atrament na mapieOpis ogólny, bez zdradzania fabuły.
Młody jednorożec, niemal źrebak, którego Ciri nazywa po prostu Konikiem; jego prawdziwe imię, Ihuarraquax, pada wyłącznie w rozmowie starszych przedstawicieli jego rodzaju. Z daleka można go wziąć za konika o dziwnej, ni to bułanej, ni to szarej maści, ale z bliska widać małą głowę, niezwykle smukłą szyję, cieniutkie pęciny, długi obfity ogon i przede wszystkim sterczący z wysklepionego czoła róg długi na co najmniej dwie piędzi. Jest płochliwy i konsekwentnie trzyma dystans, a wbrew temu, co uczone księgi piszą o jednorożcach i dziewicach, nie składa nikomu głowy na podołku. Je rzeczy, których nie tknąłby ani koń, ani wygłodniała koza: suche badyle, osty, wielkie mrówki, a nawet skorpiony.
Przeglądasz bez zakładki, więc widzisz pełną opublikowaną biografię.
Zabłąkany na bezwodnej pustyni, tak samo jak umierająca z pragnienia Ciri, podchodzi do leżącej dziewczyny i szturcha ją w ramię, a potem, ociekającymi wodą kopytami, zdradza jej, że w pobliżu jest źródło. Prowadzi ją do jaru z mokrym piaskiem i uczy dokopywać się do wody, po czym wędrują razem ku górom, dzieląc się znaleziskami: on wskazuje jej jaszczurcze gniazda, ona jemu kępy ostów. Gdy Ciri wpada do leja piaskowego potwora, Ihuarraquax rusza jej na ratunek, zostaje schwytany za udo przez jadowite kleszcze i walczy razem z nią: kopytami odsłania zagrzebanego stwora i przygważdża go rogiem, a dziewczyna dobija potwora kordzikiem. Zatruta rana goi się dopiero wtedy, gdy Ciri, złamawszy zakazy, czerpie Moc z ognia i uleczy go zaklęciem. Przy rozpętanym przez nią żywiole zjawiają się wielkie dorosłe jednorożce; część z nich chce odebrać groźnej Istocie istnienie, ale pada argument, że Moc przywołała nie dla siebie, lecz dla ratowania Ihuarraquaxa, i że to dzięki niej młody znów jest wśród swoich. Jednorożce odchodzą, zostawiając Ciri jej przeznaczeniu.
Do uwięzionej w świecie Aen Elle Ciri podchodzi w kamiennym kręgu na zakazanym wzgórzu, dokąd Kelpie zaniosła ją wbrew wodzom, i wita ją słowami, że wyrósł. Dawny Konik z pustyni jest teraz dorosłym, śnieżnobiałym jednorożcem o czarnych oczach i różowych chrapach, a rozpoznać pozwala go blizna po ranie, którą kiedyś leczyła. To przez niego Starsi jego rodzaju uczą się mowy dziewczyny, nim sami złożą jej ofertę ucieczki: nie z miłości, lecz dlatego, że jest groźnym orężem, który nie może wpaść w ręce Króla Olch, Lisa i Krogulca. Gdy Starsi tłumaczą, że wyrzec się można kuglarstwa, ale nie Mocy, którą ma się we krwi, Ciri stawia jeden warunek i stawia go twardo: Ihuarraquax pojedzie z nią. W noc ucieczki czeka na nią z Kelpie u rozlewisk rzeki, prowadzi ją najpierw, z rozkazu Starszych, do wąwozu z kośćmi wymordowanych ludzi tego świata, a potem, w czasie pogoni wśród złowrogich olch, wysyła jej rozkaz skoku w inne miejsce i inny czas. Po pierwszym udanym skoku prostuje jej radość: uciekli, ale to wciąż nie ten świat i nie ten czas. Zostaje z nią, bo ma wobec niej dług i zamierza spłacić go do końca.
W tułaczce po archipelagu miejsc i czasów Ihuarraquax prowadzi Ciri od skoku do skoku, ponagla, gdy trzeba uciekać, i uczy ją, że przenosić się musi umieć sama; próbuje też wytłumaczyć jej coś, czego dziewczyna nie rozumie: że nie istnieje daleko ani blisko, i że jest jakaś spirala. Gdy na nadmorskim urwisku dopada ich obława Dearg Ruadhri, jednorożec wskazuje Ciri lukę w pierścieniu, rozkazuje jej ratować się i nie dać schwytać, a sam staje dęba i rusza na elfów z pochylonym rogiem. Ciri wyrywa się z okrążenia, ale co Czerwoni Jeźdźcy zrobili z jej obrońcą, nie wiadomo.
W dniu pogromu w Rivii, gdy nad konającym Geraltem zawodzi magia, a znad Loc Eskalott wychodzi na ląd gęsta mgła, Ihuarraquax wyłania się z niej, biegnąc leciutko i bezszelestnie po powierzchni jeziora, po której nie idzie nawet zmarszczka. Miałam nadzieję, że przyjdziesz, wita go Ciri. Jednorożec pochyla łeb, jego róg płonie ostrym blaskiem, a dotknięcie rogu pozwala dziewczynie skierować ku wiedźminowi wstęgę żarzącej się jasności. Potem Ihuarraquax wskazuje rogiem czekającą pod wierzbami łódź, przyjmuje pod opiekę odesłaną przez Ciri Kelpie i znika z nią we mgle, jakby oboje ulecieli.
Każdy prowadzi do streszczenia rozdziału, w którym się wydarzył.
r. 32Ocalenie na pustyni: Wyrzucona przez spaczony teleport z Tor Lara na bezimienną, bezwodną pustynię, Ciri przez kolejne doby walczy o życie: zlizuje poranną rosę z klingi kordzika, żywi się jaszczurczymi jajami i mrówkami, nocą kieruje się gwiazdą, którą sama nazwała Okiem, a gdy kończą się siły i magiczna energia, odpędza podszepty kordzika mówiącego głosem Tissai de Vries, by skończyć z cierpieniem. Gdy nad leżącą dziewczyną krążą już sępy, zjawia się przy niej młody jednorożec, któremu Ciri nada imię Konik: ociekającymi wodą kopytami zdradza, że w pobliżu jest źródło, prowadzi ją do jaru z mokrym piaskiem i uczy dokopywać się do wody. Odtąd wędrują razem ku widocznym na horyzoncie górom, dzieląc się znaleziskami i wspólnie zabijając jadowitego piaskowego potwora, w którego lej-pułapkę wpada Ciri. Ihuarraquax płaci za ratunek zatrutą raną uda, a bezradność wobec konającego towarzysza pchnie Ciri do sięgnięcia po magię, której zabroniła jej Yennefer.r. 32Wyrzeczenie się Mocy: Na pustyni, przy konającym od jadu Ihuarraquaxie, Ciri odkrywa, że nie ma tu żył wodnych, z których mogłaby czerpać, i łamie zakaz Yennefer: rozpala ognisko i sięga po energię ognia. Moc wypełnia ją jak roztopiony ołów, zaklęcie leczy jednorożca, ale żywioł natychmiast bierze górę: Ciri wykrzykuje inwokacje, których nigdy się nie uczyła, niebo przecina błyskawica, a płonąć zaczyna sama skała. W płomieniach staje kruczowłosa Falka i kusi potęgą oraz zemstą na wszystkich, którzy skrzywdzili dziewczynę ze Starszej Krwi, a ogień podsuwa obrazy szubienic, pali i stosów, na których obok wrogów stoją też najbliżsi: Yennefer, Geralt, Jaskier, Triss, wiedźmini z Kaer Morhen. Wołając „płoń, Falko", Ciri odrzuca kuszenie i wyrzeka się Mocy, całkowicie i, jak stwierdzą w swej naradzie jednorożce, nieodwołalnie: nie będzie mogła jej użyć już nigdy. Cena jest straszliwa. Dziewczyna, która jeszcze przed chwilą chciała sprowadzić na pustynię deszcz, zostaje na kamieniach pusta i obojętna na wszystko, nawet na konnych, którzy ją znajdują, i na skrzydła drapieżnego ptaka na hełmie ich dowódcy.r. 56Ucieczka z Tir ná Lia: Wspomagana przez jednorożce Ciri wykorzystuje jedyną dziurę w barierze Geas Garadh: płynącą rzekę. Nocą, w czas burzy, spływa łodzią rzeką Easnadh przez uśpione Tir ná Lia, a na trzecim moście drogę zastępuje jej Eredin. Pojedynek na chybotliwej łodzi kończy podstęp: uprzedzony, że „nie zmieści się pod mostkiem", elf uderza potylicą o przęsło, dostaje cięcie w udo i ląduje w rzece. Za rozlewiskami czekają Kelpie i Ihuarraquax, który najpierw, z rozkazu Starszych, pokazuje dziewczynie wąwóz pełen ludzkich kości, prawdę o tym, jak Aen Elle zdobyli swój świat, a potem, gdy rusza pogoń, rozkazuje jej skoczyć. Wśród złowrogich olch, w blaskach błyskawic, Ciri wykonuje pierwszy świadomy skok między światami i ląduje pod niebem ze znajomymi konstelacjami, które jednak wciąż nie są właściwym miejscem ani właściwym czasem. Moc, której jakoby wyrzekła się na pustyni, okazuje się niezbywalna: dziewczyna zaczyna być tym, kim wedle Vysogoty i jednorożców jest z krwi, Panią Światów.r. 58Obława Dearg Ruadhri: Zapowiedź Eredina, że jego jeźdźcy dościgną zbiega nawet w otchłani czasów i miejsc, spełnia się szybciej, niż Ciri mogła się obawiać. Na nadmorskim urwisku w świecie, w którym ptaki nie znają ludzi, powietrze pęka jak zlane wodą szkło i z pęknięć sypią się konni Dearg Ruadhri w płaszczach barwy pożarnej łuny, zamykając uciekinierów w półkolu obławy nad przepaścią. Ihuarraquax wskazuje dziewczynie lukę w pierścieniu i rozkazuje jej się ratować, a sam staje dęba i szarżuje na elfów z pochylonym rogiem. Ciri ucina mieczem arkan zarzucany na szyję Kelpie i wyrywa się z okrążenia, a klacz gna tak, że pogoń zajeżdża własne konie i musi poprzestać na przekleństwach. Cena ucieczki jest jednak gorzka: Ciri zostaje na archipelagu miejsc i czasów zupełnie sama, nie wiedząc nawet, co Czerwoni Jeźdźcy zrobili z jednorożcem, który ją osłonił.r. 63Odpłynięcie we mgle: Nad konającym po pogromie Geraltem zawodzi magia Yennefer, która wyczerpuje się do utraty przytomności, a Ciri gorzko wypomina sobie wyrzeczenie się mocy na pustyni. Znad Loc Eskalott wychodzi wtedy na ląd gęsta mgła, a z niej wyłania się Ihuarraquax, biegnący po powierzchni jeziora, jakby na niego czekano. Ciri dotyka płonącego rogu jednorożca, jej oczy rozjarzają się mlecznym żarem i ku wiedźminowi płynie z jej palców wstęga żarzącej się jasności; nikt z patrzących nie umie potem ocenić, jak długo to trwało, bo wszystko jest nierealne jak sen. Jednorożec wskazuje rogiem czekającą pod wierzbami łódź. Rannych składają w niej żywi, którym zmysły podpowiadają, że pomagają im umarli: Jaskier czuje bark Cahira i widzi warkocz Milvy oraz dłonie Angoulême, Zoltan przysiągłby, że dźwiga z nim Caleb Stratton, Yarpen widzi braci Dahlbergów, a Triss czuje perfumy Lytty Neyd i widzi żółtozielone oczy Coëna. Ciri prosi Triss o przeproszenie pań z Montecalvo, bo nie może zostać, gdy Geralt i Yennefer odchodzą; na pytanie, czy jeszcze się zobaczą, odpowiada „na pewno", i oboje z Triss wiedzą, że to kłamstwo z litości. Łódź odpływa bez plusku i niknie we mgle, pieje kogut, a nad brzegiem zostają słowa: coś się skończyło, coś się zaczyna. Geralt budzi się potem obandażowany w sadzie pod ciężkimi od jabłek gałęziami, przy nim czuwa Yennefer, która obiecuje nigdy już go nie opuścić, i żadne z nich nie wie, gdzie właściwie są. Ciri, opowiedziawszy całą historię Galahadowi nad zaczarowanym jeziorem, rusza z nim ku Kamelotowi, dłoń w dłoni, wprost w zachodzące słońce; bo nie ma takiego świata, w którym nie byłoby zajęcia dla wiedźminki.