź pod stołem, poznaje w niej wiedźmę z własnej opowieści wigilijnej: tę, która jedzie nocą na karej klaczy, a kto ją spotka, nie odejmie się śmierci. Masz rację, odpowiada dziewczyna. Wieść o tej nocy sprawi, że z nadnaturalnych okoliczności ucieczki z Goworożca nie będzie się już śmiał nikt z hanzy.r. 50Ucieczka z Goworożca: W dzień jesiennej Równonocy los zbiera we wsi Goworożec wszystkich, którzy ścigają Ciri: Bonhart przywozi ją na łańcuchu do Skellena, przy stole siedzi pojmany chwilę wcześniej Rience, a z jego srebrnego ksenoglozu przemawia sam Vilgefortz. Podczas targu o dziewczynę na jaw wychodzi wszystko naraz: Skellen morduje na zlecenie spiskujących przeciw Emhyrowi książąt, Vilgefortzowi potrzebne jest tylko łożysko Ciri, a Bonhart sprzedaje ją za dwa tysiące florenów z prawem przyglądania się. O losie dziewczyny przesądza jednak ktoś inny. Czujna Kenna Selborne próbuje wejść w jej myśli, a odepchnięta z krwotokiem, sama wpycha jej do ręki broń: Ciri odzyskuje Siłę, której wyrzekła się na pustyni Korath. Psionicznym uderzeniem powala wartowników, Neratin Ceka, agent Vattiera, przecina jej więzy i ceną życia zatrzymuje Bonharta, a Kelpie przesadza siedmiostopowy kołowrót jak czarna jedwabna wstęga. W zamieszaniu giną czworo: Ceka rozpłatany przez Bonharta, Kabernik Turent od miecza Ciri, Chloe Stitz od bełtu Jediaha Mekessera, który nie pozwolił jej strzelić do dziewczyny, i sam Mekesser od oriona Skellena. Drugi orion, rzucony za uciekającą, rozcina jej twarz: to rana, z którą kilka dni później znajdzie ją pustelnik na Pereplucie. Pościg gubi trop w nienaturalnej nawałnicy, wśród opowieści o rosnącym do rozmiarów smoka słomianym jednorożcu, o zacierającej ślady kawalkadzie widm na końskich szkieletach i o wyciu beann'shie.r. 51Bitwa na lodzie Tarn Mira: Po blisko trzech tygodniach pościgu od Dun Dâre myśliwi dopadają zdobycz na zamarzniętym jeziorze Tarn Mira i dopiero na lodzie pojmują, kto tu na kogo polował. Ślady stóp Ciri, idącej rzekomo pieszo środkiem jeziora, urywają się nagle: dziewczyna założyła łyżwy i we mgle zawraca ku rozciągniętej w ławę pogoni. W przelotach ginie Stigward i dwaj gemmerscy żołnierze, Ola Harsheim pada podcięty pod kolano, a rzucony w łyżwiarkę orion Skellena grzęźnie w twarzy właśnie jego. Zaklęcie Rience'a, zamiast przegrodzić jej drogę, rozrywa taflę wzdłuż: w czarnej wodzie lądują niemal wszyscy, a Ciri przefruwa nad szczeliną i dogania uciekającego Berta Brigdena. Wiszącemu u krawędzi kry Rience'owi, który kupczy wiedzą o miejscu przetrzymywania Yennefer, przypomina obietnicę nauczenia jej bólu „tymi palcami", po czym przejeżdża łyżwą wzdłuż krawędzi: na lodzie zostaje osiem palców, a czarodziej tonie razem ze swoim ksenoglozem. Z dziesięciu ludzi, którzy weszli na lód, wychodzą z niego żywi tylko Skellen, Boreas Mun i Dacre Silifant; Bonhart, który pułapkę przewidział i zawrócił po konia, gna już brzegiem, by odciąć dziewczynie drogę do północnego krańca jeziora.r. 51Wejście do Wieży Jaskółki: Na północnym krańcu Tarn Mira legenda z „Peregrynacji" Backhuysena zdaje się umierać: zamiast Wieży Jaskółki na Ciri czeka tylko ośnieżony pagórek i kupa kamieni, a po lodzie pędzi ku niej triumfujący Bonhart. Wtedy między łowcą a brzegiem staje dęba śnieżnobiały jednorożec, a z kłębiącej się mgły wyłania się demoniczna kawalkada kościotrupich jeźdźców z koronowanym widmem na czele, dudniąca w głowie Bonharta jednym rozkazem: precz, śmiertelniku, ona nie jest twoja, ona jest nasza. Spłoszony gniadosz łamie lód i topi się, a wygrzebujący się z przerębla łowca patrzy, jak w trupiej jasności zorzy nad usypiskiem wyrasta z nicości czarna bazaltowa wieża, do której dziewczyna, nie spiesząc się, wjeżdża na Kelpie i znika razem z nią. Wewnątrz, w otchłani niemieszczącej się w smukłym obelisku, przed Ciri otwierają się drzwi wytyczające nieskończenie wiele kierunków, pełne wizji bliskich i dalekich, a pośmiertny głos Vysogoty wyjaśnia jej to, czego nie zdążył za życia: Starsza Krew daje jej władzę nad czasem, przestrzenią, wymiarami i sferami. Ostatnie drzwi otwierają się na wiosnę, kwitnącą czeremchę i jednorożce u wodopoju: na inny świat, w którym na przybyłą czeka grający na fletni jasnowłosy elf z pytaniem, co ją zatrzymało tak długo.r. 56Cena powrotu: W świecie za Wieżą Jaskółki Avallac'h wykłada Ciri, za co naprawdę czekano na nią tak długo: Aen Elle, Lud Olch, chcą jej dziecka. Dziewczyna, jako dziedziczka krwi Lary Dorren, ma urodzić potomka o zdolnościach tysiąckrotnie silniejszych niż jej własne, zdolnego otworzyć Ard Gaeth, Wrota Światów, a ojcem ma zostać Auberon Muircetach, Król Olch. Elf uzasadnia żądanie długiem, bo Cregennan zabrał niegdyś elfom dziecko, oraz ratunkiem dla ginącego świata Ciri, któremu wróżba Itliny zapowiada Białe Zimno. Kategoryczną odmowę łamie szantaż: uciec się nie da, więc bez współpracy dziewczyna zostanie wśród Olch na zawsze, a za zgodę elfy obiecują zwrócić jej stracony czas, który płynie tu inaczej niż w domu.r. 56Śmierć Króla Olch: W noc nadciągającej burzy Ciri, zamiast od razu uciekać, idzie jeszcze raz do królewskich komnat Tir ná Lia, by opóźnić pogoń, i zastaje Auberona Muircetacha gasnącego w fotelu. Z dłoni króla wypada nefrytowy flakonik, ten sam, który wcześniej pokazywał jej Eredin, oferując „gwarantowany środek" na królewską niemoc. W majakach Auberon bierze dziewczynę najpierw za Shiadhal, potem za Larę, którą przyzywa jak córkę, a w ostatnim przebłysku przytomności nazywa ją swoim przeznaczeniem i wyznaje jej na ucho, że boi się i strasznie nie chce umierać. Ciri trzyma Króla Olch za rękę, póki nie zgaśnie jego oddech, i nie ociera łez. Czy Eredin podał staremu królowi truciznę rozmyślnie, tekst nie rozstrzyga; Ciri, tnąc go później mieczem, uznaje, że za tę śmierć należy mu się ból.r. 56Ucieczka z Tir ná Lia: Wspomagana przez jednorożce Ciri wykorzystuje jedyną dziurę w barierze Geas Garadh: płynącą rzekę. Nocą, w czas burzy, spływa łodzią rzeką Easnadh przez uśpione Tir ná Lia, a na trzecim moście drogę zastępuje jej Eredin. Pojedynek na chybotliwej łodzi kończy podstęp: uprzedzony, że „nie zmieści się pod mostkiem", elf uderza potylicą o przęsło, dostaje cięcie w udo i ląduje w rzece. Za rozlewiskami czekają Kelpie i Ihuarraquax, który najpierw, z rozkazu Starszych, pokazuje dziewczynie wąwóz pełen ludzkich kości, prawdę o tym, jak Aen Elle zdobyli swój świat, a potem, gdy rusza pogoń, rozkazuje jej skoczyć. Wśród złowrogich olch, w blaskach błyskawic, Ciri wykonuje pierwszy świadomy skok między światami i ląduje pod niebem ze znajomymi konstelacjami, które jednak wciąż nie są właściwym miejscem ani właściwym czasem. Moc, której jakoby wyrzekła się na pustyni, okazuje się niezbywalna: dziewczyna zaczyna być tym, kim wedle Vysogoty i jednorożców jest z krwi, Panią Światów.r. 58Brama Światów: Zagubiony żeglarz dostrzega wreszcie światło latarni. Nimue, przekonana, że zakończenie legendy wcale nie jest przesądzone i rozstrzyga się właśnie teraz, wieczór po wieczorze prowadzi z Condwiramurs na tarasie Inis Vitre dywinacje, szukając błądzącej po miejscach i czasach Ciri. W noc przed przesileniem letnim tafla jeziora pęka i z nicości wyłania się kara klacz z jeźdźczynią. Nimue skanduje zaklęcia: gobelin rozjarza się feerią świateł, Zwierciadło Hartmanna zamienia je w rosnący obraz, a obraz w portal, za którym widać płaskowyż pełen wraków okrętów i zamek wtopiony w skały nad czarnym górskim jeziorem. Czarodziejka woła Ciri, córkę Pavetty, by wjechała w bramę i spieszyła na pomoc bliskim, by koło czasu się zamknęło i wąż Uroboros zatopił zęby we własnym ogonie, a na koniec dodaje: zaufaj mi, już mnie kiedyś widziałaś. Ciri odpowiada, że pamięta, ufa i dziękuje, po czym Kelpie tanecznym krokiem wbiega w jasność. Tak, z pomocą podanej przez wieki ręki małej Nimue, kończy się błądzenie po archipelagu: droga wiedźminki prowadzi teraz prosto na spotkanie przeznaczenia.r. 58Obława Dearg Ruadhri: Zapowiedź Eredina, że jego jeźdźcy dościgną zbiega nawet w otchłani czasów i miejsc, spełnia się szybciej, niż Ciri mogła się obawiać. Na nadmorskim urwisku w świecie, w którym ptaki nie znają ludzi, powietrze pęka jak zlane wodą szkło i z pęknięć sypią się konni Dearg Ruadhri w płaszczach barwy pożarnej łuny, zamykając uciekinierów w półkolu obławy nad przepaścią. Ihuarraquax wskazuje dziewczynie lukę w pierścieniu i rozkazuje jej się ratować, a sam staje dęba i szarżuje na elfów z pochylonym rogiem. Ciri ucina mieczem arkan zarzucany na szyję Kelpie i wyrywa się z okrążenia, a klacz gna tak, że pogoń zajeżdża własne konie i musi poprzestać na przekleństwach. Cena ucieczki jest jednak gorzka: Ciri zostaje na archipelagu miejsc i czasów zupełnie sama, nie wiedząc nawet, co Czerwoni Jeźdźcy zrobili z jednorożcem, który ją osłonił.r. 60Łaska cesarza: Oficer, który po szturmie zajmuje zamek Stygga i każe aresztować Skellena za zdradę, zdejmuje hełm dopiero w cztery oczy z Geraltem: to sam Emhyr var Emreis. Wiedźmin wita go imieniem Duny, bo domyślił się już, jaką rolę w krwi Ciri odegrał incest: cesarz Nilfgaardu jest jej ojcem, Jeżem z Erlenwaldu, który szesnaście lat temu wziął ślub z Pavettą w Cintrze. Emhyr opowiada wszystko: klątwę uzurpatora, pakt z Vilgefortzem i przepowiednię o synu Ciri, władcy świata, upozorowaną katastrofę na Głębi Sedny, w której naprawdę zginęła Pavetta, i plan poślubienia własnej córki, nieświadomej, kim jest jej mąż. Tajemnica ma umrzeć z tymi, którzy ją znają, więc Geralt i Yennefer dostają w ramach spłaty starych długów śmierć honorową: wspólną kąpiel i nóż do otwarcia żył. Cesarz odprowadza ich do łaźni i obiecuje Yennefer, że nie skrzywdzi „córki pani i wiedźmina Geralta": deptał trupy i tańczył na kurhanach wrogów, ale tego, o co go podejrzewają, zwyczajnie by nie potrafił. Teraz to wie, także dzięki nim obojgu. Potem przytula szlochającą Ciri, szepcze w Starszej Mowie „va faill, luned", żegnaj, dziewczyno, i na jego rozkaz całe czarne wojsko odjeżdża z zamku, nie zostawiając ani strażnika, ani obiecanego noża. Ciri nie mówi Geraltowi i Yennefer o pożegnaniu ani słowa.r. 60Szturm na zamek Stygga: Wszystkie drogi legendy schodzą się w zamku Stygga. Ciri przybywa do kryjówki Vilgefortza z własnej woli, by oddać się w zamian za wolność Yennefer, a gdy czarodziej odrzuca ofertę i wlecze ją do laboratorium, do zamku wdziera się kompania Geralta: zahipnotyzowani przez Regisa wartownicy sami otwierają bramę. Zwycięstwo kosztuje kompanię wszystko. Milva ginie w pojedynku łuczników na krużganku, osłaniając towarzyszy; Cahir zastępuje drogę Bonhartowi, by Ciri mogła ujść, i pada pod jego mieczem; raniona w udo Angoulême wykrwawia się w objęciach Ciri; Regis, który wyrwał Yennefer z magicznej matni, zostaje przez Vilgefortza rozdarty i stopiony białym ogniem wraz z kolumną. Rachunki wyrównują ocaleni. Ciri, przyparta na belkach zrujnowanego skrzydła, sięga po wahadłową naukę z Kaer Morhen, zwala Bonharta w przepaść, a zdradziecki atak nożem kończy cięciem przez gardło i zabiera łowcy trzy wiedźmińskie medaliony. Geralt, tłuczony żelaznym drągiem, myli maga iluzją z medalionu Fringilli i dwoma cięciami oraz dekapitacją kończy karierę największego wroga; pomaga i to, że zregenerowane oko Vilgefortza nigdy nie odzyskało koordynacji. Wiedźmin, wiedźminka i Yennefer schodzą potem razem po zalanych krwią schodach przez resztki najemników Skellena, aż na dole zamiast wyjścia czekają na nich czarne salamandry cesarskiego wojska.r. 62Ciri przed lożą: Pierwszego czerwca, na nowiu, Ciri staje w sali kolumnowej Montecalvo przed lożą w komplecie, a Yennefer, wezwana jako winowajczyni do osądzenia, ma stać, dopóki loża nie zadecyduje o jej losie. Filippa Eilhart i Sheala de Tancarville oznajmiają dziewczynie wyznaczoną jej rolę: wyjazd do Koviru, uwiedzenie królewicza Tankreda Thyssena i dziecko, któremu przyszłość zapewni loża; z dawnej królewskiej przyszłości zostaje status faworyty, bo los wyzuł Cirillę z Cintry ze wszystkiego. Ciri wybiera jedyne, czego jej nie narzucono, nazwisko, i oświadcza, że chce się nazywać Ciri z Vengerbergu, córka Yennefer, po czym mówi „nie": musi rzecz przemyśleć, a przede wszystkim dotrzymać obietnicy spotkania z Geraltem w Rivii. W głosowaniu nad jej wyjazdem szala staje pięć do pięciu, aż ostatni głos oddaje Filippa, która wbrew własnemu sprzeciwowi wobec sentymentów wybiera przeznaczenie rozumiane jako nadzieja i oddaje głos „dziecku przeznaczenia". Yennefer i Ciri ruszają z Montecalvo w daleką drogę na umówione spotkanie.r. 63Odpłynięcie we mgle: Nad konającym po pogromie Geraltem zawodzi magia Yennefer, która wyczerpuje się do utraty przytomności, a Ciri gorzko wypomina sobie wyrzeczenie się mocy na pustyni. Znad Loc Eskalott wychodzi wtedy na ląd gęsta mgła, a z niej wyłania się Ihuarraquax, biegnący po powierzchni jeziora, jakby na niego czekano. Ciri dotyka płonącego rogu jednorożca, jej oczy rozjarzają się mlecznym żarem i ku wiedźminowi płynie z jej palców wstęga żarzącej się jasności; nikt z patrzących nie umie potem ocenić, jak długo to trwało, bo wszystko jest nierealne jak sen. Jednorożec wskazuje rogiem czekającą pod wierzbami łódź. Rannych składają w niej żywi, którym zmysły podpowiadają, że pomagają im umarli: Jaskier czuje bark Cahira i widzi warkocz Milvy oraz dłonie Angoulême, Zoltan przysiągłby, że dźwiga z nim Caleb Stratton, Yarpen widzi braci Dahlbergów, a Triss czuje perfumy Lytty Neyd i widzi żółtozielone oczy Coëna. Ciri prosi Triss o przeproszenie pań z Montecalvo, bo nie może zostać, gdy Geralt i Yennefer odchodzą; na pytanie, czy jeszcze się zobaczą, odpowiada „na pewno", i oboje z Triss wiedzą, że to kłamstwo z litości. Łódź odpływa bez plusku i niknie we mgle, pieje kogut, a nad brzegiem zostają słowa: coś się skończyło, coś się zaczyna. Geralt budzi się potem obandażowany w sadzie pod ciężkimi od jabłek gałęziami, przy nim czuwa Yennefer, która obiecuje nigdy już go nie opuścić, i żadne z nich nie wie, gdzie właściwie są. Ciri, opowiedziawszy całą historię Galahadowi nad zaczarowanym jeziorem, rusza z nim ku Kamelotowi, dłoń w dłoni, wprost w zachodzące słońce; bo nie ma takiego świata, w którym nie byłoby zajęcia dla wiedźminki.r. 63Pogrom w Rivii: W kilka dni po czerwcowym nowiu iskra rzucona na rivskim bazarze, wedle oficjalnej wersji obraza młodej szlachcianki Nadii Esposito przez krasnoludzkiego przekupnia, rozpala bitkę, która w mgnieniu oka przeradza się w rzeź i zmasowany atak ludności na dzielnice nieludzi; późniejsi badacze będą pytać, skąd w kilka minut wzięły się wozy z rozdawaną bronią i kim byli nieznani nikomu prowodyrzy. W niecałą godzinę ginie sto osiemdziesiąt cztery osoby, blisko połowa to kobiety i dzieci. Geralt, który chwilę wcześniej ogłosił koniec swojego wiedźmiństwa i zwrócił sihill, zdejmuje miecz znad komina gospody „U Wirsinga" z zapowiedzią, że to już naprawdę ostatni raz, i staje w obronie mordowanych, tnąc szeroko, by kaleczyć, nie zabijać. Rozczochranemu młodzikowi błagającemu o litość daruje życie, a ułaskawiony zrywa się i wbija mu w brzuch trójzębne widły. Do miasta docierają w tym czasie Yennefer, Ciri i Triss; kamienowana Yennefer pada bez przytomności, a Triss, która pod Sodden mdlała ze strachu, łamie w sobie tchórzostwo na zawsze: z kupy kompostu, którą legenda nazwie Rivijskim Wzgórzem, sprowadza na miasto niszczące gradobicie, jakiego nikt po niej nie zdoła powtórzyć. Grad chłodzi gorące głowy, spóźnione wojsko rozpędza motłoch i nad Rivią rozpina się tęcza, pod którą na skrwawionym bruku kona wiedźmin.