atrament na mapieOpis ogólny, bez zdradzania fabuły.
Barczysty, ciemnowłosy mężczyzna z twarzą poznaczoną bruzdami blizn i skórzaną klapką zakrywającą lewy oczodół; w ciemnej uliczce ten cyklopi widok wydarłby jęk zgrozy z niejednej piersi. Niedawno mianowany przez nilfgaardzkie władze wojskowe prefekt Riedbrune, najwyższy rangą stróż prawa w całej okolicy. Mówi gładko i z erudycją, lubi efektowne pauzy i wykłady, a rozmówcę potrafi zarówno przyprzeć groźbą, jak i ująć szczerością.
Przeglądasz bez zakładki, więc widzisz pełną opublikowaną biografię.
Artevelde poprzysiągł sobie, że na Stokach zapanuje prawo, które rozumie po swojemu: nie jako grubą księgę paragrafów, lecz jako bezpieczne drogi i zajazdy, a dla łamiących je stryczek, topór, pal i czerwone żelazo, czyli odstraszający przykład grozy. Jego rozbudowany, obwieszony „dekoracjami" szafot na rynku Riedbrune zna każdy ulicznik. Od miesięcy czeka na sposób, by wyprzedzić o ruch rozbójnika Słowika, którego bezkarność zachęca innych, nim amnestia pozwoli bandycie się wykpić. Okazję daje mu świadek koronny: zbiegła z bandy Angoulême, której za współpracę obiecał stryczek zamiast pala z obcęgami. Wiedząc od niej o zasadzce w Belhaven, proponuje przesłuchiwanemu Geraltowi układ: wiedźmin, uprzedzony i gotowy, wykończy Słowika jako jego „koronny wiedźmin", a prefekt w zamian nie zapyta, kim są jego towarzysze, czemu jeden mówi z nilfgaardzkim akcentem, a na drugiego boczą się psy, i powiadomi cesarski kontrwywiad dopiero po wszystkim, dając kompanii czas na dotarcie do Toussaint. W sporze z Geraltem o cenę takiego świata prawa rzuca proroczo, że gdyby ktoś kiedyś okrutnie skrzywdził bliską wiedźminowi osobę, chętnie wróciliby do rozmowy o karze proporcjonalnej do winy. Na żądanie Geralta przyspiesza amnestię Angoulême i wypuszcza ją z ciemnicy, kwitując trzeźwo, że wiedźmin przystaje na współpracę tylko dla niej. To on wyprowadza Geralta z błędu w sprawie druidów: nie ma ich już nad jeziorem Loc Monduirn, bo przenieśli się doliną Sansretour do Toussaint, pod skrzydła księżnej Anarietty.
Pod Belhaven wychodzi na jaw drugie dno układu z Riedbrune. Skorumpowany kapitan nilfgaardzkiej kawalerii, robiący ze Słowikiem zyskowne interesy, kpi, że Geralt i jego towarzysze nie są pierwszymi durniami, których Jednooki Fulko wykorzystał do własnych celów: prefekt nie może mścić się oficjalnie na bandycie przyjętym na cesarską służbę, więc najmuje łotrzyków, a teraz i wiedźminów. Z opowieści Angoulême wynika też, że to knechci Fulka utrupili ostatnich jej dawnych kompanów, Owena i Abla (Abel zginął, choć rzucił miecz), ją samą zaś od gwałtu ocalił dopiero oficer, a prefekt, choć zabrał jej łupy „w depozyt", fisstech przy rewizji zostawił.