Pełny opis wydarzenia.
Piętnastego września w Claremont Bonhart wystawia odurzoną fisstechem Ciri w teatrze swojego krewniaka Houvenaghela: w dawnej świątyni zamienionej w szczwalnię gawiedź obstawia zakłady na „morderczą Falkę z bandy Szczurów". Gdy Windsor Imbra z knechtami barona Casadei żąda wydania dziewczyny, łowca ciska na arenę jej miecz otrzymany w Fano i ogłasza, że Falka jest dla każdego, kto zdoła ją z areny zabrać. Ciri prosi napastników, by jej nie zmuszali: pierwszemu, Stavro, daruje życie, a gdy ten atakuje ją od tyłu, zabija go jednym odwrotnym ciosem; z trzech następnych, którzy idą na nią razem, dwóch rozcina, a trzeciemu masakruje twarz. Widownia wyje „za-bij", markiza de Nementh-Uyvar dyszy z rozkoszy, a Bonhart oznajmia, że słyszał o miejscu, gdzie uczą takich improwizacji, i już wie, kim panienka jest. Po walce, wysłuchawszy cichego ostrzeżenia Imbry o tym, co ją czeka, Ciri klęka i celuje sztychem pod własny mostek; mimo wołania nilfgaardzkiego rotmistrza Declana Rosa „Ne tuv'en que'ss, luned!" napiera na miecz, ale nie zdoła. Rację ma Bonhart, który mówi w zupełnej ciszy: w Kaer Morhen nauczyli cię zabijać jak maszynę, wiedźminko, a do zabicia siebie trzeba charakteru, siły, determinacji i odwagi, których nauczyć cię nie mogli.
Pełny kontekst: streszczenie rozdziału 44 →
Co doprowadziło do tego wydarzenia i co z niego wynikło. Skutki pokazujemy do Twojej zakładki.
Cztery dni po nocy jesiennego Ekwinokcjum, podczas której pół świata budziło się z krzykiem, a nad mokradłami Pereplutu grzmiała konajączka kozodojów, stary pustelnik Vysogota z Corvo znajduje na niedostępnej kępie przepiękną karą klacz i leżącą za nią w wykrocie nieprzytomną dziewczynę z twarzą rozciętą do kości. W chacie ukrytej wśród trzcin walczy o jej życie przez wiele dób, aż desperacka mieszanka datury i akonitu przełamuje zakażenie. Uratowana przedstawia się najpierw jako Falka, a w końcu podaje prawdziwe imię: Ciri. Mówi, że jej przyjaciele nie żyją, że w twarz zranił ją Stefan Skellen, a Bonhart zranił ją znacznie głębiej; pościg tymczasem obiecuje w okolicznych osadach nagrodę za jej trupa. W bezpiecznej kryjówce, u gospodarza, który sam ukrywa się przed cesarskim wyrokiem, oszpecona uciekinierka zaczyna wieczorami opowiadać swoją historię.
Piętnastego września w Claremont Bonhart wystawia odurzoną fisstechem Ciri w teatrze swojego krewniaka Houvenaghela: w dawnej świątyni zamienionej w szczwalnię gawiedź obstawia zakłady na „morderczą Falkę z bandy Szczurów". Gdy Windsor Imbra z knechtami barona Casadei żąda wydania dziewczyny, łowca ciska na arenę jej miecz otrzymany w Fano i ogłasza, że Falka jest dla każdego, kto zdoła ją z areny zabrać. Ciri prosi napastników, by jej nie zmuszali: pierwszemu, Stavro, daruje życie, a gdy ten atakuje ją od tyłu, zabija go jednym odwrotnym ciosem; z trzech następnych, którzy idą na nią razem, dwóch rozcina, a trzeciemu masakruje twarz. Widownia wyje „za-bij", markiza de Nementh-Uyvar dyszy z rozkoszy, a Bonhart oznajmia, że słyszał o miejscu, gdzie uczą takich improwizacji, i już wie, kim panienka jest. Po walce, wysłuchawszy cichego ostrzeżenia Imbry o tym, co ją czeka, Ciri klęka i celuje sztychem pod własny mostek; mimo wołania nilfgaardzkiego rotmistrza Declana Rosa „Ne tuv'en que'ss, luned!" napiera na miecz, ale nie zdoła. Rację ma Bonhart, który mówi w zupełnej ciszy: w Kaer Morhen nauczyli cię zabijać jak maszynę, wiedźminko, a do zabicia siebie trzeba charakteru, siły, determinacji i odwagi, których nauczyć cię nie mogli.
Dwunastego września Bonhart przywozi pojmaną Ciri do warsztatu miecznika Esterhazy'ego w Fano, by odebrać zamówiony listownie miecz dla dziewczyny o dokładnie podanych wymiarach. Po próbie ze zbyt ciężką viroledanką (łowca każe Ciri zabić siebie samego, paruje jej cios i orzeka, że żelazo było o cztery uncje za ciężkie) miecznik z dziwnie zmienioną twarzą przynosi podłużne pudło. W środku leży prawdziwy gnomi gwyhyr: ponaddwustuletnia głownia z ciemnego żelaza, ostrzona płomieniście i ażurowana, oprawiona przez gnomy z Tir Tochair, z rękojeścią ze skóry rai i wytrawioną na klindze girlandą losu, w której nad rażoną piorunem wieżą leci jaskółka, Zireael. Esterhazy oddaje broń za darmo, głuchym głosem, „żeby wypełniło się, co ma się wypełnić", i zastrzega, że podarunek jest nie dla łowcy, lecz dla dziewczyny noszącej obrożę. Gdy namawia Ciri, by wzięła miecz do ręki, Bonhart doskakuje, odpycha ją na żwir i zatrzaskuje pudło z warknięciem, że jeszcze nie nadszedł czas. Dziewczyna w myślach nazwała już jednak broń Jaskółką i wkrótce, na arenie, weźmie ją do ręki naprawdę.
Przy smażonych węgorzach w chacie na Pereplucie Vysogota składa w całość to, co nie daje mu spać: rana Ciri miała najwyżej dziesięć godzin, a dziewczyna upierała się, że zraniono ją cztery dni wcześniej; gdzieś przepadły cztery dni. Autorytet od teleportacji Geoffrey Monck pisze zaś, że portal Tor Lara wiedzie do Wieży Jaskółki, Tor Zireael: gdyby Ciri dotarła do wieży, mogłaby teleportować się z powrotem na Thanedd, poza zasięg wrogów. W „Peregrynacjach" Buyvida Backhuysena, książce uznawanej za apokryf, pustelnik znajduje lokalizację: jezioro Tarn Mira w krainie Mil Trachta, jakieś trzysta mil od Pereplutu, dwa tygodnie drogi na Kelpie, tyle że wiosną, bo lada dzień mrozy. Z rozsypanych kart wypada przy tym grawiura z herosem wiszącym na Jesionie Światów, a Ciri nieruchomieje: to samo śniło się jej kilka razy. Sceptycyzm dziewczyny (z wieży pewnie zostały gołe kamienie jak z Shaerrawedd) Vysogota zbywa pewnością: teleporty nie bywają widzialne, portal objawi się jej i usłucha jej rozkazu. Bo on myśli, że Ciri jest wybranką.
W dzień jesiennej Równonocy los zbiera we wsi Goworożec wszystkich, którzy ścigają Ciri: Bonhart przywozi ją na łańcuchu do Skellena, przy stole siedzi pojmany chwilę wcześniej Rience, a z jego srebrnego ksenoglozu przemawia sam Vilgefortz. Podczas targu o dziewczynę na jaw wychodzi wszystko naraz: Skellen morduje na zlecenie spiskujących przeciw Emhyrowi książąt, Vilgefortzowi potrzebne jest tylko łożysko Ciri, a Bonhart sprzedaje ją za dwa tysiące florenów z prawem przyglądania się. O losie dziewczyny przesądza jednak ktoś inny. Czujna Kenna Selborne próbuje wejść w jej myśli, a odepchnięta z krwotokiem, sama wpycha jej do ręki broń: Ciri odzyskuje Siłę, której wyrzekła się na pustyni Korath. Psionicznym uderzeniem powala wartowników, Neratin Ceka, agent Vattiera, przecina jej więzy i ceną życia zatrzymuje Bonharta, a Kelpie przesadza siedmiostopowy kołowrót jak czarna jedwabna wstęga. W zamieszaniu giną czworo: Ceka rozpłatany przez Bonharta, Kabernik Turent od miecza Ciri, Chloe Stitz od bełtu Jediaha Mekessera, który nie pozwolił jej strzelić do dziewczyny, i sam Mekesser od oriona Skellena. Drugi orion, rzucony za uciekającą, rozcina jej twarz: to rana, z którą kilka dni później znajdzie ją pustelnik na Pereplucie. Pościg gubi trop w nienaturalnej nawałnicy, wśród opowieści o rosnącym do rozmiarów smoka słomianym jednorożcu, o zacierającej ślady kawalkadzie widm na końskich szkieletach i o wyciu beann'shie.
W wilię Saovine do karczmy na rozstajach za wysiółkiem Dun Dâre wchodzi szczupła postać w kubraku z piżmaczych skórek. Kwaterująca tam od dwóch tygodni czwórka z hanzy Skellena, Cyprian Fripp Młodszy, Dede Vargas, Rispat La Pointe i Yuz Jannowitz, zostawiona we wsi jako zasadzka na ściganą dziewczynę, ma już na sumieniu sołtysa i chłopa, którzy stanęli w obronie miejscowych dziewek, a tego wieczoru planuje napaść na zagrodę kowala. Na okrzyk „mamy cię, Falka" przybyła odpowiada, że się ich spodziewała, odsłania oszpeconą twarz z oczami umalowanymi sadzą i przedstawia się: nie jestem Falką, jestem Ciri z Kaer Morhen, jestem wiedźminką, przyszłam tu, by zabijać. W kilkadziesiąt uderzeń serca kładzie całą czwórkę, przechodząc przez ich zastawy jak szary dym. Przerażonemu karczmarzowi mówi, że zabija potwory, i w jej własnym głosie pojawia się przy tych słowach zdziwienie i wahanie. Stary dziad, który przeżył rzeź pod stołem, poznaje w niej wiedźmę z własnej opowieści wigilijnej: tę, która jedzie nocą na karej klaczy, a kto ją spotka, nie odejmie się śmierci. Masz rację, odpowiada dziewczyna. Wieść o tej nocy sprawi, że z nadnaturalnych okoliczności ucieczki z Goworożca nie będzie się już śmiał nikt z hanzy.