Opis ogólny — bez zdradzania fabuły.
Elf osiadły, zasymilowany — nosi się w charakterystycznej mieszance ludzkiej i elfiej mody, a jego wieku, jak u całego Starszego Ludu, nie sposób ocenić: równie dobrze dwadzieścia, jak sto dwadzieścia lat. Krewniak kupca Errdila. Ma przy sobie dobre lekarstwa i umie ich używać, a magiczne obrażenia rozpoznaje na pierwszy rzut oka. Ceni go nawet Geralt, który u osiadłych elfów lubi inteligencję, spokojną rezerwę i specyficzne poczucie humoru (choć ich ziołowych napitków nie tyka bez skrzywienia).
Przeglądasz bez zakładki — widzisz pełną opublikowaną biografię.
W Rinde Chireadan czeka na świt w izbie barbakanu, bo prawo zabrania takim jak on przekraczać bramy po zmierzchu. Tam trafia na niego Geralt, szukający ratunku dla Jaskra — trubadura i przyjaciela, którego zdławił uwolniony z amfory dżinn. Elf zajmuje się chorym, diagnozuje magiczne porażenie krtani i uczciwie przyznaje, że tu trzeba czarodziejki, nie medyka. Geraltowi udziela dwóch rad, obu trafnych: gdzie szukać Yennefer, goszczącej w mieście czarodziejki — i żeby jej nie ufać, bo z urody uczyniła broń („skorpion jest ładniejszy od pająka, bo ma taki śliczny ogonek"). Sam wie o tym najlepiej: jest czarodziejką — jak mówi, unikając wielkich słów — „mocno zafascynowany", a zakochany elf to rzadkość. Dlatego gdy Yennefer rzuca na wiedźmina urok i posyła go, by mścił jej krzywdy na mieście, Chireadan go nie zatrzymuje — boi się, że po pryśnięciu uroku Geralt skrzywdzi czarodziejkę — i płaci za to buzdyganem straży po głowie oraz lochem. I dlatego jako jedyny rozumie, czemu Geralt wraca po Yennefer do walącej się gospody, w której czarodziejka przegrywa walkę o schwytanie dżinna: „Wiem, co czujesz. Na tym to właśnie polega". To on na koniec zagląda w ruiny i każe zostawić ocalałych w spokoju — bo tego, co tam zastał, bez wielkich słów nazwać się nie da.