Pełny opis wydarzenia.
Korzystając z wielkiego odpływu, Geralt z Jaskrem dochodzą suchą nogą po dnie do Smoczych Kłów — i odkrywają, że kamienna półka urywa się tam ogromnymi blokami białego marmuru: Schodami wiodącymi w czarną głębię, które bard bierze za wejście do zatopionego Ys. Z otchłani bije dzwon, a z piany wynurzają się ryboludzie w hełmach i zbrojach z zaśniedziałej miedzi, uzbrojeni w kosopodobne ostrza i włócznie. Geralt kładzie napastników cięciami i wygrywa formalny pojedynek z rybiookim mistrzem szabli, lecz przed nadciągającą całą gromadą ratuje go dopiero ucieczka przed czołem przypływu — w podwodnej kotłowaninie zostaje ranny w lewe przedramię i wyrywa się ogłuszającym Znakiem. Pościg zatrzymuje Sh'eenaz, nadpływająca na grzbiecie delfina z konchą zamiast rogu bojowego; jej pożegnalne ostrzeżenie brzmi: morze nie jest dla was. Odkrycie rozumnej rasy z głębin niczego w Bremervoord nie kończy: Agloval nie wierzy, nie płaci i zapowiada łuczników przy każdej łodzi poławiaczy — a na radę, by zostawić morze jego mieszkańcom, odpowiada, że ludzie zejdą Schodami i wezmą z oceanu wszystko, choćby miał stać się czerwony od krwi.
Pełny kontekst: streszczenie rozdziału 17 →
Co doprowadziło do tego wydarzenia — i co z niego wynikło. Skutki pokazujemy do Twojej zakładki.
Korzystając z wielkiego odpływu, Geralt z Jaskrem dochodzą suchą nogą po dnie do Smoczych Kłów — i odkrywają, że kamienna półka urywa się tam ogromnymi blokami białego marmuru: Schodami wiodącymi w czarną głębię, które bard bierze za wejście do zatopionego Ys. Z otchłani bije dzwon, a z piany wynurzają się ryboludzie w hełmach i zbrojach z zaśniedziałej miedzi, uzbrojeni w kosopodobne ostrza i włócznie. Geralt kładzie napastników cięciami i wygrywa formalny pojedynek z rybiookim mistrzem szabli, lecz przed nadciągającą całą gromadą ratuje go dopiero ucieczka przed czołem przypływu — w podwodnej kotłowaninie zostaje ranny w lewe przedramię i wyrywa się ogłuszającym Znakiem. Pościg zatrzymuje Sh'eenaz, nadpływająca na grzbiecie delfina z konchą zamiast rogu bojowego; jej pożegnalne ostrzeżenie brzmi: morze nie jest dla was. Odkrycie rozumnej rasy z głębin niczego w Bremervoord nie kończy: Agloval nie wierzy, nie płaci i zapowiada łuczników przy każdej łodzi poławiaczy — a na radę, by zostawić morze jego mieszkańcom, odpowiada, że ludzie zejdą Schodami i wezmą z oceanu wszystko, choćby miał stać się czerwony od krwi.
Łódź poławiaczy pereł z Bremervoord wypływa po raz pierwszy poza zwykły teren — za przylądek, ku wulkanicznym rafom zwanym Smoczymi Kłami — i nie wraca na wieczór. Wysłane skify znajdują ją dryfującą: po siedmiorgu ludziach załogi (dwóch żeglarzach i pięciorgu nurkach) nie ma śladu, za to cały pokład jest zabryzgany krwią wzdłuż i wszerz. Relacjonujący sprawę włodarz Zelest i książę Agloval wykluczają piratów i konkurencję — takich tu nie ma, a nożowa rozprawa nie kończy się zniknięciem wszystkich co do jednego. Na ludzi pada blady strach, port zamiera, z przystani nie wychodzą nawet kogi i galery. Książę wynajmuje Geralta, by rozprawił się z „morskim potworem", i zakazuje plotek; miasteczko i tak szepcze po kątach, że to zemsta rozjuszonej syreny.