atrament na mapieOpis ogólny, bez zdradzania fabuły.
Młodociana rozbójniczka ze Stoków, szczupła, z zadartym nosem, wielkimi orzechowymi oczami i nieporządną grzywą jaśniutkich jak słoma włosów, nieposłusznymi pasemkami spadających na brwi. Mówi szybko, bezczelnie i barwnie, do mężczyzn per „wujciu", i nie umie powstrzymać krotochwili nawet wtedy, gdy za każdą obrywa w twarz; razy kwituje pociągnięciem nosem i drapieżnym uśmiechem, bo bili ją od małej i przywykła. Zna od podszewki bandycki świat Stoków: drogi, kryjówki, obyczaje hanz i to, kogo trzeba się bać. Wdzięczność rozumie po swojemu, prosto i na śmierć i życie: kto ją wydobył z lochu, ten jest jej herszt i tego słucha.
Przeglądasz bez zakładki, więc widzisz pełną opublikowaną biografię.
Angoulême należała do hanzy rozbójnika Słowika, działającej w okolicach Belhaven na Stokach, ale ponad dwa tygodnie przed spotkaniem z wiedźminem uciekła z bandy (jej zeznania o powodach były mętne; prefekt spekuluje o narzucanej kobietom siłą „roli naturalnej" i konfliktach ze starym hersztem, ale nic pewnego nie wiadomo). Ujęta przez ludzi Fulka Artevelde, prefekta z Riedbrune, poszła na układ w tutejszym stylu: jako świadek koronny wydała szykowaną przez Słowika zbrodnię w zamian za obietnicę, że zamiast pala z wyłupieniem oczu i rozpalonymi obcęgami czeka ją zwykły stryczek. Zeznała, że Słowik czeka w Belhaven na wiedźmina Geralta z kontraktem od obcego półelfa, który zapłacił duże pieniądze i podał wszystko: kto, jak wygląda, którędy i w jakiej kompanii przybędzie, oraz że lepiej pchnąć go w plecy albo otruć, niż grać zucha. Geralta, którego widzi pierwszy raz w życiu, wita w izbie przesłuchań bezczelnym „popatrzcie, co kot przyniósł", a potem patrzy, jak wiedźmin dwukrotnie uprzedza rozkaz bicia i prosi, by jej nie bić. Gdy Geralt czyni z jej uwolnienia warunek układu z prefektem, wychodzi z ciemnicy prosto na muła Draakula i oświadcza, że wiedźmina samego nie zostawi: hanza Słowika to dwudziestu czterech dobrych zuchów, a ona zna Belhaven, drogi i ludzi, poprowadzi. W kompanii od pierwszego dnia nazywa Milvę ciotką (i obrywa za to pasem, po czym zostaje przez łuczniczkę bez słowa przytulona), ostrzega przed błędnymi rycerzami patrolującymi granice Toussaint, gdzie sama raz kryła się przed pościgiem, i podpowiada Geraltowi skład grupy uderzeniowej: do takiej roboty trzeba chłopów. Po rozdzieleniu hanzy pod Gorgoną rusza z Geraltem i Cahirem w górę Newi ku Belhaven, z myśliwskim nożem od Milvy w cholewie i na karoszu odstąpionym jej przez Regisa.
Przy ognisku w pasterskim szałasie Angoulême opowiada Geraltowi swoją historię. Jej matka była w Cintrze szlachcianką wysokiego rodu z morskim kotem w herbie, ale ród wyparł się bękarta spłodzonego podobno ze stajennym; wychowana u dalekich powinowatych, w czasie wojny została jako piętnastolatka oddana do przytułku przy świątyni, który okazał się zamtuzem dla amatorów młodziutkich dziewczynek i chłopców. Z szóstką rówieśników wyostrzyła kuchenne noże, zarżnęła stałych bywalców i kapłanów i poszła na zbój; z całej tej gromady nie żyje już nikt, bo ostatnich dwóch, Owena i Abla, utrupili knechci Fulka Artevelde. Wdzięczność wobec Geralta próbuje okazać po swojemu i słyszy, że ma natychmiast zamilknąć. Pod Belhaven to ona prowadzi całą grę: wymyśla trop czerwonego błota, wyciąga adres „Rialto" ze znajomego sztygara Golana i odgrywa przed ludźmi Słowika i półelfem mistyfikację o zabitym wiedźminie, w walce zaś zabija rzuconym nożem haracznika Yirrela. W zasadzce płaci za to nożem Schirrú na gardle i biciem od Słowika, który przyrzekł jej pal, ale w bitewnym zamęcie wyrywa się i rozwala hersztowi policzek niemal do samych zębów. Odesłana przez Geralta przodem, pędzi doliną Sansretour ostrzec , Milvę i Jaskra i przeprowadzić ich do .
Angoulême wykonuje zadanie wzorowo: dopędza kompanię w dolinie Sansretour, opowiada o wszystkim, nie żałując barwnych słów, i przekracza z resztą granicę Toussaint, gdzie wraz z pielgrzymami trafiają pod opiekę druidów w Caed Myrkvid. Gdy banda Słowika dopada ich i tam, przetrzymuje oblężenie w domu na palach, wysłuchując przy okazji, czego Jaskier naprawdę boi się w Toussaint, a po zwycięstwie wita Geralta triumfalnym „mówiłam ci, ciotka, że wiedźmin przybędzie nam w sukurs". W pościg za Słowikiem rusza z własnymi, niezamkniętymi rachunkami, ale za granicznym strumieniem łapie ją dębopotwór; na polanie druidów, wisząc w konarach, dziewczyna przyznaje bez ogródek, że się posikała. Rachunki zamyka za nią Wiklinowa Baba, a Angoulême przypomina wiedźminowi, że wraz ze stopił się w żarze jego srebrny medalion.
Każdy prowadzi do streszczenia rozdziału, w którym się wydarzył.
r. 45Układ w Riedbrune: Zgarnięty prosto z gospody w Riedbrune Geralt siada na krześle dla przesłuchiwanych przed jednookim prefektem Fulkiem Artevelde i wysłuchuje zeznań świadka koronnego. Zbiegła z bandy Angoulême, której za współpracę obiecano stryczek zamiast pala z rozpalonymi obcęgami, wydaje szykowaną zbrodnię: rozbójnik Słowik czeka ze swoją hanzą w Belhaven, by zabić wiedźmina na zlecenie tajemniczego półelfa, który zapłacił duże pieniądze i opisał wszystko, łącznie z kompanią Geralta (choć doliczył się w niej tylko czworga). Prefekt, który od miesięcy czeka na sposób, by dopaść Słowika przed amnestią, proponuje układ: Geralt jako jego „koronny wiedźmin" wykończy rozbójnika, a Fulko w zamian o nic nie zapyta, powiadomi cesarski kontrwywiad dopiero po wszystkim i da kompanii czas na dotarcie do Toussaint. Przy okazji wyprowadza wiedźmina z błędu: druidzi z Caed Dhu nie siedzą już nad jeziorem Loc Monduirn, lecz od miesiąca przebywają w Toussaint, pod opieką księżnej Anarietty. Geralt przystaje pod dwoma warunkami, a drugim jest przyspieszona amnestia i wolność dla Angoulême; prefekt godzi się niemal natychmiast, bo wie, że wiedźmin robi to wszystko właśnie dla niej.r. 45Rozdzielenie hanzy: Dwudziestego piątego września, u stóp Gorgony, Geralt publicznie przeprasza Cahira za niesłuszne oskarżenie o zdradę, które dwie noce wcześniej skończyło się bijatyką na pięści, rozdzieloną dopiero pasem Milvy. Wyjaśnia, skąd wziął się jego gniew: drużynę zdradziła osoba niegdyś mu bardzo bliska, śledząca ją magią skanującą, a czarodziejów zdemaskowała pomyłka w liczeniu, bo Regis jako wampir jest dla czaru wychwytującego niewidzialny. Potem wiedźmin mówi głośno to, co wszyscy przeczuwają od nocy czerwonego księżyca: tamtej nocy było Ekwinokcjum i wszystko wskazuje na to, że Ciri poniosła wtedy śmierć, gdzieś daleko, samotna wśród wrogich ludzi. Drużynie pozostała zemsta, przykład grozy, o którym opowieści będą krążyć za sto lat: w Belhaven trzeba wydusić z półelfa nie to, na czyj rozkaz działa, lecz gdzie znajdują się jego mocodawcy. Hanza dzieli się na dwie grupy: Geralt, Cahir i Angoulême ruszają w górę Newi ku Belhaven, na Słowika i półelfa, a Jaskier, Milva i Regis jadą ku dolinie Sansretour i granicom Toussaint, gdzie schronili się druidzi.r. 46Zasadzka w kopalni „Rialto": Trop czerwonego błota z rudokopów wokół Belhaven prowadzi Geralta, Cahira i Angoulême do kopalni „Rialto". Po drodze trójka wycina piątkę haraczników Słowika z Novosadem i Yirrelem na czele, a mistyfikacja Angoulême, jakoby to oni zabili wiedźmina i należała im się druga rata za kontrakt, wywabia z magazynu samego zleceniodawcę. Półelf Schirrú przyjmuje jako dowód wiedźmiński medalion, po czym odsłania karty: rozpoznał Geralta od pierwszego rzutu oka, bo dokładnie mu go opisano, a przysłano go, by z wiedźminem skończył. Z nożem na gardle Angoulême doczekuje przybycia wspólników: skorumpowanego kapitana nilfgaardzkiej kawalerii, który w trybie doraźnym skazuje trójkę na śmierć, i Słowika, cesarskiego już „dowódcy kompanii ochrony górnictwa", który dla zbiegłej z jego hanzy dziewczyny każe ciosać pal. Schirrú zdąża jeszcze pochwalić się, że to on z rozkazu mistrza Vilgefortza zamordował w Dorian Codringhera i Fenna, i obiecuje Geraltowi śmierć w smole, gdy na kopalnię spadają bomby zapalające i strzały partyzantów z Wolnych Stoków. W ognistym pandemonium ginie kapitan, Angoulême rozwala Słowikowi policzek niemal do zębów, a trójka wyrywa się z okrążenia. Cenę ucieczki płaci Cahir, oskalpowany rzuconym toporkiem, oraz Geralt, którego medalion z głową wilka zostaje w kieszeni Schirrú.r. 47Rzeź w Caed Myrkvid: Ścigająca kompanię banda Słowika i Schirrú wdziera się do świętego lasu Caed Myrkvid, morduje pielgrzymów i druidów i szturmuje osiedle przy wielkim dębie, gdzie bronią się Milva, Jaskier i Angoulême. Ostrzeżony wizją Geralt przybywa na pukaczu i tnie grasantów od skraju lasu, u boku Rycerza Szachownicy, z którym ratują sobie wzajemnie życie; rozstrzyga szarża błędnego rycerstwa Toussaint, choć bełt z gabriela urywa wiedźminowi ucho. Niedobitki ze Słowikiem i Schirrú zbiegają za graniczny strumień, do nietykalnego sanktuarium, gdzie rycerzom wejść nie wolno; ruszający za nimi Geralt, Milva i Angoulême wpadają w konary dębopotworów i trafiają przed oblicze flaminiki razem ze schwytanymi bandytami. Druidka, głucha na prośby o świadka koronnego, każe spalić schwytanych żywcem w Wiklinowej Babie: w ogniu giną Słowik i Schirrú, a wraz z półelfem jedyny trop do jego mocodawcy i wiedźmiński medalion z głową wilka, który topi się w żarze. Milva wychodzi z bitwy z połamanymi żebrami, a baron de Peyrac-Peyran rozpoznaje w Jaskrze wicehrabiego Juliana i zabiera go do zamku Beauclair.