Opis ogólny — bez zdradzania fabuły.
Naprawdę nazywa się Ivo Mirce, ale wszyscy mówią na niego Cykada. Ma włosy i brwi żółtawe jak piórka wilgi, blade, puste oczy i wąskie dłonie o długich palcach, których niebezpiecznie jest spuszczać z oczu; pas z masywnych mosiężnych płytek obciążają miecz, buzdygan i dwa sztylety. W Wyzimie, Caelf i Vattweir wyznaczono cenę za jego głowę — zdaniem Geralta za małą. W Aedd Gynvael żyje legalnie: starosta Herbolth płaci mu za ochronę i „ceremoniał" (nikt nie podchodzi do starosty z bronią), a sława Cykady trzyma z dala wysłanników kolejnych namiestników. Broni dobywa wyłącznie na rozkaz — czego szczerze nie lubi. O wiedźminach ma własną teorię: ich groza to „dym w oczy", którym straszą ludzi jak pszczelarz pszczoły — a jego samego zżera ciekawość, który z nich dwóch wyszedłby żywy z jednej uliczki.
Przeglądasz bez zakładki — widzisz pełną opublikowaną biografię.
Od pierwszego spotkania Cykada zaczepia wiedźmina i próbuje go sprowokować: odbiera mu miecz przed audiencją u starosty, ogląda ostrze bez pozwolenia i głośno marzy o sprawdzeniu, „kto jest lepszy". Rankiem w dniu pojedynku zastępuje Geraltowi drogę z trzema zbrojnymi i wyzywa go na walkę, coraz wścieklej, w końcu plugawie ubliżając Yennefer. Popełnia przy tym błąd, przed którym sam mógłby przestrzegać: patrzy przeciwnikowi w oczy zamiast na ręce. Geralt, nie zwalniając kroku, dwoma ciosami pięści w kolczastej rękawicy miażdży mu usta, a leżącego od niechcenia kopie w twarz, druzgocząc kość jarzmową. Kompani Cykady rejterują bez walki.