atrament na mapieOpis ogólny, bez zdradzania fabuły.
Mistrz miecznik i płatnerz z Fano, właściciel największego obejścia w miasteczku: warsztatu przypominającego warownię, z palisadą z sosnowych tramów, wieżyczkami z dębowej klepki i nieustannym dzwonem młotów. Własne głownie znaczy puncmarką podkowy, montuje też klingi z importu, z Mahakamu, Poviss i Viroledy. Na szyi nosi kościaną gwizdawkę: jej gwizd to hasło dla ukrytych rębajłów, zwanych w warsztacie „kontrolerami jakości wyrobów". O klientach i gościach nie mówi nikomu ani słowa, przekupstwo i groźby uważa za warte wyłącznie plunięcia, a wobec ludzi, na których musi patrzeć mocno w górę, zachowuje się bez strachu i bez respektu.
Przeglądasz bez zakładki, więc widzisz pełną opublikowaną biografię.
Dwunastego września, uprzedzony listem, Esterhazy przyjmuje Bonharta z zamówieniem na miecz dla dziewczyny o podanych w liście wymiarach. Na widok obroży na szyi Ciri stawia warunek: w jego domu łowca zdejmie ją natychmiast, bo za bramą może dziewczynę włóczyć choćby za koniem, ale u niego nie wolno poniewierać ludzkiej godności. Po próbie ze zbyt ciężką viroledanką, gdy Bonhart oznajmia, że wie, kim dziewczyna jest, miecznik z dziwnie zmienioną twarzą posyła po podłużne pudło: w środku leży gnomi gwyhyr z ponaddwustuletnią głownią, oprawiony na jego zamówienie przez gnomy z Tir Tochair, z wytrawioną girlandą losu, wieżą i jaskółką. Oddaje go za darmo, głuchym głosem, żeby wypełniło się, co ma się wypełnić, i zastrzega, że to podarunek nie dla łowcy, lecz dla dziewczyny noszącej obrożę. Namawia Ciri, by wzięła miecz do ręki, i kwituje spokojnym „szkoda", gdy Bonhart gwałtownie temu zapobiega, krzycząc, że jeszcze nie nadszedł czas. Cztery dni później do warsztatu przybywa grupa z hanzy Skellena; Esterhazy odmawia informacji, ale czujna Kenna Selborne wdziera mu się do mózgu pulsacją i rozkazem, a miecznik, krztusząc się, wbrew własnej woli wyznaje wszystko o wizycie łowcy.