Opis ogólny, bez zdradzania fabuły.
Goniec konny w służbie króla Demawenda, z blachą z herbem Aedirn na piersi. Ma trzydzieści sześć lat, jest mały, silny i żylasty; w domu zostawił żonę i córki, w tym dwie niezamężne, na których posag odkłada grosz. Młodych adeptów fachu poucza, że gońcowi potrzebne są dwie rzeczy, złota głowa i żelazna rzyć: najważniejsze posłania wozi się w pamięci, słowo w słowo, a w siodle spędza się po trzy dni i trzy noce. Widzi wiele, słyszy jeszcze więcej i pamięta wszystko, czego pamiętać mu nie wolno, ale nie mówi o tym nikomu.
Przeglądasz bez zakładki, więc widzisz pełną opublikowaną biografię.
Po latach zapomnienia, gdy magiczna łączność czarodziejów odebrała gońcom chleb, Aplegatt staje się znowu potrzebny: królowie przestali ufać magikom i sekrety Północy wożą znowu konni posłańcy. Goniec pędzi z Hagge do Mariboru z posłaniem Demawenda do Foltesta o przebierańcach w Dol Angra, a z powrotem wiezie przez Anchor do Tretogoru odpowiedź i wieść, że Lwiątko nie żyje. Po drodze dwakroć ociera się o rzeczy większe od siebie. Na rozstaju koło Zavady zaspana zielonooka dziewczynka mówi do niego zmienionym głosem o niebezpieczeństwie, które nadlatuje cicho, na szarych piórach, i o gorącym piasku ze snu; goniec bierze to za majaki. W zajeździe w Anchor białowłosy mężczyzna z mieczem każe mu nie wychodzić na podwórze, cokolwiek by się działo, dzięki czemu Aplegatt ogląda tylko finał rzezi trzech zbirów. W Tretogorze recytuje posłanie Dijkstrze i rusza przed świtem w drogę powrotną z ostrzeżeniem, by w lasach nad Pontarem uważał na Wiewiórki. Tam, w miejscu, gdzie od trzech dni swędziało go między łopatkami, dosięga go „cicha" strzała o szarych lotkach, wypuszczona przez Yaevinna wbrew protestom Toruviel. Aplegatt umiera natychmiast, na gorącym od słońca piasku drogi, nie usłyszawszy niebezpieczeństwa i nie poznawszy, że wszystko to mu wywieszczono.
Każdy prowadzi do streszczenia rozdziału, w którym się wydarzył.
r. 27Śmierć gońca Aplegatta: W lasach nad Pontarem trzyosobowy patrol Scoia'tael wypatruje z ukrycia samotnego jeźdźca: królewskiego gońca Aplegatta, wiozącego Demawendowi ostrzeżenie, od którego może zależeć wojna. Toruviel protestuje (mieli prowadzić zwiad, a trup na drodze ściągnie wojsko i obstawę brodów), ale Yaevinn ucina spór i strzela z odległości dobrych stu pięćdziesięciu kroków. Strzała jest „cicha", lotkowana długimi szarymi piórami, a jej trójbrzeszczotowy grot wkręca się w ciało jak śruba. Aplegatt umiera natychmiast, na gorącym od słońca piasku drogi, nie usłyszawszy niebezpieczeństwa: dokładnie tak, jak na rozstaju koło Zavady wywieszczyła mu zmienionym głosem zaspana, zielonooka dziewczynka, mówiąc o szarych piórach i gorącym piasku ze snu. Wstrzymane posłanie królów, „ktoś zdradził, Płomień czeka na pretekst", nigdy nie dotrze do adresata.r. 27Starcie w Anchor: Trzej najemni mordercy, Ralf Blunden zwany Profesorem, Heimo Kantor i Krótki Yaxa, jadą śladem Yennefer i podróżującej z nią dziewczynki. W zajeździe w Anchor, na trakcie ku Gors Velen, dogania ich jednak ktoś, kto zrobił ten sam rachunek szybciej. Geralt, uprzedzony przez Codringhera, czeka w izbie, każe przypadkowemu świadkowi, gońcowi Aplegattowi, nie wychodzić na podwórze i daje trójce wybór: jeden wyjdzie i powie, kto ich nasłał, albo wyjdą wszyscy trzej. Wychodzą wszyscy trzej, z planem zajścia wiedźmina od tyłu. Walkę z izby bardziej słychać, niż widać: tupot, świst kling i wrzask, od którego włosy stają dęba. Profesor dowleka się do izby i pada martwy na klepisko, jego kryształowe okulary tłuką się na niebieską kaszę. Geralt zostawia karczmarzowi rozliczenie trupów z bajlifem i wiadomość dla kamratów zabitych: pokąsał ich Wilk, Biały Wilk, a kto pyta, niech często ogląda się za siebie.