Pełny opis wydarzenia.
W karczmie wsi Glyswen popasają naraz Nissirowie Vercty, wiozący do Tyffi pojmanego Szczura Kayleigha, oraz Łapacze Skomlika, eskortujący do prefekta Ciri. Kayleigh uczy dziewczynę, jak wyprosić od karczmarza nóż i przepiłować jego powrozy, a potem do środka wpadają Szczury: Mistle przez okno, Giselher z Reefem drzwiami, Iskra od zaplecza. W rzezi giną wszyscy Nissirowie i Łapacze, a także karczmarz, ścięty, nim zdążył powiedzieć, komu przed chwilą pomógł. Ciri ratuje Kayleigha piruetem sprzed miecza Skomlika, w „uczciwej walce" tańczy między ciosami Łapacza i nie zadaje ciosu, choć widzi odsłonięcie; Skomlika ścina Mistle. W ucieczce przez wieś Ciri zabija po raz pierwszy w życiu człowieka: osadnika, który pchnął ją włócznią z zaskoczenia. Ta chwila będzie wracać w jej snach ze wszystkimi szczegółami.
Pełny kontekst: streszczenie rozdziału 33 →
Co doprowadziło do tego wydarzenia i co z niego wynikło. Skutki pokazujemy do Twojej zakładki.
Wyrzucona przez spaczony teleport z Tor Lara na bezimienną, bezwodną pustynię, Ciri przez kolejne doby walczy o życie: zlizuje poranną rosę z klingi kordzika, żywi się jaszczurczymi jajami i mrówkami, nocą kieruje się gwiazdą, którą sama nazwała Okiem, a gdy kończą się siły i magiczna energia, odpędza podszepty kordzika mówiącego głosem Tissai de Vries, by skończyć z cierpieniem. Gdy nad leżącą dziewczyną krążą już sępy, zjawia się przy niej młody jednorożec, któremu Ciri nada imię Konik: ociekającymi wodą kopytami zdradza, że w pobliżu jest źródło, prowadzi ją do jaru z mokrym piaskiem i uczy dokopywać się do wody. Odtąd wędrują razem ku widocznym na horyzoncie górom, dzieląc się znaleziskami i wspólnie zabijając jadowitego piaskowego potwora, w którego lej-pułapkę wpada Ciri. Ihuarraquax płaci za ratunek zatrutą raną uda, a bezradność wobec konającego towarzysza pchnie Ciri do sięgnięcia po magię, której zabroniła jej Yennefer.
W karczmie wsi Glyswen popasają naraz Nissirowie Vercty, wiozący do Tyffi pojmanego Szczura Kayleigha, oraz Łapacze Skomlika, eskortujący do prefekta Ciri. Kayleigh uczy dziewczynę, jak wyprosić od karczmarza nóż i przepiłować jego powrozy, a potem do środka wpadają Szczury: Mistle przez okno, Giselher z Reefem drzwiami, Iskra od zaplecza. W rzezi giną wszyscy Nissirowie i Łapacze, a także karczmarz, ścięty, nim zdążył powiedzieć, komu przed chwilą pomógł. Ciri ratuje Kayleigha piruetem sprzed miecza Skomlika, w „uczciwej walce" tańczy między ciosami Łapacza i nie zadaje ciosu, choć widzi odsłonięcie; Skomlika ścina Mistle. W ucieczce przez wieś Ciri zabija po raz pierwszy w życiu człowieka: osadnika, który pchnął ją włócznią z zaskoczenia. Ta chwila będzie wracać w jej snach ze wszystkimi szczegółami.
W górskiej kryjówce po rzezi w Glyswen Szczury stają wokół Ciri półkolem i odprawiają coś na kształt rytuału: „nie masz nic, nie masz niczego i nikogo, wszędzie będziesz obca". Giselher daje jej nabijany srebrem pas, Mistle atłasowy kabacik, Kayleigh sztylecik, Asse pendent, Reef rękawiczki, a Iskra berecik z bażancimi piórami i pytanie, jak nazywać małą sokoliczkę. Ciri odpowiada w Starszej Mowie: Gvalch'ca, Sokolica. Elfka orzeka, że mała będzie nosić imię Starszego Ludu, które sama wybrała: Falka. Tak dziewczyna, którą Falka kusiła w płomieniach na pustyni i która wedle odczytanej w Dorian genealogii nosi w żyłach krew córki Falki, przyjmuje imię spalonej buntowniczki i zostaje siódmym Szczurem. W czasach pogardy ten, kto jest sam, musi zginąć; Ciri nie jest już sama, ale przestaje też być, na oczach czytelnika, tą samą Ciri.
U prefekta w Amarillo jedyny ocalały z rozbitego nad Veldą konwoju melduje, że Szczury napadają w siódemkę, a dopadła go ta siódma: jasnowłosa dziewuszka, prawie dzieciak, której mistrzowskiego cięcia nie powstydziłby się fechmistrz. Przysłuchujący się z cienia Stefan Skellen, koroner cesarza kierujący od trzech tygodni poszukiwaniami pewnej dziewczyny, wypytuje o szczegóły, po czym, starannie pilnując miny i głosu, ucina domysły prefekta: wysztafirowana bandytka to „z pewnością nie ta", poszukiwania kontynuować. A potem pozornie obojętnie rozkazuje wyłapać i powiesić wszystkie Szczury, całą siódemkę, bez wyjątków i bez brania żywcem, bo „nie chcemy już o nich słyszeć ani słowa". Człowiek, który w Loc Grim dostał od Emhyra rozkaz, by poszukiwanej nie spadł włos z głowy, właśnie cicho skazał ją na śmierć.
Przed przydrożną oberżą na Południu czeka dwudziestu zbrojnych Stefana Skellena, a przy stole cesarski koroner dobija targu z Bonhartem, sławnym łowcą nagród. Sto florenów za to, by Falki w ogóle nie było; za żywą ani grosza więcej, głowa niepotrzebna, wystarczy słowo człowieka słynącego z solidności. Bonhart zna trasę Szczurów na pamięć, od Fen Aspra przez Tyffi i Druigh po Loredo, i wie, że banda jedzie na Bandycki Szlak zimować w górach; obiecuje przeciąć jej drogę najdalej w dwadzieścia dni, a głowy zabrać mimo wszystko, bo za ich okazanie zapłacą mu jeszcze baronowie i Varnhagenowie. Człowiek, który w Amarillo skazał Szczury na śmierć wbrew rozkazom cesarza, właśnie wynajął na nie najlepszego zabójcę, jakiego zna Południe.
Cztery dni po nocy jesiennego Ekwinokcjum, podczas której pół świata budziło się z krzykiem, a nad mokradłami Pereplutu grzmiała konajączka kozodojów, stary pustelnik Vysogota z Corvo znajduje na niedostępnej kępie przepiękną karą klacz i leżącą za nią w wykrocie nieprzytomną dziewczynę z twarzą rozciętą do kości. W chacie ukrytej wśród trzcin walczy o jej życie przez wiele dób, aż desperacka mieszanka datury i akonitu przełamuje zakażenie. Uratowana przedstawia się najpierw jako Falka, a w końcu podaje prawdziwe imię: Ciri. Mówi, że jej przyjaciele nie żyją, że w twarz zranił ją Stefan Skellen, a Bonhart zranił ją znacznie głębiej; pościg tymczasem obiecuje w okolicznych osadach nagrodę za jej trupa. W bezpiecznej kryjówce, u gospodarza, który sam ukrywa się przed cesarskim wyrokiem, oszpecona uciekinierka zaczyna wieczorami opowiadać swoją historię.
Zwabione wieścią od Hotsporna Szczury wjeżdżają rankiem do osady Zazdrość, by zabić kwaterującego w zajeździe „Pod Głową Chimery" łowcę nagród i pomścić sławne hanzy Valdeza i Dużego Lothara. Bonhart wychodzi im naprzeciw z jajkiem na twardo w ręce i pytaniem „a gdzie Falka?", po czym proponuje wybór: po dobroci czy po złości. W starciu, którego ciosów nie chwyta ludzkie oko, w pojedynkę wycina całą szóstkę: giną Reef, Asse, Iskra, Kayleigh, Giselher i Mistle. Ciri, która pędziła ostrzec bandę, wpada do osady w chwili, gdy kona Mistle, i rzuca się na łowcę; ten paruje jej najlepsze cięcie, obala ją pięścią, wytrąca miecz kopniakiem i oszczędza, żądając, by powiedziała, kim jest. Potem przywiązuje ją do koniowiązu i na jej oczach, każąc pachołkom trzymać ją za włosy i powieki, odrzyna piłą głowy wszystkich sześciorga zabitych: dowód, za który zapłacą baronowie i Varnhagenowie. Banda, która terroryzowała Pogranicze od Korathu po Pereplut, przestaje istnieć, a jej siódmy Szczur zostaje własnością łowcy nagród.
Dwunastego września Bonhart przywozi pojmaną Ciri do warsztatu miecznika Esterhazy'ego w Fano, by odebrać zamówiony listownie miecz dla dziewczyny o dokładnie podanych wymiarach. Po próbie ze zbyt ciężką viroledanką (łowca każe Ciri zabić siebie samego, paruje jej cios i orzeka, że żelazo było o cztery uncje za ciężkie) miecznik z dziwnie zmienioną twarzą przynosi podłużne pudło. W środku leży prawdziwy gnomi gwyhyr: ponaddwustuletnia głownia z ciemnego żelaza, ostrzona płomieniście i ażurowana, oprawiona przez gnomy z Tir Tochair, z rękojeścią ze skóry rai i wytrawioną na klindze girlandą losu, w której nad rażoną piorunem wieżą leci jaskółka, Zireael. Esterhazy oddaje broń za darmo, głuchym głosem, „żeby wypełniło się, co ma się wypełnić", i zastrzega, że podarunek jest nie dla łowcy, lecz dla dziewczyny noszącej obrożę. Gdy namawia Ciri, by wzięła miecz do ręki, Bonhart doskakuje, odpycha ją na żwir i zatrzaskuje pudło z warknięciem, że jeszcze nie nadszedł czas. Dziewczyna w myślach nazwała już jednak broń Jaskółką i wkrótce, na arenie, weźmie ją do ręki naprawdę.
Piętnastego września w Claremont Bonhart wystawia odurzoną fisstechem Ciri w teatrze swojego krewniaka Houvenaghela: w dawnej świątyni zamienionej w szczwalnię gawiedź obstawia zakłady na „morderczą Falkę z bandy Szczurów". Gdy Windsor Imbra z knechtami barona Casadei żąda wydania dziewczyny, łowca ciska na arenę jej miecz otrzymany w Fano i ogłasza, że Falka jest dla każdego, kto zdoła ją z areny zabrać. Ciri prosi napastników, by jej nie zmuszali: pierwszemu, Stavro, daruje życie, a gdy ten atakuje ją od tyłu, zabija go jednym odwrotnym ciosem; z trzech następnych, którzy idą na nią razem, dwóch rozcina, a trzeciemu masakruje twarz. Widownia wyje „za-bij", markiza de Nementh-Uyvar dyszy z rozkoszy, a Bonhart oznajmia, że słyszał o miejscu, gdzie uczą takich improwizacji, i już wie, kim panienka jest. Po walce, wysłuchawszy cichego ostrzeżenia Imbry o tym, co ją czeka, Ciri klęka i celuje sztychem pod własny mostek; mimo wołania nilfgaardzkiego rotmistrza Declana Rosa „Ne tuv'en que'ss, luned!" napiera na miecz, ale nie zdoła. Rację ma Bonhart, który mówi w zupełnej ciszy: w Kaer Morhen nauczyli cię zabijać jak maszynę, wiedźminko, a do zabicia siebie trzeba charakteru, siły, determinacji i odwagi, których nauczyć cię nie mogli.
Przy smażonych węgorzach w chacie na Pereplucie Vysogota składa w całość to, co nie daje mu spać: rana Ciri miała najwyżej dziesięć godzin, a dziewczyna upierała się, że zraniono ją cztery dni wcześniej; gdzieś przepadły cztery dni. Autorytet od teleportacji Geoffrey Monck pisze zaś, że portal Tor Lara wiedzie do Wieży Jaskółki, Tor Zireael: gdyby Ciri dotarła do wieży, mogłaby teleportować się z powrotem na Thanedd, poza zasięg wrogów. W „Peregrynacjach" Buyvida Backhuysena, książce uznawanej za apokryf, pustelnik znajduje lokalizację: jezioro Tarn Mira w krainie Mil Trachta, jakieś trzysta mil od Pereplutu, dwa tygodnie drogi na Kelpie, tyle że wiosną, bo lada dzień mrozy. Z rozsypanych kart wypada przy tym grawiura z herosem wiszącym na Jesionie Światów, a Ciri nieruchomieje: to samo śniło się jej kilka razy. Sceptycyzm dziewczyny (z wieży pewnie zostały gołe kamienie jak z Shaerrawedd) Vysogota zbywa pewnością: teleporty nie bywają widzialne, portal objawi się jej i usłucha jej rozkazu. Bo on myśli, że Ciri jest wybranką.
Na północnym krańcu Tarn Mira legenda z „Peregrynacji" Backhuysena zdaje się umierać: zamiast Wieży Jaskółki na Ciri czeka tylko ośnieżony pagórek i kupa kamieni, a po lodzie pędzi ku niej triumfujący Bonhart. Wtedy między łowcą a brzegiem staje dęba śnieżnobiały jednorożec, a z kłębiącej się mgły wyłania się demoniczna kawalkada kościotrupich jeźdźców z koronowanym widmem na czele, dudniąca w głowie Bonharta jednym rozkazem: precz, śmiertelniku, ona nie jest twoja, ona jest nasza. Spłoszony gniadosz łamie lód i topi się, a wygrzebujący się z przerębla łowca patrzy, jak w trupiej jasności zorzy nad usypiskiem wyrasta z nicości czarna bazaltowa wieża, do której dziewczyna, nie spiesząc się, wjeżdża na Kelpie i znika razem z nią. Wewnątrz, w otchłani niemieszczącej się w smukłym obelisku, przed Ciri otwierają się drzwi wytyczające nieskończenie wiele kierunków, pełne wizji bliskich i dalekich, a pośmiertny głos Vysogoty wyjaśnia jej to, czego nie zdążył za życia: Starsza Krew daje jej władzę nad czasem, przestrzenią, wymiarami i sferami. Ostatnie drzwi otwierają się na wiosnę, kwitnącą czeremchę i jednorożce u wodopoju: na inny świat, w którym na przybyłą czeka grający na fletni jasnowłosy elf z pytaniem, co ją zatrzymało tak długo.