atrament na mapieOpis ogólny, bez zdradzania fabuły.
Król Koviru, Poviss, Naroku, Velhadu i Talgaru, władca najbogatszego państwa świata, z domu Thyssenidów. Jak wszyscy mężczyźni tego klanu jest wysoki, potężnie zbudowany i zbójecko przystojny, a wygląda krzepko i zdrowo niczym marynarz świeżo wrócony z morza: choć ma pięćdziesiąt sześć lat, dać można mu czterdzieści pięć. Nie znosi owijania w bawełnę, mówi rubasznie i celnie, a ulubioną sentencję powtarza przy każdej okazji: mieć milion i nie mieć miliona to razem dwa miliony. Prywatnie lubi trzymać berło i bawić się nim, czego oficjalnie nie robi nigdy w obawie, że poddani okrzykną go pretensjonalnym. Od dwudziestu dziewięciu lat bezgranicznie kocha swoją żonę Zuleykę i wedle powszechnej opinii nigdy jej nie zdradził; śpią razem w jednym łożu, co wśród par królewskich jest ewenementem.
Przeglądasz bez zakładki, więc widzisz pełną opublikowaną biografię.
Zamiast zapowiedzianego ministra to sam Esterad z małżonką przyjmuje w pałacu Ensenada w Lan Exeter przybyłego z Redanii Dijkstrę. Rozbraja szpiega od progu: wie o szykowanej łapówce dla ministra, a samego gościa tytułuje porządnym i przyzwoitym skurwysynem, który z milionów okazji nigdy nie ukradł nawet pół szeląga, i za to go lubi, choć racją stanu usprawiedliwiać tortur i skrytobójstw nie zamierza (przy okazji poleca mu pisma etyka Vysogoty z Corvo). Na plastycznej mapie ukrytej za obrazem wykłada położenie wojenne z końca października i uczciwie przyznaje, że Redania potrzebuje konnicy za milion bizantów, po czym prośbę o pożyczkę odrzuca: Kovir wiąże z Nilfgaardem traktat podpisany przez jego dziada Esterila z imperatorem Fergusem var Emreisem, a pacta sunt servanda, czego dowodzi wykładem o małżeństwie i rogach. Nocą, naprowadzony przez Zuleykę na mądrości proroka Lebiody z Dobrej Księgi (najlepiej sprawić, by arbuza dał ubogiemu kto inny; podaruj bliźniemu psotnego kota), obmyśla rozwiązanie, które nie łamie ani traktatu, ani neutralności: milion zdobędzie dla Redanii kto inny, a z kovirskich więzień i zesłań wyjdą „psotne koty". Dręczą go przy tym przedziwne sny, w których zmarła matka pokazuje mu Ciri, wnuczkę Calanthe, powtarzając, że ma żonę dla Tankreda; sojusz Koviru z Cintrą brzmi w uszach króla całkiem nieźle, ale astrologa wzywać nie chce, a bawiącej w Lan Exeter Sheali de Tancarville nie chce tym bardziej, bo mądrym babom zbyt pachnie władza. Nie wie, że to właśnie Sheala zsyła mu te sny. Z Dijkstrą, ewenement kolejny, szczerze przypada sobie do gustu: przy pożegnalnych rozmowach zwierza się z niepokoju o prorokowane przez Itlinę dziesięciolecia zimna, zapewnia, że Yennefer nie była zdrajczynią i oferuje na to dowody, a szpiega przestrzega przed czarodziejkami i przed złą legendą, którą ten buduje sobie szafotami i Drakenborgiem. Żegnają się jak przyjaciele, choć obaj wiedzą, że przyjaźń w ich fachu to zbytek: sprawa miliona jest załatwiona, a wysłannik króla wylegitymuje się kiedyś ołowianym żołnierzykiem, bliźniakiem tego, którego Esterad ukradkiem podebrał wnukowi. Z opowieści sędziwego Guiscarda Vermuellena, snutej po dziesięcioleciach, wiadomo, jak król skończy: na marmurowych schodach Ensenady dopadnie go trzech zamachowców, a Esterad, choć mógł walczyć albo uciekać, będzie osłaniał wyłącznie Zuleykę. Królowa nie odniesie nawet draśnięcia; on otrzyma ponad dwadzieścia pchnięć i umrze po trzech godzinach, nie odzyskawszy przytomności.