Opis ogólny, bez zdradzania fabuły.
Niziołek, chirurg polowy w armii Nordlingów, znany powszechnie jako Rusty. Szwagier Rocca Hildebrandta z doliny Ismeny, „ważna persona w wojsku", jak z dumą mówi o nim rodzina. Mały, kędzierzawy i rudy jak cały jego czteroosobowy zespół, o czym żartuje, że to fatum. W rozmowie szpikuje zdania cynizmem i wykładami o postępie, na który patrzy przez wyciągane z ludzkich trzewi opatentowane groty, ale zasady ma niewzruszone jak z żelaza: na jego stole książę wart jest tyle co błazen, kolejka należy się temu, kto leży na nim teraz, a umrzeć nie pozwala nikomu, komu jeszcze można pomóc. Tak się bowiem składa, że jest lekarzem. Młodym twierdzi, że na cynizm chirurg może sobie pozwolić dopiero po dziesięciu latach praktyki; sam, zdaniem Ioli, musi mieć tych lat ze sto.
Przeglądasz bez zakładki, więc widzisz pełną opublikowaną biografię.
Pod Brenną Rusty dowodzi jednym z trzech szpitali polowych: dwunastu lekarzy na sto tysięcy ludzi, którzy zaraz zaczną się nawzajem kaleczyć. Zespołowi, Marti Sodergren, Shani i Ioli, mówi przed bitwą wprost, że wszystkim pomóc niepodobna, ale leczyć będą, bo to racja ich istnienia; niech każdy postara się, by nie zrobić dużo mniej, niż jest w stanie. Przez cały dzień tnie, amputuje i wyciąga groty, rannemu błagającemu o śmierć odpowiada, że nie może pozwolić mu umrzeć, a rycerzowi żądającemu pierwszeństwa dla rannego hrabiego wykłada, że u niego na stole panuje jedyna prawdziwa równość. Nad każdym zmarłym na stole, także nad wojewodą Broniborem i nad wiedźminem Coënem, którego sekcji z żalem odmawia mu czas, ciska skalpelem i krzyczy w przestrzeń pytanie, dlaczego tak musi być. Gdy do lazaretu wpadają elfy z brygady „Vrihedd" i zaczynają dobijać rannych, mały niziołek, szczękając zębami ze strachu, zastępuje drogę mieczowi i każe mordercom precz ze swojego namiotu; przeżywa dzięki przypadkowi i odwołaniu elfów do boju. Nocą po bitwie pyta, czy ktoś wie, kto właściwie zwyciężył. Umrze rok później w Mariborze, podczas Plagi Catriony, lecząc zadżumionych do końca, bo na zarazę nie było lekarstwa, a on był lekarzem; umrze na rękach Ioli, w mocnym, budzącym ufność uścisku jej dużych, wieśniaczych dłoni.