Opis ogólny — bez zdradzania fabuły.
Starosta Aedd Gynvael, urzędujący nie na zamku, lecz pod brudnobłękitnym baldachimem na rynku — tak, by przyjezdni kupcy, którzy mają łapówki wkalkulowane w ceny, nie musieli się fatygować. Choć miasta doliny Toiny podlegają zmieniającym się co sezon namiestnikom z Rakverelina, a każdy nowy namiestnik zaczyna od obsadzania stołków swoimi krewniakami, Herboltha nikt nie próbuje ruszyć z posady — odkąd jego opłacany zabójca Cykada „załatwił" wysłanników pewnego namiestnika. Elfów i półelfów szczerze nie znosi („wszystko, co złe, przez elfów"), targuje się o każdą markę i przy wypłacie umie jeszcze potrącić „podatek", a wiedzę o świecie ma z zabobonu: przekonuje wiedźmina, że myszy lęgną się same ze zgniłej słomy w sienniku.
Przeglądasz bez zakładki — widzisz pełną opublikowaną biografię.
Za zabicie zeugla z miejskiego śmietniska Herbolth wytarguje z żądanych stu marek dziewięćdziesiąt pięć — a wypłaca dziewięćdziesiąt, bo „podatek". Przy okazji serwuje Geraltowi insynuację o „czarnej wróżce", która ilekroć zawita do miasta, nie wyjeżdża zbyt szybko — i ostrzega, że w sprawy czarodzieja Istredda, osoby dla grodu niezastąpionej, nikt tu nosa nie pcha. Gdy po mieście rozchodzi się plotka o pojedynku, starosta próbuje kupić spokój: przynosi wiedźminowi do karczmy sto marek za wyjazd przed wschodem słońca, a gdy ten odmawia, obrzuca wyzwiskami Yennefer — i kończy z wiedźmińskim sztyletem wbitym w blat między palcami własnej dłoni. Rękę cofa powoli, po czym odchodzi pod osłoną Cykady.