Pełny opis wydarzenia.
Po blisko trzech tygodniach pościgu od Dun Dâre myśliwi dopadają zdobycz na zamarzniętym jeziorze Tarn Mira i dopiero na lodzie pojmują, kto tu na kogo polował. Ślady stóp Ciri, idącej rzekomo pieszo środkiem jeziora, urywają się nagle: dziewczyna założyła łyżwy i we mgle zawraca ku rozciągniętej w ławę pogoni. W przelotach ginie Stigward i dwaj gemmerscy żołnierze, Ola Harsheim pada podcięty pod kolano, a rzucony w łyżwiarkę orion Skellena grzęźnie w twarzy właśnie jego. Zaklęcie Rience'a, zamiast przegrodzić jej drogę, rozrywa taflę wzdłuż: w czarnej wodzie lądują niemal wszyscy, a Ciri przefruwa nad szczeliną i dogania uciekającego Berta Brigdena. Wiszącemu u krawędzi kry Rience'owi, który kupczy wiedzą o miejscu przetrzymywania Yennefer, przypomina obietnicę nauczenia jej bólu „tymi palcami", po czym przejeżdża łyżwą wzdłuż krawędzi: na lodzie zostaje osiem palców, a czarodziej tonie razem ze swoim ksenoglozem. Z dziesięciu ludzi, którzy weszli na lód, wychodzą z niego żywi tylko Skellen, Boreas Mun i Dacre Silifant; Bonhart, który pułapkę przewidział i zawrócił po konia, gna już brzegiem, by odciąć dziewczynie drogę do północnego krańca jeziora.
Pełny kontekst: streszczenie rozdziału 51 →
Co doprowadziło do tego wydarzenia i co z niego wynikło. Skutki pokazujemy do Twojej zakładki.
W wilię Saovine do karczmy na rozstajach za wysiółkiem Dun Dâre wchodzi szczupła postać w kubraku z piżmaczych skórek. Kwaterująca tam od dwóch tygodni czwórka z hanzy Skellena, Cyprian Fripp Młodszy, Dede Vargas, Rispat La Pointe i Yuz Jannowitz, zostawiona we wsi jako zasadzka na ściganą dziewczynę, ma już na sumieniu sołtysa i chłopa, którzy stanęli w obronie miejscowych dziewek, a tego wieczoru planuje napaść na zagrodę kowala. Na okrzyk „mamy cię, Falka" przybyła odpowiada, że się ich spodziewała, odsłania oszpeconą twarz z oczami umalowanymi sadzą i przedstawia się: nie jestem Falką, jestem Ciri z Kaer Morhen, jestem wiedźminką, przyszłam tu, by zabijać. W kilkadziesiąt uderzeń serca kładzie całą czwórkę, przechodząc przez ich zastawy jak szary dym. Przerażonemu karczmarzowi mówi, że zabija potwory, i w jej własnym głosie pojawia się przy tych słowach zdziwienie i wahanie. Stary dziad, który przeżył rzeź pod stołem, poznaje w niej wiedźmę z własnej opowieści wigilijnej: tę, która jedzie nocą na karej klaczy, a kto ją spotka, nie odejmie się śmierci. Masz rację, odpowiada dziewczyna. Wieść o tej nocy sprawi, że z nadnaturalnych okoliczności ucieczki z Goworożca nie będzie się już śmiał nikt z hanzy.
Po blisko trzech tygodniach pościgu od Dun Dâre myśliwi dopadają zdobycz na zamarzniętym jeziorze Tarn Mira i dopiero na lodzie pojmują, kto tu na kogo polował. Ślady stóp Ciri, idącej rzekomo pieszo środkiem jeziora, urywają się nagle: dziewczyna założyła łyżwy i we mgle zawraca ku rozciągniętej w ławę pogoni. W przelotach ginie Stigward i dwaj gemmerscy żołnierze, Ola Harsheim pada podcięty pod kolano, a rzucony w łyżwiarkę orion Skellena grzęźnie w twarzy właśnie jego. Zaklęcie Rience'a, zamiast przegrodzić jej drogę, rozrywa taflę wzdłuż: w czarnej wodzie lądują niemal wszyscy, a Ciri przefruwa nad szczeliną i dogania uciekającego Berta Brigdena. Wiszącemu u krawędzi kry Rience'owi, który kupczy wiedzą o miejscu przetrzymywania Yennefer, przypomina obietnicę nauczenia jej bólu „tymi palcami", po czym przejeżdża łyżwą wzdłuż krawędzi: na lodzie zostaje osiem palców, a czarodziej tonie razem ze swoim ksenoglozem. Z dziesięciu ludzi, którzy weszli na lód, wychodzą z niego żywi tylko Skellen, Boreas Mun i Dacre Silifant; Bonhart, który pułapkę przewidział i zawrócił po konia, gna już brzegiem, by odciąć dziewczynie drogę do północnego krańca jeziora.
Na północnym krańcu Tarn Mira legenda z „Peregrynacji" Backhuysena zdaje się umierać: zamiast Wieży Jaskółki na Ciri czeka tylko ośnieżony pagórek i kupa kamieni, a po lodzie pędzi ku niej triumfujący Bonhart. Wtedy między łowcą a brzegiem staje dęba śnieżnobiały jednorożec, a z kłębiącej się mgły wyłania się demoniczna kawalkada kościotrupich jeźdźców z koronowanym widmem na czele, dudniąca w głowie Bonharta jednym rozkazem: precz, śmiertelniku, ona nie jest twoja, ona jest nasza. Spłoszony gniadosz łamie lód i topi się, a wygrzebujący się z przerębla łowca patrzy, jak w trupiej jasności zorzy nad usypiskiem wyrasta z nicości czarna bazaltowa wieża, do której dziewczyna, nie spiesząc się, wjeżdża na Kelpie i znika razem z nią. Wewnątrz, w otchłani niemieszczącej się w smukłym obelisku, przed Ciri otwierają się drzwi wytyczające nieskończenie wiele kierunków, pełne wizji bliskich i dalekich, a pośmiertny głos Vysogoty wyjaśnia jej to, czego nie zdążył za życia: Starsza Krew daje jej władzę nad czasem, przestrzenią, wymiarami i sferami. Ostatnie drzwi otwierają się na wiosnę, kwitnącą czeremchę i jednorożce u wodopoju: na inny świat, w którym na przybyłą czeka grający na fletni jasnowłosy elf z pytaniem, co ją zatrzymało tak długo.