Opis ogólny — bez zdradzania fabuły.
Czarodziej osiadły w Aedd Gynvael — dla miasta osoba niezastąpiona i powszechnie poważana: nawet starosta Herbolth nie pcha nosa w jego sprawy. Naprawdę ma na imię Val; „Istredd" to przydomek. Wygląda na zasłużone, krzepkie czterdzieści lat — lekko szpakowate, proste włosy do ramion i dodające powagi zmarszczki — ale to wiek wybrany, nie prawdziwy: zdolniejsi czarodzieje zatrzymują starzenie w dowolnym momencie, a mężczyźni dla prestiżu wolą wygląd dojrzały. Mieszka w białym, wysokim domu wciśniętym między skład a cekhauz; jego pracownię wypełniają księgi warte majątek oraz klasyczny czarodziejski sztafaż — wypchany krokodyl, słoje z paskudztwami, kościotrup. Ma też pasję badacza: przy południowym wale prowadzi wykopaliska i w warstwach ziemi, kości i skorup szuka, jak mówi, „historii ludzkości — odpowiedzi na pytania, co było i co będzie". Głosi teorię, że miejsce wymierających stworów zajmują nowe mutacje przystosowane do środowiska stworzonego przez ludzi. Za młodu, ćwiczony nahajem przez starego mistrza Roedskilde'a, przesiedział najlepsze lata nad manuskryptami — i jak większość jego konfratrów nie znosi „naturszczyków" od magii, wiedźminów nie wyłączając. Umie się posługiwać bronią: nosi piękny, lekki tergański miecz.
Przeglądasz bez zakładki — widzisz pełną opublikowaną biografię.
Yennefer zna od bardzo dawna — łączyła ich wieloletnia znajomość bez zobowiązań, zwyczajna wśród czarodziejów, oparta na dłuższych i krótszych okresach przebywania ze sobą. Gdy przestało mu to wystarczać, złożył jej propozycję pozostania z nim na stałe; Yennefer wzięła czas do namysłu — i wtedy właśnie przyjechała do Aedd Gynvael razem z Geraltem. Istredd zaprasza rywala do pracowni i prosi go z brutalną szczerością, by zniknął z życia czarodziejki: wiedźmin jest przecież mutantem niezdolnym do uczuć, a on może dać „Yennie" zrozumienie, oparcie i szczęście. Rozmowa kończy się wymianą zniewag — na wyznanie Geralta o wspólnej nocy Istredd odpowiada, że z nim Yennefer kochała się tego samego dnia przed południem. Przekonany, że póki jest ich dwóch, żaden nie może być jej pewien, wyzywa wiedźmina na pojedynek na śmierć i życie — choć sam przyznaje, że czuje się jak ostatni kretyn. O świcie mokra od deszczu czarna pustułka przynosi mu pożegnalny list: Yennefer odeszła od obu, bo „prawda jest okruchem lodu". Istredd listu nie przyjmuje do wiadomości — staje przy studni Zielony Klucz z dobytym mieczem i żąda walki, lecz Geralt odwraca się i odchodzi. Osamotniałemu czarodziejowi zostaje krzyk, że nie zrezygnuje nigdy i pojedzie za Yennefer choćby na koniec świata.
Każdy prowadzi do streszczenia rozdziału, w którym się wydarzył.
r. 15Odejście Yennefer — W noc przed umówionym pojedynkiem Yennefer opuszcza Aedd Gynvael, nie wybrawszy żadnego z rywali — bo tylko tak może ocalić obu. Każdemu zostawia pożegnalny list, przyniesiony o świcie przez czarną pustułkę stworzoną magią twórczą: są dary, których nie wolno przyjmować, jeśli nie potrafi się ich odwzajemnić czymś równie cennym — a „prawda jest okruchem lodu". Istredd listu nie przyjmuje do wiadomości i mimo wszystko żąda walki przy studni Zielony Klucz; Geralt odmawia i odchodzi, nie dobywszy miecza. Wiedźmin rusza w swoją stronę z wiedzą, której dłużej nie może zaprzeczać: robota przy pozbawianiu go uczuć została spartaczona — a droga jego sań wciąż jest zaplątana w płozy sań Królowej Zimy.r. 15Wyzwanie o Yennefer — Przy wykopaliskach pod południowym wałem Aedd Gynvael dwaj rywale przestają się zwodzić. Istredd dopiero co odkrył, że Yennefer od lat krąży między nim a Geraltem „jak szmaciana piłeczka" — a skoro czarodziejka nie ma zamiaru wybierać, załatwią to za nią: musi zostać jeden. Pojedynek staje na honorowych warunkach — twarzą w twarz, nazajutrz, dwie godziny po wschodzie słońca, przy studni Zielony Klucz. Umówiwszy śmiertelną walkę, obaj przyznają, że czują się jak ostatni kretyni, i obaj wiedzą, że zwycięzca będzie musiał uciekać przed gniewem Yennefer na koniec świata. Żaden nie przewiduje tylko jednego: że czarodziejka uprzedzi ich obu.