atrament na mapieOpis ogólny, bez zdradzania fabuły.
Czarodziejka uzdrowicielka, której specjalnością są afrodyzjaki. Włosy, wbrew pozorom, ma nie rude, lecz farbowane na płomienną rudość; nosi białą spódnicę i przezroczystą bluzeczkę z białej żorżety, której przemyślnie rozmieszczone aplikacje zakrywają i odsłaniają naprzemiennie, do tego perły okręcone wokół szyi jak obroża i diademik. Według Filippy Eilhart to jedna z niewielu osób na czarodziejskich zjazdach, które nie szpiegują dla nikogo, bo polityka nie interesuje jej wcale; interesuje ją co innego, o czym plotki mówią wprost: nimfomanka.
Przeglądasz bez zakładki, więc widzisz pełną opublikowaną biografię.
Na bankiecie w Aretuzie Marti plotkuje z Sabriną Glevissig w Starszej Mowie o Geralcie i Yennefer (skoro urok nie trzyma się wiedźminów, to musi być miłość, a miłość jest ślepa) i rozważa uwiedzenie wiedźmina, deklarując, że dałaby mu nawet na jeżu. Później dołącza do rozmowy z Keirą Metz, wypytuje, z kim koleżanka planuje nocną ciążę, i złośliwie demaskuje Geralta: widziała niedawno, jak udawał, że ma kiepski słuch i nie zna Starszej Mowy.
W noc puczu spiskowcy przypominają sobie o jedynej uzdrowicielce na wyspie dopiero, gdy Gedymdeith kona: wezwana za późno, Marti nie jest już w stanie uratować starca, a na pytanie „dlaczego" dostaje od Sabriny w twarz. Zapłakana we wnęce okna opustoszałej Aretuzy wskazuje Geraltowi najkrótszą drogę do Garstangu, potem sama wspina się za nim i pod ostrzałem wyciąga Dorregarayowi strzałę z przebitego płuca. Gdy Carduin, odmówiwszy teleportowania rannego (za blisko emanującego Portalu Lary), ucieka ratować własną skórę, Marti zostaje przy Dorregarayu sama.
Pod Brenną Marti jest magiczną połową zespołu Rusty'ego: przez cały dzień znieczula, dezynfekuje i tamuje krwotoki, dawkując swoją „bezcenną magię" na kolejne otwarte brzuchy, aż w środku bitwy załamuje się i wymiotuje za namiotem; wraca do stołu blada jak śmierć i sztywna jak golem, ale czaruje dalej, sprawnie i efektywnie, do dobrze po północy. Nocą częstuje zespół ostatnim zaklęciem rozweselającym, jakiego używa się przy wyrywaniu zębów, a na pytanie chirurga, kto właściwie zwyciężył, odpowiada mu lirycznie jego własnymi słowami: to ostatnia rzecz, o którą martwiłaby się na jego miejscu. Umrze dwa tygodnie po bitwie: kondotier z Wolnej Kompanii, oszalały z zazdrości o temerskiego rotmistrza, pchnie ją nożem, a uzdrowicielki, która ratowała setki ludzi, nikt nie zdoła odratować.