Opis ogólny — bez zdradzania fabuły.
Syrena z morza u wybrzeży Bremervoord: seledynowe włosy, łuskowaty ogon z wciętą płetwą przypominającą płetwę barweny i uroda, wobec której nawet wiedźmin przełyka ślinę. Mówi śpiewną odmianą Starszej Mowy — dla ludzkiego ucha to trudny, melodyjny dialekt — a jej krzyk potrafi przyzwać spod wody pobratymców, z krakenem włącznie. Jest zdrowa, normalna, dojrzała do tarła i mówi o tym bez cienia zażenowania; w dyskusji bywa równie gwałtowna jak wdzięczna, a jej ulubiony argument brzmi: kto kocha, ten się poświęca. Zna morską czarownicę — morszczynkę — której zaklęcia potrafią zamieniać rybie ogony w nogi i odwrotnie.
Przeglądasz bez zakładki — widzisz pełną opublikowaną biografię.
Od tygodni trwa jej sercowy spór z księciem Aglovalem, w którym tłumaczy — dosłownie — Geralt: książę chce ślubu, ale z kobietą o nogach (kupił już nawet magiczny eliksir), ona zaś odmawia zostania kaleką i proponuje, by to Agloval przyjął od morszczynki elegancki ogon. Wyrzuca księciu ustami tłumacza, że sama poświęcała się dla niego co dzień, wyłażąc na skały i wycierając sobie łuskę — a on nie chce poświęcić dwóch paskudnych kulasów; awantura kończy się życzeniem, „żeby się wysuszył". Gdy Geralt pyta ją później o mord na poławiaczach pereł, reaguje przenikliwym ostrzeżeniem: nie ważcie się zbliżać do Schodów, to nie dla was! Ostrzeżenie okazuje się szczere — kiedy ryboludzie osaczają uciekających przed przypływem Geralta i Jaskra, Sh'eenaz nadpływa na grzbiecie wielkiego delfina i, dmąc w stożkową konchę, powstrzymuje pościg, po czym żegna wiedźmina okrzykiem, że morze nie jest dla ludzi. Na koniec rozstrzyga spór z Aglovalem najprościej, jak można: wchodzi do jego sali na ludzkich nogach, wyczarowanych bezboleśnie przez morszczynkę, w sukni koloru morskiej wody i z koralowym diademem we włosach — i przy całym dworze wyjaśnia klęczącemu księciu, że też go kocha, głupka, a co to byłaby za miłość, gdyby kochającego nie było stać na trochę poświęcenia.
Każdy prowadzi do streszczenia rozdziału, w którym się wydarzył.
r. 17Sh'eenaz na ludzkich nogach — Spór zakochanych, w którym żadne nie chciało się poświęcić — syrena Sh'eenaz odmawiała nóg, książę Agloval ogona — kończy sama syrena, i to w wielkim stylu. W środku książęcej tyrady o podboju oceanu do sali wchodzi Sh'eenaz na ludzkich nogach, wyczarowanych bezboleśnie przez morszczynkę, w sukni koloru morskiej wody i koralowym diademie; wbrew balladowym schematom Jaskra nie straciła przy tym głosu — mówi najczystszą wspólną mową. Klęczącemu księciu wyjaśnia przy całym dworze, że też go kocha, głupka — a co to byłaby za miłość, gdyby kochającego nie było stać na trochę poświęcenia.r. 17Bitwa z ryboludźmi u Smoczych Kłów — Korzystając z wielkiego odpływu, Geralt z Jaskrem dochodzą suchą nogą po dnie do Smoczych Kłów — i odkrywają, że kamienna półka urywa się tam ogromnymi blokami białego marmuru: Schodami wiodącymi w czarną głębię, które bard bierze za wejście do zatopionego Ys. Z otchłani bije dzwon, a z piany wynurzają się ryboludzie w hełmach i zbrojach z zaśniedziałej miedzi, uzbrojeni w kosopodobne ostrza i włócznie. Geralt kładzie napastników cięciami i wygrywa formalny pojedynek z rybiookim mistrzem szabli, lecz przed nadciągającą całą gromadą ratuje go dopiero ucieczka przed czołem przypływu — w podwodnej kotłowaninie zostaje ranny w lewe przedramię i wyrywa się ogłuszającym Znakiem. Pościg zatrzymuje Sh'eenaz, nadpływająca na grzbiecie delfina z konchą zamiast rogu bojowego; jej pożegnalne ostrzeżenie brzmi: morze nie jest dla was. Odkrycie rozumnej rasy z głębin niczego w Bremervoord nie kończy: Agloval nie wierzy, nie płaci i zapowiada łuczników przy każdej łodzi poławiaczy — a na radę, by zostawić morze jego mieszkańcom, odpowiada, że ludzie zejdą Schodami i wezmą z oceanu wszystko, choćby miał stać się czerwony od krwi.